<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047</id><updated>2012-01-16T21:31:19.429+01:00</updated><category term='Samo życie'/><category term='Na krańcu świata'/><category term='A tym czasem w Imperium'/><category term='World War III'/><category term='Hity z Satelity'/><category term='Gdzie są filmy z tamtych lat'/><category term='Gorzkie żale'/><category term='Obiektywem po oczach'/><category term='Ocalić wspomnienia'/><category term='Szef kuchni poleca'/><category term='Start'/><category term='A tym czasem w Azeroth'/><category term='Perły przed wieprze'/><category term='Na bakier z rozsądkiem'/><category term='Muzyczna Nostalgia'/><title type='text'>Buph's Gazebo</title><subtitle type='html'>Trochę o muzyce, szeroko pojętym gamingu, kulinariach i ciekawych miejscach, o chwilach zatopionych w czasie jak inkluz w bursztynie. Dla tych, którzy nie mają nic lepszego do roboty...</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>78</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-6492958288334671738</id><published>2012-01-16T21:27:00.001+01:00</published><updated>2012-01-16T21:31:19.437+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='A tym czasem w Imperium'/><title type='text'>Co słychać w Starej Republice?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TfJ3br4u_xI/TxSExEfVjrI/AAAAAAAAAPM/qzNgGShtfEg/s1600/Screenshot_2012-01-03_16_33_03_674867.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-TfJ3br4u_xI/TxSExEfVjrI/AAAAAAAAAPM/qzNgGShtfEg/s400/Screenshot_2012-01-03_16_33_03_674867.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&amp;nbsp;&lt;i&gt;- Istny dom wariatów! - warknął Eldritch odklejając się od ściany, która moment później rozprysnęła się pod uderzeniem jednej z macek demona. Demon zaryczał głucho i ruszył w kierunku sitha. - Myślałem, że tylko Huttowie trzymają pod sypialnią menażerię!&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Młody akolita splunął i spróbował unieść Mocą strzaskany fragment kolumny. Nie dał rady, sięgnął więc po mniejszy odłamek muru, który poderwał się w powietrze i z cichym mlaśnięciem uderzył w bok demona. Demon tego nawet nie zauważył. Wciąż powoli parł w kierunku Eldritcha, tłukąc mackami jak wściekły.&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na Star Wars: The Old Republic czekałem ponad półtora roku. Ta gra miała być wszystkim tym, czym nie był dla mnie World of Warcraft. Doskonałe trailery&amp;nbsp; tak podgrzały atmosferę, że musiałem się nieustannie hamować, aby nie podbudować oczekiwań do takich rozmiarów, że żadna z gier nie mogłaby im sprostać. Ominęły mnie betatesty - nie chciałem psuć sobie zabawy grając w produkt nie do końca sprawdzony, nie daj Cthulhu - zabugowany jak niesławny Daggerfall. Wytrzymałem. Potem dałem sobie dwa tygodnie wolnego, aby serwery wytrzymały pierwszy najazd graczy. Dotrwałem nie grając do Nowego Roku. Wreszcie zainstalowałem, zarejestrowałem, ściągnąłem najnowsze patche i zacząłem grać. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To znaczy chciałem zacząć grać, lecz BioWare razem z Electronic Arts postanowiły na mnie zarobić jeszcze bardziej jeszcze zanim w ogóle mogłem postawić stopę na Korriban czy Tythonie. Otóż nabycie gry daje darmowe trzydzieści dni rzezania stworów i wypełniania zadań. Ale żeby otrzymać te trzydzieści darmowych dni, muszę albo dokonać subskrypcji podając numer swej karty kredytowej, albo wykupić kartę z kodem na kolejne, dajmy na to, sześćdziesiąt dni grania. Musze przyznać, że tu konkurencja z Blizzarda zarobiła swoje pierwsze, jakże istotne plusy w konfrontacji ze SW:TOR'em - World of Warcraft daje pierwsze trzydzieści dni gry za darmo, na zapoznanie się ze światem. To gest w stylu: 'zrobiliśmy fajną grę, pograj sobie, mamy nadzieję, że Ci się spodoba i zostaniesz na kolejne dni - oczywiście płacąc nam za nie'. W przypadku ekipy EA/BioWare odczułem to raczej jako 'zapłać nam z góry, jak najlepiej jak najwięcej, bo mamy wrażenie, że po tych trzydziestu dniach nie będziesz już chciał z nami się bawić'. Duży minus dla Gwiezdnych Wojen.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Pezl8-MJsa0/TxSFBbcOzEI/AAAAAAAAAPc/ONlWMWJYM2M/s1600/Screenshot_2012-01-03_12_41_26_716006.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-Pezl8-MJsa0/TxSFBbcOzEI/AAAAAAAAAPc/ONlWMWJYM2M/s400/Screenshot_2012-01-03_12_41_26_716006.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;To zadanie miało być proste. Wchodzisz, zabijasz wszystko, co zalęgło się w piwnicach pod Akademią Sithów,, bierzesz dowolną z czaszek z ołtarza jako dowód, że udało ci się oczyścić teren, i wracasz. Po drodze wrzucasz czaszkę do małej krwawej fontanny tuż przy wyjściu, i wyciągasz ją aby Matka Przełożona mogła później odczytać twój los z szkarłatnych nacieków na czerepie. Nikt nie wspominał o mackach. Nikt nie wspominał o stworze, który jednym ciosem kruszy twój jedyny oręż! Lecz to Akademia Sithów. Powinieneś być gotów na wszystko!&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Uniwersum Gwiezdnych Wojen to fantastyczny teatr gry ze świetnie zarysowanymi stronami konfliktu, wieloma rasami, odkrywaniem nowych planet... Raj dla scenarzystów. Ale czy także raj dla graczy?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZsxsiLn_oNY/TxSFAivIvmI/AAAAAAAAAPU/oaXgPXaV588/s1600/Screenshot_2012-01-02_22_23_57_668995.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;Star Wars: The Old Republic pozwala graczowi na wybór ośmiu klas postaci - po cztery na Stronę Mocy. Dwie z nich, to klasy walczące wręcz, dwie - używające broni dystansowej. W porównaniu z występującymi w World of Warcraft dziesięcioma klasami furory to nie robi, ale jeśli dodamy, że każda z klas w SW:TOR ma swoją własną linię scenariusza, to przechyla szalę na korzyść dzieła EA/BioWare. Grywalnych ras w Gwiezdnych Wojnach jest kilka, jednak nie różnią się one znacząco statystykami czy dodatkowymi umiejętnościami (przynajmniej dla mnie jako zwykłego gracza), więc ma to znaczenie tylko dla identyfikowania się ze swoim bohaterem. Postać gracza można zindywidualizować, wybierając fryzurę, kolor włosów, oczu, biżuterię, tatuaże a nawet blizny! Jednak mam wrażenie, że bogactwo opcji jest jedynie pozorne, gdyż już drugiego dnia gry biegałem w grupie z rattatakańskim łowcą nagród wyglądającym kropka w kropkę jak ja.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ZsxsiLn_oNY/TxSFAivIvmI/AAAAAAAAAPU/oaXgPXaV588/s1600/Screenshot_2012-01-02_22_23_57_668995.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://1.bp.blogspot.com/-ZsxsiLn_oNY/TxSFAivIvmI/AAAAAAAAAPU/oaXgPXaV588/s320/Screenshot_2012-01-02_22_23_57_668995.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Grafika Gwiezdnych Wojen jest naprawdę niezła. Modele są szczegółowe - zwłaszcza zamieszkująca planety fauna może się podobać. Humanoidy jednak wyglądają już dużo gorzej - być może cała graficzna para poszła w gwizdek pokazywania - całkiem udanie, jednak tylko w filmikach - mimiki postaci. Jednak dużym minusem terenu gry są puste przestrzenie - gdyby nie gracze i ich przeciwnicy, na mapach nie byłoby żadnego ruchu. World of Warcraft pod tym względem wygląda dużo lepiej, ruszają się drzewa, trawa, latają ptaszki, motylki i inne męczące owady. Tu, gdzieś nad głowami przelecieć może od czasu do czasu para Tie-Fighterów, albo w oddali widać majestatycznie powoli poruszający się olbrzymi statek kosmiczny. Ja wiem, ze założenia gry sprawiają, że planety na które trafiamy we wczesnej fazie gry są dość niegościnne (Ord Mantell to strefa wojny domowej, Huttę trawią wojny gangów, Korriban to pustynia a na Tythonie nie byłem), ale później też nie jest wcale lepiej. Przestrzenie Coruscant, planety - miasta, stolicy Republiki, to głównie wnętrza budynków, wyjęte żywcem z serii Mass Effect. Najładniej wygląda stolica Imperium - Dromund Kaas, porośnięta prastarym lasem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za to muzyka kruszy piszczele! Doskonale wprowadza w nastrój Gwiezdnej Sagi. Kiedy trzeba - jest epicka i podniosła, kiedy indziej - zalatuje klimatami knajpy na Tatooine. Znane z filmów motywy są wplatane w zupełnie nowe utwory, a wszystko razem daje wspaniały efekt. To w dużej mierze zasługa muzyki, że gracz może wczuć się w rolę młodego ucznia - sitha czy szmuglera w typie Hana Solo. Najlepszym przykładem niech będzie fakt, że choć nie usłyszałem jeszcze w grze słynnego Marsza Imperialnego, to wcale mi go nie brakuje!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TYZXmNDmmJw/TxSFCQGHlAI/AAAAAAAAAPk/-h2Lg3TAoDM/s1600/Screenshot_2012-01-12_19_01_56_720331.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;Nowością w Gwiezdnych Wojnach jest fakt, że wszystkie dialogi są mówione przez bohatera i postacie niezależne, w trakcie odpowiednich filmików. Podczas tych filmików można także poprowadzić rozmowę na kilka różnych sposobów - podobnie jak w serii Mass Effect, co pozwala nam wpływać na losy świata gry (przynajmniej w tym małym wycinku dotyczącym postaci) i uzyskiwać punkty Mocy - jej Jasnej bądź Mrocznej strony. Oznacza to ni mniej ni więcej, że może być imperialny lord sith stojący po Jasnej stronie Mocy, jak i republikański jedi, który wybrał jej Mroczną stronę. Fajną zasadą jest to, że odtwarzając jakiś filmik będąc w grupie graczy, losowane jest to, który z uczestniczących w rozgrywce graczy będzie prowadził rozmowę, dokonując wyborów zgodnych charakterem z odgrywanej przez niego postaci (i może na przykład odmówić wykonania jakiegoś zadania). Przerywniki filmowe z jednej strony są świetnym rozwiązaniem dla tych, którzy w komputerowym RPG szukają namiastki odgrywania i wcielania się w rolę, jednak przeszkadzają tym, którzy w MMORPG szukają emocji związanych z walką, mordowaniem przeciwników i zbieraniem&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-TYZXmNDmmJw/TxSFCQGHlAI/AAAAAAAAAPk/-h2Lg3TAoDM/s1600/Screenshot_2012-01-12_19_01_56_720331.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://4.bp.blogspot.com/-TYZXmNDmmJw/TxSFCQGHlAI/AAAAAAAAAPk/-h2Lg3TAoDM/s320/Screenshot_2012-01-12_19_01_56_720331.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt; tego, co z ich trucheł wypadnie. Dla mnie są dużym plusem, bo bez bicia przyznam się, że w pewnym momencie przestałem czytać opisy zadań w World of Warcraft, ograniczając się do sprawdzenia, ile czego należy utłuc tym razem i co przynieść jako trofeum. Widziałem też jednak niecierpliwców nie pozwalających innym nacieszyć się grą i przewijających filmiki, których byli gospodarzami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bardzo fajną rzeczą jest możliwość posiadania także własnego statku i brania udziału w kosmicznych bitwach - zrealizowanych w formie urzekających graficznie arcade'owych strzelanek z lat dziewięćdziesiątych - mam jednak nadzieję, że ten potencjał nie został na późniejszej fazie gry zmarnowany i starcia w kosmosie nie staną się nużące.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;&lt;br /&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i&gt;Początek  faktycznie był prosty - w piwnicy były jedynie szczuropodobne o'guuny i  kilka błoniastoskrzydłych nieśmiałków. Ołtarz udało się odnaleźć bez  kłopotu, leżące na nim czaszki nie były zabezpieczone ani żadną pułapką  ani nawet nie były spowite Mocą. Ot, stare spróchniałe kości leżące na  kamiennym stole. Dopiero po wrzuceniu czerepu do fontanny z krwią  rozpętało się pandemonium...&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Fantastyczną rzeczą w Star Wars: The Old Republic jest mnogość bohaterów trzecioplanowych, eNPeCów czy wreszcie przeciwników. Ciężko trafić wśród postaci wygenerowanych prze grę na 'klona', co było bolączką choćby rodzimego Wiedźmina. Twoja własna postać może być człowiekiem albo należeć do którejś z ośmiu pozostałych grywalnych ras, zaś w świecie gry natkniesz się na przedstawicieli ponad trzydziestu różnych, znanych z uniwersum ras. Wiele z nich posługuje się wyjątkowymi, znanymi z filmowej sagi językami - Huttowie gulgoczą, roboty ćwierkają a Ugnaught'owie chrząkają. Wookie, rzecz jasna, wyją. Łatwo też w świecie gry odnaleźć wyraziste, zapadające w pamięć postacie, jak na przykład prawnik doskonale orientujący się w kosmicznych przepisach, nie mający zielonego pojęcia dlaczego większość 'normalnych ludzi' ma problemy ze zrozumieniem go, albo rasa inteligentnych droidów, używająca kolorów do opisywania emocji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wszystkie te zalety wypływają z tego, że twórcy postanowili uczynić sieciowe Gwiezdne Wojny tworem jak najbardziej przyjaznym dla gracza odkrywającego Starą Republikę w pojedynkę. Poziomy są zaprojektowane w ten sposób, że przeciwnicy stanowią wyzwanie dla jednego gracza, natomiast w przypadku gry w grupie postacie graczy nie zdążą się nawet rozgrzać w starciu, zanim pobiją wszystkich przeciwników. Szybko, bo już w okolicach 8 poziomu, postać gracza dostaje jako wsparcie towarzysza - różniącego się w zależności od klasy postaci. Gra w grupie bardzo przyspiesza samą historię - ukończenie wszystkich zadań na Korriban, planecie na której zaczynają Sithowie, zajęło mi dobre dziesięć godzin gry. We dwójkę, z Najlepszą z Najlepszych spędziliśmy na Korriban połowę tego czasu, doskonale się bawiąc i robiąc pewne rzeczy kilkukrotnie - od tak, dla zabawy i klimatu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W tej sytuacji wyzwaniami są obliczone na grę zespołową tak zwane Heroiki, a także Flashpointy. Niestety, ich poziom nie został zbyt dobrze wyważony - niektóre nie stanowią większego wyzwania dla graczy, inne zaś gwarantują ciągłe frustrujące porażki, jeśli choć jedna z postaci w grupie nie spełnia założeń, jakie przyjęli sobie twórcy gry. Dla przykładu - jeśli któraś z postaci graczy ma niższy poziom niż przewidziany dla zadania - wtedy kierowany przez komputer przeciwnik najpierw wytnie najsłabsze ogniwo, sprawiając że cała grupa rozpadnie się jak domek z kart. Szybko też okazuje się, że podstawą w grupie jest choć jedna postać z umiejętnością leczenia - bez tego rzadko udaje się odnieść sukces. Z drugiej strony takie postawienie sprawy i tak jest lepsze od tego, co oferuje World of Warcraft - konieczności odwiedzania lochów w konfiguracji tank - medyk - trzech morderców.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Zyw9OBJ3uPI/TxSFD6mce7I/AAAAAAAAAPs/rXQZFYNRIKU/s1600/Screenshot_2012-01-13_15_51_13_973886.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://2.bp.blogspot.com/-Zyw9OBJ3uPI/TxSFD6mce7I/AAAAAAAAAPs/rXQZFYNRIKU/s320/Screenshot_2012-01-13_15_51_13_973886.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Jednak nie udało się twórcom gry uniknąć kilku wad, miejmy nadzieję należących do 'wad okresu dziecięcego'. Najbardziej chyba zirytowała mnie niewielka ilość dostępnych przedmiotów w grze. World of Warcraft cieszył bogactwem sprzętu - rzadko spotykało się postacie korzystające z identycznego ekwipunku. Tutaj, przynajmniej do 18 poziomu (tyle udało mi się do tej pory nabić mojej najlepszej postaci), większość najlepszego ekwipunku otrzymuje się za wypełnienie zadań, co powoduje, że wszyscy wyglądają mniej więcej tak samo. Sithowie od pierwszego do czwartego poziomu biegają w czerwonym szlafroku, który później zamieniają na brązowy uniform. Szczęśliwcy, którym udało się dopaść Republikańskiego generała na 'Czarnym Pazurze' (jednej z misji dla całej grupy), mogą ubrać czarną szatę. Niskopoziomowi łowcy nagród na Hutcie biegają w identycznych panterkach, zaś przemytnicy po piętnastym poziomie wszyscy biegają w identycznych kretyńskich czapeczkach. Słabo. Kolejny minus to fakt, że otrzymane za wykonanie zadań heroicznych albo flashpointów przedmioty są co najmniej o dwie klasy lepsze od innych, i nie ma zamienników dostępnych choćby za kredyty, które pozwoliły by na indywidualizację postaci. Słowem - bardzo warto czekać, aż zbierze się grupa czterech graczy do wykonania któregoś z trudniejszych zadań.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Pezl8-MJsa0/TxSFBbcOzEI/AAAAAAAAAPc/ONlWMWJYM2M/s1600/Screenshot_2012-01-03_12_41_26_716006.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;Na szczęście nie ma problemów z zebraniem tej czwórki graczy. Na serwerach póki co panuje tłok, popołudniami trzeba czekać w kolejkach na zalogowanie (na szczęście czas oczekiwania udało się zredukować z ponad dziewięćdziesięciu momentami minut do góra piętnastu). Ludzie bardzo intensywnie grają i zebranie chętnych do wspólnego przemierzania zakamarków Odległej Galaktyki trwa moment. Ma to niestety również swoje złe strony. Graczy jest czasem więcej niż przeciwników, i do wypełnienia zadań polegających na pokonaniu określonego adwersarza ustawiają się prawdziwe kolejki. Nie obca bywa także sytuacja, gdy w pocie czoła mozolnie opróżniamy pomieszczenie z dajmy na to - wrażych droidów, a ktoś wbiega nam zza pleców i pokonuje przeciwnika, na którego sami się czailiśmy. Cóż - wtedy pozostaje tylko czekanie na ponowne przyjście na ten świat rzeczonego adwersarza, albo - jeśli trafimy na uprzejmego gracza - szybkie zaproszenie go do gry w grupie. Sytuacja ta stanowi sporą różnicę w stosunku do WoWa, gdzie sporej części instancji - odpowiedników tutejszych Heroików - po prostu nawet nie zobaczyłem, bo nie znalazłem nikogo, kto chciałby ze mną do nich wejść.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;Eldritch podjął decyzję. Sprężył  się i skoczył w kierunku paszczy stwora. Demon najwyraźniej nie tego  się spodziewał, jego macki o centymetry minęły swą zdobycz. Akolita  przeturlał się pod jedną z nich, przeskoczył drugą i moment później był  już przy fontannie, rozpaczliwie szukając w niej czaszki. Fontanna była  płytsza niż mogło by się wydawać, palce sitha wkrótce natrafiły na obły  przedmiot. Eldritch chwycił go i umknął jak niepyszny przez otwarte  wrota, ścigany przez głośny ryk demona.&lt;/i&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wkurzył mnie także fakt, że spora część zadań jest wspólna dla wszystkich klas Imperium, i wszystkich klas Republiki. Tak więc, jeśli poznałeś sekrety planety Dromund Kaas czy Coruscant grając jedną postacią, tworząc kolejną będziesz wypełniał te same zadania, które zdążą Ci się dawno znudzić. Natomiast bardzo, bardzo spodobały mi się Flashpointy, historia opowiedziana w pierwszych dwóch - Czarnym Szponie i The Essels, naprawdę wciąga. Któż bowiem nie chciałby wziąć udziału w brawurowym abordażu na potężny okręt Republiki, by wyrwać z rąk jedi imperialnego generała, czy chronić republikańskiej senator przed próbą jej porwania przez sithów?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny minus - ciekawie rozwiązane zbieranie surowców i tworzenie własnych przedmiotów. Robią to za nas nasi towarzysze. Jednakże nieczęsto będziemy mogli skorzystać z pozyskanych w ten sposób dóbr - zwyczajnie częściej dużo lepsze możemy otrzymać za wykonywanie zadań. Sprzedaż surowców jak i wytworzonych przedmiotów w domu aukcyjnym również nie powala i jest zwyczajnie nieopłacalna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CUZywhaXmYY/TxSFE-_y8cI/AAAAAAAAAP0/nfjrowrKHW4/s1600/Screenshot_2012-01-14_01_02_13_284770.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://3.bp.blogspot.com/-CUZywhaXmYY/TxSFE-_y8cI/AAAAAAAAAP0/nfjrowrKHW4/s320/Screenshot_2012-01-14_01_02_13_284770.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;Nieciekawie wygląda też sytuacja z grą gracz przeciwko graczowi. Szczerze mówiąc, nie zgłębiłem tego aspektu gry w ogóle, gdyż kolejki do stref PvP są długaśne, a także dlatego, że dowiedziałem się, że postacie niskopoziomowe walczą ramię w ramię - a także przeciwko - postaciom z maksymalnym udo uzyskania, 50 poziomem. Wynik takiego starcia jest bardzo łatwy do przewidzenia. Na czacie w grze dało się jednak zauważyć,że zwłaszcza jedna z potyczek - Huttball - cieszy się dużą popularnością i 'jest satysfakcjonująca, jeśli gra się według jej zasad'. Jeśli zapytacie mnie, czym jest ów Huttball, to obstawiałbym jakąś wariację na temat warhammerowego snotballa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze. W grze zdarzają się zaciachy - postać gracza potrafi utknąć gdzieś w połowie zbocza, na drzewie, albo na prostym, równym terenie. Nie ma reguły. Zdarza się, że surowce widoczne na mapie i przed oczami gracza nie mogą zostać zebrane. Postać, której nakaże się podążanie za innym graczem, gubi go po pięciu sekundach (w WoW'ie można było tak przemierzać całe krainy). Są momenty, gdy postać gracza prowadzi ogień do dawno już padłego przeciwnika, nawet jeśli jej broń wisi u pasa a ona biegnie w przeciwnym kierunku. Niektóre emotikonki nie działają tak jak przyzwyczaił nas do tego WoW - gdzie postać w zasadzie robiła to, na co wskazywała emotka - kładła się spać, przesyłała soczystego buziaka czy klaskała. Tu można przeczytać informację, że 'Eldritch zasypia przy Strażniku Cytadeli', podczas gdy moja postać stoi jak kołek. Niektóre teksty zostały - nie wiem czy nie celowo - stuprocentowo przepisane wręcz z WoW'a - zwłaszcza przytrafia się to na targowisku, wśród kupców. Także wśród kupców handlujących bodajże zbrojami na Dromund Kaas cała trójka mówiła do mnie jednym, przyjemnym damskim głosem. Problem w tym, że ciężkie zbroje sprzedawał niejaki Desmond. Wreszcie fakt, ze niektóre fragmenty gry, jak na przykład poruszanie się postaci i taniec, wyglądają jakby były nieudolnie skopiowane z World of Warcraft. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QSAtRO8T0dc/TxSFFugXeRI/AAAAAAAAAP8/juMQ3YDw2o0/s1600/Screenshot_2012-01-15_15_11_31_053561.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Generalnie, w mej ocenie Star Wars: The Old Republic, to bardzo dobry roleplay dla jednej osoby osadzony w uniwersum Gwiezdnych Wojen, z opcjonalnym wprowadzeniem kolejnych graczy do zabawy. Roleplay, który owszem, jest wart ponad sto pięćdziesiąt złotych, które żąda za niego dystrybutor, lecz nie wiem, czy opłacą się zainwestowane w abonament fundusze. Na razie nie zapowiada się, żeby po doprowadzeniu historii gracza do końca było po co grać - chyba tylko po to, aby poznać opowieść innej postaci. Potraktowanie SW:TOR jako&amp;nbsp; zwykłego, szybkiego MMORPG zepsuje zabawę i osobie oczekującej akcji - i innym, którzy chcieliby nacieszyć się historią.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-QSAtRO8T0dc/TxSFFugXeRI/AAAAAAAAAP8/juMQ3YDw2o0/s1600/Screenshot_2012-01-15_15_11_31_053561.jpg" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-QSAtRO8T0dc/TxSFFugXeRI/AAAAAAAAAP8/juMQ3YDw2o0/s400/Screenshot_2012-01-15_15_11_31_053561.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Matka Przełożona czekała tuż przy wyjściu. Jej przenikliwe spojrzenie omiotło sitha. Eldritch wyglądał jak siedem nieszczęść - odzienie miał w strzępach, przyprószone tynkiem i zakrwawione, był bez świetlnego miecza. Bez słowa rzucił jej pod nogi czaszkę. Dopiero gdy to zrobił uświadomił sobie, że to był błąd, że jego buta być może właśnie kosztowała go życie. Przedmiot, który wyciągnął z fontanny, nie był czaszką, którą wcześniej do niej wrzucił. U stóp Matki Przełożonej leżała, oskarżając bezgłośnym krzykiem, głowa jego Mistrza. &lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-6492958288334671738?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/6492958288334671738/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=6492958288334671738' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6492958288334671738'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6492958288334671738'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2012/01/co-sychac-w-starej-republice.html' title='Co słychać w Starej Republice?'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-TfJ3br4u_xI/TxSExEfVjrI/AAAAAAAAAPM/qzNgGShtfEg/s72-c/Screenshot_2012-01-03_16_33_03_674867.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-6789920143898126395</id><published>2011-08-31T13:30:00.003+02:00</published><updated>2011-08-31T13:52:38.905+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Obiektywem po oczach'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na krańcu świata'/><title type='text'>Węgorzewo Seven Festival 2011</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://static.polskieradio.pl/files/64159148-5377-4ca0-90a1-a7a11b4d10fb.file" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="175" src="http://static.polskieradio.pl/files/64159148-5377-4ca0-90a1-a7a11b4d10fb.file" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na początku był pomysł. Nieśmiała idea, aby oprócz dorocznej wyprawy na Castle Party pojawić się na jakimś innym rockowym spędzie, aby odetchnąć od czarnych koronek i lateksowych gaci. By odstawić w kąt przyzwyczajenia nabyte przez te paręnaście wizyt w Bolkowie i zobaczyć, jak inne miasteczka radzą sobie z nalotem 'czarnej szarańczy'. By wreszcie posłuchać takiej muzyki, dla jakiej nie znalazłoby się miejsca na bolkowskim zamku.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wybór festiwalu był problemem tylko przez moment. Sonisphere wypadło nam z kalendarza przez inne zobowiązania, Szczytno upadło, Brutal Assault i With Full Force odrzuciły składem a Wacken obawą przed zdeptaniem w wielotysięcznym tłumie maniaków metalicznej muzyki. Na placu boju pozostało &lt;a href="http://www.sevenfestival.pl/"&gt;Węgorzewo&lt;/a&gt;, kuszące gwiazdami, lokalizacją i opinią niewielkiego, przyjaznego dla fanów festiwalu. I tak pojechaliśmy na Mazury.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno uwierzyć, ale rockowe święto zagościło w Węgorzewie już po raz osiemnasty. Festiwal rokrocznie odbywa się na terenie jednostki wojskowej - &lt;a href="http://www.mpa.wegorzewo.pl/"&gt;11 Mazurskiego Pułku Artylerii&lt;/a&gt;. Początkowo był to po prostu przegląd wojskowych zespołów rockowych, później zaczęto zapraszać krajowe gwiazdy, dołożono konkurs kapel lokalnych, wreszcie konkurs rozciągnięto na zespoły z całej Polski i państw tzw. grupy wyszehradzkiej. Festiwal przez lata zmieniał nazwę - raz było to Rockowisko, raz Eko Union of Rock, by w tym roku przybrać nazwę Seven Festival, z nośnym marketingowo hasłem "Muzyka - Mazury - Ekologia".&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Główną scenę festiwalu ustawiono na placu manewrowym w miejscowych koszarach. Plac ten, o rozmiarach przekraczających boisko piłkarskie, z jednej strony ogrodzony był budynkiem mieszkalnym, przed którym ustawiono scenę, z dwóch zaś ciągiem garaży i magazynów. Ostatnią stronę stanowiła dziwna, poniemiecka konstrukcja z żelbetu, na której szczycie ustawiono zestaw anten wszelakich (&lt;a href="http://odkrywca.pl/galerie.php?nazwa=bunkier"&gt;podobna&lt;/a&gt; stoi w Poznaniu). Scena zrobiła na mnie imponujące wrażenie - spodziewałem się niewielkiej estrady z kilkoma reflektorami na krzyż, a zastałem dużą, w pełni profesjonalną konstrukcję, wyposażoną we wszystko, co może być potrzebne do robienia show. Przed sceną znajdowała się platforma realizatora dźwięku - wysoka na dobre trzy piętra, na których oprócz konsolety znalazło się miejsce dla kamer. Koncerty bowiem były rejestrowane, a ci, którym nie chciało się podchodzić pod scenę mogli oglądać muzyków na telebimie umieszczonym na tyle wspomnianej platformy. Dodać trzeba, że obraz z telebimu był doskonałej jakości i w pełni profesjonalnie montowany na żywo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugiej sceny, na której prezentowały się kapele konkursowe, nie dane nam było zobaczyć. Organizatorzy umieścili ją bowiem na &lt;a href="http://i.wm.pl/00/00/35/72/f/pole-namiotowe-10-83757.jpg"&gt;festiwalowym campingu&lt;/a&gt;, który w tym roku znajdował się jakieś cztery kilometry od miejsca festiwalu. Jako, że zdecydowaliśmy się nie nocować w Węgorzewie, tylko codziennie dojeżdżać z leżącego nieopodal Giżycka, krążenie między scenami wydało nam się zbędnym marnowaniem czasu. Niestety ominęły nas przez to koncerty kilku zespołów, których byliśmy ciekawi, oraz cały wachlarz atrakcji oferowanych przez pole namiotowe, a to imprez do białego rana oraz kąpieli w pobliskim jeziorze Święcajty. Nie tylko my byliśmy rozczarowani takim rozłożeniem scen - większość fanów klęła na czym świat stoi wracając po koncertach na zmęczonych nogach na pole namiotowe i wspominała z nostalgią czasy, gdy 'polem &lt;s&gt;wymiotowym&lt;/s&gt; namiotowym' był miejski park, położony rzut beretem od koszar - i, co nie mniej ważne - od miejscowej Biedronki. Z kronikarskiego obowiązku wspomnę tylko, że w tym roku na małej scenie zagrały m.in. &lt;a href="http://youtu.be/2LYMBJB6c8c"&gt;D4D&lt;/a&gt;, 1984, Enej czy&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt; &lt;a href="http://youtu.be/TW_RioGeKA4"&gt;Skvorcy Stiepanova&lt;/a&gt;. Na wspomnianym polu namiotowym znalazło się ponoć miejsce dla trzeciej sceny, na której zaprezentowały się wojskowe zespoły rockowe, jak &lt;a href="http://youtu.be/pMldw4cbyi4"&gt;Hiroshima&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://youtu.be/wa3Ghmaq8Pg"&gt;Pierwiastek z Trzech&lt;/a&gt;.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;Trzeba przyznać, że różnice pomiędzy festiwalami w Węgorzewie i Bolkowie bardzo rzucają się w oczy. Tak jak w Bolkowie na te kilka dni w roku czarno ubrane postacie 'przejmują miasto', spacerując wszędzie i uprzyjemniając sobie życie sącząc co kto lubi, tak w Węgorzewie uczestników festiwalu było widać jedynie w bezpośredniej bliskości koszar, przy wspomnianej wyżej Biedronce oraz kursujących na trasie scena główna - pole namiotowe. Sączących różnego rodzaju napoje szybko &lt;a href="http://www.sevenfestival.pl/news/bezpieczny-seven-festival"&gt;wyławiała policja&lt;/a&gt;, ustawicznie krążąca po mieście, i sączenie na tym się kończyło. Trzeba jednak przyznać, że bywalcy festiwalu należą do ludzi kulturalnych, burd nie wszczyniających, a uzupełniających elektrolity w miejscach, do których policjanci nie zaglądali (pole namiotowe i okolice bramek wejściowych na teren festiwalu). Inną różnicą jest fakt, iż mieszkańcy miasta nie zarabiają na przybyszach w takim zakresie, jak uczynni mieszkańcy Bolkowa. Wątpię bowiem, by wynajmowali festiwalowiczom pokoje w swych mieszkaniach, a i z tego, co widziałem, prywatne inicjatywy ograniczyły się do jednego stoiska sprzedaży obwoźnej łańcuszków i kolczyków, oraz do udostępnienia części parkingu na łączce przy koszarach&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt; przez obsługę,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt; pod rozbicie namiotów tym, którym nie chciało się drałować na oficjalny camping.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i.wm.pl/00/00/36/62/n/duza-scena-migawka-24-86328.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://i.wm.pl/00/00/36/62/n/duza-scena-migawka-24-86328.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;Życie towarzyskie miast w mieście, wrzało więc na campingu (ponoć) i pod sceną główną, gdzie jeden ze sponsorów festiwalu ustawił piwny zakątek, w którym przy odrobinie szczęścia i wytrwałości udawało się zająć całkiem wygodne miejsca siedzące przy ławach biesiadnych. Sponsor ten, mający żubra w herbie, miał wyłączność na sprzedaż piwa, co z jednej strony poskutkowało zadowalającą ceną (piętaszek za kufelek), zaś z drugiej strony jedynie wyjątkowo mało wybredni festiwalowicze mogli uznać jakość złocistego trunku za zadowalającą. Wyboru bowiem nie było - raptem dwa rodzaje puszkowego, jedno lane, jedno bezalkoholowe i bodaj Red's dla spragnionych smaku innego niż chmielowy. Za to trzeba przyznać, że organizacja kącika piwnego była doskonała - dwie kasy zamieniające złocisze na oficjalną piwną walutę - blaszkę z dziwną runą, i z dziesięć nalewaków obsługiwanych przez zaprawionych w piwnych bojach weteranów. Kolejki po piwo były więc znacząco krótsze niż te do toi-toi'ów, których mogło spokojnie stanąć z dziesięć więcej, bo i miejsce na nie by się znalazło, a i zapotrzebowanie na nie było. Oddając jednak sprawiedliwość organizatorom przyznaję, że toi-toie były czyste i zadziwiająco często znajdowałem w nich papier i mydło (choć wody do umycia rąk już nie było).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;Kończąc wątek aprowizacyjno - organizacyjny muszę poświęcić kilka słów stoiskom handlowym znajdującym się nieopodal głównej sceny. A więc można było na nich nabyć oficjalne koszulki festiwalu (za 69 PLN i w promocji ostatniego dnia festiwalu - już tylko za 19 PLN), nieoficjalne koszulki kapel niewystępujących w Węgorzewie, &lt;a href="http://www.navaho.com.pl/"&gt;ręcznie malowane koszulki&lt;/a&gt; z wzorami indiańskimi, multum pasków, wisiorków, kolczyków, spinek, klipsów i innych rzeczy, które młode niewiasty zwykły sobie sprawiać na wieczną rzeczy pamiątkę, był stand Tylko Rocka oferujący archiwalia tegoż periodyku, były (jedynie w piątek) stoiska z merchandisem Pro-Pain i Łąki Łan, wreszcie było stoisko, na którym za oszałamiającą kwotę dwóch złotych można było nałykać się helu (nie skorzystałem tylko dlatego, że po piątkowym wieczorze straciłem głos). Miłośnicy zakąszania mogli odstać w kilometrowej kolejce za megazapiekanką (10 PLN, metrowa buła z pieczarkami, serem i ketchupem) albo w zdecydowanie krótszych za megahotdogiem (10 PLN, nie polecam ze względu na nie pierwszej świeżości surówę i bardzo ostrą musztardę), megapierogami ruskimi (10 PLN za sporą tackę, bardzo smaczne), megamakaronem z megawarzywami (10 PLN, znikał w tempie zastraszającym, co pozwala sądzić, że był wyjątkowo dobry), czy megaziemniaczkami (też za dychę, a co, w niedzielę zastąpiły makaron). Prócz tego można było nasycić się popcornem, goframi, lodowymi sorbetami (bez alkoholu) oraz watą cukrową. Dodatkowo swoje stoisko miała jedna z tytoniowych marek, całkiem spore wypełnione ulotkami i nie tylko stoisko miał Urząd Marszałkowski Województwa Warmińsko-Mazurskiego wraz z przedstawicielami miejscowego samorządu terytorialnego, a z uwagi na to, że Seven Festival mocno wspiera ekologię i inicjatywy obywatelskie, pojawiły się też standy WWF (na którym można było wziąć udział w różnego rodzaju konkursach i quizach, i dzięki któremu po terenie festiwalu przechadzał się Puszysty Przyjazny Miś) i &lt;a href="http://ai50.pl/index.php/2011/07/wegorzewo-gralo-dla-zmiciera-daszkiewicza/"&gt;Amnesty International&lt;/a&gt; (na którym zbierano podpisy pod petycją wzywającą do uwolnienia jednego z białoruskich opozycjonistów).&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;Piątek - Dzień Pierwszy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/bBwfMpfezPY/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bBwfMpfezPY&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/bBwfMpfezPY&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;Koncerty na głównej scenie rozpoczął warszawski &lt;a href="http://www.madeofhate.net/"&gt;Made of Hate.&lt;/a&gt; Kapela ta powstała na gruzach heavymetalowego Archeon, który przed rozpadem pozostawił długograja wydanego przez Massive Music oraz całkiem przyzwoity &lt;a href="http://youtu.be/FGgyPoCfTKE"&gt;telebłysk&lt;/a&gt;. Made of Hate, ku mojemu zaskoczeniu, zagrało całkiem fajny, energetyczny koncert, gromadząc przy barierkach całkiem sporą grupę rozentuzjazmowanej - choć zdecydowanie małoletniej - publiczności. Warto zwrócić uwagę na instrumentalistów, zwłaszcza obdarzonego niebanalnymi umiejętnościami gitarzystę -&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="st"&gt; Michała Kostrzyński&lt;/span&gt;ego, perliście wydobywającego kolejne kaskady dźwięków ze swoich sześciu strun. Warszawiacy zwycięsko wybrnęli z niewdzięcznej roli kapeli otwierającej festiwal, i po dobrych czterdziestu minutach zeszli ze sceny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/5z-Y3t0qYTg/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/5z-Y3t0qYTg&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/5z-Y3t0qYTg&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;Kolejnemu koncertowi przyglądałem się z pewnym niedowierzaniem - &lt;a href="http://www.lakilan.pl/"&gt;Łąki Łan&lt;/a&gt; oprócz kompletnie nieprzemawiającej do mnie muzyki postawił na odjechany klimat i dobrą zabawę. Za perkusją pojawił się różowy Mega Motyl, na gitarze zagrał ubrany w żółto-czarne spodnie niejaki Bonk a na basie szary, długouchy Zając Cokictokloc. Obrazu szaleństwa dopełniał skaczący po scenie, uzbrojony w mikrofon i bukiet polnych kwiatów Paprodziad, którego image sceniczny (pomarańczowy płaszcz narzucony na prawie gołe ciało, takiż szapoklak i ciemne okulary) był równie porażający. Jednym słowem, chłopaki nieźle odlecieli. Nastrój totalnej zabawy udzielił się również coraz liczniejszej publiczności, która miała okazję wysłuchać między innymi 'Big Batona' (&lt;a href="http://youtu.be/GkJGP1aZR-w"&gt;tu&lt;/a&gt; w wersji z Przystanku Woodstock), 'Ho No Na Łono' czy niepokojąco dyskotekowego 'Patyczaki'. Na scenie w pewnym momencie pojawił się także &lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://youtu.be/pg19B9Qg8zA" style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span class="long-title" dir="ltr" id="eow-title" title="Skvorcy Stiepanova - Hej Sokoły,  Seven Festival 2011 Węgorzewo"&gt;Puszysty Przyjazny Miś&lt;/span&gt; WWF'u&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;, radośnie pląsając między członkami zespołu. Mocna rzecz, którą na trzeźwo ciężko byłoby znieść ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następnie na scenie zameldowali się weterani z &lt;a href="http://dezerter.com/"&gt;Dezertera&lt;/a&gt;, a wśród publiczności nastąpiła pokoleniowa zmiana warty. Na koncert tego tria przyjechali załoganci, nierzadko dźwigający już czwarty krzyżyk na swoich barkach. Niemniej jednak pod sceną zakotłowało się już od pierwszego numeru, a i sam zespół nie oszczędzał się posyłając w publikę petardy skomasowanej energii. Publiczność szalała, śpiewała z Krzyśkiem Grabowskim teksty, pojawili się też pierwsi crowd-surferzy. Dezerter zamiast bawić się w jakieś wydumane choreograficzne cuda-niewidy  postawił na siłę muzyki i doskonale na tym wyszedł. Genialnie zwłaszcza było słychać basistę - zapewniał zespołowi naprawdę potężne brzmienie. Tego wieczoru  usłyszeliśmy między innymi 'Ratuj Swoją Duszę', &lt;a href="http://youtu.be/O5rhsje-hpY"&gt;'Jesteśmy Sektą'&lt;/a&gt;, 'Co Za  Czasy?', 'Blasfemię' i &lt;a href="http://youtu.be/xHwQAxYrg6Y"&gt;'Made In China'&lt;/a&gt; z najnowszego długograja zespołu  'Prawo do Bycia Idiotą', poleciał 'Nielegalny Zabójca Czasu', były też  przyjęte niesłychanie entuzjastycznie &lt;a href="http://youtu.be/A6QbiHTE-54"&gt;'Ku Przyszłości'&lt;/a&gt;, 'Plakat', 'Polska  Złota Młodzież' i 'Spytaj Policjanta' (sic!), wreszcie był także odegrany 'Ile % Duszy'. W pewnym momencie w me ramiona wpadł załogant w spranej koszulce Bad Religion, który sapiąc wykrzyczał mi do ucha, że 'jest zajebiście, ale ma 42 lata i już brak mu sił', na co moją jedyną ripostą było, że 'ma nie marudzić, bo dziś wieczór ma lat osiemnaście', po czym razem ruszyliśmy w tany. Przy okazji okazało się, że Najlepsza z Najlepszych jest pankówą - mimo że nie mamy ani jednej płyty Dezertera w domu odśpiewała wraz z zespołem większość numerów ;) . Podsumowując w trzech słowach - koncert perfekcyjny, dynamiczny i niezapomniany. &lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/oJDACItIi_Q/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/oJDACItIi_Q&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/oJDACItIi_Q&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;W jednej z pierwszych prawdziwych recenzji jakie przeczytałem padły słowa: 'heavy metal grany przez &lt;s&gt;Stratovarius&lt;/s&gt; (tu litościwie przemilczę nazwę kapeli) ma tyle sił, co zdechła mysz'. Aby odpowiednio opisać koncert &lt;a href="http://www.strachynalachy.art.pl/"&gt;Strachów Na Lachy&lt;/a&gt;, które objęły scenę w posiadanie po Dezerterze, musiał bym napisać, że &lt;s&gt;punk&lt;/s&gt; rock grany przez kapelę Grabarza ma tyle energii, co rozdeptana ropucha. Strachy, miast na żywioł, postawiły na nostalgię, spokój i wręcz oniryczny nastrój. Pod sceną zauważalnie spadła średnia wieku, znacząco także wzrósł odsetek białogłów wśród publiczności. Zespół zagrał sporo nowości z 'Dodekafonii' i przekrój z wcześniejszych wydawnictw, między innymi &lt;a href="http://youtu.be/K7Ih6Kv9f7Q"&gt;'Szklaną Górę'&lt;/a&gt; Kaczmarskiego. Miłym zaskoczeniem była polskojęzyczna wersja przeboju Stonesów - 'Paint It Black', zadedykowana zmarłemu niedawno 'Stopie', perkusiście Armii, VooVoo i Izraela. Miałem nadzieję, że choć '&lt;a href="http://youtu.be/d0XeglGbrxI"&gt;Ostatki - Nie Widzisz Stawki'&lt;/a&gt; zostaną odegrane z werwą i pozwolą mi rozruszać nieco zastygłe mięśnie ale nie - Grabarz zachęcał raczej do klaskania, rytmicznego kołysania się i wspólnych śpiewów niż do radosnego pogo. Zresztą najwyraźniej w to graj było zebranej młodzieży, która miała szansę na skradnięcie kilku całusów od swoich sympatii, tulenia się, a później romantycznego spaceru pod gwiazdami i kontynuowania jakże mile rozpoczętego wieczoru (prrrrr....). Był to moment, w którym można było pożałować tego, że samemu, gdy się miało te piętnaście - szesnaście lat, nie dane było brać udział w takim festiwalu. W każdym razie nieco starsza publiczność przysypiała, sarkała na to, że ciekawszy znacznie twór Grabarzowy - Pidżama Porno - gryzie piach (zresztą sami prowadzący koncert mieli podobne odczucia, notorycznie myląc Strachy z Pidżamą właśnie) i czekała na finał wieczoru - nowojorski Pro-Pain.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://www.pro-pain.com/"&gt;Pro-Pain&lt;/a&gt; wyszedł na scenę i przyjebał. A potem jeszcze raz i jeszcze raz. I jeszcze. I jeszcze. Nie brał jeńców. Motoryczna sekcja rytmiczna, cięta gitara i wykrzyczany wokal Gary'ego Meskila wystarczyły, aby znaczącą większość publiczności odesłać do namiotów. Zostali - znowu - najstarsi załoganci, i ruszyli w szalone tany. Zespół nie baczył na to, że pod sceną zostało może dwieście osób, i zagrał miażdżący koncert. Pierwsze takty intra (&lt;a href="http://youtu.be/hRQNLB_hrS0"&gt;'The Star Spangled Banner'&lt;/a&gt;, jak to ostatnio mają w zwyczaju ;) ) wywołały mi ciarki na plecach, zaś 'Foul Taste of Freedom', który odpalili po kilku sekundach zmusił i mnie do szaleństwa. Przez cały numer miałem piętnaście lat i pięćdziesiąt kilo mniej, lecz w połowie następnego - 'Death on the Dancefloor' - podciął mnie (a następnie przespacerował się po moich łydkach) przemiły piętnaście lat młodszy i pięćdziesiąt kilo lżejszy młodzieniec. Zanim pozbierałem się z gleby już leciał kolejny wałek a za nim następny i następny. Pro-Pain nie zatrzymywał się, nie dawał nam ani chwili na wytchnienie, nie zwalniał tempa. Nie dziwota więc, że młyn pod sceną był rotacyjny - ci zmęczeni odchodzili w tył, by nałykać się powietrza, później wnet wracali, gdyż ciężko było oprzeć się tej gniewnej energii płynącej ze sceny. Pro-Pain to wkurwiony rottweiler, to rzucająca się do gardła bestia, to bezlitosna maszyna siejąca śmierć i zniszczenie. Odniosłem wrażenie, że Bogowie ze Slayer przy nowojorczykach to jedynie grzeczne ratlerki. Jednym słowem - była Moc! Tego wieczoru mieliśmy okazję posłuchać całego debiutanckiego albumu Pro-Pain i największych hitów z kolejnych płyt (choć ja nie doczekałem się na ten przykład 'Truth Hurts' ani ulubionego 'Put The Lights Out', choćby zagranego na koniec czy na bis). Było więc &lt;a href="http://youtu.be/5JBL6AStd7w"&gt;'In For The Kill'&lt;/a&gt; czy 'Make War (Not Love)', było wreszcie poparte niesamowitą perkusyjną kanonadą &lt;a href="http://youtu.be/ipAZVwhxBUM"&gt;'No Way Out'&lt;/a&gt; od którego odpadła mi głowa. Jeszcze tylko &lt;a href="http://youtu.be/GL1e3cJuef0"&gt;'All For King George'&lt;/a&gt; z charakterystycznymi chórkami i... pisk w uszach. Pro-Pain gra kawałki bardzo zbliżone do siebie, więc zdaję sobie sprawę z tego, że widzowie nieobeznani z muzyką zespołu obejrzeli jakieś dwadzieścia identycznych numerów, które poleciały ze sceny. Nie będę zresztą oszukiwał - sam znam jedynie dwa pierwsze albumy nowojorczyków, i parę kawałków z kolejnych, które wydawały mi się zbyt monotonne, bym zdecydował się na ich zakup i przesłuchanie. Ale od tego koncertu oczekiwałem rzeźni, chciałem się poczuć wgnieciony w ziemię - i dokładnie to dostałem. Po tym występie festiwal spokojnie mógł się dla mnie zakończyć.... Ale na dokładkę dostałem dwa kolejne wieczory :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Sobota - Dzień Drugi&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ten dzień rozpoczęliśmy od rodzinnego grilla, który nieco się przeciągnął. Nie obejrzeliśmy więc koncertu Apteki i tylko ze trzy kawałki z setu brytyjskiego&lt;a href="http://www.touchstonemusic.co.uk/"&gt; Touchstone&lt;/a&gt;. Ich muzyka chyba niezbyt wpasowała się w klimat festiwalu, brzmieli zbyt płasko i jednowymiarowo jak na poziom skomplikowania ich muzyki słuchanej z płyt. Solówki - zarówno klawiszowe jak i gitarowe - zdawały się być przerostem formy nad treścią, a sytuacji nie ratowała wokalistka, której partie wypadały wyjątkowo blado... Ale może to ja miałem problem ze słuchem po dźwiękowej masakrze dnia poprzedniego. Występ został zwieńczony przez doskonale znany mi numer, którego melodia przez kilka dni chodziła mi po głowie. Melodia, lecz nie wykonawca i tytuł. Dopiero dziś, pisząc tę notkę dotarłem do informacji, iż był to cover Tears For Fears - &lt;a href="http://youtu.be/LDxyk5Xla7s"&gt;'Mad World'&lt;/a&gt;. Na pożegnanie usłyszeliśmy wyjątkowo trudną do wymówienia dla obcokrajowców zbitkę: 'Dziękuję, Węgorzewo!', co spotkało się z uznaniem publiki i na scenie zaczął instalować się Buldog.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dla mnie był to absolutnie pierwszy kontakt z warszawiakami. &lt;a href="http://www.buldog.pl/start.html"&gt;Buldog&lt;/a&gt; to kapela złożona z muzyków związanych przez lata z Kultem, zresztą ich wokalistą do 2009 roku był Kazik. Na scenie zamiast Staszewskiego zameldował się jednak nowy gardłowy - znany z Akurat Tomek Kłaptocz. Gdybym miał w jednym zdaniu opisać &lt;a href="http://youtu.be/MiJ6MFk4kfU"&gt;muzykę&lt;/a&gt; zespołu, to napisałbym, że są oni bezpośrednimi kontynuatorami kierunku, w którym na swej płycie 'Ostateczny Krach Systemu Korporacji' podążył Kult. Jako, że jest to bez dwóch zdań mój ulubiony krążek Kultu, koncertu Buldoga wysłuchałem z niekłamaną przyjemnością. Muszę jednak przyznać, że choć nie porwali mnie swoimi piosenkami, to zgromadzona publiczność bawiła się całkiem nieźle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Z upływem czasu pod sceną gęstniał tłum odzianych na czarno, długowłosych postaci. Pacyfy na koszulkach zostały zamienione na powyginane logotypy kultowych, często podziemnych metalowych ansambli. Ewidentny to znak, iż nastał czas szwajcarów z &lt;a href="http://www.samael.info/"&gt;Samael&lt;/a&gt;. Krótkie intro i pojechali. Na start wałki z nowego, jeszcze gorącego 'Lux Mundi' - &lt;a href="http://youtu.be/wl4DkSgu2Xk"&gt;'Luxferre'&lt;/a&gt;, 'In The Deep', 'Soul Invictus'. Później - wyjątkowo szybko - cios w twarz: '&lt;a href="http://youtu.be/RPzkYhKAjB8"&gt;Baphomet's Throne'&lt;/a&gt;. Publiczność kupiona, ludzie się rozszaleli. Dalej mogło być tylko lepiej: &lt;a href="http://youtu.be/oJcXXafLTOE"&gt;'Rain'&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://youtu.be/aMzWysnhr5c"&gt;'Slavocracy'&lt;/a&gt;, 'Rebellion', 'Jupiterian Vibe'... Mroczny &lt;a href="http://youtu.be/irxVook1FPw"&gt;'Into The Pentagram'&lt;/a&gt;, przy którym ciarrrry chodziły mi po plerach, rytmiczny &lt;a href="http://youtu.be/x2kR13yFIBc"&gt;'Antigod'&lt;/a&gt; w którym Vorph marszowym krokiem poruszał się po scenie, wreszcie transowy 'Reign of Light'. Niestety, akustyk nie popisał się i ustawił wszystkie potencjometry na maksa, przez co koncert był niesłychanie głośny i - niestety - mało selektywny. Tak jak przy większości numerów krew leciała mi z uszu, tak przy intensywnym, wzbogaconym stroboskopami &lt;a href="http://youtu.be/ofo6aVobBDE"&gt;'The Ones Who Came Before'&lt;/a&gt; zacząłem krwawić również z oczu... Końcówka show okazała się być wypełniona starociami - poleciało 'Ceremony of Opposites', 'Shining Kingdom' oraz dawno nie słyszane 'Black Trip' i 'My Saviour', po którym ze sceny poleciały kostki, pałeczki i festiwalowy dżingiel. Koncert szwajcarów był doskonały, dobór utworów - festiwalowy, a więc leciał hit za hitem. Gdyby akustyk nie spierniczył brzmienia, byłby to najlepszy koncert nie tylko węgorzewskiego festiwalu, ale i najlepsze show Samael jakie widziałem. A tak - pozostał lekki niedosyt i szansa na zobaczenie ich na rozpoczynającej się we wrześniu w Łodzi trasie klubowej. Jeśli zastanawialiście się w jakiej są formie - mogę Was uspokoić - w wybornej, a więc warto poświęcić te parę złotych i zobaczyć ich w trasie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/BT3yWUWQWTk/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/BT3yWUWQWTk&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/BT3yWUWQWTk&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Portugalski &lt;a href="http://www.moonspell.com/"&gt;Moonspell&lt;/a&gt; był największą zagraniczną gwiazdą tej edycji Seven Festival Węgorzewo. Wchodząc na scenę mieli przed sobą morze publiczności, nieco zmęczonej po Samaelu, lecz wciąż głodnej dobrego metalowego wygrzewu. Jednak Moonspell nie pragnął dalszej dźwiękowej masakry, muzycy chcieli nas oczarować swą grą i wprowadzić w romantyczny wręcz nastrój. Akustyk i oświetleniowiec tym razem sprawili się bez zarzutu - brzmienie było odpowiednio soczyste, a światła stanowiły przepiękne tło dla spektaklu rozgrywającego się na scenie. Nie będę ukrywał, że początek koncertu nieco mnie uśpił - jestem fanem starszych dokonań portugalczyków, zaś oni rozpoczęli od &lt;a href="http://youtu.be/0dsaBXXCTn8"&gt;'In Memoriam' i 'Finisterry'&lt;/a&gt;. Numery te wydały mi się jednak zbyt spokojne i statyczne do zabawy, po dźwiękowym tornado zaserwowanym przez Samael. Publiczność jednak od samego początku została kupiona, razem z Najlepszą z Najlepszych ;) Kolejny numer, dynamiczny na płycie &lt;a href="http://youtu.be/lxDbadWEDo4"&gt;'Night Eternal'&lt;/a&gt;, tu został w jakiś sposób ugładzony, w moim odczuciu stępiono mu kły i pazury. Kolejnych w secie - 'The Southern Deathstyle' i 'Nocturii' - w ogóle nie kojarzyłem, uspokoiły one publiczność i przygotowały na wyjątkowo liryczny &lt;a href="http://youtu.be/egK4GnkruYA"&gt;'Scorpion Flower'&lt;/a&gt;. Jak się miało za moment okazać, tej pierwszej części koncertu mogłoby dla mnie w ogóle nie być, zespół bowiem zabrał nas w podróż do roku 1995... Pierwsze takty &lt;a href="http://youtu.be/SiTKtV3buNU"&gt;'Wolfshade (A Werewolf Masquerade)'&lt;/a&gt; i atmosfera koncertu zaczyna się udzielać także i mnie, ciary latają po plecach, jest fantastycznie. Dalej, jak na płycie. 'Love Crimes', przyjęty z niesłychanym entuzjazmem &lt;a href="http://youtu.be/Hny5rGqPLSo"&gt;'Of Dream And Drama (Midnight Ride)'&lt;/a&gt;, z wykrzyczanym przez całe chyba Węgorzewo 'When she SHINEEES!!!'... Gdy już byłem pewien, że za moment rozlegną się dźwięki &lt;a href="http://youtu.be/ZttiXu6Yj6g"&gt;'tańca pijanych krasnoludów'&lt;/a&gt;, mrok spowił scenę i rozległy się pierwsze takty '&lt;a href="http://youtu.be/YHJ8QmyHIQI"&gt;Vampirii'&lt;/a&gt;. Mówię Wam, klimat nie z tej ziemi, potężne partie klawiszy i odegranie tego numeru w wolniejszym niż na płycie tempie tylko dodały tej i tak wspaniałej piosence uroku. Chwilę później coś, na co wszyscy czekali - &lt;a href="http://youtu.be/6mH6lyjMAlc"&gt;'Alma Mater'&lt;/a&gt;!!! Nietaktem byłoby opisywać amok, w który wpadła publiczność. Było bosko, a to nie był przecież koniec! Charakterystyczne bicie perkusyjnych stóp i ze sceny leci 'Opium', a więc przenosimy się do kolejnego albumu portugalczyków. Kolejny w secie &lt;a href="http://youtu.be/YsYnLjQC7ec"&gt;'Awake'&lt;/a&gt; powalił potęgą brzmienia i oczarował. Podczas 'Herr Spiegelmann'a', Langsuyar ujął w dłonie dwa lusterka, i - podświetlony przez reflektor - puszczał zajączki w tłum, co poprzez unoszący się nad sceną dym wyglądało iście magicznie. Świetny motyw! Jeszcze tylko dwa numery - chóralnie odśpiewany 'Mephisto' oraz grany zawsze na zakończenie koncertu &lt;a href="http://youtu.be/__cLwqS7ILQ"&gt;'Full Moon Madness'&lt;/a&gt; - i zespół schodzi ze sceny, rzucając uprzednio w publikę czym popadnie - kostkami, pałeczkami i butelkami z wodą. Cisza znów dzwoni w uszach, chłodny wietrzyk wieje znad jeziora. Tak skończył się drugi dzień festiwalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Niedziela - Dzień Trzeci&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Trzeciego dnia, jak oznajmia pismo, na scenie jako pierwsi stawili się warszawiacy z &lt;a href="http://www.laoche.art.pl/"&gt;Lao Che&lt;/a&gt; i dali takiego czadu, że nie było czego zbierać. Nie wiem, kto wpadł na pomysł, aby to oni otwierali koncerty w niedzielę, bo nie było tego wieczoru lepszego show, ale przypuszczam, że w grę wchodziły jakieś zobowiązania zespołu, typu "musimy zagrać jak najwcześniej, bo jutro rano musimy już być w stolicy". W każdym razie jak chłopaki odpalili swe piece, to węgorzewska publiczność odleciała. Zaczęli od utworów z najnowszej płyty, by później zapuszczać się coraz głębiej w przeszłość. Zagrali między innymi 'Prąd Stały / Prąd Zmienny', &lt;a href="http://youtu.be/6W_XRlHG6jU"&gt;'Życie Jest Jak Tramwaj'&lt;/a&gt;, 'Hydropiekłowstąpienie' - które zagotowało publiczność, bodajże nawet 'Klucznik' znalazł się w ich setliście. Były ze dwa numery z 'Powstania Warszawskiego' - o ile mnie pamięć nie myli 'Godzina W' i 'Zrzuty'. Lao Che zagrali także 'Ludze Wschodu' z repertuaru Siekiery - szkoda tylko, że numer ten najwyraźniej kojarzyła tylko niewielka część publiczności. Podsumowując - było głośno, melodyjnie, wesoło i czadowo, więc jeśli tylko będę miał okazję, to z wielką chęcią zobacze ich na scenie klubowej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po koncercie warszawiaków nastąpił masowy exodus fanów spod sceny, na której zameldowała się &lt;a href="http://www.chemiasound.com/"&gt;Chemia&lt;/a&gt;. W skutek tego zespół zagrał swój koncert dla góra trzydziestu osób, jeśli liczyć też nagłośnieniowca i kamerzystów. Niestety, wiele o ich koncercie powiedzieć nie mogę - to co leciało ze sceny przypominało mi muzykę, jaką najczęściej da się usłyszeć na Dniach Wstaw-Tu-Nazwę-Swojej-Miejscowości. Typowy easy-rock, którego miejsce na festiwalu w Opolu czy Sopocie, czy też u Marka Sierockiego w Teleekspresie. Koncert bez historii, żaden z utworów nie czepił się mego ucha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po Chemii krótki koncert dali zwycięscy tegorocznego festiwalowego konkursu młodych kapel - litwini z &lt;a href="http://www.myspace.com/freaksonfloor"&gt;Freaks On Floor&lt;/a&gt;. Choć młodzi, to absolutnie pozbawieni scenicznej tremy, udało im się nawet skłonić publiczność do wspólnego kucania i wyskakiwania w powietrze podczas '&lt;a href="http://youtu.be/PlCN-dgE5BU"&gt;Freedom, Peace &amp;amp; Me&lt;/a&gt;'. Ich muzyka jest dość mocno inspirowana amerykańskim rockiem, wśród wyraźnych inspiracji słychać było przede wszystkim Red Hot Chilli Peppers i Soundgarden. W każdym razie swój czas na scenie wykorzystali w 100%, zarażając publikę dobrą energią i pozostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie. I - choć nie przepadam za tego rodzaju dźwiękami - przyznaję, że tamtego wieczoru Freaks On Floor bardzo mi się spodobali. :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/mne-BImsLsE/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/mne-BImsLsE&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/mne-BImsLsE&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Następnego zespołu byłem bardzo ciekawy. Na scenie mieli zaprezentować się białostoczanie z &lt;a href="http://www.cochise.pl/"&gt;Cochise&lt;/a&gt;, z &lt;a href="http://youtu.be/NfnJAfmN0JY"&gt;Pawłem Małaszyńskim&lt;/a&gt; za mikrofonem. Zespół ma na koncie jedną płytę, i to głównie z niej usłyszeliśmy numery (szkoda tylko, ze zabrakło przebojowego &lt;a href="http://youtu.be/1qMFnNg0NRA"&gt;'Letter From Hell&lt;/a&gt;'). Występ wzbogaciły covery - 'Five To One' Doorsów i pokazany wyżej 'Lick The Blood Off My Hands' Danziga. Muszę przyznać, że koncert zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie - Cochise ma sprawnych instrumentalistów i niezłego frontmana. Małaszyński jako wokalista sprawdził się całkiem nieźle, mimo iż brak mu było nieco charyzmy, no i nie dysponuje on oszałamiającym wokalem. Jednak całkowicie wystarcza do grania fajnego rocka czerpiącego garściami z tradycji grunge/southern. Oby chciało im się dalej grać, to może wykluć się z tego coś naprawdę fajnego. Będę im kibicował.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Przedostatnim zespołem, jaki dane nam było zobaczyć na tegorocznym festiwalu była &lt;a href="http://www.indica-music.com/"&gt;Indica&lt;/a&gt;. Zespół składający się z samych kobiet - a do tego urodziwych - to jak spełnienie mokrego snu buchającego testosteronem nastolatka. Niestety, szybko okazało się, że kapela ta lepiej wygląda niż gra - nawet jeśli gitarzystka odgrywała jakąś fajną melodię, ta ginęła w masie lukru z przesłodzonych klawiszy. Do tego wokalistka - grająca na scenie także na skrzypcach i komponująca lwią część zespołowego repertuaru multiinstrumentalistka - moim zdaniem nie potrafi śpiewać. To znaczy nie wykorzystuje potencjału swojej naturalnej barwy głosu usiłując śpiewać sztucznie naśladując wysoko piejące wokalistki w typie Sharon den Adel czy Liv Kristine. Gwoździem do trumny była jej próba zmierzenia się z &lt;a href="http://youtu.be/ox3o7HwjEcE"&gt;'Wuthering Heights'&lt;/a&gt; z repertuaru Kate Bush. Koszmar. &lt;a href="http://youtu.be/BxFHpujM4Uw"&gt;Wizualnie&lt;/a&gt; - rzeczywiście było na co popatrzeć, dziewczyny najwyraźniej dobrze bawiły się na scenie tamtego wieczoru. Jednakże walorów wizualnych starczyło na to, by przyciągnąć mnie pod scenę na jakieś piętnaście minut, potem zrobiło się nużąco i przez pozostałą godzinę zachodziłem w głowę ile razy można odegrać w kółko tę samą piosenkę. Bez urazy, fani najpewniej byli zachwyceni, ja - nie znając twórczości zespołu - nie zostałem zachęcony do tego, aby się z nią zapoznać. Już prędzej kupię DVD Indica (albo solowe DVD keyboardzistki bądź basistki - tylko ciiii, nie mówcie Najlepszej z Najlepszych) by w zaciszu domowego ogniska przypomnieć sobie ich show...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://i.ytimg.com/vi/f1a2eXcZvCo/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/f1a2eXcZvCo?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266"  src="http://www.youtube.com/v/f1a2eXcZvCo?f=user_uploads&amp;c=google-webdrive-0&amp;app=youtube_gdata" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na sam koniec festiwalu, scenę w posiadanie objął &lt;a href="http://www.kult.art.pl/"&gt;Kult&lt;/a&gt;. Kazik z kolegami wyszli na scenę około północy, opuścili ją na krótko przed trzecią. Myśmy w tym czasie powoli zasypiali w swych łóżkach... Dlatego ominęły nas chyba największe hity, które Kult zaserwował właśnie podczas bisów - 'Arahja', 'Wódka' czy 'Polska'. Ominęły nas, bo nie jesteśmy jakimiś wielkimi fanami Kultu i koncert nas zwyczajnie zmęczył... &lt;a href="http://youtu.be/_u_OYgv1l1c"&gt;Kult&lt;/a&gt; ma tak bogaty repertuar, że niepodobna aby wszystkich zadowolić, jednak jeśli na węgorzewskim koncercie pojawili się fani znający twórczość Kazika na wyrywki - musieli być bardzo zadowoleni. Co zostało zagrane? Na pewno była &lt;a href="http://youtu.be/F8laMm-YyLY"&gt;'Brooklyńska Rada Żydów'&lt;/a&gt;, przy której Najlepsza z Najlepszych odtańczyła tanieć świętego Wita, na pewno był 'Baranek', na którym zdarłem sobie gardło do reszty. Było 'Do Ani' odsłuchane już z parkingu, była też 'Goopya Peezda', z której strasznie się ucieszyłem. Było radosne 'Gdy Nie Ma W Domu Dzieci', były 'Kurwy Wędrowniczki', była 'Piosenka Młodych Wioślarzy' i był 'Niejeden'. Były nowości - 'Maria Ma Syna' czy 'Amnezja', był 'Passenger', była 'Wspaniała Nowina'. I było dużo więcej, dużo dużo więcej muzyki, której zwyczajnie nie rozpoznałem. Brzmienie było fantastyczne, szczególne wrażenie robiła sekcja dęta - ich trąbienie miało moc! Wizualnie było jak na imprezie techno - realizator ździebko przesadził ze stroboskopami. Kult zgromadził przed sceną zdecydowanie największą publiczność, która doskonale się bawiła w takty muzyki, i to było naprawdę fantastyczne zwieńczenie udanego festiwalu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeśli line-up dopisze, za rok zobaczymy Węgorzewo kolejny raz...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Dzięki wszystkim zainteresowanym za możliwość umieszczenia tutaj sznurków do Waszych klipów. :)&lt;br /&gt;Ci, który jeszcze mało informacji i zdjęć, znajdą &lt;a href="http://independent.pl/t/seven_festival/posts"&gt;tu&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://fotoamatorszczyzna.wordpress.com/2011/07/26/seven-festival-2011-full-relacja/"&gt;tu&lt;/a&gt; dwie kolejne, profesjonalne relacje z festiwalu, zaś &lt;a href="http://mateuszbuczel.pl/fotografia-koncertowa/2011/seven-festival-w-wegorzewie-2011-dzien-pierwszy/"&gt;tu&lt;/a&gt;-&lt;a href="http://mateuszbuczel.pl/fotografia-koncertowa/2011/seven-festival-w-wegorzewie-2011-dzien-drugi/"&gt;sporo&lt;/a&gt;-&lt;a href="http://mateuszbuczel.pl/fotografia-koncertowa/2011/seven-festival-w-wegorzewie-2011-dzien-trzeci/"&gt;fotek&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-6789920143898126395?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/6789920143898126395/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=6789920143898126395' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6789920143898126395'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6789920143898126395'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2011/08/wegorzewo-seven-festival-2011.html' title='Węgorzewo Seven Festival 2011'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-1630285376236412346</id><published>2011-06-05T14:07:00.006+02:00</published><updated>2011-06-05T14:21:55.428+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szef kuchni poleca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na krańcu świata'/><title type='text'>Z warząchwią i kopyścią przez Francję</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-WXPMXrP-96k/TZmf-1_FlXI/AAAAAAAAAOw/c_rmBIcbmdw/s1600/P1040010.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-WXPMXrP-96k/TZmf-1_FlXI/AAAAAAAAAOw/c_rmBIcbmdw/s400/P1040010.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Kiedy wyjeżdżam za granicę pamiętam o trzech rzeczach: &lt;a href="http://img69.imageshack.us/img69/7309/p1040042m.jpg"&gt;wygodnym samochodzie&lt;/a&gt;, okularach przeciwsłonecznych, oraz tym, by kiedy tylko się da kosztować smaków  miejscowej kuchni. Dzięki temu zawsze wracam pełen nowych doznań... Tym razem trafiłem do Francji, gdzie moje soki  trawienne musiały stawić czoła takim delicjom, jak kleszcze kraba, 'żółwik', płonące naleśniki i &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Kir"&gt;kir&lt;/a&gt;. Dziś, razem ze mną, poniższą notkę skomentuje Niezależny Ekspert do spraw Owoców Morza, Wina a także Serów Różnistych - czyli Najlepsza z Najlepszych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;W podróży&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Burgery wszelakie&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy jesteś w podróży, nie masz czasu na szukanie wykwintnych  restauracji. Gdy zgłodniejesz, wyglądasz drogowskazów wskazujących najbliższy &lt;a href="http://statichg.demotywatory.pl/uploads/1256408338_by_Hildzio.jpg"&gt;fast  food&lt;/a&gt; i tam właśnie robisz przystanek -  chwytasz cokolwiek, zjadasz i po chwili wracasz za kółko.  Przy niemieckich autostradach masz największą szansę na znalezienie lokali, w których &lt;i&gt;&lt;span class="10ptGeorgia"&gt;spécialité de la maison&lt;/span&gt;&lt;/i&gt; stanowią wszelkiej maści burgery.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://weblogs.baltimoresun.com/entertainment/dining/reviews/blog/HoustonBurger-thumb.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="145" src="http://weblogs.baltimoresun.com/entertainment/dining/reviews/blog/HoustonBurger-thumb.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Do dziś pamiętam pierwszego hamburgera, jakiego zjadłem. Był to leżący na siermiężnym talerzyku uklepany na płask kotlet mielony, obok którego leżała kajzerka i paćka musztardy. Miałem wtedy może z dziesięć lat... Wiele się zmieniło od tamtego czasu, ale burger wciąż pozostaje królem ery fast food. Myliłby się jednak ten, który uważa, że w temacie burgerów nie da się już odkryć Ameryki - kucharze wciąż pracują nad udoskonaleniem starych przepisów i wymyślają nowe, często bardzo oryginalne. O dziwo, można się było o tym przekonać nawet w sieci McDonalds w niemieckim Zagłębiu Ruhry, gdzie oprócz sztandarowych kanapek sieci można było skosztować &lt;a href="http://spydersden.files.wordpress.com/2010/11/das-nurnburger.jpg"&gt;Nürnburgerów&lt;/a&gt;, czyli kanapek z trzema małymi &lt;i&gt;w&lt;span class="mw-headline lang-de fldt-header" id="W.C3.BCrstchen_.28j.C4.99zyk_niemiecki.29"&gt;ü&lt;/span&gt;rstchen, &lt;/i&gt;zapieczonymi na ostro (tylko dla fanów kiełbas wszelakich) a także&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_LHPxKP5tZg0/TNwiRumwCdI/AAAAAAAACAs/eimFcpTid08/s1600/TheMcRib.bmp"&gt; McRibs&lt;/a&gt;, czyli kanapki z żeberkami bez kości (naprawdę przedziwny twór wymyślony zapewne przez ludzi, którzy wrzuciliby na grilla także cynaderki, prącie walenia czy ikrę jesiotra). Jako ciekawostkę mogę napisać, że z kolei w niektórych francuskich restauracjach McDonalds istnieje automatyczna 'recepcja' - stanowiska z ekranem dotykowym a la bankomat, w którym możemy złożyć zamówienie oraz zapłacić (o ile dysponujemy kartą kredytową), a kanapki odebrać bezpośrednio za ladą. Jest to dość znaczące usprawnienie i pozwala wyeliminować kolejki do kasy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.vorwaerts.ch/wordpress/wp-content/uploads/2011/02/Cindys-Diner-300x200.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://www.vorwaerts.ch/wordpress/wp-content/uploads/2011/02/Cindys-Diner-300x200.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wracając do burgerów - Złotą Patelnię za najsmaczniejsze hamburgery na zachód od Odry otrzymuje restauracja &lt;a href="http://www.moevenpick-gastronomy.com/cindys/de/Homepage.htm"&gt;Cindy's&lt;/a&gt;, leżąca na pierwszym od granicy parkingu północnej obwodnicy Berlina. Sam lokal wygląda bezbłędnie - umiejętnie wystylizowano go na amerykańskie bary szybkiej obsługi z lat sześćdziesiątych, z szafą grającą, aluminiowymi stolikami i sączącym się z głośników stareńkim rock'n'rollem. Kuchnia oferuje niewiele więcej niż burgery, jednak to ich warto spróbować. Podczas gdy ja delektowałem się olbrzymim burgerem z sałatą, pomidorem i trzema rodzajami sera, Najlepsza z Najlepszych wybrała 'burgera miesiąca', którym okazał się być burger z bakłażanem, rukolą i mozzarellą. Esencję smaku owych cudeniek stanowiło mięso - bardzo soczyste (a nie spieczone na wiór, jak w sieciówkach) i delikatne. Mogę z pełną odpowiedzialnością stwierdzić, że burgery z Cindy's pobiły na głowę nawet unikalne burgery z ananasem i serem mascarpone, których miałem okazję kiedyś spróbować w poznańskim (nieistniejącym już, niestety) &lt;a href="http://www.rodeodrive.pl/intro.html"&gt;Rodeo Drive&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt;Pesto! Jak mogłeś zapomnieć o świeżo przyrządzonym, idealnie bazyliowym pesto, precyzyjnie umieszczonym między bakłażanem a rukolą - bez pesto mój burger nie byłby tym, czym był! Dobrze, że masz eksperta na podorędziu! ;)&lt;/fieldset&gt;Korzystając z okazji, chciałbym serdecznie odradzić wszystkim stołowanie się na ostatnim przed granicą parkingu północnej obwodnicy Berlina, leżącym dokładnie naprzeciwko parkingu z Cindy's. Obawy moje wzbudziła już wielka tablica przy wejściu, głosząca po polsku, że sprzedają tu prawdziwy, babciny bigos - jak bym po dwóch tygodniach na obczyźnie nie mógł doczekać się bigosu! Poza potrawą tą zresztą wybór jest niewielki, a każda pozycja z menu sprawia wrażenie, jak by za moment miała w owym bigosie wylądować. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Dolina Loary&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Steki, ślimaki i wino&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Francuzi bardzo chętnie jadają na mieście. W czasie lunchu, czyli między dwunastą a drugą, oraz w porze kolacji - czyli po osiemnastej, tłumnie zjawiają się w miejscowych restauracjach i kafejkach. W lokalach i przynależących do nich ogródkach robi się tłoczno, głośno i wesoło. Dla mnie był to swoisty szok kulturowy, bo przyzwyczajony jestem raczej do kuchni barowej i okazjonalnego odwiedzania restauracji, tymczasem dla przeciętnego Francuza kilkugodzinne obiadowanie w gronie krewnych czy znajomych to codzienność. Przy okazji potwierdziła się znana reguła, że najgwarniejsze i najbardziej zatłoczone lokale serwują najsmaczniejsze posiłki, nawet, jeśli znalezienie stolika graniczy z cudem, a na kelnera należy poczekać małe pół godzinki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://blog.french-quarters.com/files/2010/11/french_steak_lg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="149" src="http://blog.french-quarters.com/files/2010/11/french_steak_lg.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jeśli więc będziecie kiedyś w Blois, wpadnijcie na obiad do &lt;a href="http://www.cafe-chineur.fr/"&gt;Cafe Chineur&lt;/a&gt;, przy placu Trzech Kluczy. Tamtejszy szef kuchni wie, jak przyrządzić stek tak, by wręcz rozpływał się w ustach, jednocześnie zachowując odpowiednio 'surowy' smak mięsa. Jest także mistrzem w przygotowywaniu sosów - zwłaszcza sos musztardowy, przygotowywany na bazie białego wina, odznacza się niesłychanym aromatem. Miłośnikom doznań ekstremalnych polecam zaś sos pieprzowy - jego smaku nie dało się złagodzić ani wodą, ani winem i mimo uciążliwego palenia w gardle chciało się go kosztować bez końca. Majstersztyk kulinarny! Zdarzało mi się już wcześniej jadać ostre potrawy, jednak wspomniany sos przebijał&amp;nbsp; apokaliptycznymi doznaniami nawet papryczki domowej roboty, jakimi raczył nas w akademiku jeden ze współlokatorów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.learninghowtocook.com/site/images/recipeImages/030609983310/Escargot%20with%20butter.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://www.learninghowtocook.com/site/images/recipeImages/030609983310/Escargot%20with%20butter.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Francuzi mają opinię pożeraczy ślimaków i żabich udek. O ile tych drugich nie znaleźliśmy w żadnym menu (choć trzeba przyznać, że nie byliśmy zbyt dokładni w poszukiwaniach), o tyle urokowi &lt;i&gt;escargot'ów&lt;/i&gt; ochoczo spożywanych przez współbiesiadników daliśmy się skusić. Ślimaki podawane są po ugotowaniu - bądź usmażeniu na &lt;a href="http://img845.imageshack.us/img845/8799/p1030380.jpg"&gt;specjalnej patelni&lt;/a&gt; - najczęściej na odpowiednim talerzu. Tajemnicą poliszynela jest, że przed ugotowaniem są wyjmowane ze swoich skorupek, do których wracają prosto z patelni, razem z roztopionym masłem i innymi przyprawami, które podsunie fantazja szefowi kuchni. W zestawie znajduje się sprytny, przypominający nieco szydełko, sztuciec, dzięki któremu ślimak bezproblemowo ląduje w ustach delikwenta, który odważy się zamówić to danie. A jak smakuje taki &lt;i&gt;escargot&lt;/i&gt;? Jak jędrny, lekko gumowaty kawałek &lt;s&gt;kurczaka&lt;/s&gt; mięsa, z masłem i przyprawami :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt; Pamiętam pierwszego w życiu ślimaka, jakiego dane mi było skonsumować. Był to spieczony na wiórek kadłubek, nadziany na wykałaczkę, serwowany przy jednym ze stoisk przy sopockim "monciaku"; miałam wtedy może z 11 lat i wspólnie z kuzynką zorganizowałyśmy zrzutę kieszonkowego, aby posmakować owej egzotycznej delicji. Która zresztą okazała się być gumowata i nijaka. &lt;br /&gt;Kolejną próbę podjęłam wiele lat później, już we Francji - paryskie ślimaki były, podobnie jak te z Doliny Loary, delikatne i wręcz zatopione w smakowitym maśle z przyprawami. Co bardzo pozytywnie wpłynęło na smak całego dania :)&lt;br /&gt;I choć francuskie ślimaki w niczym nie przypominały wysuszonego wiórka, od którego moją przygodę z tamtejszą kuchnią zaczynałam, to nadal ośmielam się twierdzić: może i ślimaki same w sobie są delikatne w smaku, ale nie istniałyby bez ziołowo-maślanych dodatków. No po prostu "&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Tastes_like_chicken"&gt;taste like chicken&lt;/a&gt;" i już.&lt;/fieldset&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OK1uS_6giCQ/TZmtMLSjQ8I/AAAAAAAAAO4/F-wTGorxnCI/s1600/P1030512.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-OK1uS_6giCQ/TZmtMLSjQ8I/AAAAAAAAAO4/F-wTGorxnCI/s200/P1030512.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Podróżując, zadziwiająco często mamy szczęście natrafić na różnego rodzaju targi, jarmarki czy festyny, odbywające się akurat w miejscowościach, które odwiedzamy. Dzięki temu mamy okazję zapoznać się z miejscowymi produktami spożywczymi, jakich próżno szukać w restauracjach czy sklepach spożywczych. Rezygnacja z okazji, które podrzuca nam los, byłaby niepowetowaną stratą, więc - w większości przypadków - dajemy się porwać chwili i kosztujemy tego, co tylko można znaleźć na targowych straganach. Na najciekawszy targ natrafiliśmy już na samym początku pobytu - w Amboise. Czego na nim nie było! Począwszy od figurek aniołków z drewna, przez diabełki ceramiczne, biżuterię i materiały do decoupage'u, małe, kolorowe witrażyki po poważne, malowane olejem na płótnie obrazy sławiące miejscowe jelenie i ich rykowiska. Wiadoma rzecz, że najwięcej stoisk oferowało różnego rodzaju produkty spożywcze - a większości można było skosztować na miejscu. I choć ominęliśmy szerokim łukiem stoisko z &lt;a href="http://images.travelpod.com/users/dgunter/1.1274429220.saturday-morning-market-in-blois.jpg"&gt;gigantyczną patelnią&lt;/a&gt;, na której podgrzewano przedziwną mieszaninę ziemniaków, papryki, cukinii i mięsa, to spędziliśmy kilka chwil kosztując miejscowych wędlin, jak na przykład białej, bo pokrytej delikatną pleśnią &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_Hj1BzuobKy0/SYI6Ig3tzPI/AAAAAAAAASM/WA61aOkwusI/s1600/corsican%2Bdry%2Bsausage.jpg"&gt;kiełbasy&lt;/a&gt; i pokręciliśmy nosem nad miejscowymi serami, żałując, że nie możemy zabrać większej ich ilości od późniejszej konsumpcji. Chyba najbardziej zachwycił mnie przepięknej barwy napój zrobiony z brzoskwini, nalewany z ustrojstwa, które bardzo przypominało saturator na wodę sodową, który pamiętałem z dzieciństwa. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że napój ów zawierał procenty w ilości dość sporej, lecz i tak byłem zachwycony - najpewniej była to jakaś owocowa &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hctFTbvUumI/TZmtJeWQmuI/AAAAAAAAAO0/_FWERZLiqUM/s1600/P1030510.JPG" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-hctFTbvUumI/TZmtJeWQmuI/AAAAAAAAAO0/_FWERZLiqUM/s200/P1030510.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;brandy. Nie mniej zachwycona była Najlepsza z Najlepszych, co chwila degustując kolejny produkt miejscowych winiarzy, i pakując do plecaka butelczynę 'na później'. Jednak w prawdziwą euforię&amp;nbsp;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-hctFTbvUumI/TZmtJeWQmuI/AAAAAAAAAO0/_FWERZLiqUM/s1600/P1030510.JPG" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;wpadła na widok stoiska zapełnionego '&lt;a href="http://photos.igougo.com/images/p383015-Loire_Valley-Burnt_crust_cheese_cakes_at_the_Amboise_Market.jpg"&gt;żółwiami'&lt;/a&gt; - wspaniałymi okrąglutkimi sernikami, zaopatrzonymi w spieczoną (niemal na węgiel) skorupkę na wierzchu, za to wybornymi, mięciutkimi w środku. Ciekawostką - przynajmniej dla mnie - było zastosowane przy produkcji owego cuda wymieszanie masy serowej łącznie z ciastem, co spowodowało, że sernik ten nie był zbytnio ciężki, za to bardzo sycący. Zwieńczeniem wizyty w Amboise był spokojny wieczór w &lt;a href="http://www.bigot-amboise.com/"&gt;Chocolaterii Bigot&lt;/a&gt;, lokalu z długą czekoladową tradycją, gdzie alkoholowe targowe szaleństwa odreagowaliśmy przy pucharku mlecznego shake'a i 'dziewiczego drinka'. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt; Dodam tylko nieśmiało, że owa wspomniana gargantuiczna patelnia zawierała wariację na temat ratatuja (ratatui? nigdy nie wiem, jak się to draństwo odmienia). I nie, nie zauważyliśmy nigdzie utalentowanego kulinarnie &lt;a href="http://images.okazje.info.pl/p/motoryzacja/4742/th220/disney-zapach-zawieszka-ratatuj.jpg"&gt;szczura&lt;/a&gt; :)&lt;/fieldset&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://imageshack.us/photo/my-images/851/loirevalley.jpg/" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;" target="_blank" title="ImageShack - Image And Video Hosting"&gt;&lt;img border="0" height="120" src="http://img851.imageshack.us/img851/2576/loirevalley.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Francuskie wina są legendą samą w sobie. I tak naprawdę, dla takiego winiarskiego lajkonika jakim jestem ja - zadeklarowany piwosz, najlepszym sposobem na poznanie i docenienie jej jest obcowanie z tą legendą u samego źródła. Dolina Loary jest jednym z francuskich winnych źródełek, obok Szampanii, Bordeaux czy Prowansji. Specjalnością winiarzy z tego regionu są wina czerwone i różowe, aromatyczne w smaku i wyróżniające się lekkością i delikatnym posmakiem owoców. Na każdym kroku można odnaleźć winnice, które - odmiennie od Węgier - zajmują nie tylko miejscowe pagórki (których zbyt wielu nie ma w tym rejonie), ale przede wszystkim równe, podłużne poletka. Winorośl jest wszechobecna - sadzi się ją zarówno dla celów winiarskich, jak i jako ozdobę - bo nie wierzę, aby ktokolwiek zdecydował się na zbiór winogron rosnących na &lt;a href="http://maps.google.pl/maps?hl=pl&amp;amp;ie=UTF8&amp;amp;ll=47.486799,1.189595&amp;amp;spn=0.000814,0.001725&amp;amp;t=h&amp;amp;z=19&amp;amp;layer=c&amp;amp;cbll=47.487005,1.189364&amp;amp;panoid=LgchTT46NucbBk0U8MvIgA&amp;amp;cbp=12,157.1,,0,15.4"&gt;środku ronda&lt;/a&gt; przy ruchliwej trasie wzdłuż Loary. Rozmaitość odmian a także siedlisk powoduje, że obok absolutnych winiarskich przebojów mogą znajdować się podlejsze trunki, wszystkie opatrzone nazwą jednego regionu winiarskiego - czy to Chinon, czy Touraine, czy Saumur. Dlatego w takich miejscach warto rezygnować z zakupu wina w sklepach spożywczych czy sieciowych marketach na rzecz sklepów winiarskich czy po prostu winnic, gdzie możemy uzyskać fachową poradę a nawet skosztować, czy dany trunek odpowiada naszemu podniebieniu. Jedyny warunek jest taki, że musimy dość dokładnie wiedzieć, czego od wina oczekujemy. Gdy bowiem pewnego wieczoru poszukiwałem wina, które oczarowałoby Najlepszą z Najlepszych, nie umiałem przemiłemu, wyglądającemu jak &lt;a href="http://gunshyassassin.com/wp-content/uploads/2010/09/Devin+Townsend+devin_having_fun.jpg"&gt;Devin Townsend&lt;/a&gt; winiarzowi wytłumaczyć, jakiego tak naprawdę wina szukam. Na sugestię, że dobrze by było, aby wino było zbliżone intensywnością smaku do &lt;a href="http://alkoteka.com.pl/sklep/images/Gruzinska%20Princessa%20cz%20ps.jpg"&gt;win gruzińskich&lt;/a&gt; otrzymałem urażoną nieco odpowiedź, że może nie zdaję sobie z tego sprawy, ale znajduję się we Francji i otrzymam tylko wina francuskie. Zdecydowałem się na butelkę miejscowego trunku, wytwarzanego &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Sparkling_wine_production"&gt;metodą tradycyjną&lt;/a&gt;, co niestety kosztowało mnie oprócz dziesięciu euro także spore rozczarowanie, gdy &lt;a href="http://imbibenewyork.files.wordpress.com/2008/08/chablis-wine-club-2.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://imbibenewyork.files.wordpress.com/2008/08/chablis-wine-club-2.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;okazało się, że jest to wino lekko musujące... Dlatego też jedyne, co mogę doradzić w wyborze wina to próbować, kosztować i jeszcze raz próbować, nie zrażać się niepowodzeniami i przede wszystkim zapamiętywać konkretnych producentów wina i konkretne jego odmiany (pamiętając, że różne roczniki tych samych producentów mogą różnić się prawie wszystkim w smaku). Warto także pamiętać, że Francuzi właściwie nie używają przymiotnika 'słodki'&amp;nbsp; do określania rodzaju wina - choć oczywiście określają je według ilości zawartego w nim cukru. Są więc ultrawytrawne wina określane jako &lt;i&gt;brut&lt;/i&gt; bądź &lt;i&gt;extra-sec&lt;/i&gt; (najczęściej są to szampany), wytrawne - czyli &lt;i&gt;sec&lt;/i&gt;, oraz półwytrawne, które w praktyce obejmują całą resztę - &lt;i&gt;demi-sec&lt;/i&gt;. Oczywiście, jeśli chcemy się napić wina naprawdę słodkiego, możemy o nie poprosić stwierdzając, że chcemy &lt;i&gt;doux vine&lt;/i&gt;, co może skutkować tym, że kelner przyniesie nam jakiś słodki ulepek, a winiarz odeśle nas do półek z portugalską maderą. A jakie wina smakowały mi osobiście najbardziej? W Chinon, polecany przez kelnera lokalny czerwony muscadet z domeny Baudry (tyle, że teraz mam kłopot, czy z &lt;a href="http://www.chinon.com/vignoble/Bernard-Baudry/ENG_default.aspx"&gt;tej&lt;/a&gt;, czy z &lt;a href="http://www.baudry-dutour.fr/en/chinon-wine.html"&gt;tej&lt;/a&gt;...). Zaś w Bretanii, w Vannes, odkryłem uroki schłodzonego, sprowadzanego z Burgundii &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Chablis_wine"&gt;Chablis&lt;/a&gt;, które uznałem za najlepsze białe wino dostępne we Francji.&lt;/div&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt; Ekspert milczy i z uśmiechem na ustach wspomina Chablis. Oraz domaga się kieliszka tegoż na wieczór. &lt;/fieldset&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://parisparfait.typepad.com/paris_parfait/images/2008/08/27/cheese_cheese_and_more_cheese.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://parisparfait.typepad.com/paris_parfait/images/2008/08/27/cheese_cheese_and_more_cheese.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Choć to ponoć Normandia uznawana jest za ojczyznę francuskich serów (o czym mieliśmy się olfaktorycznie przekonać podczas podróży przez nią - 'nie ma jak zapach krów o poranku' ;) ), to te naprawdę wyśmienite można znaleźć w całej Francji. Mnogość ich rodzajów potrafi oszołomić i taki klient jak ja we &lt;i&gt;fromagerii&lt;/i&gt; zachowuje się jak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=sDo0I2d4sbs"&gt;niejaki Roquefort na widok ementalera&lt;/a&gt;. Kto by jednak nie wpadł w zachwyt na widok tych smakowitych krągłości, tych wspaniale intensywnych serów dojrzewających, czy jedynych w swoim rodzaju serów kozich? Zawsze byłem serożercą, zaś możliwość kosztowania tak różnych ich rodzajów była dla mnie jak spełnienie marzeń :).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://bandc2.typepad.com/photos/uncategorized/fromage_2_1.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="141" src="http://bandc2.typepad.com/photos/uncategorized/fromage_2_1.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;W większości francuskich lokali gastronomicznych w karcie - jako deser - widnieje deska serów. W zależności od klasy lokalu mogą różnić się praktycznie wszystkim: od ceny, poprzez możliwość wyboru, po ilość wreszcie. Najbardziej fatalnie wypadła hotelowa knajpa w Chinon, gdzie za wygórowaną cenę podano mi spodeczek z trzema najprostszymi serami (bleu, camembert i chevre) w ilości przywodzącej na myśl śniadanie na wczasach w ośrodku wypoczynkowym w połowie lat osiemdziesiątych (czyli kryzys, panie!, kryzys!). Podane sery mogłem jedynie określić jako zjadliwe. Rewelacyjnie za to pod tym względem spisała się Creperie Morel w Paimpolu i restauracja &lt;a href="http://www.hoteldefrance29.com/"&gt;hotelu de France&lt;/a&gt; w Plougasnou (lokal przywodzący na myśl Cafe Rene z 'Allo Allo'). W jednym i drugim przypadku pojawił się kelner z tacą pełną serów, z których mogłem wybrać trzy rodzaje, które zostały podane w ilości spokojnie mogącej zaspokoić głód czteroosobowej rodziny. Dzięki temu, a także dzięki zakupom poczynionym w rozlicznych &lt;i&gt;fromageriach&lt;/i&gt;, udało mi się poznać kilka nowych dla mnie smaków.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.artisan-metierdart.com/photo2006/chevre_fromage02.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="152" src="http://www.artisan-metierdart.com/photo2006/chevre_fromage02.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Po pierwsze chevre - czyli koza. Naturalne sery kozie były rzeczą mi dotychczas nieznaną. Dziś wiem, że ich smak w pierwszym rzędzie będzie mi się kojarzył z Francją. Intensywnie ostre, a jednocześnie śmietankowo delikatne, miękkie i z lekko tylko wysuszoną skórką, tak różniące się od serów z mleka krowiego. Absolutnie niepodrabialne! Do tego wyglądają tak apetycznie - lekko pokryte pleśnią roladki sugerują, że w ich wnętrzu kryje się esencja serowatości...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po drugie - &lt;a href="http://www.aperonomie.com/wp-content/uploads/2008/05/gamme-aperifrais.gif"&gt;sery twarogowe z przyprawami&lt;/a&gt;. Choć to może brzmieć dziwnie, znalezione w sieciowym markecie małe koreczki z twarożku przyprawione do smaku przeróżnymi ziołami tak bardzo przypadły mi do gustu, że szukałem ich do nabycia także i po naszej stronie rzeczywistości. I znalazłem! Małe białe kulki z twarogu przyprawione ziołami prowansalskimi, pieprzem czy papryką sprawdzają się doskonale jako przekąski między posiłkami, przegryzka do piwa czy wina a także jako dodatek do posiłku - a smakują wprost bosko!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.cremerielaprairie.com/images/produits/fromagerie_105.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="166" src="http://www.cremerielaprairie.com/images/produits/fromagerie_105.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Po trzecie - prawdziwe żółte sery - czyli przede wszystkim Emmental Grand Cru i różne rodzaje sera Tomme. Absolutnie fantastyczne! Ementaler ma w sobie więcej dziur niż sera, jest tak twardy, że trudno go przekroić&amp;nbsp; i tak intensywny w smaku, że niewielki jego kawałek potrafi nasycić na długo. Ten ser to prawdziwa esencja żółtych serów! Sery &lt;a href="http://www.seromaniacy.pl/seropedia/ser,Tomme"&gt;Tomme&lt;/a&gt; mogą różnić się od siebie w smaku tak bardzo, jak nasz ser morski od goudy z Moniek :) Są dużo bardziej miękkie - lecz tak bardzo różne w smaku od tego, co możemy znaleźć na stoiskach z serami w Polsce, że aż trudno to opisać. Pierwsze wrażenie jest bardzo celne - ich smak jest bardzo agresywny i potrafi przypomnieć o tym, że sery mają wiele wspólnego z pleśnią :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po czwarte - brie. Ponoć różni się od camemberta tylko regionem, z którego pochodzi (brie - z Ile de France, camembert - z Normandii), w praktyce jest to ser dużo łagodniejszy, łatwiej też znosi dodatki rozmaitych przypraw. Na swój niezrównany sposób potrafi uzupełnić posiłek, dobrze pasował też jako przekąska pod wino. Z serami kozimi nie miał jednak szans :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://media.telemarket.fr/imgnwprd/000/000540/00054011/00054011-t0.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="160" src="http://media.telemarket.fr/imgnwprd/000/000540/00054011/00054011-t0.jpg" width="160" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Po piąte wreszcie - niesamowity &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Atenodor_Kordylion"&gt;'kordylion&lt;/a&gt;' - czyli 'Lwie Serce'. Ten camembert to wyjątkowa próba dla miłośnika serów. Ser pleśniowy aż do przesady, o tak intensywnym zapachu i smaku, że tylko gdzieś w głębi tli się wspomnienie o śmietankowym smaku camemberta. Od tej intensywności nie ma ucieczki, ona dopadnie Cię i skopie po dupie. Jak dla mnie - ser tylko dla wytrwałych. Najlepsza z Najlepszych zaś pragnęła układać o nim poemat liryczny, w pięciu zwrotkach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt; Powstaniu poematu przeszkodziły li tylko rozliczne dylematy, które mię dopadły. No bo jak uczcić TAKI ser: ośmiozgłoskowcem? Osiem wydaje się być zbyt małą liczbą, jak na siłę aromatu. Jedenastozgłoskowiec? Nieee, za mało dostojny. Pentametr jambiczny? Ech, to anglosaska forma (a jak wiemy, Francuzi za Anglikami nie przepadają). I tak oto &lt;b&gt;nie powstał&lt;/b&gt; najwspanialszy na świecie poemat o serze.&lt;/fieldset&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Bretania&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Owoce morza, naleśniki i cydr&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-N1lIvzC_XUM/TZnBj_gsYZI/AAAAAAAAAO8/btiurH7JOSQ/s1600/P1040127.JPG" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/-N1lIvzC_XUM/TZnBj_gsYZI/AAAAAAAAAO8/btiurH7JOSQ/s200/P1040127.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-N1lIvzC_XUM/TZnBj_gsYZI/AAAAAAAAAO8/btiurH7JOSQ/s1600/P1040127.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;Bretania to kraina dzika i posępna, lecz także na swój niezrównany sposób urocza. Podróżując po niej próżno szukać wykwintnych dań, całodobowych stacji benzynowych czy przerażających opustoszałych miasteczek jakby wyjętych z prozy H.P. Lovecrafta... Choć nie, akurat te ostatnie się zdarzają ;). Właśnie w tych niewielkich bretańskich miasteczkach dane mi było skosztować zdecydowanie najciekawszych i najsmaczniejszych potraw we Francji. Gdy zastanawiałem się, dlaczego akurat bretońskie wersje dań smakowały mi bardziej niż praktycznie te same, których kosztowałem nad Loarą, przyszło mi do głowy kilka możliwych odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze czas - przez francuskie zamki w Dolinie Loary przewala się taka ilość turystów, że znalezienie wolnego miejsca w restauracji graniczy z cudem. Tamtejszym kucharzom nie zależy więc na utrzymaniu klienta jak najdłużej w lokalu, tylko na tym, aby po posiłku zrobił miejsce dla innych chętnych. Ciągły ruch wymusza też siłą rzeczy poświęcanie mniejszej niż byśmy chcieli ilości czasu na dopieszczenie potraw i ich smaku. Tymczasem w Bretanii ruch turystyczny jest dużo mniejszy, żyje się spokojnie i bez pośpiechu, nawet gdy jakimś cudem lokal zapełnia się do ostatniego stolika, to można być pewnym, że i kucharze, i obsługa podejdą do dań i klientów z należytą starannością. Po drugie konieczność przyciągnięcia klienta do lokalu wymusza na kucharzach eksperymentowanie - na które mają i czas, i - najpewniej - ochotę. Dzięki czemu nawet w zwykłych &lt;i&gt;creperiach&lt;/i&gt; lista możliwych do zamówienia i zjedzenia naleśników jest nawet dziesięć razy obszerniejsza niż w odpowiednikach znad Loary, gdzie często poprzestaje się na miksie czterech standardowych dodatków - sera, szynki, jajka i pieczarek. Wreszcie rzecz trzecia, czyli zamiłowanie Bretanów do potraw zdecydowanie prostszych niż przekombinowanych, stąd też ich urzeczenie wszystkim tym, co morze wyrzuci na brzeg i mewy nie zdążą rozdziobać, czyli mnogością ryb i owoców morza przyrządzonych na przeróżne sposoby. A owoce morza w lokalu położonym tuż przy marinie - to wystarcza, aby mnie zauroczyć.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://blog.hotelclub.com/wp-content/uploads/2009/08/moules-frites.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://blog.hotelclub.com/wp-content/uploads/2009/08/moules-frites.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://blog.hotelclub.com/wp-content/uploads/2009/08/moules-frites.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;W każdym przyzwoitym (a z pewnością również w wielu zdecydowanie nieprzyzwoitych ;) ) lokalu we Francji można zamówić &lt;i&gt;moules&lt;/i&gt;, czyli po naszemu omułki. Są to małże gotowane z reguły w białym winie, podawane w skorupkach z dodatkiem bagietki bądź tostów. Gdy zamówi się to danie, kelner przynosi spory garnek ze specjalną przykrywką, która po zdjęciu stanowi idealny pojemnik na opróżnione skorupki (rzadziej bywa, że potrawę tę podaje się w miskach). Trzeba pamiętać, że jeśli któraś ze skorupek nie otworzy się podczas gotowania, to małża zamknięta w środku jest z pewnością nieświeża, i należy ją bezwzględnie wyrzucić. O ile &lt;i&gt;moules&lt;/i&gt; podawane w Dolinie Loary można było dostać w trzech głównych odmianach (tylko gotowane w winie, przyrządzone z sosem serowym albo ze śmietaną), o tyle nadmorskie miejscowości Bretanii kusiły rozmaitymi wersjami tej potrawy - rekordzistą podczas naszej podróży okazał się lokal o nazwie &lt;a href="http://www.restaurant-intramuros.com/page-1-restaurant-moules-poisson-grillades-intramuros.html"&gt;Au P'tit Bouchot&lt;/a&gt; z Saint Malo, gdzie moules można było dostać na dwanaście różnych sposobów - a jak zapewniała przemiła kelnerka rodem z Azji - 'Każde pyszne!' :). Gdy zamówiłem małże w śmietanie z szynką, to potrawa, którą otrzymałem była godna podniebienia głów koronowanych. Jeśli kiedykolwiek jeszcze pojawię się w Saint Malo, nie omieszkam powrócić do tego lokalu i spróbować także innych &lt;i&gt;moules&lt;/i&gt;! Muszę też dodać, że bretońską specjalnością są omułki gotowane w cydrze, zdecydowanie bardziej wytrawne w smaku, przyrządzane najpewniej z myślą o takich osobach jak ja, które za winem nie przepadają, za to za cydrem - jak najbardziej :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/00685/french-cuisine-404_685302c.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://i.telegraph.co.uk/multimedia/archive/00685/french-cuisine-404_685302c.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Bretania to także świeże owoce morza, podawane na zimno, a także ryby różnego rodzaju. W każdym porcie stoją stragany, z których możesz zakupić świeżo złowione  ryby i małże w śmiesznych cenach (np. pięciokilogramowy worek  przegrzebków za cztery euro). Ze smutkiem stwierdzam, że moja znajomość angielskiego w przypadku ryb niestety kończy się na heringu, katfiszu i salmonie, więc ryby we Francji sobie odpuściłem (bo śledzia, suma czy łososia mogę różnie dobrze zjeść i w Polsce), za to jeśli chodzi o 'brzydale' to sobie pofolgowaliśmy. Spora część restauracji w nadmorskich miejscowościach oferuje przeróżne zestawy złożone z małż, ślimaków, krewetek i krabów, podawane w wymyślnych półmiskach na zimno, często prosto z lodu. Dla mnie, osoby nie odróżniającej &lt;a href="http://microseashell.com/bbs/view.php?id=Marine&amp;amp;page=1&amp;amp;sn1=&amp;amp;divpage=1&amp;amp;sn=off&amp;amp;ss=on&amp;amp;sc=on&amp;amp;select_arrange=headnum&amp;amp;desc=asc&amp;amp;no=1"&gt;krewetki królewskiej&lt;/a&gt; od &lt;a href="http://www.papuaweb.org/gb/foto/muller/ecology/08/03.jpg"&gt;tygrysiej&lt;/a&gt;, jedyną akceptowalną opcją było zamówienie zestawu 'wszystko co się da w jednej misce' i podzielenie się tym z Moją Uroczą Ekspertką. Musiałem być też twardy, bo męska ambicja i duma nie pozwalały mi na odmowę kontynuacji posiłku w przypadku, gdybym stwierdził, że 'to coś, co na mnie łypie z półmiska' jest jednak obrzydliwe w smaku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://shop.legalseafoods.com/images/images/Oysters.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="161" src="http://shop.legalseafoods.com/images/images/Oysters.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Wieczór z owocami morza urządziliśmy sobie w &lt;a href="http://paimpol-restaurant-du-port.com/"&gt;Restaurant du Port&lt;/a&gt; w Paimpolu. Zamówiliśmy butelkę dobrego białego wina i łódkę pełną specyjałów. Przy ich konsumpcji podglądaliśmy zachowanie sąsiadów - co jak wydłubać ze skorupki i jakiego sztućca użyć - a także dość wesoło improwizowaliśmy. Na pierwszy ogień poszły rzeczy, które mniej więcej potrafiliśmy zidentyfik&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;ować - &lt;i&gt;huîtres&lt;/i&gt; czyli ostrygi. Os&lt;/span&gt;trygi podawane są w swoich, uprzednio otwartych, muszlach, wypełnionych słoną wodą. Najpierw trzeba było oddzielić mięsko od skorupki specjalnym sztućcem, potem - opcjonalnie - skropić je cytryną, wreszcie wessać je wraz z tą wodą do gardzieli. Jak one smakują? Jak coś bardzo słonego, z intensywnym posmakiem czegoś, co długo mieszkało w morzu. Doprawdy nie rozumiem, jak można delektować się czymś takim, i - dodatkowo - uważać to za afrodyzjak. Dziwni ci Francuzi, naprawdę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.bonappetit.com/blogsandforums/blogs/bafoodist/langoustine.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://www.bonappetit.com/blogsandforums/blogs/bafoodist/langoustine.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Dość długo przyglądałem się kolejnemu stworowi, który łypał na mnie z talerza. Była to &lt;i&gt;langoustine&lt;/i&gt;, czyli po naszemu homarzec, których kilka sztuk ewidentnie usiłowało zagrzebać się w lodzie. Nie daliśmy im jednak szans na ucieczkę, i dobrze, jak się bowiem okazało homarce to były dla mnie najprzyjemniejsze - i najsmaczniejsze - owoce morza tego wieczoru. Coś, co wygląda jak przerośnięta krewetka skrzyżowana z rakiem nie mogło smakować źle i faktycznie, po oderwaniu odnóży i łba, oraz pozbyciu się chitynowego pancerzyka pozostawało nam wyssanie białego, delikatnego mięsa, zbliżonego w smaku do krewetek. Fantastyczna rzecz, do tego możliwa do zamówienia w większości restauracji jako osobne danie (bez dodatku małż czy innych ślimaków).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://farm4.static.flickr.com/3020/3098657474_5dca73c0e3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://farm4.static.flickr.com/3020/3098657474_5dca73c0e3.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://mojaitalia.mixxt.pl/storage/images/silo/6/3/0/559f2b55f452edfa5fe29893e28f6.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;/a&gt;No właśnie. Małże i ślimaki. Na półmisku było ich kilka rodzajów - &lt;i&gt;palourdes&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;praires&lt;/i&gt;, &lt;i&gt;bulotes&lt;/i&gt; i umieszczone w małej miseczce &lt;i&gt;bigorneau&lt;/i&gt;. &lt;i&gt;Palourdes&lt;/i&gt; to po naszemu małże Wenus a &lt;i&gt;praires&lt;/i&gt; to ni mniej ni więcej tylko rodzaj przegrzebka. I jedne, i drugie podawane na połówce własnej skorupki, po króciutkim obgotowaniu. Smakują podobnie - to po prostu lekko gumowaty kawałek mięczaka o intensywnym morskim smaku. Przegrzebki są nieco większe i delikatniejsze, małże Wenus za to są nieco mniej gumowate. Pisząc szczerze - nie dało się nimi najeść, ale jako przekąska były całkiem niezłe. &lt;i&gt;Bigorneau&lt;/i&gt; to po naszemu pobrzeżki, maleńkie, maksymalnie dwucentymetrowe ślimaczki, które trzeba było finezyjnie wyciągać przy użyciu małego 'szydełka' ze skorupek. Zabawy z tym było co niemiara! Podawane były z octem i takim octem właśnie smakowały. Największe były &lt;i&gt;bulotes&lt;/i&gt; - czyli trąbiki. Podane w swoich twardych porcelanowych konchach, stanowiły dla mnie wyzwanie, aby wyciągnąć je w całości. Miały twarde, gumowane mięso, które ciężko było &lt;a href="http://mojaitalia.mixxt.pl/storage/images/silo/6/3/0/559f2b55f452edfa5fe29893e28f6.jpg" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://mojaitalia.mixxt.pl/storage/images/silo/6/3/0/559f2b55f452edfa5fe29893e28f6.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;przeżuć, smakowały jednak zadziwiająco delikatnie, zwłaszcza, gdy dodało się do nich odrobinę majonezu. Muszę przyznać, że zagustowałem w nich i bez żalu oddałem Najlepszej z Najlepszych część swej porcji małż i krewetek. Bo przecież krewetki także leżały na zamówionym półmisku. Jednak nie poświęcaliśmy im tyle uwagi, co pozostałym owocom morza, najpewniej z uwagi na to, że już wcześniej byliśmy oswojeni z ich smakiem i traktowaliśmy je jako najnormalniejszą pod słońcem potrawę. Krewetki więc - jak to krewetki - smakowały jak krewetki i wyglądały jak krewetki. I jak krewetki pachniały. Tyle o nich.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.femmeactuelle.fr/var/femmeactuelle/storage/images/cuisine/a-table/les-primeurs/sur-les-marches-en-juin/le-tourteau-gros-crabe-de-l-atlantique-06524/6083654-1-fre-FR/le_tourteau_gros_crabe_de_l_atlantique_landing_entete.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="151" src="http://www.femmeactuelle.fr/var/femmeactuelle/storage/images/cuisine/a-table/les-primeurs/sur-les-marches-en-juin/le-tourteau-gros-crabe-de-l-atlantique-06524/6083654-1-fre-FR/le_tourteau_gros_crabe_de_l_atlantique_landing_entete.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Gdy wreszcie dobraliśmy się do dania głównego, górującego nad półmiskiem i spoglądającego groźnie w naszym kierunku &lt;i&gt;tourteau&lt;/i&gt;, była już prawie północ. &lt;i&gt;Tourteau&lt;/i&gt; to krab jadalny, a właściwie jego wypatroszony pancerz i oddzielone od tułowia odnóża. Nasz krab był wyjątkowy - dostał aż dwie pary szczypiec i tylko trzy odnóża kroczące :) Jako, że cały pokryty był pancerzem, aby dobrać się do ukrytego pod nim mięsa, należało użyć czegoś, co przypominało &lt;s&gt;maszynkę do zgniatania palców&lt;/s&gt; &lt;a href="http://www.gourmetsleuth.com/images/crabcracker_300.jpg"&gt;dziadka do orzechów&lt;/a&gt;, a później po prostu wyssać mięso spomiędzy skorupy. Czynność ta wymagała siły i koncentracji - kruszone kawałki krabowego pancerza lubiły wzlatywać w powietrze, odlatywać o kilka metrów od stolika albo wpadać do kieliszków z winem (na szczęście naszych, a nie innych klientów). Nic więc dziwnego, że gdy my kończyliśmy jeść owego kraba, ze stolików dookoła nas dyskretnie uciekali inni współbiesiadnicy. Podczas jedzenia zauważyłem, że wnętrze kraba miejscami wypełnia jakaś maź, przypominająca w smaku i zapachu musztardę. Jako, że nie była ona zbyt apetyczna, po wyciągnięciu większości mięsa darowałem sobie dalszy kontakt z tą skorupą. Przeczucie mnie (chyba) nie myliło, kilka tygodni później, oglądając w TV jakąś głupią komedię, dowiedziałem się, że to były resztki krabowych wnętrzności. Także ostrzegam przed tym i Was :). A jak smakował krab? &lt;s&gt;Jak kurczak&lt;/s&gt;. Bardzo, naprawdę bardzo delikatne białe mięso, leciutko tylko smakujące rybą. Gdyby nie fakt, że tak trudno się do niego dobrać, byłaby to z pewnością najlepsza potrawa tamtego wieczoru (a tak, palmę pierwszeństwa przyznaję homarcom).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://hdiddydollar.files.wordpress.com/2008/11/lobster_tank.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="110" src="http://hdiddydollar.files.wordpress.com/2008/11/lobster_tank.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Jeśli chodzi o owoce morza, to większość restauracji w miasteczkach portowych serwujących homary, kraby i (czasami) langusty zaopatrzona jest w wielkie akwaria, w których te &lt;s&gt;głowonogi&lt;/s&gt; skorupiaki &lt;a href="http://wulffmorgenthaler.com/img/strip/-WM_strip_2010-08-28.gif"&gt;swobodnie sobie żyją&lt;/a&gt; w oczekiwaniu na wrzucenie do garnka. Akwaria te są wystawione na widok publiczny, także gość może poczuć się przez chwilę jak rzymski cesarz, decydując o tym, którego z więźniów czeka straszny los - kąpiel we wrzątku. Myśmy na homara się nie zdecydowali, natomiast Najlepsza z Najlepszych przygodę z krabem powtórzyła jeszcze w Roscoff, w &lt;a href="http://www.roscoff-tourisme.com/index.php/layout/set/print/content/view/full/2013"&gt;Auberge du Quai&lt;/a&gt; (z tym, że tam podano jej młodszego kraba o czerwonej barwie skorupy). Jeśli chodzi zaś o słynne &lt;a href="http://cucinatestarossa.blogs.com/photos/uncategorized/paris_market_scallops.jpg"&gt;małże Świętego Jakuba&lt;/a&gt;, to akurat nie było na nie sezonu - poławia się je bowiem od października do kwietnia. Mimo to nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i zamówiłem makaron z owymi małżami - był po prostu rewelacyjny (znowu kłaniają się restauracje w Saint Malo, tym razem Creperie Margaux).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt; Czytając te słowa mam ochotę zakrzyknąć "Chwilo, trwaj wiecznie!". Chyba najwyższa pora się przyznać: tak, jestem uzależniona od owoców morza. Tak, dajcie mi miskę pełną morskich rozmaitości, a uczynicie mnie szczęśliwą. &lt;br /&gt;Czy wspominałam już, że na emeryturze chcę mieszkać w miejscu z szybkim i łatwym dostępem do les fruits de mer? Nie? No to wspominam: chcę.&lt;/fieldset&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.eszticot.net/images/20080922232234_img_4457%20red.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://www.eszticot.net/images/20080922232234_img_4457%20red.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Klimat Bretanii nie sprzyja sadzeniu winorośli, lecz choć winnic jest jak na lekarstwo, to pojedyncze krzewy - sadzone najpewniej dla celów ozdobnych - udało nam się tu i ówdzie wypatrzyć. Nie frasowałem się jednak brakiem wina, gdyż przyjechałem tam by poznać smak miejscowego cudu nad cudami - owocowego cydru. Cydr co prawda można zamówić chyba w każdej knajpie we Francji, jednak to bretońskie cydry uznawane są, nie bez powodu, za najlepsze. Ich smaku nie da się jednoznacznie opisać - te najbardziej wytrawne (&lt;i&gt;brut&lt;/i&gt;) są cierpkie, z zauważalną goryczką - gdyby nie brak pianki, można by pomyśleć, że pije się leciutkie piwo. Te słodsze (&lt;i&gt;doux&lt;/i&gt;) są intensywnie owocowe, zbliżone do lekkiego jabłkowego wina, charakterystycznego dla Skandynawii. Minusem cydru jest jego lekkość i rozmiary czarek, w których jest podawany - ani się człowiek obejrzy, a już go wypije. Z drugiej jednak strony nic tak fajnie nie gasi pragnienia podczas upału.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_NlvMrCsTqX0/S8wmLcy7d1I/AAAAAAAAAbA/XP3xd6PECyU/s1600/kir.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://3.bp.blogspot.com/_NlvMrCsTqX0/S8wmLcy7d1I/AAAAAAAAAbA/XP3xd6PECyU/s200/kir.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Lokalnym napojem na bazie cydru jest w Bretanii&amp;nbsp; kir, czyli przedziwna mieszanina cydru i soku owocowego. Tradycyjnie podaje się &lt;i&gt;kir cassis&lt;/i&gt;, czyli cydr zmieszany z sokiem (bądź likierem) z czarnej porzeczki. Nadaje to napojowi świeżego smaku i dodaje energetycznego kopniaka w postaci cukru zmieszanego z dużą dawką witaminy C. W zależności od fantazji barmana, kir można przyrządzić także z soku brzoskwiniowego, żurawinowego, truskawkowego albo gruszkowego, można go także doprawić lekko niedużą ilością czystej wódki. Jako ciekawostkę mogę dodać, że w różnych częściach Francji cydr w kirach zastąpić można szampanem czy różowym winem, zaś niektóre rodzaje kirów mają swoją ścisłą recepturę, która chroniona jest przez te same prawa, które chronią wytwórców wina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;a href="http://www.nashua.edu/walshly/images/lime%20diet%20coke.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="73" src="http://www.nashua.edu/walshly/images/lime%20diet%20coke.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;Moje zamiłowanie do próbowania nowych rzeczy przyniosło też kilka negatywnych odkryć w dziedzinie napojów gazowanych - i jedno pozytywne. Negatywnymi były sygnowane logiem Coca Coli wynalazki mające w zamierzeniu stanowić odpowiedź na Pepsi Twist - a więc Coca Cola Lime i Coca Cola Citron. W praktyce oba te napoje okazały się niepijalne, jadące z dala chemicznym zapachem i tak kwaśne w smaku, że odechciewało się ich pić. Pozytywne odkrycie zaś to &lt;a href="http://www.orangina.eu/pl_POL"&gt;Orangina&lt;/a&gt; - jedyny napój gazowany, w którym widziałem fragmenty owoców, i jednocześnie jedyna pomarańczowa oranżada o tak soczystym smaku. Porządnie schłodzony nieźle gasił pragnienie, jedynym jego minusem była zawarta w nim ilość cukru - po jakimś czasie to pragnienie wracało.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://poprostugotuj.home.pl/upload/p2a.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="133" src="http://poprostugotuj.home.pl/upload/p2a.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&amp;nbsp;Podróżując przez Francję można odnieść wrażenie, że najpopularniejszymi lokalami są naleśnikarnie, a najlepszymi daniami lunchowymi - &lt;i&gt;crêpes&lt;/i&gt; i &lt;i&gt;galettes&lt;/i&gt;. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Galette"&gt;&lt;i&gt;Galette&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; to tradycyjny bretoński naleśnik z ciemnej mąki gryczanej, z reguły o sporej powierzchni, podawany na wytrawnie - najczęściej zawierający wariacje na temat sadzonego jajka, szynki, pieczarek i sera. Zwykle otrzymamy taki naleśnik złożony w kwadrat, rzadziej - w kopertę, natomiast nie spotkałem się z galetami zwiniętymi w rulon nawet, jeśli nie zawierały sadzonego jajka. Niektórzy szefowie kuchni eksperymentują z różnymi dodatkami nie kojarzącymi się z naleśnikami, jak ryby (najczęściej wędzony łosoś), czy różne sery z żurawiną, a praktycznie każdy lokal posiada swój specjalny, wyjątkowy przepis na przepysznego naleśnika. &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Cr%C3%AApe"&gt;&lt;i&gt;Crêpe&lt;/i&gt;&lt;/a&gt; to także naleśnik&lt;i&gt;, &lt;/i&gt;tyle, że ze zwyczajnej pszennej mąki. Z reguły jest podawany na słodko - z owocami, lodami, czekoladą czy słodkim twarożkiem. Natomiast w Vannes, w Crêperie Saint Exupéry postanowiliśmy skosztować słynnych bretońskich płonących naleśników. Dostępnych było kilka różnych ich rodzajów, z odmiennym nadzieniem i 'paliwem' - czyli płonącym alkoholem. Ja wybrałem owoce i &lt;a href="http://www.grand-marnier.com/index.php"&gt;Grand Marniera&lt;/a&gt;, Najlepsza z Najlepszych - lody, gruszki i rum. Przed podaniem naleśników wzbudziłem wesołość u kelnerów, dopytując się o to, jak należy je jeść - czy wcześniej je ugasić? &lt;s&gt;i czy podają podręczną gaśnicę jednorazowego użytku?&lt;/s&gt;, czy może jeść płonące? Czy raczej poczekać do &lt;a href="http://www.kobieta.pl/uploads/pics/crepes-ds.jpg" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="134" src="http://www.kobieta.pl/uploads/pics/crepes-ds.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;momentu, aż same zgasną (ale czy wtedy nie będę jadł węgla?) Ku mojej uldze, okazało się, że zapalony alkohol wypala się w ciągu kilku sekund, że naleśniki dzięki temu miast zbędnych procentów zyskują niezapomniany aromat - esencję trunku, i że da się je jeść unikając poparzeń trzeciego stopnia. Smakowały niebiańsko! A sam wygląd płonącego półmiska w półmroku zapadającego wieczoru jest wprost niesamowity. Nieskromnie powiem, że danie to wymusiło na mnie zakup &lt;a href="http://partymartwines.com/wp-content/uploads/wpsc/product_images/Grand%20Marnier%20Cent%20Cinquantenaire.jpg"&gt;butli Gran Marniera&lt;/a&gt; - nie tylko do celów kulinarnych. Gran Marnier bowiem, to rodzaj koniaku aromatyzowanego skórką gorzkich, karaibskich pomarańczy, ja zaś do pomarańczowej skórki mam wielką słabość.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;fieldset&gt;&lt;legend&gt;Słowo Eksperta:&lt;/legend&gt; Ja słabości do skórki pomarańczowej nie mam. Do koniaku tym bardziej (dziękuję, postoję). Mimo to Gran Marnier to jeden z nielicznych mocnych alkoholi, które mi smakują. I choć ze względu na silny aromat i intensywny smak nie da się go wypić dużo (ot, naparstek dla smaku), to po jakimś czasie chce się go skosztować znowu. Jedyny minus - nie udało nam się namierzyć tego trunku w żadnym z lokalnych sklepów (nawet tych, co to twierdzą, że mają alkohole "z całego świata"; tja...). Co ja biedna zrobię, jak się nam przywieziona butelczyna skończy? Przyjdzie nam znowu udać się w podróż i zdobyć kolejne trofeum... ;) &lt;/fieldset&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-5xzytbDUakI/TeqVBCFrrHI/AAAAAAAAAPE/zKtKs7wDYAo/s1600/P1030776.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-5xzytbDUakI/TeqVBCFrrHI/AAAAAAAAAPE/zKtKs7wDYAo/s200/P1030776.JPG" width="150" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Zaprawdę, powiadam Wam - nie zna życia, kto nie spróbował zmierzyć się z Bestią z Saint Malo - bretońskim tortem czekoladowym, którego dwóch różnych odmian mieliśmy okazję skosztować w cukierni Timothy. Mieliśmy pecha, że daliśmy się ponieść emocjom i do ciasta zamówiliśmy również po filiżance gorzkiej, gorącej czekolady, przez co w połowie deseru musieliśmy ratować się dodatkowo wodą mineralną.. Bretoński tort czekoladowy w formie, którą znaleźliśmy w tej cukierni, to nic innego niż &lt;s&gt;pół kilograma wściekłej, dyszącej rządzą krwi czekolady na talerzu&lt;/s&gt; zajmujący cały spory talerz cienki plaster ciasta czekoladowego, przełożonego kremem czekoladowym, oblanego polewą czekoladową i posypanego małymi, czekoladowymi kulkami. Podczas konsumpcji miałem wrażenie obcowania z daniem składającym się niemal wyłącznie z czekolady. Ciasto przeobraziło się w gęstą czekoladę, krem - w intensywnie czekoladowy nougat, polewa - to była zwykła, twarda chrupiąca czekolada. Czekolada, która była słodka, ciężka i bardzo sycąca... W połowie porcji poczułem, że mi słabo, że tort oblepia mnie od środka, uczucie zadowolenia zaczęło zmieniać się w przesyt, a przede mną wciąż leżała porcja, wielkości &lt;a href="http://veto2ed.pl/wyszukiwarka/uploads/azjaTuhajbejowiczMellechowicz.png"&gt;Azji&lt;/a&gt; (a co najmniej Syberii)!&amp;nbsp; Gdy na talerzu zostało ćwierć porcji, solennie obiecałem sobie nie jeść żadnej czekolady do końca roku. Kilka kęsów przed końcem moja dusza wyła a ja obiecywałem sobie nawet nie spojrzeć więcej na to coś na literę 'C'. Przyznaję, Bestia z Saint Malo wygrała, musiałem podkulić ogon i uznać jej wyższość. Takiej porcji.... wyrobu cukierniczego sporządzanego z miazgi kakaowej, tłuszczu kakaowego lub cukierniczego, środka słodzącego i innych dodatków, mój układ trawienny nie był w stanie przyswoić. Resztę dnia spędziliśmy spacerując ociężale po murach miasta i (skutecznie!) szukając odtrutki (ponoć alkohol wiąże tłuszcze...) :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/89/P8220094.JPG/800px-P8220094.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="148" src="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/8/89/P8220094.JPG/800px-P8220094.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Na koniec wypada wspomnieć o kolejnej kulinarnej niezwykłości, podpatrzonej w północnej Bretanii, a mianowicie o &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Karczoch_zwyczajny"&gt;karczochach&lt;/a&gt;. Karczochy zrobiły na mnie niezapomniane wrażenie - wizualne. Tak jak dolina Loary wypełniona była polami pełnymi słoneczników i winnicami, tak północne wybrzeże Bretanii było krainą karczochów. Karczoch w stanie naturalnym wygląda jak dorodny oset, z rozłożystymi, ostrymi liśćmi i sterczącym ku górze, przywodzącym mi na myśl zaciśniętą pięść w łuskowatej rękawicy, kwiatostanie. To właśnie owe kwiaty się spożywa - zebrane odpowiednio wcześnie przed zakwitnięciem. Jeśli jednak &lt;a href="http://www.netjeff.com/gallery/d/12526-3/IMGP0441.jpg"&gt;karczoch zakwitnie&lt;/a&gt; - nic złego się nie staje, gdyż kwiat ma przepiękny, i - jak udało się nam zauważyć - często wykorzystywany przez francuskich bukieciarzy. Wstyd się jednak przyznać, karczocha nie spróbowaliśmy, bo - choć mijaliśmy pola pełne tych roślin w różnych stadiach rozwoju - wciąż nie było na nie sezonu. Odbiliśmy to sobie jednak we wrześniu już w Polsce - dobrze przyrządzony gotowany karczoch ma świeży, kwaśny smak przywodzący lekko na myśl delikatną kapustę. Pycha!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-1630285376236412346?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/1630285376236412346/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=1630285376236412346' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1630285376236412346'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1630285376236412346'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2011/06/z-warzachwia-i-kopyscia-przez-francje.html' title='Z warząchwią i kopyścią przez Francję'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-WXPMXrP-96k/TZmf-1_FlXI/AAAAAAAAAOw/c_rmBIcbmdw/s72-c/P1040010.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-8199915303654556832</id><published>2011-03-16T01:21:00.000+01:00</published><updated>2011-03-16T01:21:07.496+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczna Nostalgia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hity z Satelity'/><title type='text'>Historie spomiędzy dwóch światów.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem fanem dobrze odegranych coverów. Uważam, że utwory, które zna się niemal na pamięć wiele zyskują w interpretacji innych artystów. Tu zmieniona solówka, tam dodane kilka akordów i mamy odświeżony numer, który często potrafi zapisać się w pamięci często o wiele mocniej, niż oryginał. Dlatego czasem szperam sobie w sieci, szukając nowych interpretacji znanych i lubianych utworów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://1.gvt0.com/vi/HCTlkiLh4VU/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/HCTlkiLh4VU&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/HCTlkiLh4VU&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś w głowie siedział mi mocno wielki przebój Hiszpanów z &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/H%C3%A9roes_del_Silencio"&gt;Heroes Del Silencio&lt;/a&gt;, czyli 'Entre dos tierras'. &lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Numer z nagranej w 1990 roku płyty '&lt;/span&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_O-nlTi3NwKw/TLjL76Cq4iI/AAAAAAAAABE/oZvQZ5wIzMY/s1600/heroes+del+silencio.jpg"&gt;Senderos de traición&lt;/a&gt;' usłyszałem po raz pierwszy będąc nastolatkiem, jednak nie zrobił on na mnie wrażenia (był najwyraźniej zbyt mało ekstremalny) i szybko o nim zapomniałem. Całkiem niedawno to Najlepsza z Najlepszych przypomniała mi i o Heroes Del Silencio, i o 'Między Dwoma Światami' :) Tym razem coś 'zażarło', piosenka bardzo się spodobała i zacząłem często do niej wracać. Aż postanowiłem poszukać wariacji na jej temat w wykonaniu różnych, często dość niszowych wykonawców...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/pn8_mBoy_A4/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/pn8_mBoy_A4&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/pn8_mBoy_A4&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;a href="http://www.darkseed.com/"&gt;Darkseed&lt;/a&gt; to kapela z Niemiec, która dość płynnie przeszła z mrocznego i ponurego gothic metalu w stronę światła (a obecnie nawet w stronę industrii) ;). Próżno szukać tego numeru na oficjalnym wydawnictwie sygnowanym nazwą zespołu, przypuszczalnie trafił on na jakąś kompilację. Niemniej jednak ta wersja jest godna uwagi z racji odpowiedniego dociążenia brzmienia i lekkiego podkręcenia tempa. Chłopaki dają radę, w przeciwieństwie do Włochów z Evenfall...&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/p7oD7eNHBXc/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/p7oD7eNHBXc&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/p7oD7eNHBXc&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;a href="http://members.fortunecity.com/dawnofsadness/evenfall.htm"&gt;Evenfall&lt;/a&gt; zdecydowali się umieścić ten numer na wydanym w 2002 roku albumie 'Cumbersome'. Niedługo po tym zespół miast spijać ambrozje światowej kariery - rozpadł się. Powiem krótko - ta przeróbka zawiera w sobie to co najgorsze w gothic metalu. Kiepsko brzmiące gitary masakrujące fajnie przecież zaczynający się wstęp do utworu, 'plastikowe' klawisze grające główną linię melodyczną dodając momentami taneczne wstawki rodem z potworków &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=h3_GyqiMUtk"&gt;Crematory&lt;/a&gt;, omdlewająca niewiasta z niezłym warsztatem - i niestety absolutnie bezpłciowym głosem, wreszcie wtórujący jej wypluwający flaki dżentelmen, którego partie są absolutnie niepotrzebne. Cóż - czasami dobre chęci nie wystarczą. Oni z pojedynku z tym kawałkiem wyjechali na tarczy.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/y-KgGkU2q8c/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/y-KgGkU2q8c&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/y-KgGkU2q8c&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit;"&gt;Zupełnie inne klimaty zapodał niejaki &lt;a href="http://www.myspace.com/santaflow"&gt;SantaFlow&lt;/a&gt;, hiphopowiec z Madrytu. Skrecze, pogłosy, nu-metalowe brzmienia gitar, niesamowita motoryka i jednocześnie bujające rapowane zwrotki przywodzące na mi myśl &lt;/span&gt;salsę i znienawidzoną przeze mnie kapelą &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=6FEDrU85FLE"&gt;Crazy Town.&lt;/a&gt; Tu jednak wszystko pasuje jak ulał, dźwięki współgrają ze sobą a sam numer zyskuje wręcz eksplodującą energię. Dla mnie bomba, choć przecież daleko mi do tego muzycznego stylu...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/9gTA529xtes/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/9gTA529xtes&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/9gTA529xtes&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nieco bliżej mi do tego, co proponuje na swych płytach &lt;a href="http://www.myspace.com/TopmodelzMusic"&gt;Topmodelz&lt;/a&gt;, czyli alter ego DJ'a Pulsedrivera. Bit, dużo bitu, jeszcze więcej bitu, przestrzeń, odgłosy stadionu, melodyjki rodem z Love Parade, wszystko w marszowym tempie, świetnie nadającym się do miksowania podczas imprez. Osobiście jestem zwolennikiem remiksowania rocka i techno, bo dzięki temu powstaje świetna, bujająca muzyka i na parkiet, i do auta. Ot, choćby &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GzFYdoUtdxc"&gt;taka&lt;/a&gt; :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/q3nq67vpug8/0.jpg" height="266" width="320"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/q3nq67vpug8&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/q3nq67vpug8&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli kiedykolwiek byliście ciekawi, jak brzmieliby Heroes Del Silencio, gdyby zamiast gitar mieli trąby, zamiast basu - tuby a zamiast strun głosowych - puzony, to waszą ciekawość zaspokoją członkowie niemieckiej orkiestry dętej &lt;a href="http://www.s-hoch3.de/"&gt;&lt;span id="search"&gt;S³&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; z Heitersheim. Brzmienie? Czysta potęga i moc :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://2.gvt0.com/vi/ikKSNOWz97I/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ikKSNOWz97I&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/ikKSNOWz97I&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Jak natomiast zabrzmiałby zespół, gdyby podczas koncertu odcięto prąd i zostali zmuszeni do odśpiewania swego największego hitu a capella? Pewnie tak, jak Portugalczycy z &lt;a href="http://www.vozesdaradio.pt/"&gt;Vozes da Rádio&lt;/a&gt;, zespołu wokalnego będącego czymś pomiędzy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1sII4qLzFik"&gt;Audiofeels&lt;/a&gt; a &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=KDwuUYp-w9Q"&gt;Grupą Mozarta&lt;/a&gt;. Trzeba oddać im sprawiedliwość, są świetni, lecz &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=UPUNdwRhuMA"&gt;Van Canto&lt;/a&gt; nie przebiją :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://0.gvt0.com/vi/g5ucvY9HNfg/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g5ucvY9HNfg&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/g5ucvY9HNfg&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Na koniec absolutna rewelacja, czyli to, jak 'Entre dos tierras' powinien zabrzmieć w nowym millenium. &lt;a href="http://www.myspace.com/skizoo"&gt;Skizoo&lt;/a&gt; pochodzą z Madrytu i są pogrobowcami legendy hiszpańskiej sceny alternatywnej - Sôber, czyli kapeli bardzo mocno zainspirowanej Heroes Del Silencio. Co mi się podoba w tej interpretacji? Absolutnie wszystko: tempo, brzmienie, niesamowity wokal, niemalże identyczny z oryginałem, a przede wszystkim maleńki dodatek w postaci kilku niemalże zimnofalowych dźwięków odegranych na gitarze podczas cody i zwrotki. Dla mnie bomba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;BONUS:&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOGGER-youtube-video" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0" data-thumbnail-src="http://3.gvt0.com/vi/kwgrgUTxQS8/0.jpg"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/kwgrgUTxQS8&amp;fs=1&amp;source=uds" /&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF" /&gt;&lt;embed width="320" height="266" src="http://www.youtube.com/v/kwgrgUTxQS8&amp;fs=1&amp;source=uds" type="application/x-shockwave-flash"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;... nie byłbym sobą, gdybym nie przedstawił nadziei meksykańskiej sceny metalowej - &lt;a href="http://www.myspace.com/aenemabanda"&gt;Aenemy&lt;/a&gt;. Chłopaki pokazali, że odrobina dobrych pomysłów i samozaparcia wystarczy, aby za pomocą zwykłej kamery zarejestrować teledysk, który może równać się z klipami takich tuzów, jak Guns'n Roses, a może nawet Immortal... Z którymi dzielenia sceny szczerze im życzę i przyrzekam zainteresować się bliżej losami zespołu :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-8199915303654556832?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/8199915303654556832/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=8199915303654556832' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8199915303654556832'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8199915303654556832'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2011/03/historie-spomiedzy-dwoch-swiatow.html' title='Historie spomiędzy dwóch światów.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-3544781938021984857</id><published>2010-10-08T13:09:00.001+02:00</published><updated>2010-10-08T13:24:13.024+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Obiektywem po oczach'/><title type='text'>Z kamerą wśród gotów - Castle Party 2010</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tegoroczne Castle Party uważam za bardzo udane - i pod względem towarzyskim, i pod względem muzycznym. Nadeszła więc pora, aby przypomnieć sobie, jak to w tym roku było, i zebrać nakręcone obrazki w jednym miejscu - tutaj.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Piątek&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/vkf5rCz8ytM?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/vkf5rCz8ytM?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Yr2yiYdQlnI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Yr2yiYdQlnI?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&amp;nbsp;Wieże Fabryk muzycznie to absolutnie nie moja bajka, ale koncert mi się podobał. Zespół zagrał z przytupem, energetycznie i radośnie. Publika dopisała - widać, że Wieże Fabryk przestały być kapelą anonimową i w Bolkowie zagrali dla swoich wiernych fanów, dość tłumnie na małym dziedzińcu zgromadzonych. Koncert na plus :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dptxw55s0HA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dptxw55s0HA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/IR04BnLrURU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/IR04BnLrURU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żywiołak dał czadu. Ich koncert emanował taką energią, że można by nią oświetlić połowę Dolnego Śląska z Legnicą i Wrocławiem razem wziętymi. Publiczność - niestety - nie brała udziału w zabawie, z uwagi na niemiłosierny ścisk i bruk na dziedzińcu, grożące utratą równowagi i zadeptaniem. I choć zespół kilkakrotnie zapraszał do wspólnej zabawy, tańców i swawoli zwyczajnie nie było, a szkoda. Koncert rewelacja, jeden z najlepszych, jakie widziałem w tym roku.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/fmcqgq3J3oQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/fmcqgq3J3oQ?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;The Beauty of Gemina odsłuchałem właściwie z baszty. Nie znałem ich twórczości, a to co zaprezentowali na scenie nie przyciągnęło mnie zbytnio. Jednak trzeba przyznać, że koncert był solidny, dobrze nagłośniony i z niezłą reakcją publiczności. Jeśli ktoś był ich fanem - mógł się znaleźć 'One Step to Heaven' :) Ale teraz, gdy sobie tak ich słucham, to nóżka sama zaczyna wybijać mi rytm, i kto wie, czy wkrótce nie zdobędą sobie nowego fana?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/qHoqvIEHnak?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/qHoqvIEHnak?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ooAU1TfcaDc?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ooAU1TfcaDc?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Qntal po prostu musieliśmy zobaczyć. To dla nich (i zespołu pewnego wymalowanego dżentelmena) pojechaliśmy do Bolkowa. Niestety, zespół instalował się na scenie dobrą godzinę, i przez to większość publiczności zdążyła się rozejść do klubów czy zaszyć w śpiworach. Sam zespół również ewidentnie był zirytowany koniecznością późną porą rozpoczęcia show - zaczęli grać o 2:30. Koncert mógł być magiczny a wyszedł - zwyczajny. Do tego miałem wrażenie, że Syrah jest wyraźnie niezadowolona i chce jak najszybciej zakończyć show (wyraźnie się dąsała i przybrała pozę urażonej operowej divy). Na plus - zagrali masę staroci, które kojarzy i lubi nawet taki malkontent jak ja. Do tego koncert rozpoczął się od intra wygwizdanego na jedynym znanym mi instrumencie, na którym aby grać, nie trzeba go dotykać ani w niego dmuchać - czyli thereminie (co można usłyszeć i zobaczyć na klipie powyżej). No i zauroczył mnie nowy członek zespołu - słodka Mariko, skrzypaczka obdarzona naprawdę cudownym głosem (i anielską cierpliwością). To właśnie ona (i keyboardzista) wnieśli trochę ruchu i energii w statyczny koncert Qntala, widać było, że wspólne granie, nawet o tak późnej porze, daje im masę przyjemności. &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Sobota&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sobota była dniem relaksu i integrowania się ze znajomymi, więc ujęcia, jakie powstały tego dnia albo są tak żenującej jakości, że nie nadają się do upubliczniania (The Eden House, Cassandra Complex), albo przedstawiają grupę młodych ludzi relaksujących się na rozmaite sposoby na bolkowskim Rynku oraz na Baszcie (i bez ich zgody nie będę ich upubliczniał :P).&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Niedziela&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/k1VBxhv7K6I?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/k1VBxhv7K6I?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;The Proof zrobił niezły show, zwłaszcza jak na nieludzką porę ich koncertu i panujący upał. Muzycznie (i... tekstowo) znowu nie moja działka, sporej grupce znajomych zaś podobało się. I to bardzo. Kwestia techniczna - bas podczas tego koncertu tak pulsował, że na nagraniu zagłuszał praktycznie wszystko, i dopiero zabawie z equalizerem zawdzięczamy to, że w ogóle coś na filmie słychać. O dziwo, na miejscu wydawało mi się, że The Proof mieli jeden z najlepiej nagłośnionych koncertów na tegorocznym festiwalu...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/eajrobUYB3o?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/eajrobUYB3o?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Álvarez Pérez byli z zupełnie innej bajki muzycznej, a ich wokalistka fałszowała niesamowicie, a że akurat tak się złożyło, że bolała mnie głowa, to bez żalu odpuściłem sobie ich gig. Jak grali - możecie usłyszeć na klipie powyżej.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dJHKUbxolZU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dJHKUbxolZU?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Daimonion podobał mi się bardzo. Świetna muzyka, bardzo dobry wokalista, niezłe brzmienie - to wszystko złożyło się na fantastyczny koncert. I tylko mogłem żałować, że nie zagrali nieco później, przy zachodzącym słońcu. Tak czy  inaczej, Daimonion stał się dla mnie odkryciem tegorocznego Castle Party. I tu mała prośba - jeśli ktoś z Was rozpoznaje tę piosenkę - proszę, niech da mi znać (uzupełnię informacje na Tubce). :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/boAD6nJ076E?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/boAD6nJ076E?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Noisuf-X dał niesłychanie energetyczny show i zgromadził pod sceną miłośników elektronicznego umpa umpa. To, co się działo pod sceną było ciekawsze, niż dwóch gości na scenie, udających (moim zdaniem) grę na swoich instrumentach. Niemniej jednak, na tym koncercie bawiłem się przednio :) &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/9G2Ag4hiJY4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/9G2Ag4hiJY4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/EuKt4USMhn4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/EuKt4USMhn4?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Faith and the Muse, choć nie przyciągnęli mnie swoim piątkowym akustycznym show, to w niedzielę dali czadu i przyprawili mnie o opad szczęki. Bardzo dobry koncert, z historią i umiejętnie budowanym napięciem. Do tego doskonale reagująca publika, która dała amerykanom odczuć, że są w Bolkowie prawdziwymi Gwiazdami. Super, choć tak naprawdę był to dla mnie pierwszy kontakt z ich muzyką.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hQ2G2cLXPRY?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hQ2G2cLXPRY?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/hgTsxnj5F28?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/hgTsxnj5F28?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-xrJveUWF6w?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-xrJveUWF6w?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Vw8cGGu5NOA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Vw8cGGu5NOA?fs=1&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Behemoth. Przybyli, zagrali, zmiażdżyli. Potęga i moc, to dwa słowa, które najlepiej oddają istotę ich koncertu. Doskonałe, klarowne i czyste brzmienie, a jednocześnie tak głośne, że aby cokolwiek było słychać, musiałem oczyścić dźwięk do powyższych filmików korzystając z quasi-profesjonalnego narzędzia. Behemoth pozostawił niestety po sobie niedosyt - pięćdziesiąt minut ich koncertu upłynęło zdecydowanie zbyt szybko, do tego Nergal nie był w najlepszej formie (koncert na Castle Party był ostatnim, zanim Ner wylądował w szpitalu). Dlatego mam nadzieję zobaczyć ich wkrótce - w świetnej formie i zdeterminowanych do tego, by pokazać na co naprawdę ich stać!&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-3544781938021984857?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/3544781938021984857/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=3544781938021984857' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/3544781938021984857'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/3544781938021984857'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/10/z-kamera-wsrod-gotow-castle-party-2010.html' title='Z kamerą wśród gotów - Castle Party 2010'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-6562493732461168234</id><published>2010-09-01T18:33:00.001+02:00</published><updated>2010-09-01T18:33:37.687+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na krańcu świata'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samo życie'/><title type='text'>W podróży spisane - francuskie ABC</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;A jak autostrady&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://brokensidewalk.com/wp-content/uploads/2009/08/highway_knot_01-500x339.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="216" src="http://brokensidewalk.com/wp-content/uploads/2009/08/highway_knot_01-500x339.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopiero gdy wyjedzie się na zachód, dostrzega się ile tak naprawdę daje dobrze rozwinięta sieć autostrad - choćby płatnych. Trasa powrotna z Francji, bez udziwnień i objazdów, zajęła nam w sumie 13 godzin. W tym czasie przemierzyliśmy prawie 1300 kilometrów przez Francję, kraje Beneluksu i Niemcy. Dla porównania, przejazd 400 kilometrów po polskich drogach zajmuje ponad osiem godzin. Korki? Owszem, widzieliśmy kilka (w tym jeden naprawdę potworny, przy wjeździe do Paryża), lecz na szczęście udało nam się uniknąć stania w takowych. Trzy pasy ruchu (a czasami nawet więcej) w każdą ze stron, potężne wiadukty i długie tunele potrafią skłonić do nabrania nieciekawej opinii o polskich drogowcach (którzy nie radzą sobie z budową i utrzymaniem zwykłych dróg). Uwierzcie mi, wjazd do Polski jest naprawdę wjazdem do krainy drogowego koszmaru.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;B jak Bretania&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.meilleurtarif.fr/wp-content/uploads/2009/02/bretagne-breizh.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="260" src="http://www.meilleurtarif.fr/wp-content/uploads/2009/02/bretagne-breizh.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do Bretanii uciekliśmy ze zgiełkliwej Doliny Loary, w poszukiwaniu ciszy i spokoju. I udało się - Bretania jest faktycznie krainą posępną i dziką. Pełna wzgórz, skał i lasów, miasteczek z zachowanymi średniowiecznymi kamieniczkami, z wiejącym stale wiatrem (zmienia się tylko jego kierunek) i niewielkimi, malowniczymi plażami jest jedyna w swoim rodzaju. Turystów jest tu niewielu - większość wybiera bowiem plaże Lazurowego Wybrzeża czy Prowansję. Przybywają tu jedynie - za to tłumnie - żeglarze, dla których skaliste północne wybrzeże stanowi wyzwanie i obietnicę wspaniałych widoków na klify i skały - zaś południowe plaże kuszą możliwością leniwego wypoczynku. Region żyje z morza &lt;s&gt;i karczochów&lt;/s&gt; i to widać - nigdzie indziej na świecie nie znajdziecie takich ostryg czy &lt;s&gt;karczochów&lt;/s&gt; &lt;a href="http://adamczewski.blog.polityka.pl/wp-content/uploads/2997_03/ryba.JPG"&gt;karmazynów&lt;/a&gt;, co w portach północnej Bretanii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;C jak &lt;i&gt;chateau&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.club-international.org/cijp/reservation/loire2/cheverny.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="220" src="http://www.club-international.org/cijp/reservation/loire2/cheverny.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Francja zamkami stoi. Potężnymi, kamiennymi twierdzami i malutkimi kameralnymi wręcz zameczkami, z doskonale zachowanymi wnętrzami i misternie utrzymanymi ogrodami. Są porozrzucane po całym kraju, lecz zdecydowanie najwięcej ich stoi w dolinie Loary. Duża część z nich po dziś dzień pozostaje w prywatnych rękach (np. Vanessy Paradise i Johnny'ego Deppa czy Brada Pitta i Angeliny Jolie), odstraszając szczelnym ogrodzeniem, kamerami i mało dyskretną, acz kulturalną ochroną, część została zmieniona w muzea, przez które przewalają się tabuny turystów, a część po prostu jest. Niektóre, te najbardziej znane, jak &lt;a href="http://img814.imageshack.us/img814/5520/p1030266d.jpg"&gt;Chambord &lt;/a&gt;czy &lt;a href="http://img836.imageshack.us/img836/9936/p1030431w.jpg"&gt;Chenonceau&lt;/a&gt; naprawdę warto zobaczyć. Inne, równie piękne, warto odkryć samemu. Lecz także trzeba przyznać, że ich niezliczona ilość po pewnym czasie zwyczajnie zaczyna nużyć - aby zwiedzić wszystkie, potrzeba by było kilku lat.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;D jak dolmen&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5Ix5b_56I/AAAAAAAAANw/UxQSefWxWM8/s1600/P1030718.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5Ix5b_56I/AAAAAAAAANw/UxQSefWxWM8/s320/P1030718.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Południowa Bretania przed kilkoma tysiącami lat stanowiła ponoć istny raj dla ludzi pierwotnych. Sprzyjający klimat i &lt;s&gt;mnóstwo owoców morza&lt;/s&gt; bory pełne zwierza sprawiły, że w neolicie ziemia ta aż roiła się od prymitywnych plemion. Plemiona te &lt;s&gt;zamiast grać w piłkę nożną&lt;/s&gt; budowały konstrukcje różnego przeznaczenia, często jedynie po to, aby udowodnić, że 'nasz wódz jest bardziej niż wasz'. Wiele z tych konstrukcji zachowało się aż do naszych czasów, dzięki czemu wiemy, że owe plemiona &lt;s&gt;nie grały w piłkę nożną&lt;/s&gt; nie były aż tak prymitywne. Dziś w Bretanii można odnaleźć pola usiane menhirami, czyli ustawionymi pionowo głazami różnej wielkości, samotne - za to wielkie - menhiry stanowiące formę nagrobka, a także dolmeny - czyli całe grobowce, ułożone z wielkich kamiennych płyt, często obłożonych dodatkowo mniejszymi kamieniami i ziemią. Znajdują się one zwykle w bardzo malowniczych miejscach, a ich rozmiary potrafią czasem budzić zdumienie i podziw dla ich budowniczych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;E jak ementaler &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.food-from-bavaria.de/images/reg_spez/produktbilder/prodbild_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://www.food-from-bavaria.de/images/reg_spez/produktbilder/prodbild_3.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciężko sobie wyobrazić Francję bez serów. I choć kuchni zamierzam poświęcić - jak zwykle - osobny wpis, to już teraz mogę wyrazić szacunek dla najpowszechniejszego u nas wyrobu z Francji - ementalera. Francuski ementaler, jakiego dane mi było kosztować, smakuje zupełnie inaczej niż to, co możemy kupić w sklepie w Polsce - jest ostry w smaku i ma w sobie coś z serów pleśniowych. Długo by opowiadać o tamtejszej kulturze jedzenia serów - dość wspomnieć, że oprócz tego, że potrafią być podawane do posiłku jako przystawka, dodatek do dania bądź - i tu proszę o uwagę - deser, to większość lokali przy podawaniu deski serów ma w zwyczaju podawać wszystkie, które mają na składzie, z których klient dokonuje wyboru trzech, z których kelner wykrawa po kawałku. Najlepsze sery można kupić we &lt;a href="http://www.fromages.be/files/Image/lafromagerie.jpg"&gt;&lt;i&gt;Fromagerii&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;, odpowiedniku naszego sklepu mięsnego (tam - &lt;a href="http://fr.academic.ru/pictures/frwiki/66/Boucherie.jpg"&gt;&lt;i&gt;Boucherii&lt;/i&gt;&lt;/a&gt;), wypełnionego serami różnego sortu, jak i produktami tradycyjnie spożywanymi razem z serami.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;F jak faeries&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://i196.photobucket.com/albums/aa295/IceMaiden71/Pink%20Fairies/fairies-5.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="275" src="http://i196.photobucket.com/albums/aa295/IceMaiden71/Pink%20Fairies/fairies-5.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wróżki opanowały Bretanię. Wszędzie ich pełno - w sklepach z pamiątkami siedzą cichutko na półkach i łypią spod oka, czy aby ktoś ich nie nabędzie. Niektóre przycupnęły na koszulkach - tu prym wiedzie wredny karzeł &lt;a href="http://mimi40.m.i.pic.centerblog.net/oaqit25o.jpg"&gt;Korrigan&lt;/a&gt;, inne spozierają ze stronic kalendarzy i pocztówek - tu najwięcej można znaleźć półnagich bądź przyodzianych w półprzezroczysty tiul &lt;a href="http://kimberlychapman.com/crafts/cakes/cakefairy1.jpg"&gt;elfek prężących biust&lt;/a&gt;. Wróżki, elfy, karły - wszystkie tkwią głęboko w celtyckich legendach, opowiadanych przez lata w &lt;span lang="br" xml:lang="br"&gt;&lt;i&gt;Breizh, &lt;/i&gt;czyli Bretanii, która jak tylko może, podkreśla odrębność kulturową od Francji. Trzeba jednak przyznać, że i ludzie mieszkający w Bretanii różnią się od Francuzów tak, jak pewnie Szkoci różnią się od Anglików - bliżej im do nieokrzesanych drwali karczujących nieprzebyte lasy, czy marynarzy na XVIII-wiecznych żaglowcach niż do typu urzędnika znad Sekwany.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;G jak galety&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.immaculee-conception.net/V2/images/galette.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://www.immaculee-conception.net/V2/images/galette.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Galety i krepy to najprościej ujmując francuskie naleśniki. Te pierwsze podawane są na wytrawnie, te drugie - na słodko. Podawane są wszędzie - na jarmarkach i ludowych festynach, w kawiarniach i luksusowych restauracjach. Ale najczęściej jada się je w &lt;i&gt;Creperiach&lt;/i&gt;, czyli naleśnikarniach, lokalach będących skrzyżowaniem baru szybkiej obsługi z kawiarnią. &lt;i&gt;Creperie&lt;/i&gt; są wszędzie - w każdym mieście i każdej wiosce. W porze lunchu, która przypada między dwunastą a czternastą, ciężko znaleźć w niektórych - tych najlepszych - wolne miejsca. I mimo, że kelnerzy uwijają się jak w ukropie, często na podanie dania trzeba czekać nawet godzinę. Taka specyfika - i miejsca, i ludzi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;H jak hotele&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://0.tqn.com/d/gofrance/1/0/9/E/hotel-sign-france.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://0.tqn.com/d/gofrance/1/0/9/E/hotel-sign-france.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeglądając przed podróżą strony internetowe poświęcone turystyce po Francji byłem coraz bardziej przerażony. Dowiadywałem się z nich bowiem, że hoteli we Francji jest niedużo, są drogie (ceny zaczynały się od 100 euro, 80 euro - to już było według autorów - niedrogo), oraz że w sierpniu połowa z nich zostaje zamknięta z powodu urlopów. Okazało się to wierutną bzdurą - przynajmniej w regionach, które odwiedziliśmy. Hoteli jest mnóstwo, są nawet w maleńkich miejscowościach. Bez problemu można znaleźć nocleg nawet za 40 euro za dwie osoby za dobę, o ile nie szuka się prawdziwie wykwintnych warunków. Dla nas standardem był pokój ze sporym łóżkiem, prysznicem i toaletą, w którym można było spokojnie przespać noc - a jego średni koszt oscylował w granicach 50 euro. Pokoje w których nocowaliśmy bez wyjątku były schludne i czyste, wyposażone lepiej lub gorzej a łazienki zawsze aż lśniły. Do tego miłym zwyczajem jest wywieszanie cen pokojów w gablotce przed wejściem do hotelu a także na drzwiach do pokoju - dzięki temu łatwiej jest odnaleźć hotel o interesującej nas cenie, a dodatkowo wiemy, że nie zostaniemy naciągnięci przez obsługę na dodatkowe koszta (w Polsce nagminne jest zawyżanie cen noclegów, zwłaszcza, gdy jest to ostatni pokój w zapełnionym hotelu). W większości hoteli trzeba się zameldować przed godziną dwudziestą, zaś jeśli ma się rezerwację - przed dziewiętnastą. Wynika to z tego, że później portier kończy pracę, by znów pojawić się rano. Warto mieć to na uwadze planując podróże - znalezienie otwartego hotelu po dziesiątej wieczorem graniczy z cudem. Jeśli jednak musisz zatrzymać się w środku nocy na spoczynek, warto wybrać hotele sieciowe (np. Campanille albo Formule 1), które znajdują się w każdej większej miejscowości. Posiadają one 'recepcję automatyczną', która wyda Ci klucz albo kartę do pokoju, jeśli za niego z góry zapłacisz swoją kartą kredytową (lub, jeśli masz szczęście i trafisz na przedpotopowy automat, także debetową z kraju innego niż Francja ;) ). Do tego szybko nauczyliśmy się, że warto do noclegu dokupić śniadanie. Średni jego koszt to 7 euro od osoby, jest typowo kontynentalne (bagietka, croissant, dżem, sok pomarańczowy, herbata lub kawa), ale ma wiele plusów. Po pierwsze - dostajesz kawę. zwykle w ilości wystarczającej na dwie filiżanki, co stawia Cię na nogi (kubeczek kawy w kawiarni kosztuje 4 euro). Po drugie - pszenne pieczywo z reguły wystarcza, byś nie był głodny do południa, kiedy i tak musisz coś zjeść (bo na większy posiłek masz szansę dopiero wieczorem, jeśli stołujesz się we francuskich restauracjach). Po trzecie - zwłaszcza w sieciówkach śniadanie bywa w formule &lt;i&gt;all you can eat&lt;/i&gt;, czyli oprócz bagietki z dżemem masz szansę na szerszy wybór dań. Warto także dodać, że mimo, iż sierpień jest tradycyjnym francuskim sezonem urlopowym, poza dwoma - wywołanymi przez śliczną pogodę - przypadkami, nie mieliśmy żadnych problemów ze znalezieniem satysfakcjonujących nas noclegów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;I jak Innsmouth&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://aceitunassinhueso.com/images/Lovecraft-ShadowOverInnsmouth.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://aceitunassinhueso.com/images/Lovecraft-ShadowOverInnsmouth.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pewnego deszczowego wieczora trafiliśmy do miasteczka, leżącego na końcu świata. No, prawie na skraju świata, w położonej najdalej na zachód i północ części Bretanii. Miasteczko to leżało na wzgórzu, z widokiem na zatokę która w zależności od pływów wypełniała się morską wodą bądź zmieniała w cuchnące mułem bagnisko. Na środku zatoki tkwiła skała z wybudowaną tam twierdzą broniącą niegdyś dostępu do portu, lecz to nie ona była naszym celem. Był nim pradawny grobowiec &lt;a href="http://barnenez.monuments-nationaux.fr/"&gt;Karn Barnenez&lt;/a&gt;, usypany na krańcu wżynającego się w zatokę półwyspu. W poszukiwaniu noclegu odnaleźliśmy centrum miasteczka, ulokowane wokół małego placu przy kościele. Nie było tam wielu budynków - ot, ze dwa sklepy, dwa (!) hotele, z czego w jednym chyba od wieków nikt nie gościł, restauracja i bar z cydrem. Powietrze pachniało solą i rybami. Ku naszemu zdumieniu na środku placyku ujrzeliśmy wybudowaną najwyraźniej niedawno scenę, na niej zespół muzyczny grający w rytmie skocznego folka dla góra czterech osób, wliczając w to skrytego za konsoletą realizatora dźwięku. Szybko okazało się, że właściwy koncert miał rozpocząć się chwilę później. Na plac zaczęli powoli ściągać mieszkańcy miasta - spokojnie, nie spiesząc się zanadto. Wśród nich, dałbyś głowę, przynajmniej kilku łypało rybimi oczyma. Część rozsiadła się na ławeczkach, część ustawiła w kolejce po kubeczek cydru. Kilku na nasz widok zaczęło okazywać niezdrowe zainteresowanie, kilku zawzięcie dyskutowało o czymś w grupce. Koncert się zaczął, popłynęła muzyka. Ktoś zaczął klaskać, część zaczęła wtórować wokaliście. Chwilę później praktycznie wszyscy zebrani na placu dali się porwać dźwiękom płynąceym ze sceny - rozpoczęły się tańce, chóralne śpiewy i rytmiczne klaskanie. Gdy się ściemniło, kościół został podświetlony złowrogim, zielonym światłem. Gdy zaś chwilę później zamknęliśmy się w hotelowym pokoju, dałbym głowę, że oprócz muzyki i śpiewów z zewnątrz dochodziły odgłosy mlaszczącego człapania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nic więc dziwnego, że szybko ochrzciliśmy to miasteczko Innsmouth, choć tak naprawdę nazywało się &lt;a href="http://dai.ly/aAExbB"&gt;Plougasnou&lt;/a&gt;...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;J jak język&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.felinest.com/images/cat-tongue-4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="288" src="http://www.felinest.com/images/cat-tongue-4.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Francuzi to bardzo praktyczni ludzie. Wyznają zdrową zasadę, że skoro obcy przyjeżdżają w jakimś tam celu do ich kraju, to niech też ci obcy nie szwargoczą w jakichś tam barbarzyńskich narzeczach, lecz gadają po ludzku. W związku z tym nie mają w zwyczaju uczyć się obcych języków, zaś szczególną niechęcią darzą język swych odwiecznych adwersarzy - Brytyjczyków. Tak więc my, nie znający tubylczych dialektów a jedynie władający jako tako angielskim, zmuszeni byliśmy szukać portierów i kelnerów kojarzących to i owo w języku Szekspira. Na szczęście czasem przydatni okazywali się tubylcy znający angielski i francuski - czy to goście siedzący stolik obok w restauracji, czy też kucharz mający chwilę przerwy w pracy i odpoczywający przy barze. Gdy ich brakło pozostało nieśmiertelne pokazywanie paluchem w menu, używanie słów - kluczy (&lt;i&gt;bhrekfast? hrruum?&lt;/i&gt;), liczenie na paluchach (jeden, dwa, dużo, mnóstwo), czy próby porozumiewania się kilkoma różnymi językami na raz (jak pewna pani, która to samo, co mówiła po francusku, powtarzała zaraz po włosku i jak mniemam po hiszpańsku). Jeszcze inaczej było w północnej Bretanii, gdzie spora część napotkanych osób próbowała z nami rozmawiać w &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_breto%C5%84ski"&gt;języku gaelickim&lt;/a&gt;, który wciąż jest tam normalnie używany. W całej Francji na pytanie, czy zagadnięte osoby mówią po angielsku bardzo często słyszeliśmy nieśmiertelne '&lt;i&gt;no I don't but I can try&lt;/i&gt;'. Czasem udawało się dobrze dogadać się z francuzami nie znającymi angielskiego, czasem było gorzej, jak w przypadku gdy portier w pewnym hotelu gdy usłyszał od Najlepszej z Najlepszych słowa '&lt;i&gt;One night - just tonight'&lt;/i&gt; to skasował nas za nocleg za dwie noce. Z drugiej strony, ja sam dość szybko przestałem mówić po francusku - od momentu, gdy po wejściu do pewnego sklepu i uprzejmym odpowiedzeniu sprzedawczyni, że faktycznie '&lt;i&gt;bohn żuhrrr&lt;/i&gt;', zostałem zasypany masą szeleszcząco mruczących słów i musiałem się salwować ucieczką w nieśmiertelne '&lt;i&gt;Sorry, I don't speak french...&lt;/i&gt;' Od tej pory zawsze witałem się &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=960UYL3Vue8"&gt;wyspiarskim '&lt;i&gt;Hello&lt;/i&gt;'&lt;/a&gt;, co gwarantowało, że nikt mnie nie będzie niezrozumiale zaczepiał. Z drugiej strony miało to też nieprzyjemne skutki - gdy Najlepsza z Najlepszych zapytana w pewnym muzeum o kraj, z którego przyjechała odpowiedziała '&lt;i&gt;Pologne&lt;/i&gt;', to dostała ulotkę po angielsku. Natomiast, gdy ja stojąc tuż za nią wychrypiałem '&lt;i&gt;Poland&lt;/i&gt;', dostałem ulotkę w języku Flamandów... Nie opłacało mi się także starać porozumiewać po tubylczemu w restauracji. Gdy mając ochotę na naleśnika serowego wydukałem do kelnera że chciałbym '&lt;i&gt;galette tres fromażes&lt;/i&gt;', zobaczyłem na jego twarzy wyraz kompletnego zdziwienia - dopiero gdy pokazałem palcem nazwę dania rozpromienił się i rzekł '&lt;i&gt;aaah, thruła fhrromażż...&lt;/i&gt;'. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;s&gt;K jak karczochy&lt;/s&gt;&lt;/b&gt; &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.rain-tree.com/Plant-Images/Cynara_scolymus_p4jpg.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://www.rain-tree.com/Plant-Images/Cynara_scolymus_p4jpg.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;K jak kierowcy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.whatismatt.com/images/kittycar.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://www.whatismatt.com/images/kittycar.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Francja to, nie bójmy się tego napisać, kraj pełen idiotów za kierownicą. Kraj, w którym ludzie jeżdżą niechlujnie i szybko, kraj w którym nie dba się o innych użytkowników drogi, niż my sami. No i ci okropni skuterowcy, pędzący z zawrotną prędkością 50 km/h... po chodniku, między przechodniami. Przyznam szczerze, nie wertowałem francuskiego Kodeksu Drogowego, jednak jak mniemam nie różni się on zasadniczo od tego, który obowiązuje w Polsce. I tak jak rozumiem, że we Francji może nie obowiązywać nakaz jazdy na światłach mijania 24 godziny na dobę, tak nie rozumiem jak można nie włączać świateł mijania w deszczu, podczas zmierzchu, albo w wieczornej szarówce skąpanej w słocie. Nie przeszkadza to jednak nikomu w jeździe z prędkością niemal równo 90 km/h czy to po krętej górskiej drodze, czy to przez tereny podmiejskie, jeszcze nie zabudowane. Ograniczeń prędkości jest bardzo niewiele - co często rodzi niebezpieczeństwo wypadnięcia z toru jazdy, gdy zbyt szybko wejdziemy w zakręt, przed którym w Polsce dawno stał by znak z ograniczeniem do czterdziestki. We Francji tego z reguły nie ma - widać Francuzi każą wjeżdżać wszystkim na własną odpowiedzialność, i jeśli taki delikwent nie zwolni, to znaczy, że roztrzaskał się na własną prośbę. Inna kwestia to nagminne wymuszanie pierwszeństwa przejazdu - we Francji pełno jest rond, na których powinny panować takie same zwyczaje jak w Polsce, jednak często zdarza się, że nadjeżdżające auta w pełnym pędzie wjeżdżają na rondo czy inne skrzyżowanie. Nic więc dziwnego, że czasem przy rondach tworzą się całkiem spore korki. My sami, podczas pobytu we Francji, widzieliśmy trzy wypadki samochodowe, podczas gdy jeżdżąc po Polsce, Litwie, Czechach i Węgrzech widzieliśmy tylko jeden. Powgniatane i porysowane auta są tam na porządku dziennym - nikt się nie przejmuje oddawaniem ich do lakiernika czy blacharza tylko traktuje je jak przedmioty codziennego użytku (wgnieciony - znaczy ciągle użytkowany). Ostatnia sprawa to kwestia parkowania w miastach. Najlepszej z Najlepszych zdarzyła się sytuacja, kiedy na wąskiej miejskiej ulicy jadące przed nią auto nagle stanęło na środku skrzyżowania, kierowca wrzucił światła awaryjne, wysiadł i nie spiesząc się poszedł po gazetę do pobliskiego kiosku, blikując wyjazd z dwóch sąsiednich ulic. Zanim wrócił, wsiadł i odjechał, Najlepsza z Najlepszych zdążyła posłać do diabła jego i jego najbliższą rodzinę do siódmego pokolenia włącznie. Wisienką na torcie był pewien jeździec bez głowy, który pewnego ranka przemknął pędząc na tylnym kole swoim motocyklem po brukowanym trotuarze ponad sto na godzinę, robiąc przy tym tyle hałasu, że mijanym przez niego przechodniom na moment stawały serca.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;L jak Loara&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://petanqueandpastis.typepad.com/my_weblog/images/26_tours.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://petanqueandpastis.typepad.com/my_weblog/images/26_tours.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dolina Loary to bardzo urokliwe miejsce. Rzeka meandruje między wysokimi wzgórzami, mijając je raz z jednej, raz z drugiej strony. Same wzgórza od strony rzeki najczęściej są bardzo strome i urwiste, a na co bardziej urokliwych stokach pobudowane zostały zameczki. Jest ich tu bardzo dużo, średnio co pięć - dziesięć kilometrów można się na jakiś natknąć. Rzeka jest dość płytka, szeroko się rozlewająca, o wartkim nurcie i dużej ilości piaszczystych łach, na których tubylcom zdarza się piknikować. Krajobrazu dopełniają lasy, &lt;a href="http://www.chezpoirier.com/July%2008%20111.jpg"&gt;pola kwitnących słoneczników&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://www.frenchtravel.com.au/Sightseeing/Regional/RegionalTours/Champagne/Vineyard.jpg"&gt;winnice&lt;/a&gt;, które w przeciwieństwie do Węgier nie są usytuowane na stokach wzgórz, lecz częściej na równym terenie. Kraina Loary jest chętnie odwiedzana przez turystów, którzy przede wszystkim oglądają &lt;i&gt;chateaux&lt;/i&gt;, zaopatrują się w miejscowe, wyśmienite wino, oraz gwarantują gwar i tłumy w każdym większym mieście.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Ł jak łodzie&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5QxWCbq6I/AAAAAAAAAN4/vppB0EMhthM/s1600/lodz.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5QxWCbq6I/AAAAAAAAAN4/vppB0EMhthM/s320/lodz.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moje pierwsze wspomnienia związane z przypływem i odpływem morza to jeden z zapamiętanych &lt;a href="http://img390.imageshack.us/img390/1778/odzienaplay18830vn.jpg"&gt;obrazów Moneta&lt;/a&gt;, na którym łodzie stoją w wyschniętym porcie. Uznałem go za wierutną bzdurę, gdyż przecież Bałtyk też podlega przypływom i odpływom, i ani razu nie widziałem wyschniętego portu. Dziś mogę stwierdzić, że bardzo się myliłem. Zobaczyłem bowiem nie jedną, lecz wiele łodzi ugrzęźniętych w mule podczas odpływu, by później, w przypływie swobodnie kołysać się na falach. To godziny przypływu i odpływu wyznaczają czas na północnym wybrzeżu Bretanii. To ich rytmem toczy się życie w nadbrzeżnych miejscowościach. Różnica w poziomie morza w &lt;a href="http://img138.imageshack.us/img138/3470/p1030744.jpg"&gt;Saint Malo&lt;/a&gt;, dla przypływu i odpływu w dniach, w których tam byliśmy, wynosiła ponad 11 metrów. Jedenaście metrów w pionie, dodam. Oznaczało to ni mniej ni więcej tyle, że gdy był odpływ, można było spacerować po dnie morza kilkaset metrów w głąb zatoki. Gdy był przypływ zaś, woda rozbijała się o mury miasta, zaś tam gdzie jeszcze kilka godzin temu buszowaliśmy w poszukiwaniu mięczaków na kolację - jest jedenastometrowa głębia.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;M jak mule&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://blog.hotelclub.com/wp-content/uploads/2009/08/moules-frites.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://blog.hotelclub.com/wp-content/uploads/2009/08/moules-frites.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i&gt;Moules&lt;/i&gt;, czyli omułki, to jedne z najbardziej powszechnych i jednocześnie ukochanych przez Francuzów owoców morza. Podawane są jako danie główne w większości restauracji we Francji. Mogą być przyrządzane na różne sposoby, lecz najpowszechniejsze jest ugotowanie ich w białym winie z dodatkiem przypraw. Oprócz niezrównanych walorów smakowych gwarantują także niezapomnianą zabawę podczas mozolnego wydłubywania ich ze skorupek - taki posiłek może trwać więcej niż pół godziny.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;N jak nawigacja&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.navigadget.com/wp-content/postimages/2007/08/garmin-nuvi-760.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="208" src="http://www.navigadget.com/wp-content/postimages/2007/08/garmin-nuvi-760.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nawigacja GPS jest super! - chciało by się zakrzyknąć po naszej podróży. Zakup dokonany bez wcześniejszego rozeznania i mający nam służyć jako podręczny zestaw map okazał się być strzałem w dziesiątkę. Nie dość, ze dokładnie doprowadzał nas do żądanej miejscowości, to jeszcze bez problemu znajdował większość zabytków, restauracji i hoteli w okolicy. Tylko dzięki niemu w zasadzie jechaliśmy do kolejnych miejscowości uzbrojeni w pewność, że znajdziemy - bez wcześniejszej rezerwacji - nocleg. Nawigacja, którą szybko - ze względu na miły, kobiecy głos, którym się posługuje - ochrzciliśmy jako 'Zośkę', nie tylko pokazywała nam na autostradach odpowiednie pasy ruchu, ale także ostrzegała przed radarami i ganiła, gdy przekraczaliśmy obowiązującą na danej trasie prędkość maksymalną. 'Zocha' myliła się rzadko - tylko wtedy, gdy trasa, którą jechaliśmy była akurat przebudowywana, ulica była jednokierunkowa, albo wtedy, gdy chcieliśmy przekombinować i 'przechytrzyć Chytrozłotków'. Częściej myliłem się ja, błędnie interpretując jej wskazania i nie zjeżdżając na właściwy pas czy omijając odpowiedni zjazd z ronda - dlatego kierowca musi umieć odpowiednio interpretować wskazówki nawigacji, dopasowując je do tego, co widzi przed sobą. 'Zocha' miała problemy tylko wtedy, jeśli poszukiwanego obiektu nie było w jej bazie danych a my nie znaliśmy konkretnej jego lokalizacji (np. przewodnik wspominał tylko, że '&lt;a href="http://img193.imageshack.us/img193/4090/p1040041z.jpg"&gt;Klify Plouha&lt;/a&gt;' leżą niedaleko Plouha nie podając nawet kierunku, w którym trzeba się kierować). Wtedy niezastąpione były&amp;nbsp; &lt;s&gt;karczochy&lt;/s&gt; punkty informacyjne, znajdujące się w każdej miejscowości, i ich pracownicy chętnie udzielający wskazówek i zaznaczający odpowiednie miejsca na mapach, które z reguły mieli przygotowane w formie folderów reklamujących uroki danej miejscowości. 'Zośka' dostarczyła nam tego komfortu, że mogłem zjechać praktycznie w każdą drogę w poszukiwaniu czegoś fajnego, i miałem pewność, że po przeliczeniu na nowo trasy doprowadzi nas do celu - stąd bez strachu zjeżdżałem w najróżniejsze dróżki w Dolinie Loary w poszukiwaniu kolejnych chateaux. Dodatkowo kilkakrotnie zrobiła nam niespodzianki wytyczając trasę przez niezwykle urokliwe miejsca - tylko dzięki niej zobaczyliśmy (i mieliśmy szansę przejechać przez) &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Pont_de_Normandie"&gt;Pont du Normandie&lt;/a&gt; - największy wiadukt, jaki widziałem w życiu. Śmiesznym - ale też i czasem irytującym - był fakt, że 'Zocha' czasami wariowała i wytyczała trasy przez dziwne miejsca - przez drogi, które były ledwo przejezdne, przez sam środek francuskiego poligonu, przez suburbia Hannoweru (zamiast gnać autostradą). Dzięki temu mogliśmy zobaczyć Francję Prawdziwą, a nie tą z folderu, czy widzianą z okien autokaru. Mogliśmy jechać maleńką szosą wśród winnic (i modlić się, by nic nie wyskoczyło pędząc zza wzgórza naprzeciwko), czy podziwiać pola karczochów w Bretanii. No i zawsze, ale to zawsze, przywodziła nas do celu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;O jak ostrokrzew &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5R8nL0PUI/AAAAAAAAAOA/fO-cQ29Kbn0/s1600/P1040110.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5R8nL0PUI/AAAAAAAAAOA/fO-cQ29Kbn0/s320/P1040110.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostrokrzew, jaki jest, każdy widzi, a niektórzy nawet mogli poczuć na własnej skórze. Roślinka ta rośnie głównie na nadmorskich wrzosowiskach północnej Bretanii i w zależności od warunków może być malutka-niziutka, albo rozkrzaczyć się do rozmiarów &lt;s&gt;małego czołgu porucznika Grubera&lt;/s&gt; sporego drzewka. Ostrokrzew jest czymś pomiędzy &lt;s&gt;karczochem&lt;/s&gt; ostem, jałowcem a cisem i potrafi naprawdę wrednie ukłuć - dość wspomnieć, że kawałek kolca utkwił w mym palcu tak głęboko, że udało mi się go wyjąć dopiero za pomocą specjalistycznego sprzętu w Polsce. To zielsko skutecznie unieszczęśliwiało wszystkich tych, którzy chodzili w sandałkach...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;P jak posiłki&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5SQAx6h9I/AAAAAAAAAOI/_z039xxGJx8/s1600/P1040010.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5SQAx6h9I/AAAAAAAAAOI/_z039xxGJx8/s320/P1040010.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W Francji jada się trzy posiłki dziennie - &lt;i&gt;petit dejeuneur&lt;/i&gt;, czyli śniadanie, &lt;i&gt;dejeuneur&lt;/i&gt;, czyli lunch, i &lt;i&gt;diner&lt;/i&gt; - czyli obiadokolację. Śniadanie jest z reguły kontynentalne - pieczywo pszenne (&lt;a href="http://www.primaironline.com/images_content/2010617croissant.jpg"&gt;croissant&lt;/a&gt;, bagietka, rzadziej chleb czy grzanki), masło i &lt;a href="http://www.ebulkcandy.com/sys-tmpl/nss-folder/pictures/bonnemaman.JPG"&gt;dżemy&lt;/a&gt;. Do tego kawa, herbata albo gorąca czekolada i sok pomarańczowy. Rzadziej można spodziewać się jogurtu, płatków na mleku, a jeszcze rzadziej serów. Mięso w zasadzie w takich śniadaniach nie występuje, chyba że przywleczesz własną padlinę ze sobą. Lunch i kolację jadaliśmy już we własnym zakresie - z reguły lunchem były lekkie potrawy typu mule czy naleśniki, a na kolację pełne szaleństwo - owoce morza czy steki. Ważną rzeczą, o której trzeba pamiętać we Francji, jest&amp;nbsp; przygotowanie sobie drugiego śniadania - albo &lt;a href="http://img137.imageshack.us/img137/1631/p1030512a.jpg"&gt;żelaznych racji&lt;/a&gt;. Jak zwał, tak zwał, w skrócie chodzi o to, aby nie głodować. We Francji bowiem lokale gastronomiczne najczęściej otwierane są tylko w porze lunchu, czyli między dwunastą a czternastą, i potem dopiero po  dziewiętnastej - jedynie w naprawdę dużych miastach i ośrodkach  turystycznych można znaleźć restauracje czynne przez całe popołudnie. Jeśli spóźnisz się na lunch, to zostaniesz przez obsługę lokalu delikatnie wyproszony i przygotuj się na głodówkę do wieczora, albo szukaj jakiegoś sklepu spożywczego. Istnieje też opcja oszczędnościowa - zamiast stołowania się w lokalach posiłki można przygotować samemu - jeśli wybierze się w podróż wozem kempingowym. Za to przygotowane wcześniej drugie śniadania można zjeść we wspaniałych okolicznościach przyrody (np. na wspomnianych wyżej klifach Plouha), albo mogą autentycznie uratować życie w razie głodu. Przypomnę tu tylko historię, jak pierwszego dnia pobytu we Francji, w poniedziałek, kiedy zwyczajowo większość sklepów jest zamknięta, szukaliśmy pożywienia od szesnastej do wieczora. I gdy wreszcie znaleźliśmy czynną restaurację, obsługa chciała zaproponować nam wino do czasu otwarcia kuchni - czyli jeszcze jakichś dwóch godzin. Nie muszę wspominać, że wyruszyliśmy z tej restauracji czym prędzej w poszukiwaniu jakiegokolwiek marketu spożywczego, który jedzenie miał 'od ręki'.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;R jak rodacy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:u_vGrUXLghK7jM:http://i38.photobucket.com/albums/e126/iaminea/PolishDrunk.jpg&amp;amp;t=1" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:u_vGrUXLghK7jM:http://i38.photobucket.com/albums/e126/iaminea/PolishDrunk.jpg&amp;amp;t=1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Rodaków podczas wyjazdu prawie nie widzieliśmy - najwyraźniej Francja jest zbyt drogim państwem dla krajan znad Wisły. Przypadek jednak sprawił, że już na pierwszym parkingu za granicą, pod Berlinem, natrafiliśmy na sąsiadów z naszej klatki, jadących na wakacje do Chorwacji. W pierwszym &lt;i&gt;chateau&lt;/i&gt;, które zwiedziliśmy - Cheverny - również usłyszeliśmy swojską mowę. Później długo, długo nic, aż wreszcie w Saint Malo, w Bretonii, odezwała się do nas dziewczyna siedząca na ławce obok, zachęcając do zwiedzenia brytyjskiej wyspy na kanale La Manche - &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jersey"&gt;Jersey&lt;/a&gt;. Ona właśnie wraz ze swoim towarzyszem wyruszyli do pracy w UK i wylądowali na Jersey, skąd przypłynęli promem na weekend do Francji. Jako, że następnego dnia pogoda nas nie rozpieszczała, bez specjalnego żalu zrezygnowaliśmy z wyprawy na wyspę. Na kolejnych rodaków natrafiliśmy w forcie &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Fort-la-Latte"&gt;La Latte&lt;/a&gt; na Cap Frehel - była to rodzinka z dwójką naburmuszonych dzieciaków, zwiedzająca północną Bretanię. Na zobaczenie typowego autokaru wypełnionego polskimi turystami musieliśmy czekać aż do wizyty w &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Carnac"&gt;Carnac&lt;/a&gt; - najwyraźniej pola usłane megalitami są chętnie odwiedzane przez polskich pilotów wycieczek. Jednak najdziwniejsza sytuacja wydarzyła się &lt;s&gt;w krainie karczochów&lt;/s&gt; w Plum Plum - czyli &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Paimpol"&gt;Paimpolu&lt;/a&gt;, gdzie podczas regulowania rachunku przy pomocy polskiej karty płatniczej właścicielka lokalu wykrzyknęła, że przecież 'Nasz kucharz jest z Polski!' i mimo naszych niemrawych protestów odciągnęła go od kuchni. Za barem pojawił się młodszy od nas chłopaczek w białym kitlu, uprzejmie pytając skąd jesteśmy i czy przyjechaliśmy na urlop. Gdy szybko i z pewnym skrępowaniem odpowiedzieliśmy na te pytania usłyszeliśmy 'mam rodzinę w Poznaniu' i zapadła jeszcze bardziej krępująca cisza. Chłopak po momencie wrócił do swoich garnków, zaś my odnieśliśmy wrażenie, że on najpewniej nie chciał zbytnio, aby go miejscowi z Polską kojarzyli... Tak więc rodaków nie spotkaliśmy zbyt wielu, jednak nie tęskniliśmy zbytnio - w rolę 'Polaka za granicą', uparcie nie zwracającego uwagi na nakazy i zakazy, zachowującego się głośno i siejącego ogólną wiochę z powodzeniem wczuwali się Włosi, których pod koniec wyjazdu najzwyczajniej w świecie miałem dość, i dziękowałem Przedwiecznemu, że jednak nie wylądowaliśmy w tej Toskanii.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;S jak skały&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5U925BVoI/AAAAAAAAAOQ/wyhJRFT9TVk/s1600/P1040062.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5U925BVoI/AAAAAAAAAOQ/wyhJRFT9TVk/s320/P1040062.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Skał podczas tego wyjazdu zobaczyliśmy mnóstwo - najpierw na trasie, w malowniczych Reńskich Górach Łupkowych, później nieco dalej w Ardenach, wreszcie nad Loarą i w Bretanii. Często przybierały niesłychanie malownicze formy, czasem były w nich wykute piwnice na wino, czasem kilka razy na dobę znikały pod morskimi falami. Niekiedy ustawione rękami ludzi przybierały formę megalitów, innym razem wystawały spod fundamentów wielu napotkanych budowli. Na dużej części, zwłaszcza na wybrzeżu, siedzieli ludzie, którzy po momencie niezbyt ciężkiej wspinaczki mogli ujrzeć przepiękne widoki. Jednak to, co wryło mi się w pamięć najbardziej, to dzieciaki wspinające się po różnego rodzaju skałkach, niekiedy całkiem wysokich, bez żadnego zabezpieczenia, ale też bez zwrócenia uwagi ze strony dorosłych - i znów Włosi wiedli tu prym, najwyraźniej w razie czego wielodzietne włoskie rodziny nie odczują zbytnio braku jednego potomka ;).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;T jak troglodyci&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://redwing.hutman.net/%7Emreed/Assets/troglodyte.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="244" src="http://redwing.hutman.net/%7Emreed/Assets/troglodyte.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na wioskę troglodytów natrafiliśmy w zachodniej części doliny Loary. Nazywała się &lt;a href="http://www.catp-asso.org/web/sr20-caves_and_cave_dwellings.html?PHPSESSID=927eb073fdaedd435c585ec88321d1b6"&gt;Rochemenier&lt;/a&gt; i zrobiła na nas niezapomniane wrażenie. Sporą część wioski stanowiły wygrzebane w sypkim tuficie (kamieniu podobnym do piaskowca) jamy mieszkalne, w których jeszcze do lat siedemdziesiątych XX wieku żyli ludzie. 'Domy w ziemi' budowano ze względów ekonomicznych - dużo taniej było 'wyskrobać' sobie domostwo, niż wybudować je z cegieł, desek czy kamienia. Udostępnione dziś do zwiedzania pomieszczenia w Rochemenier to zarówno izby mieszkalne, warsztaty i zagrody dla zwierząt, ale także sala zebrań wiejskich (coś w rodzaju świetlicy) a także jedyna w swoim rodzaju, znajdująca się tuż pod miejscowym kościołem &lt;a href="http://legrandfigaro.files.wordpress.com/2010/05/underground-church.jpg?w=510&amp;amp;h=761"&gt;świątynia&lt;/a&gt;. Duże wrażenie robiła tam także zgromadzona kolekcja fotografii pokazujących &lt;a href="http://legrandfigaro.files.wordpress.com/2010/05/trog-photo.jpg?w=450&amp;amp;h=333"&gt;życie 'troglodytów'&lt;/a&gt; oraz ich domostwa z różnych stron świata. Troglodyta bowiem, to - w pierwotnym znaczeniu tego słowa - człowiek mieszkający pod ziemią. Dopiero później, nie wiedzieć czemu, troglodytów zaczęto przyrównywać do ludzi pierwotnych, zaś samo słowo zaczęło oznaczać osobę nieokrzesaną, grubiańską czy wręcz opóźnioną w rozwoju. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;U jak upał&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:IUy_owkbUWPHlM:http://i308.photobucket.com/albums/kk352/kris879/Backgrounds/SUNFLOWER.jpg&amp;amp;t=1" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:IUy_owkbUWPHlM:http://i308.photobucket.com/albums/kk352/kris879/Backgrounds/SUNFLOWER.jpg&amp;amp;t=1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Upałów nie było. I dobrze :) Przez cały pobyt mieliśmy śliczną pogodę - maksymalnie do 28 stopni Celsjusza, choć termometr w aucie momentami pokazywał, że ustawione w słońcu nagrzewało się do dużo wyższej temperatury. Dopiero w Bretanii pogoda stała się bardzo zmienna - słoneczne i ciepłe dni przeplatały się z tymi deszczowymi i chłodnymi. Na wybrzeżu też każdy promień słońca oznaczał pełne hotele - autentycznie zapełniały się w momencie, gdy na następny dzień zapowiadano ładną pogodę.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;W jak wino&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://graphics8.nytimes.com/images/blogs/well/posts/wine_533.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="203" src="http://graphics8.nytimes.com/images/blogs/well/posts/wine_533.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Być we Francji i nie spróbować wina to jak być w Paryżu i nie widzieć wieży Eiffela. Wszak kraj ten winem stoi, wino pija się tu wszędzie i zawsze, nawet podczas przerwy na lunch w pracy - i nikogo to nie dziwi. Kultura picia też jest inna - nie widać nigdzie osób mocno pijanych, nawet bezdomni wyglądają na trzeźwiejszych :). Wielość winnic i rodzajów wina oszałamia - od szampanów i musujących lekko win robionych metodą tradycyjną, przez leciutkie białe chablis czy chardonnay, pełen wybór win różowych (które z niewiadomych powodów sobie odpuściliśmy) po przeogromną paletę win czerwonych. &lt;piwnice winiarskie=""&gt;Podróżując przez Dolinę Loary na swej drodze znaleźliśmy mnóstwo wykutych w skale piwniczek na wino. Zdecydowana większość z nich, inaczej niż to było na Węgrzech, jest zamknięta na trzy spusty (i zabezpieczona alarmem) i służy tylko i wyłącznie do przechowywania trunku. Wino sprzedaje się natomiast albo bezpośrednio w winnicy (gdzie najprościej umówić się wcześniej na degustację, co wiąże się z nabyciem większej ilości butelek), albo na straganach podczas odbywających się często i gęsto jarmarków, albo - podobnie jak u nas - w 'domach wina', gdzie sprzedaje się setkę rodzajów miejscowych trunków.&lt;br /&gt;&lt;/piwnice&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Z jak zabytki &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5XjixxPxI/AAAAAAAAAOY/DvKTa4ZW4j4/s1600/mtsant+mich.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5XjixxPxI/AAAAAAAAAOY/DvKTa4ZW4j4/s320/mtsant+mich.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ilość i stan zachowania różnego rodzaju zabytków we Francji potrafi zawrócić w głowie. Te wszystkie chateaux, &lt;s&gt;karczochy,&lt;/s&gt; średniowieczne kamieniczki w miastach, potężne świątynie czy wreszcie pradawne grobowce - jest ich mnóstwo i większość zachowana w doskonałym stanie! Do tego ilość eksponatów prezentowanych w muzeach i sposób ekspozycji zrobiły na mnie ogromne wrażenie. Przyzwyczajony bowiem do prezentowania w jednym pomieszczeniu krzeseł z epoki Ludwika XIV, gdańskiej szafy, kilku starych portretów i kamiennego stołu z przełomu XIX i XX wieku robiłem wielkie oczy oglądając pokoje, w których każdy element wystroju pasował do pozostałych, a wszystkie były odtworzone z niesamowitą dbałością o szczegóły. Do tego ilość unikatów, rzeczy, o których się słyszało, że ponoć istnieją, ale nie widziało na własne oczy... Dlatego szybko zacząłem zastanawiać się, dlaczego zabytki są we Francji tak powszechne i tak dobrze utrzymane, a w Polsce - nie. Znalazłem trzy odpowiedzi na to pytanie. Po pierwsze klimat - umiarkowany, ciepły, oceaniczny. Nawet najtęższa zima nie będzie wystarczająco mroźna aby rozsadzać mury czy kruszyć skałę (dlatego znajdujące się w północnej Polsce dolmeny wyglądają jak pryzma pokruszonych kamieni, gdy we Francji stoją tak, jak stały przed wiekami, a także dlatego te wszystkie misterne zdobienia na ścianach, słupach i murach budynków nie uległy zatarciu). Po drugie - Francja była mocarstwem kolonialnym, co pozwalało jej mieszkańcom zająć się sztuką i wytwarzać i konserwować te wszystkie dobra, które tak chętnie dziś eksponują. To również pozwoliło im zgromadzić wiele unikalnych eksponatów z całego świata. Po trzecie - Francję jako kraj oszczędziły wielkie wojny nowożytnej Europy. I Wojna Światowa na ziemiach francuskich toczyła się we wschodnich prowincjach i to one ucierpiały najbardziej - pozostałe zostały oszczędzone. II Wojna Światowa to przede wszystkim boje w Normandii - później wojska sojusznicze ruszyły szybko na Berlin omijając południową czy zachodnią Francję. Kampania roku 1940 skończyła się przecież prawie bez oporu ze strony Francji. W tym samym czasie polskie ziemie były niszczone, grabione i palone takoż przez Niemców i Rosjan, jak przez naszych paterotycznych partyzantów. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Ż jak żywność&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:jIvakgJZGJVN1M:http://www.allezfrance.info/images/langoustine1.jpg&amp;amp;t=1" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://t2.gstatic.com/images?q=tbn:jIvakgJZGJVN1M:http://www.allezfrance.info/images/langoustine1.jpg&amp;amp;t=1" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na końcu mała porada. Żywność we Francji, a także różnego rodzaju wejściówki, jest bardzo, ale to bardzo droga. Dlatego też w ich przypadku jedynym przelicznikiem, który nie powodował wytrzeszczu oczu i palpitacji serca, jest jeden do jednego. Serio. Jeden euro - to jeden złoty. Dużo łatwiej znieść, gdy wejściówka kosztuje Cię 5 eu... złotych, taaak, złootych, a butelka wody trzy złoooote,&amp;nbsp; zaś obiad w knajpie czterdzieści złooooootych... Albo masz inne wyjście - &lt;a href="http://www.allpar.com/photos/campers/1969/ward-camper.jpg"&gt;kamper&lt;/a&gt;, konserwy i zwiedzamy tylko te miejsca, w których nie trzeba płacić za wstęp (wbrew pozorom jest takich całkiem sporo). Za to ubrania, buty, elektronika czy płyty są w takich samych cenach jak w Polsce - buty to średnio 30 euro (120 PLN) a płyta CD - od 5 do 20 euro (20-80 PLN).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-6562493732461168234?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/6562493732461168234/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=6562493732461168234' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6562493732461168234'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6562493732461168234'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/09/w-podrozy-spisane-francuskie-abc.html' title='W podróży spisane - francuskie ABC'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/TH5Ix5b_56I/AAAAAAAAANw/UxQSefWxWM8/s72-c/P1030718.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-7873605072683203041</id><published>2010-07-21T15:06:00.001+02:00</published><updated>2010-07-21T15:15:34.426+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><title type='text'>Mam Talent - Musicale wegług sprawdzonych wzorców.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy byłem w liceum, często pojawiałem się w Teatrze Muzycznym w Gdyni, by ukulturalnić się i obejrzeć jakiś musical. Słabość do takich form muzycznych została mi po dziś dzień (między innymi tylko dlatego mogłem strawić 'Sweeneya Todda' Tima Burtona).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego bardzo spodobał mi się ten, stworzony wedle wszelkich musicalowych prawideł przez braci &lt;a href="http://www.jonandal.com/index.html"&gt;Jona i Ala Kaplanów&lt;/a&gt; teledysk, w którym Arnold Schwarzenneger modli się do Croma...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="295" style="background-image: url(&amp;quot;http://i4.ytimg.com/vi/OBGOQ7SsJrw/hqdefault.jpg&amp;quot;);" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OBGOQ7SsJrw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OBGOQ7SsJrw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" allowscriptaccess="never" allowfullscreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bracia Kaplanowie stworzyli więcej prześmiewczych musicalowych piosenek, opartych scenariuszach na znanych filmów, jak choćby &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=KzEPKGT-ZYU"&gt;'Rambo: The Musical'&lt;/a&gt; (śliczny choć monotonny duet potwierdzający, że Sly może robić wiele rzeczy, byleby tylko nie śpiewał) czy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=pv9Zf4EYP18"&gt;'Fatalne Zauroczenie: the Musical'&lt;/a&gt; (który nieodparcie przywodzi mi na myśl &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=P27r-DERSRo"&gt;'According to the Plan'&lt;/a&gt; Danny'ego Elfmanna), ale ich gwoździem programu są dwa pełne musicale - '&lt;a href="http://www.jonandal.com/24.html"&gt;24 Godziny, The Musical&lt;/a&gt;' oraz oparty na 'Milczeniu Owiec' '&lt;a href="http://www.jonandal.com/silence.html"&gt;Silence! The Musical&lt;/a&gt;', który można legalnie zassać spod podanego linka (a także muzyka do soft-core'owego filmu przyrodniczego '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0X76zjJPgsk"&gt;The Hills Have Thighs&lt;/a&gt;').&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" style="background-image: url(&amp;quot;http://i4.ytimg.com/vi/7Tr4rEzSTAc/hqdefault.jpg&amp;quot;);" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7Tr4rEzSTAc&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7Tr4rEzSTAc&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" allowscriptaccess="never" allowfullscreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na nieco inny pomysł wpadła &lt;a href="http://www.cthulhulives.org/toc.html"&gt;grupa miłośników&lt;/a&gt; twórczości H.P. Lovecrafta, która to posłużyła się muzyką i librettem przygotowanym przez Jerry'ego Bocka na potrzeby 'Skrzypka na dachu'. I tak, po drobnych &lt;strike&gt;kosmetycznych&lt;/strike&gt; korektach powstał potężny 'Shoggoth on the Roof'...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OaJckcCZtBQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OaJckcCZtBQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ci sami ludzie zresztą odpowiedzialni są za - również mocno musicalowe - wiernopoddańcze pieśni o Wielkich Przedwiecznych, jak '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=xUUlRc2i1Jg"&gt;Carol of the Old Ones&lt;/a&gt;' i 'Death to the World'. Jak dla mnie - cud, miód i orzeszki. Uwielbiam takie formy muzyczne, i gdy jakąś wartościową znajdę, obiecuję podzielić się nią tutaj :)&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ptP0OR-e7rI&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ptP0OR-e7rI&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;P.S. A propos H.P. Lovecraft Historical Society, nie mogę się powstrzymać aby nie wrzucić tutaj kolejnego, zrealizowanego w konwencji lat 20-tych ubiegłego wieku, klipu. Enjoy! :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3tTHn2tHhcI&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/3tTHn2tHhcI&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-7873605072683203041?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/7873605072683203041/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=7873605072683203041' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/7873605072683203041'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/7873605072683203041'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/07/mam-talent-musicale-wegug-sprawdzonych.html' title='Mam Talent - Musicale wegług sprawdzonych wzorców.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-4277021688988005236</id><published>2010-06-25T14:22:00.004+02:00</published><updated>2010-07-21T13:54:04.253+02:00</updated><title type='text'>Wielka Czwórka w Warszawie.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="295" style="background-image: url(&amp;quot;http://i1.ytimg.com/vi/XTIIKnfcETg/hqdefault.jpg&amp;quot;);" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/XTIIKnfcETg&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/XTIIKnfcETg&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" allowscriptaccess="never" allowfullscreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina &lt;a href="http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash2/hs050.ash2/35838_122384594470543_100000970098492_108171_1364240_n.jpg"&gt;B4&lt;/a&gt; minus 48:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dni męczenia i dręczenia minęły. Wreszcie zapadła decyzja - jedziemy na Sonisphere! Najlepsza z Najlepszych przekonana do wyjazdu, urlopy zaklepane, jeszcze tylko po bilety do EMPiKu i telefon do rodzinki, czy zgodzą się nas przenocować. Kurcze, ale będzie wypas!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 24:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ha! Wszystko gra i buczy! Bilety są, nocleg - jest, nastrój dopisuje, nawet Najlepsza z Najlepszych bąknęła coś o '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=3GyElO32Mmw"&gt;Death Magnetic&lt;/a&gt;'. No to słuchamy 'Death Magnetic' ;). Kurcze, ale będzie fajnie!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 6:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kot oddany w niewolę, auto zatankowane i gotowe do drogi, zakupy zrobione i nawet 'emergency pack' w postaci plecaczka z parasolami, płaszczami przeciwdeszczowymi i butlą wody mineralnej (oraz mniej lub bardziej przydatnymi drobiazgami) przygotowany, żeby nie trzeba było się przepakowywać w Warszawie. Kurcze, nie mogę się doczekać! Ale będzie git!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 4:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pędzimy autostradą. Mamy jeszcze 1200 &lt;a href="http://dziennik.pl/wydarzenia/article310363/Jedna_Wenta_to_15_sekund.html"&gt;Went&lt;/a&gt;, a to jak wiadomo, bardzo dużo czasu. W głośnikach plumkają &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=zeVHwpOglx0"&gt;The Coffinshakers&lt;/a&gt;. Kurcze, ale będzie bombowo!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;G&lt;/b&gt;&lt;b&gt;odzina B4 minus 3:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zjechaliśmy z autostrady. Korek. Stoimy. Nie ma się czym przejmować, nadrobimy za Łowiczem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurcze, ale będzie grejt!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 2:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Łowicz. Korek. Stoimy. Nie ma się czym przejmować, dwie godziny to kupa czasu, jeśli nie będzie korków, to spokojnie dojedziemy na czas.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurcze, normalnie super będzie, nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 1:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przed Sochaczewem korek, staliśmy. Ale teraz jesteśmy za Sochaczewem, praktycznie pusta szosa - pędzimy! Kurcze, ale będzie....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 0:59.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Korek. Stoimy. Z auta stojącego kilka samochodów przed nami wysiada grupka &lt;a href="http://ecx.images-amazon.com/images/I/31yLgi1uClL.jpg"&gt;ubranych na czarno, długowłosych istot&lt;/a&gt; i pędzi w kierunku kępy drzew. Korek rusza, ale owe istoty nie przejmują się tym wcale. Chwilę później spokojnym krokiem wracają do auta. Ich spacerek nie miał więcej niż 100 metrów.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurcze, normalnie nie zdążymy...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 0:45.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wyprzedzają nas rowerzyści. Wyprzedzają nas piesi. Kurcze...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 0:35.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W radiu powiedzieli, że cała Warszawa stoi. Ponoć winni tego stanu rzeczy są przybyli tłumnie na koncert metalowcy. Ale najgorzej ponoć jest na wylotówkach od strony Krakowa i Katowic. Jakie to szczęście, że wjeżdżamy od strony Poznania.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Metalowcy w samochodach przed nami i za nami chóralnie śpiewają. Każdy co innego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mijają nas żółwie. Mijają nas stonogi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurcze... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 minus 0:20.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W oddali widać Błonie. Oby tylko dojechać do Ożarowa, tam droga rozszerza się i są trzy pasy.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mijają nas ślimaki.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kurcze... nie, nie kurcze, tylko kurwa.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesteśmy w Błoniach. Stoimy. Na festiwalowej scenie właśnie &lt;a href="http://www.setlist.fm/setlist/behemoth/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-5bd41fec.html"&gt;melduje się&lt;/a&gt; Nergal ze swoją czeredką. Ja wciąż mam nadzieję, że może - jak to zwykle u nas bywa - będą opóźnienia. Jak się później okazało - żadnych opóźnień tym razem nie było... Argh...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/k8ZllhtT7FM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/k8ZllhtT7FM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 0:20.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ożarów. Trzy pasy pozwoliły nam spokojnie przejechać około kilometra, teraz zaś wszystkie trzy stoją zakorkowane. Warszawiacy jeżdżą poboczem. Zdesperowani warszawiacy jeżdżą ścieżką rowerową. A czym ma pojechać zdesperowany Buphallo?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 0:30.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponoć jesteśmy w Warszawie. Nie wiem, bo znaki zasłania mi stojący autokar z flagą Slayera na tylnej szybie. Z desperacji puściłem nawet &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=dDrOeaAh138"&gt;Iperyt&lt;/a&gt;, na cały regulator. Najlepsza z Najlepszych nie wyglądała na zachwyconą. Co trzecie auto wypełnione jest postaciami w czarnych koszulkach. Ja mam na sobie &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/R_U5aSHJFOI/AAAAAAAAAAM/NPRu8CKnBmc/S220/0024978394.jpg"&gt;koszulkę Lecha&lt;/a&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 0:50.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak to dobrze, że choć trochę kojarzę Warszawę! Dzięki mojej bezczelności i orientacji w terenie jesteśmy już niedaleko od celu - mieszkania wujostwa, gdzie mamy zostawić auto. Co dziwne - Warszawa stoi w każdym kierunku, a nie tylko w kierunku festiwalu. Koszmar!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 1:20.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ruszamy na festiwal. Na piechotę, bo dzięki temu poruszamy się szybciej, niż taksówki czy autobusy. One, o zgrozo, stoją w korku. Po drodze mijamy auta wypełnione zrezygnowanymi fanami agresywnych dźwięków. Oni już wiedzą, że nie zobaczą ani Behemotha, ani Anthraxu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/q7LLtQ7szVo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/q7LLtQ7szVo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 1:45&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;My też nie zobaczymy. Łapiemy taksówkę, która bez licznika wiezie nas opłotkami, przez osiedla, przynajmniej raz chamsko wymuszając pierwszeństwo przejazdu i mało nie zabijając nas po drodze. Kierowca z radosnym uśmiechem wyjaśnia, że jedzie tak, bo nam zależy, aby szybko znaleźć się na koncercie, a jemu - by jeszcze kogoś złapać i zarobić. Anthrax &lt;a href="http://www.setlist.fm/setlist/anthrax/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-6bd42256.html"&gt;schodzi&lt;/a&gt; ze sceny. My jesteśmy ubożsi o 50 złotych, ale bogatsi o spory zastrzyk adrenaliny...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 2:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jesteśmy na miejscu. &lt;a href="http://uk.sonispherefestivals.com/wp-content/uploads/2010/06/helicopter02_web.jpg"&gt;Lotnisko jest ogromne.&lt;/a&gt; Dookoła tłumy ludzi. Jedni spacerują, inni popijają piwo. Praktycznie każdy z telefonem przy uchu. Słyszymy daleki pomruk i bzyczenie. To oznacza, że Megadeth zainstalował się na scenie. O! I chyba nawet ją widzę! Ma wielki napis SONISPHERE...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 2:10.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To nie scena, tylko festiwalowa &lt;a href="http://img59.imageshack.us/img59/572/obraz001mbf.jpg"&gt;brama&lt;/a&gt;. Scena majaczy się gdzieś daleko na horyzoncie. Megadeth skończył grać jeden kawałek, teraz gra kolejny. Nie bardzo słychać, który... W międzyczasie kontrola biletów i jesteśmy. Pędzimy w kierunku namiotów Carlsberga - mam ochotę na piwo!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 2:20.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie ma tak dobrze. W międzyczasie jeszcze kolejna bramka, kontrola biletów i rewizja osobista. Widzę scenę! Nie widzę zespołu! Ale zaczynam rozpoznawać muzykę! Kurcze, ale fajnie... Piwa!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 2:30.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Megadeth gra już pół godziny, a my dopiero teraz doczłapaliśmy pod scenę. Jest monstrualna - gdyby nie dach, mogłyby obok siebie wylądować dwa helikoptery i jeszcze zostałoby miejsce. Do tego mnóstwo telebimów. Tyle, że &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0GnQqVMTBUY"&gt;niewiele na nich widać&lt;/a&gt;, bo trzeba patrzeć wprost w zachodzące słońce...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/eFoX1x-f7LE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/eFoX1x-f7LE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 2:45.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mamy piwo, nabyte w chillout zone, za jedyne 5 PLN od kufla. Niestety, ochrona nie pozwala nikomu wynieść go poza strefę chilloutu. Na scenie 'Sweating Bullets', 'Symphony of Destruction' i 'Peace Sells'. Koniec &lt;a href="http://www.setlist.fm/setlist/megadeth/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-7bd42250.html"&gt;koncertu&lt;/a&gt; Megadeth. Dwa ostatnie kawałki wywołują u mnie chęć rzucenia się w tany, ale nie ma gdzie - tłum stoi statycznie. No, ale na Slayerze będzie się działo!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 3:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Odnaleźliśmy kuzyna, z którym mieliśmy się tu spotkać. A w zasadzie to on odnalazł nas i pięciopak piwa :). Czekamy na Zabójcę. Jest ekstra!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 3:30.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Slayer na dechach. Jesteśmy na tyle blisko, że widać członków zespołu na scenie. Każdy kolejny numer budzi coraz większe emocje - pierwsze takty '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=oM5sfW3knrM"&gt;Dead Skin Mask&lt;/a&gt;' przyprawiają o ciarki na grzbiecie. Chcę skoczyć w pogo - ale nie ma gdzie. Cały tłum stoi spokojnie, mnóstwo ludzi filmuje koncert czym się da, nawet w oddali, w najgęstszym tłumie nie widać śladów zabawy... Ze sceny płyną klasyki. Jest świetnie, jest genialnie.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/qaNg0TuLGFg&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/qaNg0TuLGFg&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 4:40.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Slayer skończył. Ależ to był &lt;a href="http://www.setlist.fm/setlist/slayer/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-63d42257.html"&gt;koncert&lt;/a&gt;!!! Idziemy po piwo. Nie leją go jednak - ponoć zabrakło plastikowych kubeczków. Publiczność ryczy zwyczajowe 'Piwo lać! &lt;a href="http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Kurwa"&gt;Tra la la&lt;/a&gt; mać!' ;)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 5:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Według rozpiski Metallika powinna wchodzić na scenę. Do tej pory wszystkie bandy występowały co do minuty. Co jest, u licha? Przygasają światła, podkręcam się do granic możliwości, zaczynam nucić 'Ecstasy of Gold'...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 5:05.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Falstart, nic się nie dzieje. A już myślałem, że wyjdą...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 5:10.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczęło się. Leci &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=etzuL3nCzWo"&gt;intro&lt;/a&gt;, na telebimach urywki z 'Dobrego, Złego i Brzydkiego', publika szaleje. Moment później zapala się gigantyczny telebim nad sceną i brzmią pierwsze takty 'Creeping Death'. Od tej pory wszystko staje się jasne. Na scenie Gwiazda, Metallica. Brzmienie - cudowne, głośne i czytelne. Na telebimach profesjonalnie zmontowane ujęcia z różnych kamer filmujących zespół. Ogląda się to jak świetne DVD. Ludzie w ekstazie. Ja z nimi....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xz1vTj_F5tU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/xz1vTj_F5tU&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Koncert trwa, &lt;a href="http://www.setlist.fm/setlist/metallica/2010/sonisphere-festival-warsaw-poland-73d42251.html"&gt;dobór utworów&lt;/a&gt; jest jak mokry sen licealisty - piętnaście lat temu dałbym się pokroić za taki zestaw (lecz cóż, oni woleli &lt;a href="http://www.rockmetal.pl/relacje/metallica-99.3.html"&gt;wtedy&lt;/a&gt; grać 'The Memory Remains' i ''King Nothing'). Urlich coraz bardziej zmęczony, więc grają sporo ballad. Mimo tego wygląda tak, jakby potrzebował chwilki sam na sam z respiratorem na backstage'u. Pozostałe chłopaki nie oszczędzają się, lecą same hity. Jakże cudowny koncert!&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/lVFL8x61Qc0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/lVFL8x61Qc0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 7:10.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wybrzmiały ostatnie takty 'Seek &amp;amp; Destroy'. Cisza aż piszczy w uszach. Ludzie - wciąż oszołomieni koncertem - skandują nazwę zespołu. Ktoś mało rozgarnięty puszcza w eter informację o powrotach via warszawskie MPK. James nie jest zachwycony (&lt;i&gt;'Shut the fuck up, we're not done yet!&lt;/i&gt;'), dzięki czemu zgromadzeni pod sceną mają nadzieję na kolejnego bisa. Nic takiego się jednak nie dzieje, członkowie zespołu dziękują fanom (a najładniej &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rDNWCyFTLLE"&gt;Rob&lt;/a&gt; :) ), potem zwyczajowy sceniczny lans (jak dla mnie odrobinę nie na miejscu). Tłum rusza do wyjścia...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 7:30.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tłum wciąż wylewa się z terenu lotniska, zostaliśmy zmiażdżeni, zdeptani i wymacani na wszystkie strony. Już lecimy z nóg, lecz jeszcze czeka nas droga powrotna... Psia mać, ale długie to lotnisko!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 8:00&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na wepchanie się do któregokolwiek z podstawianych autobusów nie ma szans, ludzie ściskają się w nich jak sardynki. Wybieramy powrót na piechotę. Porwani przez rzekę ludzi, mijamy tkwiące w korku (tak, korku o północy) autobusy...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 9:30.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Ulice, którymi idziemy, są zamknięte dla ruchu pojazdów. Ale mimo to udaje nam się dojść do miejsca, w którym jest szansa na złapanie taryfy. Zamówienie złożone, auto w drodze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Godzina B4 plus 10:00.&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Zmęczeni, ale szczęśliwi, idziemy spać. W głowach wciąż słyszymy muzykę Metalliki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;b&gt;Epilog&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że mam mieszane wrażenia z Sonisphere Festival. Z jednej strony miałem okazję uczestniczyć w doniosłym dla mnie wydarzeniu, z drugiej problemy z komunikacją przed i po koncercie skutecznie zniechęcają mnie do udziału w tak dużych spędach ludzi.&amp;nbsp; Najlepsza z Najlepszych po koncercie przyznała otwarcie, że nienawidzi ludzi, i to nawet mimo tego, że było kulturalnie i bez żadnych scysji czy nieprzyjemnych wydarzeń. Z jednej strony obejrzeliśmy kapitalny show Metalliki i świetny koncert Slayera, z drugiej przepadły nam Anthrax i Behemoth, a Megadeth niby widzieliśmy, ale nie mogliśmy w jego koncercie w pełni uczestniczyć. Z jednej strony ludzie byli dość statyczni, co było niefajne, z drugiej strony bawiąc się w takim tłumie można było łatwo zostać wdeptanym w ziemię, co prawdopodobnie było by jeszcze bardziej niefajne. Z jednej strony impreza zorganizowana została na maksa profesjonalnie i było wszystko to, co powinno na niej się znaleźć i jeszcze więcej (łącznie z popisami pilota śmigłowca Red Bulla, kręcącego pętle i bączki nad głowami widzów), z drugiej takie morze ludzi generowało problemy ze zlokalizowaniem znajomych, gwarantowało, ze jeśli opuści się fajne miejsce przed koncertem, to się później do niego po prostu nie dopcha, i stwarzała problemy nierozwiązywalne acz obecne na każdym zlocie tej wielkości (kolejki do wszystkiego - picia, jedzenia, toalet, merchandise'u...).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego jeszcze doszła odrobina mojego rozżalenia. Otóż dawno temu, gdy zaczynałem swoja przygodę z metalem, słuchałem właściwie tylko sześciu wykonawców (pewnie tak jak większość ówczesnych nastolatków preferujących mocną muzę). Byli to Metallica, Megadeth, Anthrax i Slayer (do którego przekonałem się dużo później niż do pozostałych). Do tego jeszcze Iron Maiden i Yngwie Malmsteen. Zobaczenie czworo z moich idoli na jednej scenie było niewyobrażalnym marzeniem, które - jeśli by się spełniło - byłoby wtedy zdecydowanie najszczęśliwszą chwilą mego życia. Minęło prawie dwadzieścia lat i proszę - oto są. Do tego grają sety złożone z numerów z moich ulubionych płyt. Pamiętam, jak zdzierałem kasety słuchając ich na chińskim jamniku, i jak wyobrażałem sobie, że jestem na ich koncercie (swój pierwszy koncert zaliczyłem dużo później). Otwierałem okno i pozwalałem słuchać ich muzyki sąsiadom :) A teraz - owszem, stoją na scenie, jak produkt zapakowany w piękne sreberko, ale nie widzę pasji, nie widzę zaangażowania, słyszę puste frazesy o tym jak to fajnie grać razem na jednej scenie po trzydziestu latach łojenia. Ale nie widzę tego braterstwa, o którym mowa. James pokazuje okolicznościową kostkę gitarową 'Big Four' i nie mam wątpliwości, że pojawi się za chwilę ona w sprzedaży. Ale muzycy innych kapel nie wychodzą do siebie nawzajem, nie wierzę też we wspólną imprezę po koncercie. Jedni po odwykach, inni nie przepadają za sobą (łagodnie mówiąc), jeszcze inni odkryli Boga i nie mają o czym rozmawiać z pozostałymi. Szkoda, bo jeden mały autentyczny gest dobrej woli ze strony Metalliki (na przykład możliwość, aby pozostałe trzy kapele z Wielkiej Czwórki Thrash Metalu grały na takich samych ustawieniach dźwięku co Meta, albo z grającym wielkim telebimem w tle) znaczyłby dla mnie więcej, niż wszystkie puste frazesy ze sceny. Ale wiadomo, 'business is business', robimy to wszyscy dla pieniędzy, autentycznością nie nakarmimy dzieciaków. No i fakt, ze przez brak mojej zapobiegliwości (nie miałem ostatnio do czynienia z korkami) ominął nas choćby występ Anthrax, dość mocno spsuł mi humor.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Sześć dni później Wielka Czwórka gra na Sonisphere Festival w Sofii. Koncert Metalliki transmitowany jest do kin na całym świecie live w jakości HD. Dla mnie jest to fakt, że to właśnie ten show został wybrany, aby zmontować z niego DVD. I cóż robią panowie z Metalliki? Zapraszają na scenę muzyków z pozostałych bandów, by razem z nimi wykonać 'Am I Evil?'. Gdybym zobaczył to w Warszawie, obsrałbym zbroję ze szczęścia. Skurczybyki...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/7X4xs0F2yV8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/7X4xs0F2yV8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-4277021688988005236?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/4277021688988005236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=4277021688988005236' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/4277021688988005236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/4277021688988005236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/06/godzina-b4-minus-4800.html' title='Wielka Czwórka w Warszawie.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-2214866518097289236</id><published>2010-05-27T14:53:00.002+02:00</published><updated>2010-05-27T14:58:56.555+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><title type='text'>Mam Talent - Sylvain Cloux</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętacie &lt;a href="http://buphallo.blogspot.com/2008/12/mam-talent-star-wars-edition.html"&gt;notkę&lt;/a&gt; o różnych wykonaniach 'Marsza Imperialnego'? Dziś chciałbym Wam przedstawić &lt;a href="http://www.cloux.be.cx/"&gt;Sylvaina Cloux&lt;/a&gt;, francuza, który połączył ze sobą swoje dwie ogromne pasje - telewizję i grę na gitarze. I nie chodzi tu absolutnie o przygrywanie na gitarze w jakimś bandzie w telewizyjnych show. Otóż Sylvain nagrywa pasjami motywy muzyczne ze swoich ólóbionych seriali i filmów, w wersji zmetalizowanej. A jak to się mu udaje - oceńcie sami.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/C7TlCLXnUBY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/C7TlCLXnUBY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/E0ZmUKBgwqg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/E0ZmUKBgwqg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/07yvzHaa6Rk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/07yvzHaa6Rk&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/gsDher-lVEY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/gsDher-lVEY&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object height="385" width="480"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/o7LTkolVULo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/o7LTkolVULo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Więcej filmików opatrzonych jego muzyką można znaleźć na &lt;a href="http://www.youtube.com/user/ClouxCloux"&gt;jego kanale na YouTube&lt;/a&gt; (między innymi intra z 'Munsters!' i 'Powrotu do przyszłości'!!), a co więcej, jego albumy można legalnie &lt;a href="http://pagesperso-orange.fr/cloux/indexen.htm"&gt;zassać&lt;/a&gt; z jego strony internetowej. Coś czuję, że Najlepsza z Najlepszych będzie musiała wytrzymać mnie puszczającego ciągle te króciutkie kawałki :)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-2214866518097289236?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/2214866518097289236/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=2214866518097289236' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/2214866518097289236'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/2214866518097289236'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/05/mam-talent-sylvain-cloux.html' title='Mam Talent - Sylvain Cloux'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-8191825516359863860</id><published>2010-05-20T13:28:00.000+02:00</published><updated>2010-05-20T13:28:20.690+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hity z Satelity'/><title type='text'>Na Wschód... Tam musi być jakaś cywilizacja! - część III.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponad rok temu męczyłem Was&amp;nbsp; &lt;a href="http://buphallo.blogspot.com/2009/04/na-wschod-tam-musi-byc-jakas.html"&gt;kolejną częścią&lt;/a&gt; subiektywnego wyboru wartościowych kapel zza wschodniej granicy. Tym razem, zainspirowany &lt;a href="http://www.castleparty.com/forum/viewtopic.php?t=5291&amp;amp;start=0&amp;amp;postdays=0&amp;amp;postorder=asc&amp;amp;highlight="&gt;tym tematem&lt;/a&gt; na zaprzyjaźnionym forum, postanowiłem podzielić się nieco informacjami na temat bardziej lub mniej znanych kapel z kraju naszych 'bratanków'. Na potrzeby niniejszego zestawienia wyszedłem z bardzo ryzykowną tezą - mianowicie, że Węgry leżą na wschodzie. Poniekąd aczkolwiek w sumie nie odbiega ona daleko od prawdy - w sumie wybierając się swego czasu w &lt;a href="http://buphallo.blogspot.com/2009/08/z-warzachwia-i-kopyscia-przez-wegry_13.html"&gt;podróż&lt;/a&gt;, kierowaliśmy się na Dziki Wschód...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Nox - czyli&amp;nbsp; wierzgające bratanki ;)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="360" width="580"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/h0igNjn53Ac&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/h0igNjn53Ac&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="580" height="360"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Grupę Nox przedstawiałem już dawno, dawno temu, &lt;a href="http://buphallo.blogspot.com/2009/01/nox-czyli-wierzgajce-bratanki.html"&gt;na łamach tego bloga&lt;/a&gt;. Od tego czasu nagrali kolejne płyty, które natychmiastowo znajdowały się na szczytach węgierskich list przebojów. Niestety, jeśli o mnie chodzi, to wciąż wolę słuchać ich pierwszych produkcji, niż nowych, bardzo popowych i grzecznych&amp;nbsp; albumów. Wierzę jednak, ze nie powiedzieli ostatniego słowa, i nagrają jeszcze tak przesiąkniętą pozytywną energią płytą, jak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=E8jTi1jlGNM"&gt;Ragyogás.&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Locomotiv GT - czyli muzyka moich rodziców&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/5KjEdq3HaL4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/5KjEdq3HaL4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W czasach, gdy mocno ograniczony był dostęp do nagrań Deep Purple czy Rainbow, w polskich domach królowały albumy kapel pochodzących z krajów Układu Warszawskiego. Pierwsze rockowe winylowe płyty na jakie natrafiłem w domu to albumy SBB i Locomotiv GT właśnie. Nic więc dziwnego, że po takim przygotowaniu nie zachłysnąłem się hard rockiem w wydaniu zachodnim, lecz od razu sięgnąłem po cięższą i mroczniejszą muzykę (czyli &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=FjV8SHjHvHk"&gt;Helloween&lt;/a&gt; ;) ). W ramach ciekawostki, nie mogę się oprzeć i nie rzucić jeszcze linkiem do fragmentu &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ei4Qg8JO2uQ"&gt;koncertu Węgrów z festiwalu w Sopocie&lt;/a&gt;, w 1973 roku - enjoy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W podobnych klimatach operowała jeszcze grupa &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5IeEShcLSDc"&gt;Skorpio&lt;/a&gt; - moi rodzice słuchali jej na tyle często, że jako dzieciak uważałem zespoły Skorpio i Scorpions za jeden zespół - no co, i tak nie rozumiałem o czym śpiewali, i nie rozpoznałem, że operują zupełnie innymi językami (do tego mój Tato zwykł o jednej i drugiej kapeli mawiać - Skorpionsi ;) ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Karthago - czyli zapomnijcie o Omedze&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VCk2dX_QDZo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VCk2dX_QDZo&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;W zasadzie nie mam pojęcia, dlaczego wszyscy doskonale pamiętają o &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=0TgrHXa2kE0"&gt;Omedze&lt;/a&gt;, a zapominają o Karthago. Kolejny świetny band, który mocno kojarzy mi się z dzieciństwem i tym, czego słuchali moi rodzice. Obok nieśmiertelnych ballad Budki Suflera czy Perfektu współistniały wspaniałe &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=r8pYAKM25Hc"&gt;Requiem&lt;/a&gt; czy umieszczona wyżej 'Droga Przodków'. Łakomy kąsek dla fanów rocka progresywnego, być może złowią uchem nuty, które kojarzą z dzieciństwa :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Solaris - czyli w hołdzie dla Lema&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="360" width="580"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/WzZ4naegJ28&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/WzZ4naegJ28&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="580" height="360"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W zasadzie miałem duży problem z wyborem klipu wystarczająco reprezentatywnego dla progresywnych rockmenów z Solaris. A wszystko dlatego, że ich muzyka nie pozwala się prosto zaszufladkować. Raz grają tak, że mogą być uznani za &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wD-Ea3x8C6c"&gt;węgierską odpowiedź na Pink Floyd&lt;/a&gt;, innym razem wykorzystanie fletu jako głównego instrumentu zbliża ich do innych Brytyjczyków - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=CZzx0mwSwCk"&gt;Yes&lt;/a&gt;. W ich muzyce pobrzmiewają też echa Camel i King Crimson (mnie osobiście kojarzą się z pierwszymi płytami inowrocławskiego  Quidam) - myślę, że to wystarczająca rekomendacja do wysłuchania ich propozycji.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Pokolgép - czyli 'Nie, psze pana, Manowar występują po nas...'&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/OF7PRts82IQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/OF7PRts82IQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;'Nie, psze pana, nie jesteśmy Helloween', 'Nie, psze pana, nie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fSiepbrBuds"&gt;Prusakolep&lt;/a&gt;'. Pokolgép, czyli po naszemu Piekielna Maszyna, było o ile dobrze pamiętam jedną z kapel, którymi fascynował się mój starszy kuzyn z Warszawy. Prekursorzy heavy metalu na Węgrzech, nie wstydzący się swoich inspiracji, by nie rzec - otwarcie kopiujący kapele zza Żelaznej Kurtyny. I tu ciekawostka - o ile polskie bandy metalowe lat osiemdziesiątych wybierały rodzący się thrash, lub zostawały pod znaczącym wpływem bandów hard rockowych, o tyle Węgrom było bardziej po drodze z galopującymi heavy metalowcami (co cieszy moje uszy ;) ). Warto również rzucić uchem na dokonania ich krajan z &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=cWbimcpy4jA"&gt;Ossian&lt;/a&gt; (nie mylić z  polskim &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=uWF6p1FOuJ0"&gt;Osjan&lt;/a&gt;) - chłopaki nasłuchali się pierwszych płyt Iron Maiden i przerobili je na węgierską modłę..&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Tankcsapda - czyli smocze zęby z  Debreczyna&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/a1LMbJwnY9A&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/a1LMbJwnY9A&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Smocze zęby to nazwa &lt;a href="http://cache3.asset-cache.net/xc/50450879.jpg?v=1&amp;amp;c=IWSAsset&amp;amp;k=2&amp;amp;d=E41C9FE5C4AA0A14A12175BCF70276BAC7893E642E26AA5400F5F8B53768C32AB01E70F2B3269972"&gt;umocnień  przeciwczołgowych&lt;/a&gt; z okresu drugiej wojny światowej, i taką nazwę  wybrali sobie rockmeni z Debreczyna. Chłopaki mają na koncie 19 albumów,  wypełnionych siarczystym hard rockiem starej szkoły. Dodać do tego  inspiracje klasycznym heavy metalem i mamy kolejną węgierską gwiazdę  pierwszej wody. Aż żal bierze, że nie ma podobnej wśród naszych,  polskich rockowych składów (bo najbardziej zbliżonemu stylistycznie  Hunterowi brakuje jeszcze sporo do osiągnięcia podobnego statusu).  Zespół poza swoim rodzimym krajem jest ponoć najbardziej znany dzięki  balladzie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=5UKI1xVEEHk"&gt;'Lasts  Forever'&lt;/a&gt;, lecz mnie o wiele bardziej przekonuje jego ostrzejsze,  bardziej zadziorne oblicze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Ektomorf - czyli brazylijscy  cyganie znad Dunaju&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/agEUv0naLI4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/agEUv0naLI4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Nikt  nie nazywa kapeli braci Farkas inaczej, niż 'węgierskie Soulfly'.  Faktycznie wpływy tej kapeli są bardzo wyraźne w muzyce Ektomorf, choć  ja dorzuciłbym do wrzącego bogracza ze stylem Węgrów słyszalną  fascynację cygańskim folkiem i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=gTexxgjUlzw"&gt;echa System of a Down&lt;/a&gt;.  Swoją drogą to ciekawe, jaką karierę udało się zrobić Ormianom z  amerykańskim paszportem, a jak niewielu osobom znana jest muzyka Węgrów,  choć przecież tak podobna w stylu (nawet grać zaczynali mniej więcej w  tym samym czasie). Czyżby to wokalista robił różnicę?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Conan's First Date - czyli kierunek -  Szwecja!&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="360" width="580"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/z7lm3qLhaWc&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/z7lm3qLhaWc&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="580" height="360"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Co tu dużo mówić, sprawny, pachnący  Entombed na milę death'n roll. Chłopaki pochodzą z zabytkowego,  położonego nieopodal Budapesztu Szentendre i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=FIhCMN1qfZY"&gt;łupią&lt;/a&gt; swoje aż  miło.To wciąż debiutanci, lecz jak widać zorientowani na zrobienie  kariery. Czego im życzę, gdyż już za nazwę mają u mnie dodatkowe  punkty... ;)&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;Attila  Csihar - czyli Don Chichot undergroundu&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/rO7_l1SMKSA&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/rO7_l1SMKSA&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;Długo można by wymieniać dokonania  człowieka - drzewo, zwanego też Lordem Sucharem. Najbardziej znany z  kultowej płyty 'De Mysteriis Dom Sathanas' Mayhem, maczający swe struny  głosowe w albumach Tormentor, Aborym, Korog, Plasma Pool i &lt;a href="http://vimeo.com/9050795"&gt;Sunn O)))&lt;/a&gt;, gościnnie współpracujący z  tuzami black metalu i nie tylko (np. z Jarboe). Ostatnio widziany w  Polsce przed koncertem Ulver w Krakowie, jak mamrotał niezrozumiałe  inkantacje i oczadzał salę kadzidłami. Człowiek legenda, bez którego  dzisiejszy black metal mógłby wyglądać zupełnie inaczej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Sear Bliss - czyli zmiana goni zmianę&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/R8hQcmIPZ3Y&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/R8hQcmIPZ3Y&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Sear Bliss jest chyba najbardziej rozpoznawaną kapelą grającą ekstremalny metal na Węgrzech. Choć brak im popularności jaką mogą się cieszyć nasi chłopcy z Vader czy Behemoth, to przez piętnaście lat zamiatania włosami sceny wyrobili sobie własną markę. Sear Bliss idą zresztą w ślady Nergala i spółki - zaczynali grając przaśny, leśny, pogański black metal, zaś gdzie są dziś można zobaczyć na wrzuconym powyżej videoclipie. Ciekawostką jest fakt, że korzystają z dęciaków - z podobnych kapel wcześniej kojarzyłem tylko warszawską &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=yAxz3IAVXwc"&gt;Insomnię&lt;/a&gt; z Trombkiem w składzie. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Autumn Twilight - czyli jak słodko być smutasem&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dp8ugGE3WjQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dp8ugGE3WjQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;Chłopaki pochodzą z Nyíregyházy - czyli w zasadzie ze stepowej Ukrainy ;). Zaczynali na fali popularności &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ME9sajfMjLE"&gt;Jedynego Prawdziwego Gothic Metalu&lt;/a&gt;, pozbawionego potępieńczych niewieścich zawodzeń. Później jednak ktoś im puścił nagrania MakKoja i spółki, co zaowocowało drastycznym złagodzeniem i uprzestrzennieniem brzmienia. Wciąż na tak zwanym dorobku, grupa pochwalić się może sporą liczbą koncertów na tak zwanym lokalnym gruncie i wciąż czeka na zagraniczny debiut. A może by zaprosić ją na bolkowski zamek?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Dalriada - czyli opiewając madziarskie lasy&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="364" width="445"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/iQQGVd3r0d4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/iQQGVd3r0d4&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="445" height="364"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;"W muzyce heavy metalowej częstymi  motywami są zjawiska nadprzyrodzone, takie jak: las, duch, mrok i  dziewica". Zdanie to &lt;a href="http://vereenka.blogspot.com/2008/04/wielkie-lol.html"&gt;od jakiegoś czasu&lt;/a&gt; nieprzerwanie towarzyszy Najlepszej z Najlepszych i mnie we wszelakich muzycznych podróżach. Nie mogłem się oprzeć pokusie umieszczenia go tutaj, bo pasuje do powyższego klipu jak znalazł: jest las, jest mrok, snującego się po lesie bladawego młodzieńca można z dużą dozą dobrej woli uznać za ducha, zaś nadobną niewiastę w kapturze - za dziewicę. Wszystko się zgadza - nawet te zjawiska nadprzyrodzone ;)&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-8191825516359863860?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/8191825516359863860/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=8191825516359863860' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8191825516359863860'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8191825516359863860'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/05/na-wschod-tam-musi-byc-jakas.html' title='Na Wschód... Tam musi być jakaś cywilizacja! - część III.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-6789316045038397732</id><published>2010-05-18T16:36:00.002+02:00</published><updated>2010-05-18T18:27:56.774+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gorzkie żale'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samo życie'/><title type='text'>Uczulony na romantyzm</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_sppKzCUTvoo/SevjhvcOZYI/AAAAAAAAANE/XtljTtWqOfE/s1600/Ep6RichardKahlan.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="110" src="http://2.bp.blogspot.com/_sppKzCUTvoo/SevjhvcOZYI/AAAAAAAAANE/XtljTtWqOfE/s200/Ep6RichardKahlan.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Ostatnio pisząc króciutkie recenzje filmów i seriali na potrzeby zaprzyjaźnionego forum, notorycznie stwierdzam, że nie jestem 'targetem' tych produkcji. Bo i nie dla mnie powstają chyba wszelkiego rodzaju '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Nv4SCfEuYqg"&gt;Zmierzchy&lt;/a&gt;', '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=nejWIfL-u8s"&gt;Prawdziwe PsiaKrwie&lt;/a&gt;' i '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=idSdnubrlds"&gt;Sagi o Ludziach Lodu&lt;/a&gt;'. Problem w tym, że co i rusz natrafiam na nie przeznaczone dla moich oczu filmy, seriale i książki. Tak, książki też.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wreszcie przebrnąłem. Mam za sobą siedem tysięcy sześćset dwadzieścia jeden (w skrócie - siebentausendsechshunderteinundzwanzig) stron Sagi o Mieczu Prawdy &lt;a href="http://www.terrygoodkind.com/"&gt;Terry'ego Goodkinda&lt;/a&gt;. Tak naprawdę został mi jeszcze tomik &lt;a href="http://www.gandalf.com.pl/b/dlug-wdziecznosci-a/" target="_BLANK"&gt;'Dług Wdzięczności'&lt;/a&gt;, będący niejako prequelem sagi, ale zostawiam go sobie na deser. Serię tę czytałem niemalże rok - a może i dłużej, coraz bardziej utwierdzając się w przekonaniu, że... nie jestem targetem tej historii. Najprawdopodobniej, gdybym wyszperał tę serię gdy byłem licealistą, to stanowiłaby dla mnie kanon literatury fantasy razem z Tolkienem czy LeGuin, dziś jednak przeczytałem zbyt wiele podobnych historyjek i jestem zbyt zgorzkniały i cyniczny. Za grosz we mnie romantyzmu, a ta historia romantyzmem właśnie stoi...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W skrócie - dawno, dawno temu, w odległej galaktyce, żyje sobie spokojnie chłopak. Zarabia na życie snuciem się po lasach i wtrącaniem w nie swoje sprawy. Jeszcze tego nie wie, ale los przyniesie mu wielką miłość, o którą będzie musiał walczyć przez siedem tysięcy sześćset dwadzieścia jeden stron. Przy okazji dostanie magiczny miecz, otrzyma możliwość władania sporym kawałkiem świata (lecz czyż, ach czyż, z niej skorzysta?), który to świat będzie starał się uratować przed coraz to potworniejszymi zagrożeniami, które zesłał nań Terry Goodkind. A typ z tego Goodkinda iście wredny, same kłody pod nogi rzuca bohaterowi, który z jednym problemem ledwie się upora, to już kolejnemu musi stawić czoło. Bo &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ICGEiWyrFk8"&gt;Richard&lt;/a&gt;, tak się zwie ów bohater, ewidentnie opacznie pojmuje odpowiedzialność. Inny dawno rzuciłby w diabły całą tą swoją misję, czyli ratowanie świata, zwinął w kłębek i chlipał cichutko, złamany przeciwnościami losu, lecz ten nie poddaje się, lecz walczy. I często poprzez tę walkę ściąga na swą głowę dużo poważniejsze kłopoty, niż gdyby odpuścił.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inni bohaterowie? Cóż, jest mnóstwo archetypicznych wręcz postaci pozytywnych. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=SPgkLi_zjz4"&gt;Stary, potężny czarodziej&lt;/a&gt;, który choć włada potężną mocą, woli wysługiwać się Richardem, staje się jego mentorem i nauczycielem. Wielka miłość Richarda, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=licXuA6_Alw"&gt;Ta O Którą Wciąż Musi Walczyć&lt;/a&gt;, to ktoś w rodzaju potężnej kapłanki, która jednak potrzebuje obrońcy (sama o siebie zadbać nie potrafi). Do tego przewijający się pomocnicy, padający posłańcy, generałowie, antymagowie, prorocy i wiedźmy - multum tego jest. Po stronie Zła, &lt;a href="http://i6.photobucket.com/albums/y241/alarson17/lots/lots-rahl.jpg"&gt;Rahl Posępny,&lt;/a&gt; spaczony czarnoksiężnik, knujący jakby zanieść pożogę całemu światu, okrutne Siostry Mroku, pragnące nastania wiecznej ciemności, a także potężny &lt;a href="http://images.elfwood.com/art/g/e/gemue/Jagang.jpg"&gt;Imperator&lt;/a&gt;, fanatycznie oddany religii głoszącej równość społeczną. Demony, potwory (i spółka), zdrajcy, bandyci i zwykłe rzezimieszki. Jest z czym walczyć i czego się bać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że na początku źle potraktowałem tę sagę. Uznałem ją za kolejne czyste fantasy, bezmyślnie powielające utarte schematy i klisze. Gdy tak do niej podchodziłem, to irytowało mnie wszystko: infantylność języka (teraz zastanawiam się, czy to po prostu tłumacz nie popłynął sobie w pierwszych tomach), wyrażająca się w nadużywaniu zdrobnień ('chmurki', 'pieski' czy 'kwiatki' występowały w zbyt wysokim stężeniu), wzorowanie się na postaciach znanych z klasyki (jak Samuel, przyboczny pokrak pewnej wiedźmy, którego poznajemy w pierwszym tomie, a który jest wariacją na temat tolkienowskiego &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=UUNYCGZMtI8"&gt;Golluma&lt;/a&gt;) czy ustawiczne podkreślanie kwestii moralnych w decyzjach podejmowanych przez głównych bohaterów. Później zmieniłem nastawienie, potraktowałem Sagę o Mieczu jako romansidło osadzone w realiach fantasy - i wtedy wszystko zaczęło się ładnie zazębiać. Przestały razić mnie wielostronnicowe rozterki wewnętrzne bohaterów pod tytułem 'kocha mnie czy mnie nie kocha, a jeśli kocha, to dlaczego robi, to co robi, i czy aby na pewno dobrze mi w tej fryzurze?'. Co prawda uwagi do pracy tłumacza pozostały (jak w tomie oryginalnie zatytułowanym 'Chainfire', co na okładce zostało przetłumaczone - fajnie - jako 'Pożoga', lecz w treści pozostano przy wersji angielskiej, co wzbudziło we mnie pewien niesmak, choć purystą językowym absolutnie nie jestem, i czy ja aby nie przesadzam ze zdaniami wielokrotnie złożonymi?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://www.sword-of-truth.com/sot/images/episode_stills/e118-01_thumb.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="180" src="http://www.sword-of-truth.com/sot/images/episode_stills/e118-01_thumb.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Od momentu, gdy zacząłem traktować Sagę o Mieczu jako opowieść o wielkiej miłości, zdałem sobie sprawę, że są czytelnicy, dla których dramatyczne wydarzenia związane z próbami połączenia nieszczęśliwych (a może szczęśliwych) kochanków są ważne i istotne. Że ze świata, w którym zabrakło czasu na romantyzm, trzeba czasem przenieść się do innego, w którym miłość jest czysta, piękna, romantyczna, przezwyciężająca wszelkie przeszkody. Że to fajnie, jeśli Dobro Zawsze Zwycięża (choć to przecież nudne jak flaki z olejem), i że brak niespodziewanych zwrotów akcji wcale nie przeszkadza, jeśli trzyma się kciuki za szczęście głównych bohaterów. No i że istnieją ludzie, którzy skłonni są rzucić wszystko i poświęcić się całkowicie dla dobra innych (jest to nagminna cecha postaci pobocznych, zamieszkujących świat, w którym toczy się ta opowieść...). Czytelnicy to kupią - ba, złapią się na taką opowieść niczym muchy na lep. Romantyzm, psia mać...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc czytałem i czytałem tę nieszczęsną sagę, mając nadzieję, że Goodkind zrobi choć raz na jakiś czas salto mortale, że zaskoczy czytelnika, wstrząśnie nim i zaciekawi, jak też główni bohaterowie sobie poradzą. Nic z tego - tu wszystko jest poukładane, ugrzecznione, życie jest wystarczająco stresujące, by jeszcze wstrząsać czytelnikiem w powieści. Dzięki temu, cykl jest przyjazny dla młodzieży - lecz nie dla dzieci. Wszystko przez sporo przemocy i gwałtów - nie opisywanych przez autora bezpośrednio, lecz w zawoalowany sposób. Paradoksalnie dzięki temu dość mocno pracowała moja wyobraźnia, podsuwając &lt;s&gt;interesujące&lt;/s&gt; dość odrażające obrazy, mimo iż Goodkind nie wspominał o niczym groźniejszym niż kąsanie piersi pojmanej branki, wspominając przy okazji, że 'prawdziwe okropności miały ją czekać dopiero w żołnierskich namiotach'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/S_K2YdfLDcI/AAAAAAAAFF8/_m6AccFQVWc/s1600/P1010085.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" src="http://lh3.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/S_K2YdfLDcI/AAAAAAAAFF8/_m6AccFQVWc/s320/P1010085.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Przyznam też, że kilkukrotnie byłem dość zły na autora za zmarnowany potencjał opowiadanej historii - w niektórych momentach aż prosiło się o lekkie rozbudowanie fabuły, pokazujące na ten przykład moment powstania tyrana, którym może stać się osoba o najczystszych nawet intencjach, albo stworzenie fabularnej wolty, która wzbogaciłaby w prosty sposób opowiadaną historię (przykładowo - któraś z głównych pozytywnych postaci drugoplanowych mogłaby zdradzić, przejść na stronę wroga, albo po prostu pokrzyżować plany głównym bohaterom dla osiągnięcia własnych celów - nic z tego, tu dobrzy są dobrzy do końca a źli giną albo okazują skruchę i jest im łaskawie wybaczane - bądź nie).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Skoro tak narzekam i narzekam na tą sagę, to cóż, poza wrodzoną skłonnością do czytania 'od deski do deski', skłoniło mnie do wytrwania przez ... zaraz zaraz, niech sięgnę do notatek... siedem tysięcy... hmmm... sześćset dwadzieścia jeden stron? Fajne Motywy. Może nie było ich multum, ale były zaprawdę pomysłowe.&lt;br /&gt;- &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=OK6TU2kWE6w"&gt;Mord Sith&lt;/a&gt;, jako potężne przeciwniczki. Kobiety wyszkolone tak, aby przechwytywać każdą magię użytą przeciwko nim i wykorzystywać przeciwko magom. Jednocześnie są to kobiety, odziewające się w czerwone, skórzane uniformy (prrr... moja galopująca wyobraźnio!), operujące bólem, szkolone w dość specyficzny sposób. Tak, to dla Mord Sith czytałem pierwsze tomy...&lt;br /&gt;- magia jako spoina świata, przepajająca wszystko, co żyje, a jednocześnie sprawiająca, że rodzili się ludzie całkowicie jej pozbawieni - odporni na nią i jednocześnie ukryci przed władającymi magią.&lt;br /&gt;- świat duchów, jako miejsce, gdzie rzeczywiście można kontaktować się z przodkami.&lt;br /&gt;- Nawiedzający Sny jako potężny mag potrafiący znajdować się w umyśle dowolnego człowieka.&lt;br /&gt;- autentyczny pierwotny szamanizm współistniejący z bardziej cywilizowanymi formami magii. &lt;br /&gt;- kilka zagrywek fabularnych, których nie zdradzę, aby nie psuć zabawy tym, którzy nie czytali sagi - a wśród nich choćby pomysł na tom '&lt;a href="http://img338.imageshack.us/i/nadziejapokonanychli4.jpg/"&gt;Nadzieja Pokonanych&lt;/a&gt;'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co jeszcze było fajne - może fakt, że Goodkindowi zdarza się czasem uśmiercić którąś z tych miłych, sympatycznych i puchatych postaci drugoplanowych. I często łapałem się w tych momentach na tym, że bardzo zżyłem się z tymi postaciami, i oczekiwałem wręcz (w imię tego, że przecież Wszystko Się Musi Dobrze Skończyć), że wskutek działania jakiejś nowej magii (jak chociażby &lt;a href="http://www.nowak.pl/"&gt;Ręce, Które Leczą&lt;/a&gt;) bohater ozdrowieje czy wstanie z martwych. Napisałbym, że nigdy jednak to nie nastąpiło, gdyby nie fakt, że nastąpiło - i to przynajmniej dwa razy (w przypadku postaci, na których utratę Goodkind ewidentnie nie mógł sobie pozwolić - motorów napędowych intrygi czy postaci wyraźnie wzbogacających opowieść). W każdym razie żadna z tych śmierci nie była daremna, wszystkie były doskonale opisane i potrafiły obudzić we mnie emocje (a niejedna czytelniczka, czy niejeden czytelnik uronił pewnie w tych momentach łezkę).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Podsumowując ten przydługi wywód - nie żałuję tych godzin spędzonych na poznawaniu przygód Richarda - Poszukiwacza Prawdy, i Kahlan - Matki Spowiedniczki. Żałuję tego, że nie trafiłem na tę serię piętnaście lat temu - wtedy lektura sprawiałaby, że dostawałbym wypieków na policzkach i nie pozwalała zasnąć dopóki nie poznam losów bohaterów do samiutkiego końca. Dziś wylądowała jako czytadło do tramwaju (choć przyciężkie, były tomy zawierające ponad 800 stron!) czy odskocznia między jedną sesyjką w World of Warcraft a treningiem na Wii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I jeszcze jedno - Sam Reimi, znany reżyser serii o &lt;a href="http://i178.photobucket.com/albums/w276/wvinco/spiderman.jpg"&gt;Spidermanie&lt;/a&gt;... znaczy oczywiście że serii &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=hK4EO7dplFg"&gt;Evil Dead&lt;/a&gt;, wykupił prawa do sfilmowania sagi, i wraz z Terrym Goodkindem stworzyli '&lt;a href="http://dadt.com/lots/"&gt;The Legend of the Seeker&lt;/a&gt;', serial bardzo luźno oparty na motywach ze wszystkich tomów sagi, choć tak naprawdę koncentrujący się na tomie 'Pierwsze Prawo Magii'. Jeśli nie bawią Was seriale w typie '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=uGkcoJ2WxVE"&gt;Wojowniczej Księżniczki Xeny&lt;/a&gt;' i jej pogrobowców, z czystym sumieniem możecie sobie odpuścić, gdyż serial ten jest zwyczajnie cienki (wiem, gdyż zmęczyłem cały pierwszy sezon i nie wydaje mi się aby w kolejnym zaszły jakieś daleko idące zmiany). Lecz jeśli macie za dużo wolnego czasu i lubujecie się w banalnych i łatwo przyswajalnych historyjkach - polecam ;).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="340" width="560"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/18Wb2yAUddg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/18Wb2yAUddg&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-6789316045038397732?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/6789316045038397732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=6789316045038397732' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6789316045038397732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6789316045038397732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/05/uczulony-na-romantyzm.html' title='Uczulony na romantyzm'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_sppKzCUTvoo/SevjhvcOZYI/AAAAAAAAANE/XtljTtWqOfE/s72-c/Ep6RichardKahlan.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-5295478091495125962</id><published>2010-05-13T13:26:00.004+02:00</published><updated>2010-05-14T09:38:25.647+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Obiektywem po oczach'/><title type='text'>Castle Party 2009 w moim obiektywie</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/4dZqhoW3U2Y&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/4dZqhoW3U2Y&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Upłynął prawie rok od Castle Party 2009 . Festiwal upłynął w atmosferze oczekiwania na kompletny kataklizm, który jednak nie nastąpił. Owszem, wiało, lało i grzmiało, ale obyło się bez odwoływania występów z powodu pogody. Zespoły zaproszone do Bolkowa dały lepsze czy gorsze koncerty, znajomi dopisali i jak co roku impreza była przednia. Te fragmenty, które udało mi się zarejestrować okiem kamery, dały podstawę do powyższego filmiku. I choć złożenie go do kupy trochę czasu trwało, i  nie potrafię być z niego do końca zadowolony, przyszła pora na zaprezentowanie go światu... ekhem, internetowemu światu...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/FS5KMsMn6g0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FS5KMsMn6g0&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Choć bez bicia przyznaję, że największe wrażenie zrobił na mnie koncert Covenanta, to na show Dreadful Shadows czekałem najbardziej. Ich powrót do Bolkowa po dziesięciu latach był dla mnie fantastycznym wydarzeniem. Stałem więc przed sporym dylematem - chłonąć i bawić się, czy rejestrować. Wygrała opcja pierwsza, lecz dziś żałuję, że nie dałem kamery komuś, kto nie darzył Dreadfuli mniejszą sympatią, by zarejestrował koncert w całości. Wtedy może udałoby mi się zmontować go w choćby półprofesjonalny sposób...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/G7pI2h-Q9D4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/G7pI2h-Q9D4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak się więc złożyło, że najdłuższe zarejestrowane fragmenty występu zespołu to covery - Tanity Tikaram i Faith No More. Choć nagrałem też spore fragmenty 'Chains' i 'Burning the Shrouds', to ich jakość nie była na tyle dobra, aby uczynić z nich pełnoprawne video. Pozostaje więc lekki niedosyt i masa fantastycznych wspomnień, no ale w przypadku koncertu Dreadful Shadows nie potrafię być obiektywny...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/bGj16zPkZfw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/bGj16zPkZfw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Vic Anselmo występowała jako druga kapela, zaraz po 'rozgrzewaczu', którego nazwy już nie pamiętam (życzliwi podpowiadają że był to &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9Nx33wds2jY"&gt;Sane&lt;/a&gt;). Show Vic okazał się być na tyle interesujący, że choć jego część musiałem uwiecznić. Jako, że te ujęcia były tak naprawdę testem kamery w nowym otoczeniu (i testem tego, czy da się jednocześnie filmować i pić piwo), nie wyszło to najlepiej. Niemniej jednak klip wyszedł całkiem ciekawy...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/MV1t3YcPuf8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/MV1t3YcPuf8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Artrosis grali drugiego dnia imprezy, czyli w momencie, gdy filmującemu (i piszącemu te słowa) mogły się już trochę trząść ręce po trudach dni poprzednich i niedzielnego popołudnia. Choć miałem potworną wręcz ochotę na rozkręcenie małego pogo, pozostała część publiczności nie podzielała mojego entuzjazmu. Skończyło się więc na staniu, i filmowaniu.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/LGb9THGPi98&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/LGb9THGPi98&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zespół dał czadu, zaproszeni goście spisali się nieźle, Remo zaczarował mnie swoim zaangażowaniem w występ ;) generalnie było w dechę. No i muszę przyznać, że z materiału nakręconego na Artrosis jestem zadowolony najbardziej. W sumie nic profesjonalnego, za to fajnie się to ogląda...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dpfAzH41acc&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dpfAzH41acc&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako ciekawostkę mogę dodać, że sam zespół Artrosis zainteresowany był pozyskaniem tego (surowego) materiału, co więcej, jeden z klipów znalazł się na ich &lt;a href="http://www.youtube.com/user/ArtrosisBand#p/a/u/1/KmYmbVIFMUM"&gt;oficjalnym youtube'owym kanale&lt;/a&gt;. Zaś klip z Vic Anselmo, dzień po umieszczeniu w sieci, wzbudził zainteresowanie jej managementu nakręconymi zdjęciami. Szczerze pisząc, traktuję to jako malutki powód do chałwy :) (Gdyby oczywiście ktoś chciał mnie nią poczęstować :P ).&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-5295478091495125962?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/5295478091495125962/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=5295478091495125962' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/5295478091495125962'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/5295478091495125962'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/05/castle-party-2009-w-moim-obiektywie.html' title='Castle Party 2009 w moim obiektywie'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-3069559507928772290</id><published>2010-05-12T10:50:00.004+02:00</published><updated>2010-05-14T09:11:23.219+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Obiektywem po oczach'/><title type='text'>Dani Williams - Live @ U Bazyla,</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiecie od czego zaczynają wszystkie kapele? Od garażu, piwnicy, zapoconej sali prób w domu kultury. Tam, w pocie czoła, zdzierając sobie paluchy do krwi, generowane są dźwięki, które mają podbić świat. A co zrobić, aby pochwalić się tymi dźwiękami przed światem? Wypada zorganizować koncert w lokalnym rock-pubie. I tak się złożyło, że Krzysiek zaprosił nas pewnego wrześniowego wieczoru do Bazyla, aby wspólnie piwko wypić i poszaleć przy rockowych klasykach. Jednym słowem - na koncert &lt;a href="http://www.myspace.com/daniwilliamsproject"&gt;Daniego Williamsa&lt;/a&gt; i Przyjaciół.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/w_GwTSX-LWM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/w_GwTSX-LWM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zaczęli od znanego klasyka Żelaznej Dziewicy - '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=dpyc7R0EpTM"&gt;Hallowed Be Thy Name&lt;/a&gt;'. Ascetyczna forma - gra tylko gitara i perkusja, wymusiła zmianę aranżacji - no i skrócenie numeru.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/BuGMQniCtdY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/BuGMQniCtdY&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chwilę później - również klasyk. '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=LHcP4MWABGY"&gt;Pride&lt;/a&gt;' Irlandczyków z U2 zabrzmiało bardzo 'oldskullowo' ;). Warto tu zwrócić uwagę na siłową pracę perkusji. I choć brakowało wokalu - publiczność bawiła się doskonale.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dOuYyDjxU-o&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dOuYyDjxU-o&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następnie miła niespodzianka - zapowiedziany specjalnie dla mnie i dla Najlepszej z Najlepszych mroczny i bluźnierczy Summoning - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=YBfkDH3F1GA"&gt;'Long Lost Where No Pathway Goes&lt;/a&gt;'.Wersja pozbawiona klimatycznych klawiszy, przez to bardziej pierwotna i wściekła. Doskonałe.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/sc49GyVm9GM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/sc49GyVm9GM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moment przerwy wykorzystany na zaopatrzenie się w piwo - lecz cóż słyszę? Znów ktoś przerywa ciszę :) Numer z dedykacją dla osobnika odpowiedzialnego między innymi za &lt;a href="http://merlin.pl/Mala-enceklopedia-obciachu_Pawel-Gogler-Anna-Januszkiewicz-Monika-Klajn-Mariusz,images_big,13,978-83-61524-01-4.jpg"&gt;to&lt;/a&gt;: - Slayer i '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=izK5MdjbWkk"&gt;Raining Blood&lt;/a&gt;'. Nie wierzę własnym uszom - pędzę, łapię kamerę i... możecie się delektować połową tego numeru...&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="500" height="405"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/vdpAsyk0LzQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/vdpAsyk0LzQ&amp;hl=pl_PL&amp;fs=1&amp;border=1" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="500" height="405"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec za gitarę łapie Krzysiek, na scenie pojawiają się chłopaki z sekcji rytmicznej i zaczyna się prawdziwy koncert. Niestety, dla mnie to koniec filmowania - bateria w kamerze zaczyna odmawiać posłuszeństwa. Ale pierwszy numer zarejestrowała w całości...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-3069559507928772290?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/3069559507928772290/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=3069559507928772290' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/3069559507928772290'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/3069559507928772290'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/05/dani-williams-live-u-bazyla.html' title='Dani Williams - Live @ U Bazyla,'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-2738268568719826046</id><published>2010-04-19T15:10:00.006+02:00</published><updated>2010-05-14T09:11:53.228+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='A tym czasem w Azeroth'/><title type='text'>Czarne chmury nad Starą Republiką</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Bohaterowie są zmęczeni. Raptus ma dość ciągłego zwiedzania wciąż tych samych lochów, Sprytek i Wyrwikrzak, choć dorobili się małych fortun na handlu &lt;s&gt;duperelami&lt;/s&gt; korzeniami, potrzebują krótkiego urlopu - najlepiej gdzieś na piaszczystych plażach Tanaris albo w spokojnych lasach Zamarzniętego Fiordu. Yarl co prawda najchętniej ruszyłby na niebezpieczną północ, lecz utknął w Zaświatach - najwyraźniej na dłużej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za kilka tygodni nadejdzie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=llMIDqFbsnE"&gt;Kataklizm&lt;/a&gt;, zmieni się geografia znanego nam świata - wtedy ruszą ponownie aby &lt;s&gt;grabić, gwałcić i plądrować&lt;/s&gt; stawić czoła swej przyszłości. Do tej pory pozostaną pewnie w uśpieniu, delektując się zasłużonym odpoczynkiem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do tego trzeba będzie sobie odpowiedzieć na pytanie, czy nie spróbować się przenieść do &lt;s&gt;innego świata&lt;/s&gt; Odległej Galaktyki, gdzie Republika stawić musi czoła potężnemu zagrożeniu ze strony swoich odwiecznych wrogów...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object style="background-image: url(&amp;quot;http://i4.ytimg.com/vi/wpJX7hgRjJo/hqdefault.jpg&amp;quot;);" width="480" height="295"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wpJX7hgRjJo&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wpJX7hgRjJo&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1" allowscriptaccess="never" allowfullscreen="true" wmode="transparent" type="application/x-shockwave-flash" width="480" height="295"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nadchodzi bowiem Nowa Era, &lt;s&gt;Czas Pogardy, Czas Wilczej Zamieci&lt;/s&gt; era &lt;a href="http://www.swtor.com/"&gt;Starej Republiki&lt;/a&gt;. Choć źródła nie wspominają o niej inaczej niż 'wyjdzie, gdy będzie gotowa', lecz już dziś warto sobie pomyśleć, co wspaniałego może znaleźć się w tym, tworzonym przez speców od komputerowych role-playów, świecie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potencjał jest bowiem ogromny - cała Galaktyka, ze swoimi znanymi z Gwiezdnej Sagi i sporej ilości autoryzowanych (jak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1B8iPLMZZfs"&gt;KOTOR&lt;/a&gt; I i II) i nieautoryzowanych książek, komiksów i gier planetami, rasami rozumnymi i bezrozumnymi, postaciami charakterystycznymi (&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=xvmZ9SPcTzU"&gt;Yogurth!&lt;/a&gt;) czy wreszcie sprzętem bojowym czeka na wykorzystanie. Do tego twórcy gry - Eelctronic Arts i Bioware, firmy za którymi stoi i doświadczenie i kasa (na odpowiednią oprawę gry i serwery). Wiadomym jest, że rozgrywka nie będzie tak efektowna jak pokazany wyżej filmik, ale już widzę co najmniej setkę pomysłów na zadania główne i poboczne, czy wreszcie na rzemiosło i zwykłe ludyczne gry i zabawy, tak kochane przez graczy MMORPG. Przykłady? Ot, choćby jazda na Banthach, wyścigi &lt;a href="http://starwars.wikia.com/wiki/Podracing"&gt;podracerów&lt;/a&gt;, misje polegające na przechwytywaniu &lt;a href="http://starwars.wikia.com/wiki/All_Terrain_Scout_Transport"&gt;AT-ST&lt;/a&gt; czy chociażby rajdy (a jak!) na nieprzyjacielski (Imperialny bądź Republikański) &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=JeMYkLxc8Y8"&gt;Gwiezdny Niszczyciel&lt;/a&gt;. Bo czym w gruncie rzeczy różni się machanie mieczem od machania mieczem świetlnym, strzelanie z łuku od używania blasterów a magia od użycia Mocy bądź odpowiedniej technologii (jak np. bounty hunter w zamieszczonym wyżej trailerze). Nagrzewam się na tę grę straszliwie (a wszystko przez ten cholerny filmik, dawno nie miałem ciarek na plecach oglądając trailer gry!), mając jednocześnie nadzieję, że EA weźmie pod uwagę to, co zaważyło na połowicznym jedynie sukcesie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=JglnSrfJtyQ"&gt;Warhammera Online&lt;/a&gt; (kolejne uniwersum ze świetnym potencjałem, nieco zmarnowanym przez nie do końca udane spojrzenie twórców na samą rozgrywkę). Jak będzie, i czy porzucimy stare, dobre Azeroth dla &lt;a href="http://czytelnia.tanuki.pl/img/odkrywcy.jpg"&gt;odkrywania nowych światów&lt;/a&gt; - czas pokaże.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-2738268568719826046?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/2738268568719826046/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=2738268568719826046' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/2738268568719826046'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/2738268568719826046'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/04/czarne-chmury-nad-stara-republika.html' title='Czarne chmury nad Starą Republiką'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-6363768139994591441</id><published>2010-04-06T12:10:00.007+02:00</published><updated>2010-04-06T16:19:03.602+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><title type='text'>Jak to dobrze być wąpierzem...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Nocarz, to ma klawe życie&lt;br /&gt;oraz wyżywienie klawe&lt;br /&gt;Przede wszystkim już o świcie&lt;br /&gt;dają mu do łóżka kawę&lt;br /&gt;A do kawy jajecznicę.&lt;br /&gt;A jak już podeżre zdrowo,&lt;br /&gt;to przynoszą mu w lektyce&lt;br /&gt;Bardzo fajną nocarzową (...)&lt;br /&gt;Po obiedzie złota cytra&lt;br /&gt;Gra prześliczną melodyjkę,&lt;br /&gt;Nocarz bierze z szafy litra&lt;br /&gt;I odbija gnatem szyjkę.&lt;br /&gt;Sam popije - starej niańce&lt;br /&gt;Da pociągnąć dla ochoty.&lt;br /&gt;A kiedy już jest na bańce,&lt;br /&gt;To wymyśla różne psoty&lt;br /&gt;Potem ciotkę otruć każe&lt;br /&gt;Albo cichcem zakłuć stryjca...&lt;br /&gt;...dobrze, dobrze być nocarzem,&lt;br /&gt;Choć to świnia.&lt;br /&gt;... i krwiopijca! &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;span style="font-size:85%;"&gt;Andrzej Waligórski, 'Cysorz', wersja niezbyt dokładna ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;object width="640" height="505"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/_bSgGl3NdKE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/_bSgGl3NdKE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="505"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dawno już nie czytałem dobrej książki o wąpierzach. Nie takiej, w której wampir występuje jako postać drugoplanowa, ani takiej, w której wampiry współistnieją z całą resztą fantastycznej czeredki - wilkołakami, strzygami czy utopcami, jeno czystej, nieskażonej myśleniem, wampirzej opowieści. I nagle w me łapki trafiła trylogia &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Magdalena_Kozak_%28pisarka%29"&gt;Magdy Kozak&lt;/a&gt;, traktująca o losach Vespera - 'Nocarz', 'Renegat' i 'Nikt'.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Vesper"&gt;Vespera&lt;/a&gt; poznajemy, gdy jest jeszcze człowiekiem, którego życiową szansą jest praca w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Szybko okazuje się, że jeden z wydziałów ABW jest jedynie przykrywką dla wampirzej międzynarodówki, trwającej na straży kruchego Przymierza między ludźmi a wampirami. Bohater pozwala się przemienić, przez co uzyskuje komplet 'supermocy', takich jak nadludzka siła, wytrzymałość, zdolność latania czy telekinezy, wraz z zaimplementowanym w pakiecie apetytem na ludzką posokę. Vesper szybko daje się wplątać w intrygę między skonfliktowanymi wampirzymi stronnictwami, która to intryga, obfitując w rozmaite, acz przewidywalne zwroty akcji, ciągnie się przez jakiś tysiąc stron wspomnianych trzech tomów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeba przyznać, że Magda Kozak, autorka sagi, pisze bardzo po męsku. Bardzo zwięźle, konkretnie, koncentrując się często na elementach, które przyciągają &lt;s&gt;małoletniego&lt;/s&gt; męskiego czytelnika. Język, którego używa, leje miód na serce domorosłych militarystów, którzy wiedzą czym się różni &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Karabinek_wz._88_Tantal"&gt;Tantal&lt;/a&gt; od &lt;a href="http://www.militech.sownet.pl/plxxi/_plxxi_22.jpg"&gt;Onyksu&lt;/a&gt;, a &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/MAC-10"&gt;M10&lt;/a&gt; od &lt;a href="http://www.mpo.com.pl/index/"&gt;MPO&lt;/a&gt;. Do tego wydarzenia następują dość szybko jedno za drugim - akcja goni akcję, eksplozja wybuch, a wszystko przesiąknięte jest zapachem &lt;s&gt;siarki&lt;/s&gt; ładunku miotającego. Całość czyta się wybornie, lecz po lekturze zbyt wiele w głowie nie zostaje. Ot, czytadło do poduszki.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat wampirów w 'Nocarzu' wpisuje się we współczesne kanony i obficie nawiązuje do innych  krwiopijczych światów znanych w popkulturze. Powieściowe wąpierze to nie samotnicy, ukryci gdzieś w kryptach i wychodzący po zmierzchu na łowy, ale całe społeczności, uporządkowane wedle zmodyfikowanych prawideł &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Wampir:_Maskarada"&gt;Maskarady&lt;/a&gt;. Na samym szczycie stoi &lt;s&gt;Kain&lt;/s&gt; &lt;s&gt;Przedwieczny&lt;/s&gt; Ukryty, pogrążony w letargu, z którego może wybudzić go jedynie Wampirzy Lord, i tylko w sprawie najwyższej wagi (podobnie jak w filmowej sadze '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=XWYYIhElJsw"&gt;Underworld&lt;/a&gt;').  Niżej, na czele klanów stoją Lordowie, z których każdy dysponuje potężną Mocą. Nie można oprzeć się wrażeniu, że są niemalże wszechwładni, jak znani z &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Night_Watch_%28Russian_novel%29"&gt;cyklu o Patrolach&lt;/a&gt; Siergieja Łukjanienki Heser z Zawulonem, i podobnie jak oni, snują swoje intrygi na wielu poziomach i bardzo długofalowo. Jeszcze niżej - zwykłe wampiry, a poniżej - karma, czyli ludzie. My wszyscy, znaczy się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie jestem specem od wampirów. Nie czytałem nawet 'Zmierzchu' i nie oglądałem wampirzych tasiemców typu 'True Blood'. Dlatego nie jestem w stanie wyłapać wszystkich nawiązań do popkultury, jednak czuję, że oprócz tych dwóch dominujących (Patrole i Underworld) jest ich jeszcze sporo. Podobieństw do prozy Łukjanienki wyłapałem zresztą najwięcej - podobnie jak u niego poruszane są tematy moralności i podawane są tematy muzyczne (cała plejada dyżurnych mrocznych wykonawców, z Depeche Mode i &lt;a href="http://nonsensopedia.wikia.pl/wiki/Nightwish"&gt;Nachtwunschem&lt;/a&gt; na czele, ale smaczkiem dla militarystów jest np. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=H4MbzbrRVps"&gt;Lyube&lt;/a&gt;).  Dlatego z mojej strony autorka dostaje minusa, za brak indywidualnego pomysłu. Z drugiej strony jednak wykreowany przez nią świat jest idealny dla potrzeb sagi - i bardzo otwarty (przykładowo czwarta część może zacząć się stwierdzeniem: "Nigdy dotąd nie mieliśmy problemów z wilkołakami/kotołakami/świniopasami" i wprowadzić do gry nową stronę konfliktu). Jeszcze jedna sprawa, która irytowała mnie niezmiernie podczas lektury, to traktowanie wampirzego Daru jako kolejnego gadżetu, który szybko staje się niezbędny (widać to zwłaszcza w rozważaniach głównego bohatera otwarcie przyznającego, że nie potrafiłby żyć jako słaby człowiek, gdy posmakował potęgi wampira). Do tego traktowanie - zwłaszcza w późniejszych częściach - ludzi wyłącznie jako pokarmu, przy jednoczesnej próbie usprawiedliwiania się ("spuszczamy krew z mętów - pijaków, bandytów, zwyczajnych ludzi zostawiając w spokoju") jest i mocno niesmaczne, i niedopracowane fabularnie (przy założeniu, że  nierafinowana krew działa jak narkotyk).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W mej ocenie tryptyk o Vesperze jest cyklem na jeden dzień - tyle czasu z prozą Magdy Kozak spędziła Najlepsza z Najlepszych, i tyle czasu spędziłbym ja, gdyby nie to, że połówkę ostatniego tomu zostawiłem sobie na deser, przedkładając pobyt w Azeroth nad lekturę. Czyta się to fajnie, akcja przykuwa czytelnika. Jednak później w głowie prawie nic nie zostaje - może poza jakimś fajnym motywem czy &lt;a href="http://www.przyrodapolska.pl/luty03/cichowaz.html"&gt;śliczną nazwą własną&lt;/a&gt;. Osobiście potraktowałem ten cykl jako odskocznię od &lt;span style="font-style: italic;"&gt;zaangażowanej&lt;/span&gt; prozy, jaką ostatnio zgłębiałem, i przez to 'nocarze' zyskały w moich oczach. Po raz kolejny, kończąc lekturę, miałem wrażenie, że książki te trafiły w moje ręce o jakieś 15 lat za późno. Szkoda.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na koniec jeszcze wspomnę tylko o Bardzo Fajnej Rzeczy - autorka utrzymuje stały kontakt z czytelnikami na &lt;a href="http://www.nocarz.pl/"&gt;swojej stronie internetowej&lt;/a&gt;, na której można poczytać także inne jej prace (jak choćby &lt;a href="http://www.nocarz.pl/96/madzik_nuda"&gt;cykl o smoczycy Paskudzie&lt;/a&gt;). Udało jej się też stworzyć coś w rodzaju paramilitarnego fanklubu, który dosyć mocno się udziela - nie tylko w sieci (min. dzięki nim powstał umieszczony wyżej clip do piosenki zespołu Closterkeller). Jak widać - jej proza rzeczywiście inspiruje, co Fajną Rzeczą Jest.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Nie byłbym chyba sobą, gdybym nie wspomniał o udziale Anji O.  w promocji książek pani Kozak. Jej opinię na temat 'Nocarza' można usłyszeć i zobaczyć na &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=z-6rphCvYU4"&gt;YouTube&lt;/a&gt;, a dykteryjkę o koncercie z udziałem renegatów i nocarzy można przeczytać w wywiadzie opublikowanym w drugim numerze '&lt;a href="http://www.lsnienie.com/"&gt;Lśnienia&lt;/a&gt;'. Niby nic, ale coś mi się zdaje, że zarówno '&lt;span style="font-style: italic;"&gt;nocarze&lt;/span&gt;', jak i '&lt;span style="font-style: italic;"&gt;podnóżki&lt;/span&gt;' rekrutują się wśród podobnego grona fascynatów i ... fanatyków. Czas pokaże, czy mam rację, czy jestem po prostu uprzedzony...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-6363768139994591441?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/6363768139994591441/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=6363768139994591441' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6363768139994591441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6363768139994591441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/04/jak-dobrze-byc-wapierzem.html' title='Jak to dobrze być wąpierzem...'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-1558288360687147557</id><published>2010-03-30T12:34:00.005+02:00</published><updated>2010-03-30T15:07:51.389+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na bakier z rozsądkiem'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gdzie są filmy z tamtych lat'/><title type='text'>Boccaccio w rytmie hip-hopu.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak przekonać dzisiejszą młodzież, wychowaną na filmach akcji i grach komputerowych, do sięgnięcia po klasykę? Najprościej jest opowiedzieć historię dość luźno nawiązującą do owej klasyki, dodać kilka gagów, koniecznie sporo &lt;a href="http://sexyhotbeauty.com/babe2/kate-groombridge-virgin-territory-5.jpg"&gt;cycków&lt;/a&gt; i wmieszać w to wszystko troszkę odniesień do dnia dzisiejszego. W ten, niezbyt wyszukany sposób, powstał film Davida Lelanda 'Virgin Territory', który nasi wspaniali tłumacze przerobili na 'Dekameron'.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="640" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/fMECUXfUNSM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/fMECUXfUNSM&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="640" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;W skrócie: młody &lt;a href="http://lh5.ggpht.com/thietvm/R9FdnWqKSsI/AAAAAAAAAEU/phk8pxhsVJg/saberwiki%20swcreators%20anakin_skywalker%20anakinskywalker.jpg"&gt;Anakin Skywalker&lt;/a&gt; przybywa do miasta, w którym żelazną ręką rządzi Lord Sith de la Ratta. Poznaje tam &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=YwNqrNYDXxs"&gt;Pampineę&lt;/a&gt;, świeżo osieroconą dziedziczkę miejscowej fortuny. Pannom w owym mieście, ewidentnie z powodu panującej w nim zarazy, rzuciły się na mózg dziwne pomysły. I tak &lt;a href="http://gfx.filmweb.pl/ph/13/36/191336/150033.1.jpg"&gt;Simona&lt;/a&gt;, najbliższa przyjaciółka Pampinei, dręczy swojego narzeczonego okrutnie, skazując go na męczarnie życia w cnocie. Pampinea zaś, mogąca wybierać między dumnym Lordem Sith a przybyłym z odległej prowincji młodym Jedi, Dimitrijem Wiaczesławem Aleksandrowiczem &lt;a href="http://histmag.org/grafika/articles/uczniowie_dzierzynskiego/dzierzynski.jpg"&gt;Dzierżyńskim&lt;/a&gt;, pierworodnym (i zarazem jedynym) synem Aleksandra Piotra Abramowicza Dzierżyńskiego, obdarza uczuciem Anakina, który nie dość, że zapomina o czekającej gdzieś na Coruscant Padme, to jeszcze w wyniku spisku Sithów musi nająć się jako ogrodnik w miejscowym, żeńskim klasztorze. Mniszki nudząc się okrutnie traktują Anakina jako własną maskotkę i wykorzystują jego &lt;a href="http://www.nitrovideo.com/moviedb/virgin_territory/images/SColloca-CGensini-VirgTerr.jpg"&gt;wrodzone umiejętności&lt;/a&gt;. Pampinea, która trafia przypadkiem do klasztoru, ratuje Anakina od okrutnego losu, sama jednak musi poświęcić swoje życie w ofierze Mrocznemu Lordowi de la Ratta.  W międzyczasie poznajemy losy Simony, która natrafiając w lesie na słodko pląsających w rytm hip hopu Cyganów zostaje porwana i uwięziona. W niewoli odkrywa własną seksualność i wykorzystując słabość mężczyzn do porównywania długości własnych przyrodzeń wydostaje się ratując przy okazji swego narzeczonego i resztę przyjaciół. Wnet następuje &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=HjYTKwp5GyA"&gt;scena finałowa&lt;/a&gt;, w której Anakin wspólnie z Dimitrijem Wiaczesławem Aleksandrowiczem Dzierżyńskim, pierworodnym synem Aleksandra Piotra Abramowicza Dzierżyńskiego (który oprócz syna spłodził jeszcze dziewięć córek), wybawiają Pampineę z opresji a Lord Sith zostaje pokonany dzięki odkryciu jego słabości - lęku wysokości. Anakin już ma wracać do Padme, na Coruscant, gdy Pampinea rzuca na niego urok, dzięki czemu Jedi zapomina o swojej misji ocalenia Galaktyki i zostaje z oblubienicą. Nie staje się przez to Darthem Vaderem, nie płodzi Luke'a i Lei, a senator Palpatine bez przeszkód przez resztę życia włada Imperium, zostawiając je po swojej śmierci swojemu Padawanowi, Hrabiemu Dooku. Jak widać wszystko kończy się dobrze, wszyscy są zadowoleni - nawet Dimitrij Wiaczesław Aleksandrowicz Dzierżyński, pierworodny syn Aleksandra Piotra Abramowicza Dzierżyńskiego, który znajduje &lt;a href="http://m.blog.hu/ce/celebvids/image/Kate_Groombridge-Virgin_Territory-1.jpg"&gt;prawdziwą miłość&lt;/a&gt;, i &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=620KiUeMKe4"&gt;fałszywy ksiądz&lt;/a&gt;, który najmuje się po wszystkim jako ogrodnik w miejscowym, żeńskim klasztorze. Padme co prawda najpierw pała straszliwym gniewem i chce urwać Anakinowi źródło Mocy, lecz szybko znajduje ukojenie w ramionach &lt;a href="http://starwars.mytopix.com/img/p/poggle_the_lesser-0.jpg"&gt;Poggla Mniejszego&lt;/a&gt;, z którym zakłada rój i staje się Królową - Matką.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czegóż więc możemy dowiedzieć się dzięki temu arcydziełu sztuki filmowej? Między innymi tego, że już Boccaccio wiedział o trwającej wojnie między Jedi i Sith, tego, że Cyganie mieszkają w Tunezji, i że Dzierżyński jest jednym z bohaterów Decameronu. Przeciętny nastolatek, zamiast po książkę sięgnie po film, i później na sprawdzianie napisze, że dzieło to traktuje o seksie, pojedynkach na miecze i nierządzie w kościele katolickim. Nie mój to jednak problem, film równie dobrze może sprawić, że ów nastolatek sięgnie jednak po książkę, i męcząc się straszliwie przebrnie przez 100 opowieści Boccaccia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie się film podobał, sporo (niezbyt wyszukanego) zabawnego humoru sytuacyjnego i kilka naprawdę fajnych gagów sprawiło, że bawiłem się dobrze. Poza tym - ten film cyckami stoi i już nawet dla nich warto spędzić te 90 minut z Anakinem i jego nowymi przyjaciółmi. No i jest scena z krową. Zwłaszcza scena z krową.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chętnym jeszcze tylko napiszę, że w miesiącu kwietniu HBO wyświetli go jeszcze trzykrotnie - wieczorami 6go, 24go i 29go.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Wszystkie cycki, które pojawiły się w tekście, występują w opisywanym wyżej filmie. Żaden cycek nie ucierpiał ani przy kręceniu filmu ani przy pisaniu powyższej notki. Najgorzej na tej całej historii wyszła krowa, która na skutek odniesionego szoku przestała dawać mleko i musiała się poddać długiej psychoterapii.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-1558288360687147557?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/1558288360687147557/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=1558288360687147557' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1558288360687147557'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1558288360687147557'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/03/boccaccio-w-rytmie-hip-hopu.html' title='Boccaccio w rytmie hip-hopu.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-7183700563297718553</id><published>2010-03-25T13:32:00.007+01:00</published><updated>2010-03-25T19:23:34.348+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Gdzie są filmy z tamtych lat'/><title type='text'>W króliczej norze...</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.doobybrain.com/wp-content/uploads/2009/07/alice-in-wonderland-trailer.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 600px; height: 326px;" src="http://www.doobybrain.com/wp-content/uploads/2009/07/alice-in-wonderland-trailer.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;... &lt;/span&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.youtube.com/watch?v=BSNYfXrV28o"&gt;Z głębi ran&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, w blasku hord, idzie DżaberZwierz - okrutny... &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z wielką ciekawością śledziłem pojawiające się w sieci informacje dotyczące nowego filmu Tima Burtona - &lt;a href="http://www.disney.pl/DisneyMovies/alicja/"&gt;Alicji w Krainie Czarów&lt;/a&gt;. Prezentowane fotosy z filmu po raz kolejny pozwoliły wierzyć, że wizjonerski styl, jaki znamy z wcześniejszych produkcji Burtona, zostanie utrzymany, zaś sam film okaże się majstersztykiem. Z takich czy innych powodów nie dane mi było zobaczyć filmu bezpośrednio po premierze, lecz gdy wreszcie udało się nam dotrzeć do kina - absolutnie nie żałowałem, gdyż sala świeciła pustkami, przez co można było poświęcić się rozrywce bez zakłóceń w stylu siorbiącej, szeleszczącej i chrupiącej publiczności. Wybraliśmy rzecz jasna wersję 3D z napisami, by czerpać radochę z łamania języka przez Deppa czy lekko nieobecnego głosu &lt;a href="http://img651.imageshack.us/img651/1816/alanrickmandiehard1i.jpg"&gt;Alana Rickmana&lt;/a&gt;, obsadzonego tym razem w roli &lt;a href="http://www.ebroadcast.com.au/enews/meet_the_characters/Absolem-The-Caterpillar-040210.html"&gt;niebieskiej gąsienicy&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.youtube.com/watch?v=-N83nV2fSh8"&gt;Szyderca&lt;/a&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;, szyderca... Chcieli mnie ściąć!&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jaki jest ten film? Już na początku lekkie zdziwienie, że plansza tytułowa głosiła, że tytuł filmu brzmi 'Alice in Wonderland', a nie 'Tim Burton's Alice in Wonderland'. Jak się okazało, zupełnie słusznie, gdyż moim zdaniem wytwórnia (Walt Disney Pictures) ułagodziła i przytemperowała nieco &lt;s&gt;demoniczne&lt;/s&gt; ekscentryczne wizje reżysera. Choć trzeba przyznać, że są sceny (no, może &lt;a href="http://www.mtv.com/movies/photos/a/alice_in_wonderland_trailer_090724/09_alice_in_wonderland.jpg"&gt;jedna&lt;/a&gt; czy dwie), które uzasadniają znaczek &lt;a href="http://info.sonicretro.org/images/thumb/e/ec/Pegi_12.svg/600px-Pegi_12.svg.png"&gt;PEGI +12&lt;/a&gt;. Film to feeria barw i kolorów - dużo bardziej subtelna i mniej dynamiczna niż opisywany gdzieś niżej &lt;a href="http://buphallo.blogspot.com/2010/01/co-siedziao-w-puszce-pandorry.html"&gt;Avatar&lt;/a&gt;, no i dużo bardziej mroczna - to znak szczególny Burtona. Scenografia jest iście bajkowa i dopieszczona pod każdym względem. Zamki są odpowiednio bogate i wystylizowane, lasy - przerażające, a &lt;a href="http://www.wired.com/images_blogs/underwire/2010/01/underland_670.jpg"&gt;Grzybowy Kącik Absolema&lt;/a&gt; jest mocno... psychodeliczny. To samo można powiedzieć o kostiumach, a specyficznego smaczku dodają szczegóły (takie jak na przykład nietoperze trzymające żyrandol ze świecami, których bym nawet nie zauważył, gdyby Kobieta Mego Życia mi ich nie pokazała, czy 'żywe' meble albo przepaska na oku Waleta Pik). Również bohaterowie są bardzo wyraziści, wręcz przerysowani, lecz jednocześnie niesłychanie sympatyczni. Z całej ich plejady bardzo szybko można wybrać &lt;a href="http://www.wired.com/images_blogs/underwire/2010/01/march-hare_670.jpg"&gt;własnego faworyta&lt;/a&gt;, którego każde pojawienie się na ekranie będzie budziło uśmiech widza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Daję Ci &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=nQffW8-S_Fk"&gt;właściwy klucz...&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Paradoksalnie, opowiedziana przez Burtona historia nie jest dokładną adaptacją powieści Carrolla, jeno swoistą interpretacją, czerpiącą garściami ze specyficznego słownictwa (zaczerpniętego m.in. z &lt;a href="http://home.agh.edu.pl/%7Eszymon/jabberwocky.shtml"&gt;wierszyka o Dżabersmoku&lt;/a&gt;) i pewnej pokrętnej logiki, jaką obdarzone jest to dzieło. Bez podstawowej znajomości '&lt;a href="http://www.motifake.com/image/demotivational-poster/0809/alice-in-wonderland-cubby-demotivational-poster-1222790246.jpg"&gt;Alicji&lt;/a&gt;' Carroll'a nie odnajdziemy tych wszystkich smaczków i haczyków, o które postarali się scenarzyści, lecz  z drugiej strony, jeśli idąc do kina oczekiwać będziemy wiernego odtworzenia historii, to srodze się zawiedziemy. Jednak jest to film osadzony mocno we współczesnej kinematografii, dzięki której podkręcono mocno dynamizm opowieści, wzbogacono ją o kilka punktów kulminacyjnych (w tym tradycyjne &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=1RFvAeSJgjc"&gt;Starcie Antagonistów&lt;/a&gt;) i wiele robiących wrażenie efektów specjalnych (w końcu to też jest film w 3D!). Właśnie, trójwymiar w tej produkcji nie jest wszechobecny, jak w Avatarze, ale raczej dyskretnie uwypuklający to, co się dzieje na ekranie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=USH7mcAVojg"&gt;Okręt&lt;/a&gt; mój płynie dalej...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muszę przyznać, ze wychodząc z kina miałem mieszane uczucia - z jednej strony 'Alicja w Krainie Czarów' jest duuuużo lepszą pozycją niż '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=L_hgrfZVlJA"&gt;Sweeney Todd&lt;/a&gt;' czy '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=jyB4s9eox2o"&gt;Charlie i Fabryka Czekolady&lt;/a&gt;', z drugiej jednak - od wizjonera, jakim bez wątpienia jest Burton, wymaga się rzeczy nietuzinkowych i frapujących. Choć film jest przesiąknięty klimatem, to jednak brakuje mu jakiegoś elementu, który daje się zapamiętać na długo (hmmm... może głos Dżabersmoka? ;) ), za to są elementy czysto komercyjne, obliczone na ściągnięcie publiki do kin (co pewnie jest wymogiem Disneya, a co nie do końca może przynieść zamierzony efekt. Znajome z mojej pracy zgodnie stwierdziły, że mimo, iż ich dzieciom spodobał się bardzo trailer, to do kina ich nie wezmą, bo klimat filmu jest zbyt sugestywny. Czyżby obawiały się, że po seansie ich pociechy &lt;a href="http://i236.photobucket.com/albums/ff198/rockstar382/emo-6.jpg"&gt;ubiorą się na czarno&lt;/a&gt;, zafarbują włosy na rudo, upudrują policzki i zaczną słuchać muzyki emo?). Poza tym nie mogę nie wytknąć dwóch elementów, które mnie rozczarowały. Pierwszy  to sposób poruszania się Białej Królowej, nienaturalny, przywodzący na myśl marionetkę o zardzewiałych stawach. Drugi, który rozczarował mnie najbardziej, to sposób znikania Kota z Cheshire - jako ostatnie, znikały jego oczy. Cóż, nie można mieć wszystkiego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym zdaniem - warto obejrzeć, ale bez nastawiania się na obcowanie z dziełem wybitnym. Raczej wypadałoby potraktować 'Alicję' jako niezobowiązującą rozrywkę mile dopełniającą leniwe niedzielne popołudnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Muzyki do zobrazowania notki użyczył zespół KAT oraz kapele obficie czerpiące z jego twórczości. Nie dlatego, że KAT ma cokolwiek wspólnego z Alicją w Krainie Czarów (choć cytaty wydają się mi dość trafione ;) ), ale dlatego, że już mamy wiosnę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S. Kolejny. Jeśli ktoś ma ochotę, może się zapoznać z inną fajną i nie spoilującą recenzją filmu - o , tutaj, w &lt;a href="http://kawazcynamonem.wordpress.com/2010/03/12/alicja-w-krainie-czarow-2010/"&gt;Kawie z Cynamonem&lt;/a&gt;. :) &lt;span style="font-size:78%;"&gt;Ja na ten przykład nie cierpię cynamonu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-7183700563297718553?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/7183700563297718553/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=7183700563297718553' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/7183700563297718553'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/7183700563297718553'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/03/w-kroliczej-norze.html' title='W króliczej norze...'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-1474801087235567302</id><published>2010-03-17T15:58:00.003+01:00</published><updated>2010-03-17T16:03:57.273+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samo życie'/><title type='text'>Sláinte!</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;... i tym razem nie będzie to notka o &lt;a href="http://www.slainte.art.pl/"&gt;kapeli&lt;/a&gt; ;), ale toast, który dziś powinien rozbrzmiewać jak świat długi i szeroki. Więc na szybko - kufel w dłoń i ... Sláinte!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="480" height="385"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/x-64CaD8GXw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x234900&amp;amp;color2=0x4e9e00"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/x-64CaD8GXw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x234900&amp;amp;color2=0x4e9e00" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="480" height="385"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-1474801087235567302?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/1474801087235567302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=1474801087235567302' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1474801087235567302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1474801087235567302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/03/slainte.html' title='Sláinte!'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-6496851191880533150</id><published>2010-02-24T10:46:00.018+01:00</published><updated>2010-03-03T12:59:29.420+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szef kuchni poleca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na krańcu świata'/><title type='text'>Z warząchwią i kopyścią przez... Kraków</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45FEkTFfXI/AAAAAAAAALU/QLcxeV7_R2A/s1600-h/P1030016.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 709px; height: 420px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45FEkTFfXI/AAAAAAAAALU/QLcxeV7_R2A/s320/P1030016.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444364944303029618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Od lat obiecywaliśmy sobie z Najlepszą z Najlepszych odwiedzenie Krakowa. Bo Kraków to, nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, fajne miasto. Tyle tylko, że... zaraz, jak to? Znów mam się rozpisywać, jak to chcieliśmy, ale okazji nie było? Jak to odległość skutecznie odstraszała nas przed odwiedzinami? Jak to dzielnie marudziłem, tłumaczyłem i groziłem, rysowałem przed oczyma Najlepszej z Najlepszych całą serię katastrof, jak gradobicie, świniobicie i zaćmienie słońca, jakie spadną na nas niechybnie, jeśli tylko stopy swe strudzone na krakowskim bruku postawimy? Nie tym razem :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Tym razem, westchnąwszy głęboko, zakasałem rękawy i wziąłem się za realizację Operacji Garm.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;W drodze.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wiecie, ja to w sumie spokojny człowiek jestem. Jeno nie lubię, jak traktuje mnie się jak ostatniego idiotę, jednocześnie inkasując pieniądze za usługę, której nie wykonuje się porządnie. W skrócie:&lt;br /&gt;- informacje o różnego rodzaju promocjach na PKP są niedostateczne i niespójne, co utrudnia czy wręcz uniemożliwia korzystanie z nich, również pracownicy kolei nie orientują się w aktualnych promocjach;&lt;br /&gt;- jeśli nawet korzysta się z promocji, to potrafi ona być czysto iluzoryczna (oszczędność rzędu 5% ceny biletu);&lt;br /&gt;- wszystkie pociągi się spóźniają '&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=h5aF2CSwNTU"&gt;i co pan nam zrobi&lt;/a&gt;';&lt;br /&gt;- miejsca t&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.dziennik.pl/files/archive/00216/ML080115_008_216278l.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 170px; height: 126px;" src="http://www.dziennik.pl/files/archive/00216/ML080115_008_216278l.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;eoretycznie obok siebie w wagonach typu lotniczego okazują się być nie obok - dobrze, że w ogóle w tym samym wagonie (podczas, gdy na ten przykład druga połowa wagonu stoi pusta);&lt;br /&gt;- pociągami podróżują... cóż, Polacy. Współobywatel potrafi być gorszy od kokluszu, dżumy i opryszczki w jednym.&lt;br /&gt;Żeby w pełni oddać sprawiedliwość przewoźnikowi przyznaję, że bardzo poprawiła się jakość posiłków podawanych w &lt;a href="http://www.wars.pl/"&gt;WARS'ach&lt;/a&gt;. Dawniej strach tam było nawet zamówić kanapkę, teraz bez obawy można zamawiać naleśniki czy schabowego - potrawy te spełniają podstawowe warunki pożywnego posiłku i mimo swojej ceny mogą stanowić pożądaną alternatywę dla przysłowiowego dworcowego kebaba.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Również dzięki &lt;s&gt;niekompetencji&lt;/s&gt; osławionej punktualności PKP udało nam się odwiedzić &lt;a href="http://www.zlotetarasy.pl/najemca/PariPari"&gt;Pari Pari&lt;/a&gt;, czyli jadłodajnię w pewnym znanym centrum handlowym w Warszawie. Muszę przyznać, że jeśli chodzi o knajpy w centrach handlowych, to &lt;a href="http://sercekarczocha.blogspot.com/2009/11/pari-pari.html"&gt;Pari Pari&lt;/a&gt; mieści się w górnych rejonach stanów średnich. Czytaj - prezentuje miły wystrój wnętrza, wabi urozmaiconym menu i pozwala na chwilę relaksu &lt;s&gt;gdy jesteś wściekły z powodu nieplanowanej przerwy w podróży&lt;/s&gt; podczas zakupów. Lekko poirytowało mnie menu, choć dziś jego wspomnienie mnie raczej bawi. Otóż każdy proponowany produkt w menu obdarzany był odpowiednim przymiotnikiem - albo kilkoma. Powstawały więc takie koszmarki jak 'kawałek pysznej chrupiącej bagietki ze świeżutkim masełkiem i soczystym pomidorem, posypanym zieloną aromatyczną bazylią', co w rzeczywistości oznaczało podsuszone pieczywo z odrobiną masła, pomidorem i wspomnieniem po bazylii. Jeśli chodzi o posiłek, to oboje z Najlepszą z Najlepszych zamówiliśmy zestaw porannego głodomora, czyli po kawie i omlecie. I tu ciekawostka - posiłek prezentował się zupełnie inaczej niż ten, który mieliście okazję zauważyć na podlinkowanym wyżej zdjęciu. Omlety okazały się być pieczone w naczyniu żaroodpornym w piecu, i były zdecydowanie niewielkich rozmiarów, choć rzeczywiście były smaczne. Bagietka natomiast była niezbyt jadalna, ale podobny zarzut mógłbym wysunąć do niemalże każdego pieczywa wypiekanego w Stolicy i okolicach. Koniec końców jednak głód został zaspokojony, a fakt, że lokal ten nie spełnił pokładanych w nim przeze mnie nadziei mogę zrzucić na karb autentycznego wkurzenia na PKP &lt;s&gt;oraz iście warszawskiego rachunku, który przyszło nam za śniadanie w Pari Pari zapłacić&lt;/s&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Nocleg.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wiem, jestem burżujem, o czym pewnie i Wy wiecie, jeśli czytaliście moją poprzednią podróżniczą notkę. Dlatego zamiast się powtarzać, wspomnę tylko, że zamiast namiotu ze wspólnym wychodkiem na korytarzu schroniska młodzieżowego bądź akademika zami&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://aff.bstatic.com/images/hotel/org/103/1038517.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 208px; height: 311px;" src="http://aff.bstatic.com/images/hotel/org/103/1038517.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;eszkanego przez &lt;s&gt;troglodytów&lt;/s&gt; &lt;s&gt;wykształciuchów&lt;/s&gt; studentów, wynajęliśmy skromny pokój w &lt;a href="http://www.globtroter-cracow.com/pl_PL/home.html"&gt;Gościnnej Oficynie Globtroter&lt;/a&gt;. Cóż mogę powiedzieć - miejsce to okazało się być po prostu IDEALNE! Choć na początku ciężko było mi trafić tam trafić, (Masz gdzieś zapisany adres Globtrotera? Nie! A numer telefonu? Też nie! Bęcwał!!!!) bo do lokalu kieruje tylko niewielka gablotka na murze, to samo położenie owej oficyny stanowi jej olbrzymi atut. Mieści się bowiem ona w podwórzu, brama zabezpieczona jest domofonem, co sprawia, że nikt obcy na to podwórze nie wejdzie. Jednocześnie jest się odizolowanym od dość głośnej ulicy, co gwarantuje spokój. Podwórze wygląda imponująco - mimo leżącego wszędzie białego puchu można było się poczuć bardzo przytulnie - jak w domu a nie jak w hotelu. Obsługa - idealna. W trakcie rozmowy telefonicznej wyliczyli mi koszt wynajęcia pokoju niezależnie od ceny podanej na stronie ('no to zrobimy promocję' ;) ), przechowali bagaże, gdy już zwolniliśmy pokój ale jeszcze chcieliśmy pochodzić po mieście, przywołali taksówkę, gdy była potrzebna, wypożyczyli suszarkę do włosów, wymieniali używane naczynia na czyste (podczas sprzątania pokoju) czy uzupełniali zapasy cukru, herbaty i kawy. Normalnie obsługi sobie nie mogłem nachwalić. W całym hotelu można korzystać nieodpłatnie z internetu za pomocą Wi-Fi, a jeśli ktoś nie chce tachać ze sobą laptopa - może skorzystać z przeznaczonego dla gości komputera, dzięki któremu ma się kontakt ze światem (choć nie ma się polskich czcionek). Kolejny atut, to odległość od Rynku. Dotarcie do niego piechotą nie zawiera więcej niż pięć minut. I to wszystko za jedyne sto pięćdziesiąt złotych za noc!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Przystawki.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pewnie zaraz zaczniecie się krzywić, że to, co stanowi dla wielu kwintesencję pobytu w Krakowie, czy główny cel wyjazdu, ja określę mianem przystawek. Cóż, Wawel stoi i stać będzie, razem z katedrą, smokiem i zamkowym wzgórzem. Kościoły - Mariacki, Piotra i Pawła czy Klarysek, Sukiennice czy wieża ratusza - to wszystko będzie stało razem z kilometrami ekspozycji muzealnych, Wieliczką czy Oświęcimiem. Oczywistym jest, że warto każde z tych miejsc odwiedzić, każdemu poświęcić choć odrobinę czasu. Sprawdzić, czy aby arrasy na Wawelu nie wypłowiały (wypłowiały, pamiętam je sprzed lat i były zdecydowanie bardziej kolorowe), czy szopki krakowskie wciąż urzekają misternym wykonaniem i feerią barw (urzekają, co więcej stają się coraz bardziej misterne i coraz bardziej błyszczące). Odszukać zaułek, w którym przed laty łapało się życie za rogi, albo - lepiej - znaleźć nowy i zapisać go głęboko w swoim sercu. Rzucić monetę grajkowi, piszącemu ciemną nocą swój &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Prf3Q6ICF90"&gt;List do M.&lt;/a&gt; na Floriańskiej, spróbować krakowskiego precla (kurna! wiedziałem, że o czymś zapomniałem!) czy pożartować z kwiaciarką na Rynku (swoją drogą tamtejsze tulipany są jak Terminator - dwa dni hardkorowej suszy, podróż i po wrzuceniu do świeżej kranówy są jak nowe :) ). Wszystko to gwarantuje Kraków, miasto, którego atmosfera jest absolutnie niepodrabialna i wyjątkowa w skali świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do przystawek mogę także zaliczyć lokale, które odwiedziliśmy, by pozwolić odpocząć strudzonym nogom. Solidne, lecz bez ekstrawagancji. Takie, w których z przyjemnością wypijesz kawę, ale z których wyjdziesz bez żalu i bez obietnicy rychłego powrotu. Pierwszym z nich była &lt;a href="http://kawowy.blogspot.com/2009/02/czas-na-sieste.html"&gt;Cafe Siesta&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45GNk0e7rI/AAAAAAAAALc/ApJkNv3OK-c/s1600-h/P1030030.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45GNk0e7rI/AAAAAAAAALc/ApJkNv3OK-c/s200/P1030030.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444366198573559474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://knajpy.krakow.pl/lokal/47"&gt;Cafe Siesta&lt;/a&gt; leży nieco na uboczu, rzut beretem od &lt;a href="http://knajpy.krakow.pl/lokal/70"&gt;knajpy z najbardziej niesamowitą nazwą,&lt;/a&gt; jaką zobaczyliśmy w Krakowie. Przywitał nas gwar, przyjemne ciepło oraz zakonnice przy deserze. Wielki plakat nieopodal baru poinformował nas, że w razie, gdybyśmy chcieli nabyć katolicki tygodnik 'W Drodze', kawę dostaniemy za złotówkę. I choć przez moment zdawało się nam, że nie znajdziemy wolnych miejsc - udało się nam usiąść i w spokoju zamówić kawę. Kawy zresztą podają w Cafe Siesta rozmaite - z alkoholem i bez, z różnymi syropami i przyprawami, co przyprawiło nas o nielichy zawrót głowy (a mnie skusiło prawie, by zamiast kawy zamówić koktail). Gdy jednak kelnerka - ewidentnie zmęczona - zrealizowała zamówienie, oczom moim ukazała się prawdziwa Góra Śmietanowa na czubku mej filiżanki. Skąd wiedzieli, że bitą śmietanę przedkładam nad nawet najsmaczniejsze lody?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Inne miejsce, które odwiedziliśmy tego samego wieczoru, to osławiona &lt;a href="http://www.piwnicapodbaranami.krakow.pl/"&gt;Piwnica Pod Baranami&lt;/a&gt;. Przyznam się szczerze, że spodziewałem się po niej nie wiadomo czego. Ekskluzywności, cudów - &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje32/pod02.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 177px; height: 257px;" src="http://www.zwoje-scrolls.com/zwoje32/pod02.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;niewidów na ścianach i odetchnięcia tak zwanym klymatem. Zamiast tego wszystkiego dostałem zwykłą knajpę umieszczoną w głębokiej piwnicy, z przykurzonymi ścianami, rozlatującymi się stołami i krzesłami - słowem zwykły pub. Za 'klymat' robiły freski na ścianach, ewidentnie pozostawione przez różne osobistości krakowskiego światka artystowskiego, zdjęcia, przedstawiające najczęściej &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Piotr_Skrzynecki"&gt;Skrzyneckiego&lt;/a&gt; z grupą krewnych i przyjaciół, a także gadżety wiążące się z historią tego miejsca. Kabaret, rzecz jasna, akurat nie występował, a przemiły barman, pełniący równocześnie funkcję miejscowego przewodnika, poinformował nas o konieczności rezerwacji biletów na spektakle z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem. Tenże sam barman, dysponujący nieziemską (i zdaje się, że od jakiegoś już czasu&lt;span style="font-style: italic;"&gt; leczoną&lt;/span&gt;) chrypą i krawatem z wizerunkiem kufla piwa, nalewał rzeczywiście dobre - nie chrzczone - piwo i przygotowywał rozjaśniające w głowie drinki. Na moją sympatię zasłużył także, gdy przy zamówieniu "jeszcze raz to samo" zamiast piwa chwycił flaszę wódki w dłoń, a wyprowadzony z błędu rzekł: "- Przepraszam, ale ta butelka tak mi do pana pasuje..."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nic więc dziwnego, że Pod Baranami zagościliśmy do późnej nocy. Smaczne drinki, miła atmosfera i polski rock (ale nie tylko! również &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=IqdAbnnQm14"&gt;Piosenki Kabaretu Starszych Panów&lt;/a&gt;!) sprawiły, że czas szybko płynął, i nasze żołądki zaczęły domagać się posiłku. Tu pojawił się problem - większość lokali była już zamknięta, również w tych, które według tabliczki na drzwiach miały być czynne,  kuchnie nie przyjmowały zamówień. Cóż robić, niedziela wieczór. Przed koniecznością skorzystania z usług sieciowego giganta spod znaku uśmiechniętego clowna uratowała nas &lt;a href="http://www.cafebotanica.pl/"&gt;Cafe Botanica&lt;/a&gt; i jej niezłe, choć odgrzewane w mikrofali tarty. Trzeba przyznać, że tu wybór potraw - mimo pory - był zadowalający, tarty okazały się być wrzące a porcje całkiem spore. Drinki jednak nie były tak dobre, jak te spod Baranów, co sprawiło, że nie zagrzaliśmy tam miejsca. Jednocześnie zwróciłem uwagę na wystrój lokalu - kute w roślinne motywy metalowe meble, specyficznie stylizowane na egzotyczne kwiaty kinkiety i wieszaki, wyglądające trochę jak &lt;a href="http://www.sirrensculpture.com/wp-content/gallery/commercial/gandalfs-staff.jpg"&gt;laska Gandalfa&lt;/a&gt; a trochę jak gałęzie drzew. Coś w tym wystroju było znajomego, i po dziś dzień nie wiem, czy przypadkiem przed wielu wielu laty nie odwiedziłem tego lokalu, w dawnych, dobrych, licealnych czasach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.cracowonline.com/images/partydir/78.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 221px; height: 146px;" src="http://www.cracowonline.com/images/partydir/78.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Oboje z Najlepszą z Najlepszych lubimy klimaty fantasy. Gdy więc w nasze ręce trafiła ulotka reklamująca pub o swojskiej nazwie &lt;a href="http://www.srodziemie.pl/pub.html"&gt;'Śródziemie',&lt;/a&gt; postanowiliśmy sprawdzić, co też słychać u imć Bagginsa i spółki. Ulotka wspominała też o grach fantasy, jakie odbywają się tam w weekendy i o niepowtarzalnym klimacie. Niestety, ulotka okazała się być chyba odrobinkę zdezaktualizowaną... Klub jest, owszem. Ma wszystko to, czego brakowało warszawskiemu '&lt;a href="http://www.paradox-cafe.pl/"&gt;Paradoxowi&lt;/a&gt;' - duże sale z miejscem do skakania, średniowieczny klimat, sporo płaskorzeźb przedstawiających zamki, dającą się rozpoznać mapę Śródziemia przy wejściu (ta w Paradoxie tylko udawała mapę) oraz całkiem ładną rysowaną mapę nieba na suficie, były nawet tolkienowskie runy i wypchany jastrząb. Nie miało 'Śródziemie' jednak całej reszty - gier, roleplayów, serdecznej atmosfery. No i było przeraźliwie zimno. Zanim więc zmarzliśmy na kość, opuściliśmy lokal, który okazał się być klubem... &lt;a href="http://www.klubpodroznikow.com/relacje/gory/454-qekstremalny-szlak-szarlotek-tatrzaskich-kuby-terakowskiego-q"&gt;podróżniczym&lt;/a&gt;, i udaliśmy się na dalszy podbój nocnego Krakowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnią przystawką na krakowskiej karcie dań, której dane nam było skosztować, była &lt;a href="http://www.jamamichalika.pl/"&gt;Jama Michalika&lt;/a&gt;. Ten lokal, położony na ruchliwej ulicy Floriańskiej, to kawał historii. To tu powstał słynny &lt;a href="http://disney-clipart.com/winnie-the-pooh/Piglet/Piglet-Balloon-green.jpg"&gt;Zielony Balonik&lt;/a&gt;, to także tu, jak chce tradycja, kształtowała się Młoda Polska. Dziś jest to baaardzo klasyczna restauracja i kawiarnia, z obowiązkową szatnią i ciężkimi meblami. Przyznam szczerze, że ceny również do najlżejszych nie należą. Jednak mimo to, skoro mówią na mieście, że nie był w Krakowie ten, kto nie jadł ciasta u Michalika, postanowiliśmy spróbować sernika i orzechowca. I bez kozery mogę stwierdzić, że oba ciasta były rewelacyjne, a sposób ich podania - z odrobiną sałatki owocowej dla przełamania smaku - wzbudził mój autentyczny zachwyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dania Główne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45EdM_zHRI/AAAAAAAAALM/VziTkMFUOZQ/s1600-h/P1020967.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45EdM_zHRI/AAAAAAAAALM/VziTkMFUOZQ/s200/P1020967.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444364268033219858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Przygody z daniami głównymi nie sposób zacząć inaczej niż od położonej tuż przy naszej noclegowni &lt;a href="http://www.polskiejadlo.com.pl/restauracje/klasyka_polska/restauracja/index.html"&gt;'W Starej Kuchni'&lt;/a&gt;. Lokal ten to charakterystyczna dla Krakowa restauracja serwująca przeróżne wariacje na temat kuchni staropolskiej (choć poprzez umieszczenie w menu sporej ilości potraw z ryb dryfująca lekko w stronę kuchni śródziemnomorskiej). Co zatem można znaleźć w karcie? Pierogi, schab, bigos - znana i lubiana przez nas klasyka. Także wnętrza, które niedawno chyba zmieniły swój charakter i imitują atmosferę starej polskiej chaty - za wyjątkiem tzw. sali bibliotecznej, która na przywodzić na myśl dobrze wyposażoną mieszczańską bibliotekę. Wybraliśmy miejsca w sali, która oprócz tradycyjnych w takich miejscach łańcuchów cebul, czosnku i papryki obwieszona była... połciami wędzonej słoniny i boczku, kiełbasami oraz marynowanymi warzywami w szklanych słojach. Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego! Obsługa wydała się nam być całkiem miła, acz bez rewelacji, za to miłym dodatkiem były noszone przez kelnerów tradycyjne - ale nie krakowskie! - stroje. Dosłownie moment po złożeniu zamówienia, aby umilić nam oczekiwanie, przyniesiono nam po podpłomyku - cienkim drożdżowym placku (Najlepsza bąknęła coś o spodzie od pizzy), przyprawionym dość obficie kminkiem i grubą solą. Do podpłomyków podano imponujących rozmiarów maselnicę z masłem czosnkowym, jednak fakt, że placki były nadzwyczaj ciepłe, dość skutecznie utrudniał smarowanie - masło topiło się i spływało po palcach, brodach i wsiąkało w kraciasty obrus. Na przystawkę zamówiliśmy zestaw Czterech Zup Polskich, który, mimo że był przeznaczony dla jednej osoby, z powodzeniem zaspokoił głód nas obojga. Zupy przyniesiono w kokilkach, co umożliwiło nam spoko&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45EEBc7QhI/AAAAAAAAALE/QWEySX65VZg/s1600-h/P1020964.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45EEBc7QhI/AAAAAAAAALE/QWEySX65VZg/s200/P1020964.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444363835437433362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;jne i w miarę kulturalne podzielenie się nimi. Najlepsza z Najlepszych wybrała żurek i barszcz, ja zaś rozprawiłem się z grzybową i jarzynową. Ciekawostką był fakt, ze barszcz był bardzo słodki i jednocześnie pikantny, bardzo odmienny od takich, jakie jadamy na co dzień. Jednak oboje szybko uznaliśmy, iż najpyszniejszą zupą w tym zestawie był żur - mocny i niesłychanie aromatyczny, z solidną porcją jajka i białej kiełbasy. Grzybowa zasłużyła na solidne drugie miejsce &lt;s&gt;mimo że przez cały czas zastanawiałem się, czy nie był dodany do niej wzmacniacz smaku albo zupa grzybowa w proszku&lt;/s&gt;, zaś jarzynowa, z uwagi na zbytnią delikatność i jedynie wspomnienie po brokułach w składzie zamykała stawkę. Zaspokoiliśmy głód już pierwszym daniem, także ze sporym niedowierzaniem powitaliśmy danie główne, &lt;s&gt;czyli pieczonego prosiaka z jabłkiem w ryjku&lt;/s&gt; które wylądowało przed nami na stole. Były to &lt;a href="http://www.witrynawiejska.org.pl/repository/mlyn/Nowe%20kolo%20mlynskie.jpg"&gt;Młyńskie Koła&lt;/a&gt;. W tym miejscu powinniśmy ostrzec Szanownych Czytelników, że dalsze czytanie notki może skutkować napadami &lt;s&gt;padaczki&lt;/s&gt; ślinotoku, niekontrolowanym &lt;s&gt;obrzydzeniem&lt;/s&gt;  uczuciem głodu i chęcią &lt;s&gt;rzucenia tego wszystkiego w cholerę&lt;/s&gt; rzucenia tego wszystkiego w cholerę i natychmiastowego wyjazdu do Krakowa. Otóż Młyńskie Koła nie były, co mogło wynikać z menu, wariacjami na temat babki ziemniaczanej. Potrawa ta to ni mniej ni więcej olbrzymi &lt;s&gt;mogący wykarmić połowę mieszkańców Etiopii, a drugą połowę rozpęknąć z przejedzenia&lt;/s&gt; placek ziemniaczany o rozmiarach dużej pizzy. Na placku tym leżą sobie spokojnie plastry smażonego na patelni wędzonego boczusia, panierowany kotlet schabowy wraz z sosem śmietanowo-czosnkowym oraz kilka plastrów lekko podtopionego mocno wędzonego żółtego sera, dla smaku doprawione arcypyszną konfiturą żurawinową. Przy czym wszystko to stanowi tylko dodatek do samego placka, który był - nie waham się tego powiedzieć - jednym z najpyszniejszych placków ziemniaczanych, jakie kiedykolwiek jadłem. Wszystko w nim było idealne - smak ziemniaków, cebuli i czegoś (niestety nie wpadłem na to - czego) jeszcze, przypieczenie na brzegach, za to miękkość i soczystość w środku... Poezja. Jedynym minusem był fakt, że w menu nie było wzmianki o wielkości dania (choć może jego nazwa miała starczyć za ostrzeżenie) i po wcześniejszym spożyciu podpłomyków i zupy, byliśmy właściwie syci. Szkoda, bo to spowodowało, że wytaczałem się spod 'W Starej Kuchni' z niejasnym przeczuciem, że podskok na wyboju mnie rozpęknie, i absolutnym brakiem miejsca na piwo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kraków jest miastem kosmopolitycznym, gdzie styka się wiele kultur. To tu tuż obok irlandzkiego pubu &lt;a href="http://www.podpapugami.krakow.pl/1152_864p/index.htm"&gt;Pod Papugami&lt;/a&gt; (nastawionego na 100% na klientelę z wysp, co sugerowała ilość telewizorów z zieloną trawą i biegającymi po niej zawodnikami a także wywieszki zachęcające do obejrzenia 'TYLKO DZIŚ!' powtórki transmisji meczu rugby Szkocja - Walia oraz czterech meczy trzeciej ligi angielskiej pod rząd) może istnieć gruzińska restauracja &lt;a href="http://www.chaczapuri.pl/"&gt;Chaczapuri&lt;/a&gt; (a raczej jedna z pięciu jej inkarnacji), sieć fast-foodów &lt;a href="http://www.asiatogo.pl/"&gt;Asia To Go&lt;/a&gt; (że niby gdzie ma iść ta Asia?), ze sto kebabowni (jedna nawet z telewizorem emitującym tańce - brzucha łamańce na wystawie) i pińćset India Shopów (w co drugim - przeceny). Chaczapuri sobie odpuściliśmy - choć oboje gustujemy w gruzińskim winie, to nie mieliśmy nastroju na &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Vt4uZKhMiZg"&gt;gruziński wieczór&lt;/a&gt;. Mieliśmy natomiast chęć na pierogi - a gdzie można znaleźć lepsze ruskie niż &lt;s&gt;w Toruniu?&lt;/s&gt; w restauracji &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.glebiasmaku.pl/__krakow/lokale/51/ukrainska09.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 222px; height: 147px;" src="http://www.glebiasmaku.pl/__krakow/lokale/51/ukrainska09.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ukraińskiej? Trafiliśmy więc do '&lt;a href="http://www.ukrainska.pl/"&gt;Ukraińskiego Smaku&lt;/a&gt;', knajpki ukrytej w głębokiej, średniowiecznej piwnicy przy ulicy Kanoniczej. W takim Poznaniu sama piwnica byłaby warta wyeksponowania, jednakże właściciele lokalu postanowili piwniczny chłód zastąpić ciepłem ukraińskiej chłopskiej chaty, i uczynili to w bardzo prosty sposób, używając pokrytych ludowymi wzorami tkanin pod sufitem. Wystroju dopełnia sącząca się z głośników ukraińska muzyka  ludowa (dość hałaśliwa, jeśli ktoś nie jest uodporniony na tzw. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=83rCoGUKq_Q"&gt;śpiew na krzyku&lt;/a&gt;). Zanim ubrany na ludowo kelner przyniósł półmisek pierogów (tu, odwrotnie niż W Starej Kuchni, porcja przewidziana w menu dla dwóch osób nakarmiłaby raczej jednego głodomora), uraczył nas podpiwkiem i kwasem chlebowym. Napoje te okazały się równie pyszne, co na Litwie, i w niczym nie przypominające tego, co jest dostępne w naszych sklepach, nic więc dziwnego, że szybko poprosiliśmy o repetę, a ja snułem wizje pozostania przy stole do wieczora i ciągłego sączenia kwasu. Czyżby uzależnienie? Danie główne, czyli pierogi, okazały się całkiem smaczne, zupełnie inne niż te toruńskie, za to w czterech różnych wersjach: z kaszą gryczaną &lt;s&gt;i bliżej nieokreślonym 'czymś'&lt;/s&gt;, z mięsem (pyyyycha...), ruskie (również pyyyycha...) i najmniej chyba przekonywujące z kapustą i grzybami.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kontynuując tradycję odwiedzania knajpek odmiennych kulturowo i kosztowania innych kuchni trafiliśmy na krakowski Kazimierz. Spacerując z wolna uliczkami, pełnymi zlodowaciałego śniegu i błota, oglądając biedną, acz na swój sposób intrygującą &lt;s&gt;krakowską Wildę&lt;/s&gt; dzielnicę, szukaliśmy &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45GmWKskMI/AAAAAAAAALk/x2tTk7fAmOU/s1600-h/P1030037.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45GmWKskMI/AAAAAAAAALk/x2tTk7fAmOU/s200/P1030037.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444366624136925378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;miejsca, które mogło zaoferować nam ciepłą strawę &lt;s&gt;i nabranie energii przed nadchodzącym finałem Operacji Garm&lt;/s&gt;. Wałęsając się od synagogi do synagogi, tuż przy starym żydowskim cmentarzu, trafiliśmy na ulicę jak sprzed epoki. Maleńkie sklepiki obwieszczają światu, że tu oto swój poważny sklep ma stolarz Holcer, a tu - studio mody obywatela Szymona Katza. Tyle tylko, że tak naprawdę nie są to sklepiki, a restauracja &lt;a href="http://www.glebiasmaku.pl/krakow/597,Dawno_Dawno_temu_na_Kazimierzu,tekst.html"&gt;'Dawno Temu Na Kazimierzu'&lt;/a&gt;... Restauracja na starcie zyskuje sporo punktów za pomysł, co najmniej drugie tyle za oryginalny wystrój wnętrza - widać miejsca po wyburzonych ściankach działowych między mikroskopijnymi sklepikami, każda z powstałych w ten sposób izb ma zestaw rekwizytów  sprzed lat, przypisanych do profesji fikcyjnego właściciela sklepu. Nieco gorzej z obsługą kelnerską i wyborem dań w karcie - jest jednak na tyle dużo dań egzotycznych, że nie przejmujemy się tym, ale cieszymy z ułatwionego wyboru. Najlepsza z Najlepszych zamawia wątróbkę z borowikami, jak się później okaże, zacny to był wybór, a połączenie tych dwóch smaków naprawdę robiło wrażenie. Ja idę jeszcze dalej. Zamawiam &lt;a href="http://miastoczarodzieji.blog.onet.pl/rozdzial-5-Wilkozjawa-powraca,2,ID340992885,n"&gt;Kolahorę&lt;/a&gt; i &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Czulent"&gt;Czulent&lt;/a&gt; - czyli czosnkową zupę z estragonem, bardzo łagodną i aksamitną w smaku, i potrawę z fasoli, fasoli, chyba mięsa i fasoli. Zupa podbiła moje serce, z czulentem było już gorzej - zdecydowanie przydał się tu świeży czosnek rozgnieciony z oliwą przyniesiony przez kelnerkę. Tylko po zaostrzeniu w ten sposób smaku można było spożyć ten intrygujący w sumie posiłek. Trochę szkoda, bo później zestaw czosnek, fasola i piwo okazał się zabójczy dla mojej wątroby. A właśnie! Piwo! Zamówiłem grzane piwo uprzednio dopytując się, jak jest przygotowywane, i dostałem klasyka - mikrofalowy twór z wrzuconymi goździkami i garścią cynamonu sypniętą na pianę (którą to pianę musiałem w ekspresowym tempie ratować przed wychlupnięciem z kufla). Najlepsza z Najlepszych po zamówieniu grzańca galicyjskiego także dostała klasyka. Tak, tego &lt;a href="http://www.winka.net/image/etykiety/grzaniec-galicyjski-320.jpg"&gt;klasyka z kartonika&lt;/a&gt;. Dlatego też &lt;a href="http://krakow.gazeta.pl/krakow/1,87945,5065718.html"&gt;'Dawno Temu na Kazimierzu&lt;/a&gt;' plusuje za wygląd i pomysł, a minusuje za rzeczy najważniejsze - czyli kuchnię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnie odwiedzone przez nas restauracje muszę rozpatrywać jako całość - po pierwsze, choć &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://daleko.blox.pl/resource/F008MiodMalina.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 212px; height: 139px;" src="http://daleko.blox.pl/resource/F008MiodMalina.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;urządzono je w różniącym się, acz podobnym stylu, to należą do jednego właściciela. Po drugie - nie trafiliśmy do nich na pełen posiłek, a na śniadanie, czy wczesny lunch, co może dość znacząco odbiegać od standardów obiadowych reprezentowanych przez dany lokal. Te knajpki, to mieszczące się przy Trakcie Królewskim '&lt;a href="http://www.marmoladarestauracja.pl/"&gt;Marmolada&lt;/a&gt;' i '&lt;a href="http://www.miodmalina.pl/"&gt;Miód Malina&lt;/a&gt;'. Obydwie urządzone w drewnie i pastelach, w obydwu uwagę zwraca słomiany żyrandol z powplatanymi sztucznymi makami (w 'Miód Malinie') i truskawkami (w 'Marmoladzie'). To, co różni te lokale, to drobiazgi robiące wrażenie na gościach, jak świeże tulipany i genialna obsługa kelnerska w 'Miód Malinie' i śliczne, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;rozkwitające&lt;/span&gt; świeczki i piec chlebowy w 'Marmoladzie'. W tym ostatnim lokalu spróbowaliśmy zestawów śniadaniowych - Najlepsza z Najlepszych zamówiła omleta z serem, pieczarkami i &lt;s&gt;śladową ilością szynki&lt;/s&gt; szynką, ja - jajecznicę ze szczypiorkiem i twarożek. Przyznam szczerze, że śniadania były smaczne, acz niezbyt sycące (twarożku była podana stołowa łyżka, nie więcej). Do tego sporo czasu zajęło ich przygotowanie. Mimo to, podana kawa potrafiła zrobić wrażenie, dlatego całkiem mile wspominam śniadanie w 'Marmoladzie'. Wczesny lunch w 'Miód Malinie' - ooo, to co innego. Pierożki z twarogiem i słodzoną kwaśną śmietanką - palce lizać &lt;s&gt;i obgryzać, he he&lt;/s&gt;. Bruchetta &lt;a href="http://ipscasagrande.interfree.it/ternieuropa/2dricette/images/porchetta5.jpg"&gt;&lt;s&gt;porchetta&lt;/s&gt;&lt;/a&gt; z serkiem śmietanowym i szynką parmeńską na ciepło - niebo w gębie. Także białe wino, choć ponoć stołowe, podbiło moje serce bukietem i smakiem. Rewelacja, serdecznie polecam, co więcej - na pewno kiedyś tam wrócę. Choćby dla wina. Śmieszna sytuacja pojawiła się, kiedy skuszony aromatycznym zapachem poczęstowałem się kawałkiem bruchetty żony - w moment przy stoliku był kelner, pytając czy wszystko w porządku i czy przypadkiem nie pomylił zamówień. Zmieszany wyznałem, ze po prostu jest to efekt łakomstwa i chciałem spróbować, co też pysznego wylądowało na talerzu Najlepszej z Najlepszych. Uspokoiło go to, a ja do dziś się zastanawiam, czy nie popełniłem jakiegoś okropnego gastronomicznego faux pas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Specjalność zakładu.&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Specjalnością zakładu nie mogło być nic innego, jak ostateczny powód naszej wizyty w Krakowie. Operacja Garm, czyli pierwszy jak do tej pory koncert Christophera Rygga z kolegami na polskiej ziemi. Ulver, proszę państwa! Wiadomość, że zagrają w klubie Studio, zelektryzowała nas jak mało która, i postanowiliśmy odbyć całą tę podróż (choć bliżej byłoby pewnie do Berlina), aby zanużyć się w dźwiękach serwowanych przez Norwegów. I było warto!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Najpierw, jak zwykle spóźnieni, trafiliśmy na bardzo kameralnego before'a do małego studenckiego klubu Filutek, położonego w akademiku o tej samej nazwie gdzieś na miasteczku studenckim Akademii Górniczo-Hutniczej. Klub, to jedna sala z barem, drewnianymi ławami i to wszystko. Tę studencką przaśność nadrabia jednak iście studenckimi cenami (szklanica porządnego ginu z tonikiem tańsza od 0,5 l Żywca w knajpie przy rynku!) i sympatycznymi barmankami. Muzyka, nawet jeśli jakaś leciała, ginęła w gwarze rozmów. Było miło, jednak dało się odczuć atmosferę nerwowego oczekiwania. Co zagrają? Ile zagrają? Jak będzie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejka przed Studiem. W tłumie co i rusz pojawiają się znajome (choćby tylko z widzenia) twarze. Wejście przebiega szybko i bez problemów, desant na wolny stolik - także. Metoda omijania kolejki do szatni 'na bezczela' sprawdza się jak zawsze znakomicie. Piwo - drogie, lane tylko do plastikowych kufli 0,4 l. Drinki - tylko te butelkowane z oferty Bacardi/Smirnoff. Słabo, ale nie na degustację tu dziś przyszliśmy. Nerwy, nerwy... Już mieli zacząć grać!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wreszcie są! Warszawiacy z 'Tides From Nebula', ja między innymi dla nich tu jestem, pędzę pod scenę. Najlepsza z Najlepszych - woli słuchać ich zza stolika i sączyć &lt;s&gt;pącze&lt;/s&gt;. Koncert wgniótł mnie w ziemię. Zagrali chyba wszystko, czego mógłbym sobie życzyć, w tym genialny 'Purr'. Widać, że granie sprawia im &lt;s&gt;jeszcze&lt;/s&gt; frajdę, widać, ze żyją muzyką i grają emocjami. Fantastycznie, choć bardzo króciutko w sumie. Na moment ściągam Najlepszą pod scenę, ale Ona chyba nie czuje tej muzyki. &lt;s&gt;Na razie. Przekonała się do Scootera, to i do Tides'ów się przekona! Wystarczy tylko puszczać ich często... i głośno!&lt;/s&gt; Na koniec podziękowania - dla orgów, dla headlinera - i dla fanów &lt;s&gt;czyli dla mnie!&lt;/s&gt;, którym w większości się podobało.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Bx9rrXvqBH8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Bx9rrXvqBH8&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Przerwa na uzupełnienie elektrolitów, a tu na sali mrok, czarne świece i znicze na ołtarzu. A za nim - postać w czarnym habicie, sycząca niezrozumiale do mikrofonu. Tak, nie mylicie się. Kvlt.  To &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Attila_Csihar"&gt;Attlia Csihar&lt;/a&gt; i jego nowy pomysł - Void ov Voices. W dużym skrócie - muzyka rytualna, tworzona podczas impresji absolutnie na żywo (przez co każdy występ jest nietuzinkowy i inny od poprzednich!). Czyli Mr. Attila rejestrujący na żywo swój wokal, zniekształcający go (poprzez np. puszczenie od tyłu), dodający w ten sam sposób kolejne ścieżki. Takie utwory zaczynają sie spokojnie (np. od szeptu), by w finale eksplodować kakofonią absolutnie nieludzkiego wycia. Przyznam szczerze, mnie to nie porwało. Owszem - pomysł ciekawy, w połączeniu z osobowością tfurcy może nawet bardziej zajmujący niż bym chciał (plotki głoszą o rytuałach, jakie ów ekscentryk odprawia przy nagrywaniu płyt, medytacjach, uzależnieniu od narkotyków i różnych ciekawych rzeczach, choć może nie tak spektakularnych jak zakopywanie swego ubrania w ziemi i trupim odorze, jaki miał wydawać dobry znajomy Attili, nieświętej pamięci niejaki &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Per_Yngve_Ohlin"&gt;Dead&lt;/a&gt;). Widać wyrosłem już z biegania po lasach i straszenia wiewiórek.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ICvKgb2CQtw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ICvKgb2CQtw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Wreszcie danie główne, nasz cel i i nasze pragnienie - ULVER! Ruszyli spokojnie, na scenie praktycznie rusza się tylko perkusista (cóż, akurat on - musi!). Na ekranie rozpiętym za sceną wizualizacje. Jest pięknie, publiczność kupiona. Pierwszy - 'Eos', rozpoczynający ich najnowsze wydawnictwo. Magia, która rozpoczęła się w tym momencie, towarzyszyła (z małymi wyjątkami) już do końca koncertu. Chwilę później - 'Let the Children Go' z tej samej płyty, i zmiana klimatu, pojawia się niepokój znany ze starocia 'Little Blue Bird'. Pojawiają się wizualizacje znane z filmów Leni Riefenstahl, coraz bardziej mroczne i mroczne, by w części skończyć się na zespołowej autocenzurze i kontrowersyjnym napisie wyświetlanym na ekranie, że dalsza część klipu wyświetlana nie będzie przez szacunek dla pamięci ofiar drugiej wojny światowej. Szacunek ten nie przeszkadzał jednak zespołowi umieścić w innych klipach scen ocierających się o pornografię. Cóż, rzecz dziwna. Kolejne klipy równie mocno działają na wyobraźnię, są w połączeniu z muzyką bardzo sugestywne - mam tu na myśli na przykład klip z wanną podczas bodajże 'Operator' z 'Blood Inside'. Były to z pewnością najbardziej dynamiczne fragmenty koncertu, ale dla mnie burzyły zbytnio atmosferę - nie potrafię być tu obiektywny, bo wspomnianego albumu zwyczajnie nie lubię. Na szczęście dalej było już coraz lepiej, zaczynając od 'Silence Teaches You How To Sing', z moim prywatnym świętem podczas 'Hallways of Always' z pamiętnego 'Perdition City', aż do wielkiego finału w postaci 'Like Music' - 'Not Saved', który został rozciągnięty przez zespół do krańca możliwości, i trwał, trwał i trwał, choć dla zgromadzonej publiczności w ogóle nie musiał się kończyć. Niestety, sen się skończył, w ramach bisu zespół wyszedł do ludzi, rozdać kilka autografów i popozować do zdjęć. Udało mi się zamienić kilka słów z przemiłym panem perkusistą, lecz branie autografów na byle czym uznałem za marnowanie ich czasu i talentu. Garm (czyli lider zespołu) nie był chyba w najlepszym humorze, ktoś z publiczności był wcześniej ponoć niemiły, zresztą polska publiczność dała po raz kolejny pokaz braku kultury, olewając całkowicie prośbę zespołu o zachowanie ciszy między utworami. Cóż - taki teraz czas, że zespół wyrosły na scenie blackmetalowej dziś pasuje bardziej do opery, niż na rockowy w sumie koncert...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pisałem już, że było magicznie? To stwierdzenie starczy za całą relację...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center; font-weight: bold;"&gt;Deser.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na deser załoga 'Z warząchwią i kopyścią...' zaprasza w trzy absolutnie genialne miejsca kulinarne. Miejsca, które podbiły nasze serca - i żołądki kuchnią, atmosferą i wszystkim tym, co składa się na definicję Lokalu Z Klasą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://imgpe.trivago.com/uploadimages/40/57/4057316_l.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 195px; height: 146px;" src="http://imgpe.trivago.com/uploadimages/40/57/4057316_l.jpeg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Dobry początek dnia zdecydowanie zapewni Szanownym Czytelnikom &lt;s&gt;kawiarnia&lt;/s&gt; &lt;a href="http://www.wedelpijalnie.pl/nasze_lokale/krakow_-_czekoladowy_sklep/39"&gt;pijalnia czekolady Wedla&lt;/a&gt; na Starym Rynku, tuż obok Kościoła Mariackiego. Do lokalu wchodzi się przez sklep z czekoladą, który oprócz tradycyjnych wedlowskich wyrobów oferuje całą gamę pamiątek z Krakowa - choćby w formie czekolad w opakowaniach z rycinami przedstawiającymi zabytki miasta. Główna sala to adaptowane i przykryte szklanym dachem podwórze kamienicy, z eleganckimi drewnianymi stolikami i wygodnymi ławami do siedzenia. Nieco wyżej jest niewielki taras i sala dla palących, dlatego każdy klient może poczuć się jak u siebie i nie będzie musiał rezygnować z ulubionych używek, jednocześnie nie przeszkadzając wszystkim innym. W karcie dań - a raczej napojów, kawiarnia serwuje plejadę płynnych czekolad. Serio serio, pomyślcie o jakimś smaku, a z pewnością go tam znajdziecie (jak choćby ciekawe połączenie pomarańczy i imbiru). Czekolady są, rzecz jasna, prawdziwe. Żadne tam podgrzane mleko z kakaem, tylko gęsta, słodka czekoladowa masa, do której podana jest dodatkowa szklaneczka wody, żeby się klient 'nie zapchał' ;). &lt;em&gt;Spécialité de la maison &lt;/em&gt;stanowią tu zestawy śniadaniowe, nazwane po wielkich z wedlowskiego rodu: Śniadanie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Karol_Wedel"&gt;Karola&lt;/a&gt;, Śniadanie &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Emil_Wedel"&gt;Emila&lt;/a&gt; i Śniadanie &lt;a href="http://www.katarzyna-stepniak.reaktywni.pl/historia_wedla.htm"&gt;Jana&lt;/a&gt;. Składają się one praktycznie z takich samych składników - ciepłych, chrupiących bułeczek pszennych i z otrębami oraz również ciepłych francuskich rogalików. Jako dodatek podane jest masełko, konfitura (nam podano wiśniową), dżemik (w naszym przypadku - brzoskwiniowy), miód i esencja śniadania u Wedla - odrobina najpyszniejszego na świecie kremu czekoladowego. Jako tak zwany 'konkret', na stoliku pojawia się także w zależności od wybranego zestawu twarożek ze śmietanką i szczypiorkiem podanym w osobnej miseczce (Karol), muesli z jogurtem (Emil) albo kilka plastrów żółtego sera (Jan). A co do picia? Świeżo wyciskany sok pomarańczowy, grapefruitowy bądź ich mieszanka (do wyboru), oraz niezależnie od tego czekolada (albo kawa czy herbata, której przecież i tak siedząc w pijalni czekolady nie wybierzemy!). Fantastyczny zastrzyk energii i rewelacyjny start w nowy, piękny dzień!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kiedy zaś, w trakcie spaceru po Kazimierzu, zechcecie dać wytchnienie znużonym stopom, i orzeźwić się trochę, nie będzie do tego lepszego miejsca, niż położona tuż przy Starej Synagodze &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://nicosobie.blox.pl/resource/czajownia.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 226px; height: 154px;" src="http://nicosobie.blox.pl/resource/czajownia.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.czajownia.pl/"&gt;Czajownia&lt;/a&gt;. Zaraz po przekroczeniu progu wiesz, że trafiłeś do lokalu z duszą, stworzonego przez zapaleńców, dla zapaleńców. I dla wszystkich innych, którzy chcieliby choć trochę poznać smak herbaty zaparzonej wedle wszelkich prawideł herbacianej sztuki. Cóż więc mamy? Ze sto rodzajów herbaty, które to rodzaje obsługa (w osobie czajmistrza &lt;a href="http://idacdonikad2.blox.pl/resource/Czajownia4FajkaWodna.jpg"&gt;Adiego&lt;/a&gt;) zaparzy i poda w odpowiedni dla danego rodzaju sposób, słodkie przysmaki a także fajki wodne, nabite aromatycznym tytoniem. Wszystko to w zasięgu ręki, a raczej dzwoneczka, wystarczy nim zadzwonić, by pojawił się czajmistrz. Wszystko to w miłej atmosferze miejsca, które absolutnie nie ma ambicji, aby być 'trendy', ale które ma umożliwić swoim gościom spędzenie miło czasu przy herbacie albo fajeczce. Podczas naszej wizyty nie spotkaliśmy w niej małolatów, zwabionych możliwością &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spalenia się&lt;/span&gt; w fajnej knajpie. Byli za to młodzieniec z dziewczyną, starsi państwo oraz przedstawiciel klasy managierskiej w garniturze i kolorowych skarpetkach, który siedząc po turecku z laptopem na kolanach łączył pracę z przyjemnością, czyli sączeniem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;czaju&lt;/span&gt; i pykaniem z fajeczki wodnej. Pobyt w Czajowni sprzyja relaksowi - sala herbaciana to bambus i rattan, sala orientalna - głęboki turkus, a salonik, w którym podawane są fajki wodne - poduchy i niskie drewniane stoliki. Do tego cicha, nie narzucająca się orientalna muzyka (odtwarzana z iPod'a ;) ). Naprawdę niewiele potrzeba, aby wyciszyć się w samym sercu Kazimierza.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatni lokal, który opiszę, był jednym z pierwszych, do których zawitaliśmy - zresztą totalnie przypadkiem, poszukując miejsca, w którym było by &lt;span style="font-style: italic;"&gt;ciepło&lt;/span&gt;. To, położona w bramie w Kamienicy Hipolitów tuż przy kościele św. Marii, &lt;a href="http://www.cafemagia.pl/"&gt;Cafe Magia&lt;/a&gt;. Cafe Magia to niewielki lokal z kilkoma tylko stolikami zimą, za to w sezonie wiosenno-letnim przepiękny ogródek na zapleczu oddziału Muzeum Historycznego. Niebanalny wystrój wnętrza, przyciszona muzyka oraz 'łoże Kaliguli', na którym zmieści się kilka osób (które uprasza się o zdjęcie uprzednio obuwia) zwracają uwagę każdego, kto trafia w progi lokalu. W karcie mnóstwo ciekawostek (gorące mleko z anyżem!!!), ale my skusiliśmy się na piwo i herbatę z rumem. A potem jeszcze więcej herbaty z rumem :) Napiszę tak - im bardziej leniwe ciepło rozlewało się po żyłach, tym bardziej Cafe Magia zyskiwała w naszych oczach. Dlaczego? Z powodu opisanej w menu historii jednorożca, który znalazł się u zwieńczenia jednej z kolumn w lokalu, która to historia każe mu w księżycowe noce stukać kopytami o krakowski bruk, ale też z powodu całkiem nieźle opisanego znaczenia jednorożców w średniowieczu - co symbolizowały, gdzie się je uwieczniało i jak - hipotetycznie - zwierz ten mógł trafić do Kamienicy Hipolitów. Nie bez znaczenia był też fakt, że późnym wieczorem pojawił się sam Hipolit - czyli stateczny, wielki kocur - rezydent lokalu. Wszedł sam sobie otwierając główne drzwi (które trzeba było zaraz po nim zamknąć, bo wiało), zlustrował gości siedzących przy stolikach (omijając wyraźnie towarzystwo zajmujące łoże), otarł się temu i owemu o nogi - i już go nie było. Jednakże lokal, posiadający kociego rezydenta zdaje się być postrzegany przez gości jako dużo bardziej przyjazny (zupełnie nie wiem dlaczego).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45HYPpD1UI/AAAAAAAAAL0/zhlb165mfD0/s1600-h/97070029.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 132px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45HYPpD1UI/AAAAAAAAAL0/zhlb165mfD0/s200/97070029.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5444367481378690370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Choć w Krakowie byliśmy pełne trzy dni, wyjeżdżaliśmy z poczuciem żalu i braku czasu, by nacieszyć się w pełni wszystkimi wspaniałościami miasta. Ominęła nas przyjemność biesiadowania w polecanej tu i tam &lt;a href="http://www.podwawelem.eu/"&gt;Kompanii Kuflowej&lt;/a&gt;, nie udało nam się wspiąć na czubek wieży ratuszowej czy zwiedzić wystawy 'Wawel zapomniany'. Mieliśmy jednak przed oczami i w uszach obrazki i dźwięki z koncertu Ulver, zaś przed sobą perspektywę niejednego powrotu do Grodu Kraka.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-6496851191880533150?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/6496851191880533150/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=6496851191880533150' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6496851191880533150'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/6496851191880533150'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/02/z-warzachwia-i-kopyscia-przez-krakow.html' title='Z warząchwią i kopyścią przez... Kraków'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S45FEkTFfXI/AAAAAAAAALU/QLcxeV7_R2A/s72-c/P1030016.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-8373688736203976682</id><published>2010-02-21T12:00:00.003+01:00</published><updated>2010-02-21T12:12:41.608+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Hity z Satelity'/><title type='text'>Tides From Nebula - wystrzeleni w kosmos dzwiekow.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dzisiaj krociutko, tresciwie i bez polskich czcionek, bo korzystam z udostepnionego linuksowego komputera na uchodzctwie. Zafiksowalem sie na &lt;a href="http://www.myspace.com/tidesfromnebula"&gt;Tides From Nebula&lt;/a&gt;, post-rockowa kapele z Warszawy, ktorej plyta 'Aura' zrobila na mnie takie wrazenie, jak od dawna nic. Nawet Furia, o ktorej wspominam w ktoryms starszym wpisie, nie dzialala na mnie az tak.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="344" width="425"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/wZmEWmHJR8c&amp;amp;hl=en_US&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/wZmEWmHJR8c&amp;amp;hl=en_US&amp;amp;fs=1&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" height="344" width="425"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Co gra &lt;a href="http://tidesfromnebula.blogspot.com/"&gt;Tides From Nebula&lt;/a&gt;? Niesamowicie emocjonalna muzyke, ktora zabiera sluchacza w kosmos. Rock grany przez te kapele jest nieslychanie transowy. Dlugie, nawet osmiominutowe numery zdaja sie byc oparte na tych samych dzwiekach, odgrywanych na przerozne sposoby, Dla mnie rewelacja. Co ciekawe, ich muzyka jest tak gesta, ze nie ma w niej miejsca na wokaliste, ten brak jednakze absolutnie nie przeszkadza! Co wiecej, pozwala skupic sie bardziej na muzyce, ktora tego skupienia wymaga - nie sprawdzi sie wiec jako podklad do sniadania, prasowania czy mycia zebow.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Powiem jedno - nie wazne co zrobicie, czy &lt;a href="http://merlin.pl/Aura_Tides-From-Nebula/browse/product/4,674062.html"&gt;kupicie&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://ribsout.blogspot.com/2009/05/tides-from-nebula-aura.html"&gt;ukradniecie&lt;/a&gt; te plyte - po prostu musicie ja miec.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A w ramach bonusu - za kilka dni mozecie sie spodziewac opisu szalenstwa, ktore odbywa sie w ramach koncertow Tides From Nebula.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-8373688736203976682?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/8373688736203976682/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=8373688736203976682' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8373688736203976682'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8373688736203976682'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/02/tides-from-nebula-wystrzeleni-w-kosmos.html' title='Tides From Nebula - wystrzeleni w kosmos dzwiekow.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-9101803487063033426</id><published>2010-02-16T15:58:00.014+01:00</published><updated>2010-02-17T16:28:19.819+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szef kuchni poleca'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na krańcu świata'/><title type='text'>Z warząchwią i kopyścią przez... Toruń.</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wGFk43u8I/AAAAAAAAAKs/XJJedCVWoVI/s1600-h/P1020365.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wGFk43u8I/AAAAAAAAAKs/XJJedCVWoVI/s320/P1020365.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5439229142828039106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od lat obiecywaliśmy sobie z Najlepszą z Najlepszych odwiedzenie Torunia. Bo Toruń to, nie wiem, czy zdajecie sobie z tego sprawę, fajne miasto. Tyle tylko, że nigdy nie było czasu na spokojne jego zwiedzanie i korzystanie ze wszystkich wspaniałości, jakie Toruń ma do zaoferowania. Aż przyszedł czas, że gwiazdy w pomyślnej koniunkcji się znalazły, i sprawiły nam Wolny Weekend...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Nocleg.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wiem, jestem burżujem i zamiast namiotu, schroniska młodzieżowego czy tanich kwater ze wspólnym wychodkiem na korytarzu postanowiłem nająć pokój w hotelu, na jedną noc. Do tego w samym s&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wGrhx9OaI/AAAAAAAAAK0/MEaLWflgx6M/s1600-h/P1020372.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 150px; height: 200px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wGrhx9OaI/AAAAAAAAAK0/MEaLWflgx6M/s200/P1020372.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5439229794828761506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ercu Starego Miasta, by zmożonego snem sprawiedliwym cielska nie narażać na niewygody w mknącej późną nocą taksówce. Jednocześnie wyszedłem z założenia, że miast apartamentu z wodnym wyrkiem i jacuzzi wystarczy nam solidne łóżko i łazienka z natryskiem, absolutne minimum by złożyć głowę po wyczerpującym i pełnym atrakcji dniu. Wybór padł na &lt;a href="http://gromada.pl/pl-hotel-show-52.html"&gt;'Hotel Gromada'&lt;/a&gt;, który oferował najtańszy pokój w samym sercu Torunia. Tego wyboru nie żałowaliśmy. Choć na początku odstraszył nas nieco wygląd budynku, który nie był remontowany chyba od dwudziestu lat, to wnętrza okazały się całkiem wygodne i spore. Na dodatek, za skromną opłatą mogliśmy pozostawić auto na mikroskopijnym podwórzu za hotelem, by uniknąć opłat za parkowanie w strefie parkingowej i mieć komfort dozorowanego auta. W cenie noclegu znalazło się również śniadanie, którego Najlepsza z Najlepszych nie odważyła się niestety spróbować. Śniadanie to bowiem składało się z jajecznicy, za którą moja ślubna nie przepada, o ile sama jej nie przygotuje, oraz iście mikroskopijnej porcji chleba z masłem i wędliną. Jako deser podano &lt;a href="http://img109.imageshack.us/img109/3765/joggy.jpg"&gt;miejscowy wyrób wysokobiałkowy&lt;/a&gt;. Na szczęście kawa, której dostałem cały dzbanuszek, była bardzo smaczna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Dania główne.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Toruń to przede wszystkim urocza, średniowieczna Starówka. Wiem, zaraz ktoś będzie sarkał, że nie tylko, że przecież park etnograficzny, i że cytadela... Cóż, gdybyśmy zostali na tydzień, pewnie zakosztowalibyśmy wszystkich wspaniałości, jednak mając do dysp&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wHGSmfmXI/AAAAAAAAAK8/b92ItXSflBo/s1600-h/P1020352.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wHGSmfmXI/AAAAAAAAAK8/b92ItXSflBo/s200/P1020352.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5439230254610618738" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ozycji jakieś 24 godziny, skupiliśmy się na ścisłym centrum. Nie sposób się bowiem w nim nudzić... Toruńska starówka jest wpisana na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, co nie dziwi wcale, gdyż niewiele jest w naszym pięknym kraju miejsc, w których można się poczuć jak w średniowieczu. Wąskie, brukowane uliczki, bardziej lub mniej zadbane kamieniczki z często przepięknie kutymi szyldami, wszystko to potrafi przenieść nas - choćby w wyobraźni - o kilkaset lat wstecz. Pomagają przy tym muzea z licznie zgromadzonymi eksponatami. &lt;a href="http://www.muzeum.torun.pl/portal.php?aid=1200567144478f3368653f2"&gt;Muzeum &lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.muzeum.torun.pl/portal.php?aid=1200567144478f3368653f2"&gt;Kopernika&lt;/a&gt; to w praktyce jego dom, wypełniony eksponatami z epoki, wystylizowany na dom bogatego mieszczanina ze schyłku średniowiecza. Tuż obok jest &lt;a href="http://muzeumpiernika.pl/"&gt;Żywe Muzeum Piernika&lt;/a&gt;, czyli wciąż działająca piernikarnia z XVI wieku, w której - jeśli ktoś ma wolną godzinkę, może własnoręcznie wypiec (a później spożyć) słynnego na cały świat Toruńskiego Piernika. Udostępniono do zwiedzania również Ratusz Staromiejski - jest tam piękna kolekcja obrazów oraz prześliczne stare wnętrza, do dziś wykorzystywane przy znaczniejszych miejskich uroczystościach czy przy okazji koncertów muzyki poważnej. Krok dalej jest przepiękna kamienica &lt;a href="http://www.muzeum.torun.pl/portal.php?aid=1200567170478f338294865"&gt;Pod Gwiazdą&lt;/a&gt; - obecnie Muzeum Orientu. Oprócz licznie zgromadzonej broni i ceramiki wschodniej, na tyłach kamienicy zorganizowano skomponowany wedle wszelkich prawideł sztuki &lt;a href="http://img683.imageshack.us/img683/3448/p1020361.jpg"&gt;Ogród Zen&lt;/a&gt; - robiący wrażenie, choć niewi&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.polskiekrajobrazy.pl/images/stories/big/13248torun.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 177px; height: 264px;" src="http://www.polskiekrajobrazy.pl/images/stories/big/13248torun.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;elki. Jeśli komuś nie zbywa sił, może odwiedzić także &lt;a href="http://www.muzeum.torun.pl/portal.php?aid=1200567210478f33aa6c2f2"&gt;Dom Eskenów&lt;/a&gt; ze najróżniejszym chyba asortymentem - od makiet archeologicznych i biżuterii z czasów tak zamierzchłych, że nawet najstarsi górale ich nie pamiętają, przez olbrzymi arsenał broni i umundurowania, aż do dokumentów z czasów nowożytnych i sztuki współczesnej. Na deser można odwiedzić &lt;a href="http://www.muzeum.torun.pl/portal.php?aid=1200567238478f33c6d9799"&gt;Muzeum Podróżników&lt;/a&gt;, w którym prezentowane są eksponaty zgromadzone podczas podróży przez &lt;a href="http://images3.wikia.nocookie.net/nonsensopedia/images/thumb/d/d0/A_Ty%3F.PNG/450px-A_Ty%3F.PNG"&gt;Tony'ego Halika&lt;/a&gt;. Można tam znaleźć sporo broni i ubrań ludów pierwotnych, a także takie dziwactwa, jak wypchany pancernik, rekinia skóra oraz zajmująca całą ścianę kolekcja breloczków od... hotelowych kluczy. Jak rozumiem, Tony po uzyskaniu takiego eksponatu hotelu  z którego go uzyskał po raz drugi już nie odwiedzał :) W ramach odpoczynku można odwiedzić jeszcze ruiny krzyżackiego zamku, które często stają się areną wszelkiego rodzaju jarmarków, turniejów rycerskich, a nawet festiwali... &lt;a href="http://independent.pl/w/23001"&gt;rockowych&lt;/a&gt;. Przy odrobinie szczęścia można wspiąć się na sam szczyt wieży zamkowej, którą zawiaduje miejscowe &lt;a href="http://www.choragiewtorunska.pl/"&gt;bractwo rycerskie&lt;/a&gt;, pomachać &lt;s&gt;białogłową&lt;/s&gt; białą bronią i dorzucić się chłopakom do piwa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Specjalność zakładu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Nie będę ukrywał, że przyjemność płynącą z przebywania w Toruniu próbowała nam zepsuć pogoda. Na szczęście powiedzieliśmy sobie, że czego nie uda nam się zobaczyć ja pierwszym razem, nadrobimy przy kolejnej okazji - bo ta na pewno będzie. Gdy nad miastem przechodziły gwałtowne - choć ciepłe - burze, my kryliśmy się w miejscach, gdzie płynął złocisty trunek. Znaczy się w pubach. &lt;a href="http://www.myspace.com/piwnicapodaniolem"&gt;Piwnica Pod Aniołem&lt;/a&gt; powitała nas sporym i świetnie położonym ogródkiem piwnym, z widokiem na Ratusz, Kamienicę Pod Gwiazdą, miejscowego &lt;a href="http://img526.imageshack.us/img526/2586/p1020343s.jpg"&gt;Osiołka&lt;/a&gt; i pomnik Kopernika.  Sam lokal mieści się w podziemiach Ratusza, jednak z uwagi na letnią porę zdecydowanie wybraliśmy świeże powietrze. Z rozkoszą więc zasiedliśmy, by napić się Pilsnerka w miłej atmosferze. Atmosferę tę próbowali kilkukrotnie zepsuć naprzykrzający się gościom żebracy, szybko jednak byli przepędzani przez obsługę lokalu. Samą knajpę będę jednak wspominał bardzo miło i z pewnością do niej kiedyś wrócę &lt;s&gt;mając nadzieję, że uporają się wreszcie z bardzo intensywną niemiłą wonią panującą w toaletach&lt;/s&gt;. Inny położony na Rynku pub, który odwiedziliśmy, &lt;a href="http://www.myspace.com/grotacafepubtorun"&gt;Grota&lt;/a&gt;, ma aspiracje do bycia rockową knajpą. Rozmiarami i układem wnętrz (choć nie wystrojem) przypomina poznański klub 'U Honzika', serwuje niezłe piwo i raczy klientele niezobowiązującym, bezpretensjonalnym rockiem. Fajne miejsce do spędzenia wieczoru z Najlepszą z Najlepszych czy z przyjaciółmi. Tuż obok Groty znajduje się jeden z najbardziej uroczych 'zabytków' Torunia - pomnik Filusia, psa pilnującego kapelusza i parasola swojego pana - &lt;a href="http://pantuniestal.com/wp-content/uploads/2007/04/lengren_filutek.gif"&gt;profesora Filutka&lt;/a&gt;, znanego z rysunków Zbigniewa Lengrena.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednak prawdziwym &lt;span style="font-style: italic;"&gt;spécialité de la maison&lt;/span&gt; Torunia okazały się być &lt;a href="http://www.gotujemy.pl/kuranty/index.html"&gt;Kuranty&lt;/a&gt;. Ten położony&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wD6HQNfQI/AAAAAAAAAKk/5VFODoCm2J8/s1600-h/kura.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 302px; height: 224px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wD6HQNfQI/AAAAAAAAAKk/5VFODoCm2J8/s320/kura.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5439226746871053570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; przy Rynku dwupoziomowy klub podbił nasze serca pomysłem, wystrojem oraz repertuarem. Kulinarnym, rzecz jasna. Dolny poziom kurantów to pub z parkietem, urządzony w iście niebanalnym stylu, z podświetlanymi szybami, dającymi wrażenie przebywania raczej na szczycie wieży, niż w piwnicy. Do tego pierwsze starcie z toaletą, wyposażoną w umieszczone centralnie naprzeciwko wejścia do niej lustra, kończy się niejakim osłupieniem. Górna część, restauracyjna, urządzona w stylu dyskretnej elegancji, proponuje opróz szerokiej gamy napojów, także posiłki. Przyznam szczerze, że choć atmosferę skutecznie psują rozwieszone tu i ówdzie ekrany telewizorów, na których wiją się bohaterowie teledysków serwowanych przez stacje muzyczne, to Kuranty zdecydowanie najciekawiej prezentowały się z odwiedzonych przez nas klubów. W menu już od pierwszej strony witają nas pierogi, głośno wołając 'Wybierz mnie! Nie! Mnie!'. Nic więc dziwnego, że zaczęliśmy od pierogów (zapiekanych z mozzarellą), i na pierogach (z pieca) skończyliśmy, po drodze zaliczając pierogi na słodko. Bez dwóch zdań Kuranty można określić pierogowym niebem, i każdy pierogowy obżartuch powinien się tam pojawić. Jednocześnie zostaliśmy bardzo mile zaskoczeni wyborem herbat na zimno - nie tych sygnowanych przez Liptona czy Nestea, ale prawdziwych, świeżo parzonych, mocnych i esencjonalnych, chłodzonych lodem, z dodatkiem cytryny, limonki, listka mięty czy odrobiny malinowej konfitury. Herbaty te były zaprawdę rewelacyjne, choć dziś nie jestem w stanie sobie przypomnieć niestety, która z herbacianych firm je dostarczyła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Deser&lt;/span&gt;.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Na kilka ciepłych sł&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wDvi7-lHI/AAAAAAAAAKc/hOnDV72K3PM/s1600-h/manekin.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 320px; height: 240px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wDvi7-lHI/AAAAAAAAAKc/hOnDV72K3PM/s320/manekin.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5439226565323822194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ów zasłużył też &lt;a href="http://manekin.pl/torun,rynek-staromiejski.html"&gt;Manekin&lt;/a&gt;, czyli bar naleśnikowy, w którym wylądowaliśmy na śniadaniu (w moim przypadku - drugim :) ) . Lokal urządzony w stylu western (lecz nie country ;) ) wydał się nam idealnym miejscem na rozpoczęcie tego deszczowego dnia. Po pierwsze - kawa. Podana niemalże od razu po złożeniu zamówienia (a chyba nie muszę tłumaczyć, że poranek przed kawą to zły i niedobry poranek) i na tyle dobra, że skończyła się baaardzo szybko. No i naleśniki. Spore (choć Najlepsza z Najlepszych pewnie użyła by słowa: gargantuiczne ;) ) i naprawdę przepyszne. Zamówiłem sobie wiśniowego potwora z białym serem i czekoladą, i było to naprawdę bardzo mądrze wydane 11 złotych. Najlepsza z Najlepszych wolała rozpocząć dzień od czegoś nieco bardziej wytrawnego, i swego wyboru również nie żałowała. I jeśli w Kurantach odnajdziecie pierogowe niebo, to Manekin zabierze Was na wyżyny naleśnikowego smaku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Weekend w Toruniu sprawił, że na dwa dni oderwaliśmy się od rzeczywistości, wypoczęliśmy i odstresowaliśmy się na dobre. I pomyśleć, ze wszystkie te wspaniałości leżą o dwie godziny jazdy od Poznania!&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-9101803487063033426?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/9101803487063033426/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=9101803487063033426' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/9101803487063033426'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/9101803487063033426'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/02/z-warzachwia-i-kopyscia-przez-torun.html' title='Z warząchwią i kopyścią przez... Toruń.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S3wGFk43u8I/AAAAAAAAAKs/XJJedCVWoVI/s72-c/P1020365.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-2470893612384515009</id><published>2010-02-11T13:02:00.003+01:00</published><updated>2010-02-11T14:48:47.906+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><title type='text'>Furia, czyli u progu wielkiej kariery</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na początku była nicość. Z tej nicości wyewoluował gatunek ludzki i dość szybko zabrał się za własną eksterminację. Z nienawiści do ludzi powstał więc &lt;a href="http://www.let-the-world-burn.org/"&gt;Massemord&lt;/a&gt;, nieświętym parający się metalem. Założycielem &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=mvc1r-Ngz9g"&gt;Massemord&lt;/a&gt; był Nikt, zwany też Nihilem, i razem z podobnymi sobie hymny ku skończeniu świata układał. Pierwszy cios przyszedł po dwóch latach - cztery szybkie cięcia pod szyldem &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'... and blade still to clean'&lt;/span&gt; rozbudziły apetyt na więcej. Pół roku później ten sam materiał wzbogacony o nowe wałki nagrano i zatytułowano &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Another Holocaust Rises'&lt;/span&gt;. I przyszedł czas, że Nihil zapragnął czegoś nowego, a że niesłychanie twórczy to człowiek, to uwolnił Furię...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-53mu-u3UuQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-53mu-u3UuQ&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Pierwsze demo, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'&lt;a href="http://xantropophobia.blogspot.com/2009/01/furia-pol-i-spokj-2004.html"&gt;I Spokój&lt;/a&gt;'&lt;/span&gt;, nagrał sam. W drugim - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'&lt;a href="http://xantropophobia.blogspot.com/2009/01/furia-pol-i-krzyk-2005.html"&gt;I Krzyk&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;' - pomogli mu ziomki z Massemord. Po demach przyszedł czas na &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Martwą Polską Jesień'&lt;/span&gt;, pełnometrażowe wydawnictwo, EPkę&lt;span style="font-style: italic;"&gt; 'Płoń'&lt;/span&gt; i najnowsze splunięcie w twarz gatunku ludzkiego - &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'Grudzień za Grudniem'&lt;/span&gt;, wydane przez Pagan Records.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/KUiN8MvjLps&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/KUiN8MvjLps&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Massemord również nie próżnował, przez ten sam czas wydając cztery kolejne albumy - mało tego, muzycy wystartowali z kolejnym ansamblem - FDS, który zarejestrował EPkę &lt;span style="font-style: italic;"&gt;'XII.07'&lt;/span&gt;.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Q-7Q9GAJ660&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Q-7Q9GAJ660&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ci sami ludzie w trzech różnych projektach zaprezentowali trzy różne twarze black metalu. Nie ukrywam, ze do Furii mam najbliżej. Napiszę więcej, muzyka zaproponowana przez czartów z Katowic była dla mnie najważniejszym chyba odkryciem kiepskiego w sumie 2009 roku. Dawno nie słyszałem tylu emocji w agresywnej przecież muzyce. Co w niej słyszę? Pustkę prowadzącą do depresji, przeraźliwe zimno, krajobraz po nuklearnej zimie... Pamiętam jak dziś, gdy pewnego pięknego jesiennego dnia wjechaliśmy autem na tereny Górnośląskiego Okręgu Przemysłowego - z miejsca zrobiło się ciemno, otoczyły nas kłęby szarej brudnej mgły, krajobraz przytłoczył nas i przyprawił o poczucie beznadziejności. Nic dziwnego, że muzyka Furii ocieka brudem i mrozi brzmieniem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Furia? Wspomnijcie moje słowa, oni będą wielcy...&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-2470893612384515009?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/2470893612384515009/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=2470893612384515009' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/2470893612384515009'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/2470893612384515009'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/02/furia-czyli-u-progu-wielkiej-kariery.html' title='Furia, czyli u progu wielkiej kariery'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-7888377719129935732</id><published>2010-02-10T15:15:00.004+01:00</published><updated>2010-02-10T15:44:59.660+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Perły przed wieprze'/><title type='text'>N.E.M.E..SyS</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51Ny2SXKBsL._SL500_AA280_.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: right; cursor: pointer; width: 280px; height: 280px;" src="http://ecx.images-amazon.com/images/I/51Ny2SXKBsL._SL500_AA280_.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dziś króciutko. Zupełnym przypadkiem udało mi się trafić na stronkę mających chyba nie do końca wszystko w porządku z garem Francuzów z &lt;a href="http://www.blogger.com/www.myspace.com/nanoelementsmetabolismexperimentalsystem"&gt;N.E.M.E.sys&lt;/a&gt;. Nigdy o nich wcześniej nie słyszałem, nigdy wcześniej nie dane mi było obcować z ich muzyką. A jaka jest ich muzyka? Energetyczna, choć momentami toporna. Wypełniona łatwo przyswajalnymi melodiami, choć może zbyt mało jeszcze pomysłowa. Czerpią garściami z takich tuzów harsh electro jak &lt;a href="http://www.hocico.com/"&gt;Hocico&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.suicidecommando.be/"&gt;Suicide Commando&lt;/a&gt;, dla przeciwwagi dorzucając odrobinkę wpływów &lt;a href="http://www.zeromancer.com/"&gt;Zeromancera&lt;/a&gt; czy (ciupkę więcej) &lt;a href="http://www.deathstars.net/"&gt;DeathStars&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ic273pXgso4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ic273pXgso4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;rel=0&amp;amp;color1=0x3a3a3a&amp;amp;color2=0x999999" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Muszę przyznać, że to, co pokazują videa koncertowe, w pełni mnie przekonuje. OK, Pan Wokalista nie może się zdecydować, czy chce być nowym &lt;a href="http://de.academic.ru/pictures/dewiki/75/Kramm.jpg"&gt;Brunem Krammem&lt;/a&gt;, czy &lt;a href="http://www.the-gothic-life.de/Das%20Ich%20-%20Stefan%20Ackermann1.jpg"&gt;Stefanem Ackermannem&lt;/a&gt;, ale przynajmniej wie, co chce robić w życiu. Wie, że chce drzeć ryja, a ja to kupuję. Nie jestem wysublimowanym melomanem, wystarcza mi energia bijąca ze sceny, a zdaje mi się, że show tej akurat kapeli może mi tej energii dostarczyć aż w nadmiarze. Cóż robić, zachęcam do zapoznania się z tfurczością owych dżentelmenów i wyrobienia sobie własnej opinii...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/FiUEK4x0xVE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/FiUEK4x0xVE&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-7888377719129935732?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/7888377719129935732/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=7888377719129935732' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/7888377719129935732'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/7888377719129935732'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/02/nemesys.html' title='N.E.M.E..SyS'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-3334909547623700374</id><published>2010-02-04T13:53:00.004+01:00</published><updated>2010-02-04T18:02:04.611+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='World War III'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Samo życie'/><title type='text'>You, me &amp; WII.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://mtvgames.typepad.com/mtv_video_games_blog/images/southpark.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 500px; height: 376px;" src="http://mtvgames.typepad.com/mtv_video_games_blog/images/southpark.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Niejaki &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=6pVlDugMQKE"&gt;Gavin Friday&lt;/a&gt; śpiewał onegdaj o kłótniach, które w każdym, nawet najlepszym związku zdarzają się, bo zdarzyć się muszą. Że niby jestem ja, jesteś ty, a między nami wojna światowa numer trzy. Że ból, że łzy, że pot... ale ja nie o tym miałem dziś naskrobać.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;A może jednak o tym?&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wszystko zaczęło się przez moją gębę niewyparzoną. Było trzymać buzię na kłódkę, i nie wspominać Szanownej Małżonce o tym, jak to &lt;s&gt;czytująca tego bloga koleżanka z pracy&lt;/s&gt; przyjaciółka z lat szczenięcych została obdarowana sprzętem do Nieinwazyjnego Spalania Kalorii w Domu. Rzucona mimochodem wzmianka stała się zaczątkiem całkiem potężnego sporu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;- Wiesz, mąż sprawił znajomej WII - rzuciłem między anihilacją jednego niemilca a pozyskaniem rudy kobaltu z niedalekiego złoża. - I ona bardzo to sobie chwali.&lt;br /&gt;- Mhm, - dobiegło z fotela obok. Najlepsza z Najlepszych ewidentnie wysyłała na tamten świat kolejny zastęp &lt;a href="http://masseffect.wikia.com/wiki/Geth"&gt;gethów.&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;- Czego to ludzie nie wymyślą... Kiedyś człowiek ślinił się na widok &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=D9glkbOm5mw"&gt;Road Race&lt;/a&gt;, a teraz nawet można mieć komputerowego osobistego trenera i ćwiczyć jogę przed ekranem... - kontynuowałem, ponieważ Raptus miał przed sobą jakieś trzy minuty nudnego lotu z jednego końca planszy na drugi.&lt;br /&gt;- Trener? Joga? - Najlepsza z Najlepszych zastrzygła uszami. Chwilowy brak koncentracji sprawił, że jej ekran rozbłysł i pokrył się czerwienią. - Ale jak to tak?&lt;br /&gt;- No, ponoć siedzisz sobie przed telewizorem i ćwiczysz. I spalasz kalorie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pół godziny później Najlepsza z Najlepszych odkrywała świat Nintendo w internecie.&lt;br /&gt;- Wyobraź sobie, że mają &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Ko0EygH3-Ik"&gt;Medal of Honor&lt;/a&gt;! - prawie krzyczała. - I nawet tę twoją &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=hAy080wBE60"&gt;Fifę&lt;/a&gt;! I trzeba się ruszać! Skakać! A jak dokupisz sobie kontroler, to obmierzy Ci BMI, puls, ustali dietę, zaparzy kawę i to wszystko &lt;span style="font-style: italic;"&gt;nie wychodząc z domu&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;Smętnie pomyślałem o niedawno nabytej wadze stojącej w łazience. Faktycznie, ona kawy nie parzy...&lt;br /&gt;- I będziemy mogli grać w tenisa! I kręgle! Może nawet w dwie osoby &lt;span style="font-style: italic;"&gt;jednocześnie&lt;/span&gt;!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejne dni wypełnione zostały prośbami, groźbami, udowadnianiem wyższości WII nad PS3, XBoxem 360 i Canal+ Sport, stwierdzeniami, że absolutnie nie będzie przeszkadzała nam dodatkowa maszyneria (po PeCetach, Złommodorku i służbowym lapie już ósma w naszym domu) i że na pewno jest da nam więcej frajdy niż designerski &lt;a href="http://www1.euro.dell.com/content/products/superview.aspx?c=pl&amp;amp;cs=pldhs1&amp;amp;l=pl&amp;amp;pageoverride=features_view1&amp;amp;s=dhs&amp;amp;xdb=Z2xvYmFsOnByb2R1Y3RzOmluc3BuZHQ6Zmxhc2g6aW5zcGlyb24temluby1oZCNyZWdpb24="&gt;Dell Inspiron&lt;/a&gt;. Cóż robić, jestem tylko facetem. No skusiła mnie ta Fifa z Lewandowskim na okładce, no.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jest, stoi sobie na honorowym miejscu i łypie na nas diodą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na początku było tak fajnie. Podłączyć WII potrafi nawet średnio rozgarnięty pięciolatek. Baterie do kontrolerów, kabelek do prądu, kolejny do telewizora i ostatni do czujnika ruchu. Wszystko w zestawie. Super. Konsola poprosiła nas ślicznie o stworzenie swoich avatarów - tak zwanych &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=r3XhkzrdcoQ"&gt;Mii&lt;/a&gt;. Było wiele radości. Najlepsza z Najlepszych stworzyła sobie śliczną dziewczynkę w czerwieni, ja zaś sprawiłem sobie długiego i chudego jak tyczka łysola &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=VvDcwbEB_os"&gt;z wielką głową.&lt;/a&gt; Tenis okazał się wciągający, jednak nie tak jak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=bw_HS9wDBLE"&gt;łucznictwo&lt;/a&gt;. Pół wieczoru spędziliśmy szyjąc z łuku do coraz to dalej oddalonych celów.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Drugiego dnia Najlepsza etc. przypomniała sobie, że pora poćwiczyć. Stepper na podłogę, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=IRYEm3JH2tY"&gt;Fit Plus&lt;/a&gt; do napędu, i dawaj! Na początku pomiary, i tu gra wycięła mi paskudny numer. Po pomiarach, mój śliczny, chudziutki avatarek przybrał na wadze. I to sporo. Co więcej, nie udało mi się go odchudzić. Cóż, może gdy kolejne pomiary wykażą poprawę, jego wygląd wróci do normy. Póki co jednak, przypomina on małą okrąglutką bulwę. Z wielką głową oczywiście. Aha, BMI jest liczone chyba dla Japończyków. Przy moich 194 cm wzrostu, WII zaproponowała idealną wagę 82 kg, czyli o jakieś 12 kilo mniej, niż staram się osiągnąć :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co oferuje domowy trener? Całą masę ćwiczeń, do wyboru, do koloru. Tak, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=WnJJCIOfosc"&gt;jogę&lt;/a&gt; też. Tak, naprawdę. Po prawdzie, są to ćwiczenia, które kazała mi wykonywać Pani Przedszkolanka. A potem Pani Wychowawczyni. Nie zmienia to jednak faktu, że po półgodzinnej sesji z WII potrafię być &lt;s&gt;ledwie żywy&lt;/s&gt; delikatnie zmęczony, a jogging w Fit Plus &lt;s&gt;wyciąga ze mnie siódme poty&lt;/s&gt; wyciąga ze mnie siódme poty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gry, które dostajesz w pudełku z konsolą i kontrolerami, są bardzo rozbudowane. W jednej grze dostajemy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=NBuN1iLafwU"&gt;kilka różnych minigierek&lt;/a&gt;. Ich minusem jest to, ze są naprawdę mini, mogą więc szybko się znużyć. Ile można strzelać z łuku, ile można biegać czy żonglować piłeczkami. Jednak na chwilę obecną mogę jedynie stwierdzić, że jest ich mnóstwo, wszystkie są fajne, a niektóre - przynajmniej dla mnie - trudne. Nintendo stworzyło konsolę familijną, to co widziałem do tej pory pozwala mi stwierdzić, że dla pięciolatka taka konsola to idealne wejście w świat gier komputerowych. Pamiętacie? Akapit temu pisałem o ćwiczeniach dla przedszkolaków...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co tak naprawdę daje mi WII? Zabawę i odrobinę ruchu. Gdy wstaję zmęczony sprzed World of Warcraft, odpalam WII Sports i się bawię. A mięśnie pracują. Oczywiście, truchtanie w miejscu przed telewizorem nie zastąpi mi joggingu, a aerobic nie zastąpi mi siłowni, czy rzeczywistego treningu, ale przynajmniej stwarza mi takie pozory, że po 'zaprawce' w domowych kapciach, wycisk jaki dostanę biegając czy pocąc się na siłowni będzie choć odrobinę mniejszy, niż gdybym ruszył na te zajęcia od razu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejną fajną rzeczą jest motywancja. Konsola umontowywuje mnie aby choć przez kilka minut poruszać się przed nią. W realnym życiu nie znajdę motywacji, by wieczorem ubrać się ciepło i ruszyć w śnieg aby pobiegać. Boję się, że przy pierwszych oznakach zmęczenia zamiast biegać, stanąłbym (i wrócił do domu spacerkiem). Tu natomiast widzę wirtualny dystans, który przebiegłem, widzę, że zostały mi jeszcze tylko dwie minuty truchtania (głupio by było tak sobie stanąć, nie?) a mój trener po zakończeniu każdego ćwiczenia podlicza spalone kalorie (nawet jeśli nie liczy ich w setkach ;) ). To motywuje. Do tego jeszcze system, który dzięki owemu stepperowi potrafi pokazać, dlaczego źle wykonałeś ćwiczenie i jak możesz następnym razem je poprawić. Oczywiście, to tylko maszyna, i można ją momentami 'oszukać'. Ale przy próbie realnego ćwiczenia z WII, będzie to raczej oszukiwanie samego siebie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i poza tym jest bajer, mogę sobie &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Vn72kDlG2-4"&gt;wrzucić do konsoli&lt;/a&gt; nawet Mii kota, któremu nie podoba się dziwne zachowanie współdomowników, i który nie jedną figurę w jodze potrafi zniweczyć ładując się na kolana w nieodpowiednim momencie ;)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-3334909547623700374?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/3334909547623700374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=3334909547623700374' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/3334909547623700374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/3334909547623700374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/02/you-me-wii.html' title='You, me &amp; WII.'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-8279521950204430241</id><published>2010-01-08T15:02:00.009+01:00</published><updated>2010-01-13T14:21:28.931+01:00</updated><title type='text'>Co siedziało w Puszce Pandorry?</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://img341.imageshack.us/img341/373/avatar1l.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 830px; height: 466px;" src="http://img341.imageshack.us/img341/373/avatar1l.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To się musiało tak skończyć. Ludzkość natknęła się na inną rozumną rasę gdzieś daleko w przestrzeni kosmicznej. Po początkowym stresie związanym z kwestiami komunikacyjnymi (kolonizować czy eksterminować?) wybrano zasadę pokojowej kołogzystencji a na zamieszkaną przez Obcych planetę wysłano jajogłowych. Jajogłowi długo głowili się, jak nazwać swój nowy dom, spierali się, czy lepiej brzmi &lt;a href="http://www.petersburg-info.de/assets/images/awrora2_mu.jpg"&gt;Awrora&lt;/a&gt; (ci o bardziej rewolucyjnych zapędach) czy EOX00291 (ci o matematycznym podejściu do życia). W końcu stanęło na Pandorrze. W nazewniczym rozpasaniu jajogłowi poczęli nazywać wszystko dookoła (a to &lt;a href="http://images3.wikia.nocookie.net/jamescameronsavatar/images/7/79/Ikinamaya.jpg"&gt;Góry Alleluja&lt;/a&gt;, a to &lt;a href="http://images3.wikia.nocookie.net/jamescameronsavatar/images/0/09/Pandoran_city.png"&gt;Wrota Piekieł&lt;/a&gt;) a miejscowych nawracać na Jedyny Słuszny W Kosmosie Język - angielski. Szybko odkryto naturalne bogactwo Nowego Lepszego Świata - &lt;a href="http://james-camerons-avatar.wikia.com/wiki/Unobtanium"&gt;TurboDymoUranium&lt;/a&gt;, którego mała bryłka zapewniała wielomilionowe zyski. W ślad za jajogłowymi na Pandorrę zaczęli napływać biznesmeni i najęci przez nich najemnicy - ochroniarze.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak mniej więcej zaczyna się nowy film Jamesa Camerona - &lt;a href="http://www.avatar.net/news/news/news.asp"&gt;Avatar&lt;/a&gt;. Film, nad którym reżyser min. &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Obcego II, Terminatora I i II&lt;/span&gt; i &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Titanica&lt;/span&gt; pracował przez ostatnie cztery lata. Filmu, który powstawał przy użyciu niespotykanej dotąd w produkcjach filmowych technologii. Filmu, który na nowo definiować miał efekty specjalne i kino trójwymiarowe.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Avatar trwa 161 minut, i bez przesady można stwierdzić, że jego czas trwania wypełniony jest feerią barw i kształtów. &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=GBGDmin_38E"&gt;Świat do którego trafia widz&lt;/a&gt; wypełniony jest mnóstwem &lt;a href="http://images1.wikia.nocookie.net/jamescameronsavatar/images/thumb/a/ae/Snapshot20091217232736.jpg/800px-Snapshot20091217232736.jpg"&gt;stworzeń&lt;/a&gt;, które mogą być wytworem fantazji jedynie będących na ciągłym haju grafików. Czy to rośliny, czy zwierzęta, czy ich części stworzone zostały komputerowo z wielką pieczołowitością, a pomysły które znalazły odzwierciedlenie w świecie Pandorry - choć często niezbyt  świeże - radują oczy swoim wykonaniem. Twórcy filmu poszli daleko w kierunku maksymalnego dopieszczania swej produkcji, tropem autorów &lt;a href="http://www.wow-europe.com/"&gt;gier komputerowych&lt;/a&gt;. Zadbali o każde, nawet najdrobniejsze szczegóły. Czasem uwagę widza przyciągały przedmioty znajdujące się na trzecim planie, które absolutnie nie miały większego znaczenia dla fabuły filmu. Zrobiono to trochę na zasadzie wrzuconych do gry komputerowej nieprzydatnych przedmiotów, których zastosowywanie daje frajdę graczowi, a w filmie sama obserwacja trzeciego planu dawała mnóstwo przyjemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Osobna kwestia to &lt;a href="http://tomdup.files.wordpress.com/2009/12/avtr-226.jpg"&gt;mimika twarzy&lt;/a&gt; bohaterów, która jest absolutnie genialna. Takie niuanse jak specyficzne ułożenie mięśni mimicznych, reagujących na warunki zewnętrzne (jak mrużenie oczu i szeroki uśmiech wymuszone przez pęd powietrza w żyrokopterze) czy &lt;a href="http://farm3.static.flickr.com/2661/4197607579_77691b569c_o.jpg"&gt;oczy&lt;/a&gt;, żywo reagujące na emocje ich posiadacza. Ponoć Cameron zwlekał z nakręceniem 'Avatara' do momentu, aż technologia umożliwi mu osiągnięcie efektu żywych, a nie rybich, jak u Golluma, oczu. To udało się osiągnąć w stu procentach.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trzeci wymiar w kinie zaczyna zdobywać coraz większą popularność. Jednak do tej pory omijały mnie produkcje typu 'Odlot 3D' czy 'Harry Potter 3D', nie umiem wręcz stwierdzić, czy to co zaproponował Cameron jest lepsze, czy gorsze od innych rozwiązań. Mogę napisać tylko o swoich wrażeniach, które były o niebo lepsze niż 15 lat temu, gdy w Pałacu Kultury i Nauki oglądałem z rodzicami trójwymiarowy film produkcji rosyjskiej, przedstawiający cyrkowca rzucającego wirującymi dyskami w kinową publiczność. Przede wszystkim zamiast 'wyskakujących' z ekranu bohaterów i 'wylewającej się' na widza akcji, w 'Avatarze' uzyskano głębię planu. Główni bohaterowie poruszali się na 'środkowej' płaszczyźnie, pozwalając aby od czasu do czasu coś działo się 'w głębi' bądź 'przed' nimi. Efekty te są bardzo naturalne i nie nachalne, dzięki czemu udało mi się uniknąć bólu głowy po seansie. Z drugiej strony miałem wrażenie pełniejszego uczestnictwa w filmie i chwilami łapałem się na tym, że bezwiednie podążam wzrokiem za jakimś elementem tła, zamiast śledzić wydarzenia na głównym planie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;'Avatar' w zasadzie jest jednym wielkim efektem specjalnym. Nie ma sceny tak wgniatającej w ziemię jak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=KNpb8KQ-OQ0"&gt;słynna samonaprawa T101&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fYcJKui-9wA"&gt;przeniknięcie przez kraty T1000&lt;/a&gt;, o której można by opowiadać długo i namiętnie. Nie, tu nic aż tak nie zapadnie w pamięć. Tylko - albo aż - cały film. Od pierwszej chwili na Pandorze widz obserwuje ze zdumieniem, jak cudowny świat można wykreować na monitorze komputera - i jak go przenieść na wielki ekran. Wiadomo, że jest kilka highlightów, które są w filmie odpowiednio uwypuklone. Dla mnie jednak diabełek tkwi w szczegółach, i nie potrafię się tak podniecać scenami podniebnych lotów, jak na przykład panoramą na słynne wiszące góry Pandorry...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ostatnią rzeczą, o której warto napisać, jest &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=StI04ssV-y8"&gt;dynamika&lt;/a&gt;. Od samego początku, do końca filmu akcja goni akcję, ważne dla fabuły wydarzenia następują niesłychanie szybko po sobie. Jest kilka zwolnień dla złapania przez widza oddechu, ale poza tym jest on ciągle zasypywany z ekranu informacjami. Poczucie pędu wzmaga także praca kamery, która z rzadka tylko pokazuje spokojne, statyczne ujęcia, przez większość czasu będąc w ruchu i przyprawiając widza o zawroty głowy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="560" height="340"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/dyDQoXEBkGw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/dyDQoXEBkGw&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="560" height="340"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Trochę nasłodziłem, pora na łyżkę, albo lepiej całą beczułkę goryczy. Przede wszystkim nie ma w tym filmie mowy o grze aktorskiej. Aktorzy to statyści przy uzyskanych przez technologię komputerową efektach. Nie ma tu jednak mowy o sztuczności, jest raczej puszczanie oka do młodszego widza. Zarówno żywi jak i &lt;a href="http://www.dziennik.pl/files/archive/00263/FR_Avatar_263298g.jpg"&gt;cyfrowi aktorzy&lt;/a&gt; nieco przesadnie okazują emocje i zbyt mocno reagują na wydarzenia, aby mniej wyrobieni widzowie bez problemu mogli zrozumieć fabułę. &lt;a href="http://imgur.com/JmRmb"&gt;Fabułę&lt;/a&gt;, która została ograniczona do minimum...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No właśnie. &lt;a href="http://boli.blog.pl/komentarze/index.php?nid=14680349"&gt;Fabuła&lt;/a&gt; jest bardzo ograniczona i płytka. Jest jedynie pretekstem do pokazania nam tych wszystkich wspaniałości nad którymi męczyli się graficy. Postępowanie bohaterów 'Avatara' często wydaje się nieco irracjonalne, często najzwyczajniej w świecie głupie, ale zawsze prowadzi do wizualnej &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=dKm8G9Z8ik4"&gt;orgii&lt;/a&gt;. Każde kolejne wydarzenie na ekranie jest wstępem do jeszcze większego oceanu ognia, wirtualnej krwi i fantastycznych, baśniowych lokalizacji. Jednocześnie nie przesadzono z brutalnością, dzięki czemu film jest bardzo przyjazny dla młodego widza. Wątki miłosne są, a jakże, przy czym miłość jest czysta, nieskalana, i tradycyjnie natrafia na przeszkody jedynie z pozoru nie do przejścia. Wszystko po to, aby jak najwięcej ludzi mogło zostawić swoje ciężko zarobione &lt;span style="font-style: italic;"&gt;baksy&lt;/span&gt; w kasie kina.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jest jeszcze jedna rzecz, która mnie osobiście dość mocno irytowała, a mianowicie &lt;a href="http://shalinguyen.tumblr.com/post/294935786/mechwarrior-world-of-warcraft-avatar-lol"&gt;pomysły&lt;/a&gt;. Z takim budżetem i takimi planami można było z tym filmem zrobić wszystko. Gdy jednak chodziło o podstawowe idee postanowiono niestety powielać sprawdzone &lt;span style="font-style: italic;"&gt;cliche&lt;/span&gt;. Zdaję sobie sprawę, że nakręcenie &lt;a href="http://www.heathermessegee.com/blog_slimeromance.jpg"&gt;historii miłosnej&lt;/a&gt; dwóch bulgocących galaret w świecie, w którym nie ma grawitacji, za to są nienasycone &lt;a href="http://littlesparrow.net/images/gallery_student/char_design/3-4.jpg"&gt;krwiożercze marchewki&lt;/a&gt;, nie napełniłaby kasą producenckich kieszeni, choć sam film można by wtedy uznać za 'wizjonerski' i 'przecierający nowe szlaki'. Niestety, pomysły które widać w 'Avatarze' są bardzo odtwórcze. Projektując lud Na'vi oparto się na Indianach stepów USA i dżungli południowoamerykańskiej, spora część fauny zamieszkującej Pandorrę swoje korzenie odnajduje w ziemskich zwierzątkach (krwiożercze flamingi czy spokojne lemury, a nawet '&lt;a href="http://bsws.gloppy.nl/2008/lib/exe/fetch.php/ausrichterstadt/sleipnir1.jpg"&gt;Sleipniry&lt;/a&gt;', czyli sześciokopytne wierzchowce Na'vi). Trochę szkoda, bo dzięki dobrym pomysłom (jak na przykład niegdyś &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=x4KelxtIjoI"&gt;xenomorph&lt;/a&gt;, który dziś już na stałe wszedł do popkultury) rzeczywiście można było unieśmiertelnić i film, i jego twórców (choć może Cameron o to dbać nie musi, gdyż zawsze będzie w naszej pamięci jako twórca Terminatora).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na pytanie, czy warto szturmować kina by obejrzeć ten film na wielkim ekranie, każdy powinien odpowiedzieć sobie sam. Ja jednak doradzę, aby skorzystać z okazji i zobaczyć choć jeden seans w trójwymiarze. Nie wiadomo bowiem, jak długo 'Avatar' zagości na ekranach polskich kin, a seans z płyty - czy twardego dysku - z pewnością nie pozwoli na pełne odebranie świata 'Avatara'. Co do mnie - widziałem nowe dzieło Camerona dwukrotnie. I za drugim razem przestała mnie irytować płytkość fabuły i sztywność aktorów, za to czekałem na to, aby w spokoju podziwiać wszystkie te szczegóły i szczególiki, które za pierwszym razem mi umknęły...&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-8279521950204430241?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/8279521950204430241/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=8279521950204430241' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8279521950204430241'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/8279521950204430241'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2010/01/co-siedziao-w-puszce-pandorry.html' title='Co siedziało w Puszce Pandorry?'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-1166019923490205423</id><published>2009-10-28T16:08:00.016+01:00</published><updated>2009-11-26T16:11:07.435+01:00</updated><title type='text'>Trick or treat?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6L7nTq49I/AAAAAAAAAJ8/zJp-aAJvCRY/s1600/WoWScrnShot_101809_190333.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 400px; height: 300px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6L7nTq49I/AAAAAAAAAJ8/zJp-aAJvCRY/s400/WoWScrnShot_101809_190333.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408414058798572498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Od samego rana coś było nie tak. Najpierw, gdy spokojnie przemierzałem lasy Felwood, z upiornym rechotem przeleciała obok mnie Trollica na miotle. Zwaliłem to na karb wczorajszej liba... kolacji, na której ewidentnie ktoś doprawił czymś mocniejszym kufel mego ulubionego Pieruńsko Mocnego. Później zza krzaków obserwowało mnie coś, co było ewidentnie krzyżówką gnomich i orczych genów. Cóż, miłość nie jedno ma imię, i nie takie rzeczy się zdarzają. Lecz kiedy miałem już dosiąść gryfa w Szmaragdowym Posterunku, z głośnym świstem nadleciała dynia i nabiła mi się na głowę. Zakląłem brzydko, a kleista, cuchnąca dynią maź wlała mi się do ust. Spróbowałem zerwać ją ze swojej głowy - nic z tego , siedziała mocno. Udało mi się jedynie wyciąć w niej otwory, przez które mogłem odetchnąć zadynionym powietrzem i ujrzeć - skryty za pomarańczową mgiełką - świat.&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dynie były wszędzie. Jedne leżały gdzie popadnie, inne robiły za lampiony. Gdzieś niedaleko widniały pozostałości bądź dyniowej uczty, bądź bitwy na dynie. Dynie były nawet w karmniku dla gryfów. Mały brodaty krasnolud leżał na trawie, trzymając się za brzuch i zanosząc śmiechem. Jego towarzysz, białowłosy elf śmiał się piskliwie, trzymając w dłoniach spory owoc. Jasne było, że ma zamiar użyć go, jako pocisku. Postanowiłem działać. Wyciągnąłem przed siebie ręce w geście Przyzywania, usta same wyrecytowały początek Inkantacji, gdy nagle, tuż przy uchu, usłyszałem cichy szept...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Trick or treat?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Świat zgasł...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kubuslav i Bamborac siedzieli ponuro na trawie. Na ich głowach tkwiły dynie. Niedaleko, w kałuży, rechotała żaba, która moment temu była gnomem.&lt;br /&gt;- Pieprzone Taureny - wybulgotał krasnolud. - Nigdy nie umieli się bawić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Gdy wyżynanie nie kręci jak kiedyś...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Gdy już przemierzyłeś wszystkie ścieżki w Azeroth, Outlandzie i Northendzie, gdy łby wszystkich najważniejszych złoczyńców przytroczyłeś do łęku siodła swego wierzchowca, może przyjść czas na nudę. Lecz nie! przygotowano dla Ciebie coś nowego, ekscytującego, coś ekstra... Święta. To czas, gdy rywalizacja między Hordą a Sojuszem przenosi się w inny, mniej krwawy wymiar. To czas na słuchanie opowieści przy kominku, na uczczenie pamięci Bohaterów, czy na zwykłą zabawę w wesołej kompaniji. Tych świąt jest 15, lecz wciąż dodawane są nowe, często cykliczne. A święta są przede wszystkim te znane z naszego kalendarza, jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc, ale także obchodzi się Letnie Przesilenie, Halloween, Oktoberfest czy Walentynki. Gdy nadchodzą święta, zwiększa się ruch na serwerach. Każdy chce spróbować świątecznych przysmaków i wziąść udział w świątecznych przygodach, by otrzymać upragnioną nagrodę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;It's Halloween...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6M1IOsPUI/AAAAAAAAAKE/EAa3BbRyjdo/s1600/WoWScrnShot_102009_000615.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6M1IOsPUI/AAAAAAAAAKE/EAa3BbRyjdo/s200/WoWScrnShot_102009_000615.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408415046888602946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Halloween, święto duchów, trwa dwa ostatnie tygodnie października. Mieszkańcy krain przystrajają swe domostwa w dyniowe lampiony, po świecie szaleje Bezgłowy Jeździec a karczmarze witają swych gości pytaniem o wybór między łakociem czy psikusem. W zamian obdarują cię jakimś drobiazgiem, jak różdżka pozwalająca zmieniać innych w duchy, ninja czy piratów, cukierki, po zażyciu których można zmienić się w szkielet, czy dynie, które masz umieścić na głowach innych graczy. Możesz wziąć udział w gaszeniu pożarów wznieconych przez Bezgłowego Jeźdźca, by uzyskać swą własną Samobieżną Miotłę Lewitacji (TM), albo po prostu go zabić, by zagarnąć dość rzadki &lt;a href="http://farm3.static.flickr.com/2216/1615838253_ce1f257ff2.jpg"&gt;Szybki Środek Lokomocji Lotniczej BROOOM&lt;/a&gt;, albo &lt;a href="http://www.blogcdn.com/www.wow.com/media/2009/10/evil_gnome_head.jpg"&gt;Mroczny Hełm Demonicznego Uśmiechu.&lt;/a&gt; Możesz też olśnić wszystkich nienagannym uśmiechem uzyskanym dzięki użyciu miast wykałaczki - potężnego kilofa, a - jeśli masz pecha i trafisz na zły humor karczmarza - możesz zostać zmieniony w żabę, nietoperza, czarnego kota, czy nawet... miniaturkę słynnego Diablo!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Oktoberfest&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Tego święta nie da się pamiętać. To czas, gdy krasnoludy wytaczają ze swych piwniczek baryłki &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://i.thottbot.com/ss/o/52161.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 170px; height: 197px;" src="http://i.thottbot.com/ss/o/52161.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;ze złotym trunkiem, wszyscy tańczą, jodłują, klepią się po kolanach i... usiłują utrzymać się na nogach. Do zdobycia są między innymi unikalne wierzchowce - baryłka piwa i różowy słoń, stroje miłośników piwa a także... członkowstwo w Ekskluzywnym Klubie Smakoszy Piwa, którego członkowie co miesiąc odbierają najbardziej unikalne wytwory sztuki piwowarskiej, jakie wytwarzane są w Azeroth. Niech przykładem będzie piwo binarne, po którego spożyciu przez godzinę można się porozumiewać jedynie za pomocą ciągów zerojedynkowych :). Cóż trzeba zrobić? Przede wszystkim spożywać :) lecz w programie jest także ciskanie kuflami oraz prowadzenie pojazdów pod wpływem :) Dla nie lubiących piwa osobników jest także stoisko z wytwornym winem, a dla abstynentów - najdoskonalszy wytwór gnomiej technologii - okulary, po których założeniu spojrzysz na świat z perspektywy człowieka (bądź orka, nie jestem rasistą) trunkowego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Dożynki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm3.static.flickr.com/2210/1540407230_cdb244b76f.jpg?v=0"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 175px; height: 140px;" src="http://farm3.static.flickr.com/2210/1540407230_cdb244b76f.jpg?v=0" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Odbywają się pod koniec września. To czas, gdy można oddać cześć bohaterom i podziękować bogom za udane żniwa. Fajerwerki rozbłyskują na niebie, a grobowce bohaterów wypełniają się małymi lampkami zapalanymi przez pielgrzymujące postacie. W ramach gościnności otrzymać można wiele wyszukanych niecodziennych potraw (choć dla gnoma, który jadł grillowaną ośmiornicę oraz To Niezwykłe Coś niewiele rzeczy robi wrażenie), i wysłuchać wielu historii o wiekach, które minęły.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Przesilenie Letnie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Jeden z najweselszych okresów w roku. W lasach rozpalane są wielkie ogniska, w których dzień i noc płonie święty ogień. O ile ktoś go nie zgasi. Zarówno Sojusz, jak i Horda, umyśliły sobie bowiem wygasić ognie przeciwników. I tu zaczynają się podchody... Poza tym tańczy się (niekoniecznie nago) w świetle księżyca, żongluje pochodniami, zieje ogniem (sic!) czy obsypuje wybrankę bądź wybrańca płatkami letnich kwiatów. Dla kolekcjonera, oprócz stroju, który sprawia, że wyglądasz ogniście, można uzyskać ognistego towarzysza, który reaguje na twoje emocje. Lecz podstawą jest taniec - wiruje się wokół specjalnego słupa, krzesając butami iskry i jednocześnie wzbudzając w sobie magię... Jednym słowem jest pięknie!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object width="425" height="344"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ZRKEE19Whp4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;"&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ZRKEE19Whp4&amp;amp;hl=pl_PL&amp;amp;fs=1&amp;amp;" type="application/x-shockwave-flash" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true" width="425" height="344"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;(Ty)Dzień Dziecka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6SG9SdmlI/AAAAAAAAAKM/EZIe6Lkr64c/s1600/WoWScrnShot_102109_180108.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 200px; height: 150px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6SG9SdmlI/AAAAAAAAAKM/EZIe6Lkr64c/s200/WoWScrnShot_102109_180108.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408420850747415122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Jeden dzień w czerwcu to stanowczo zbyt krótko, aby u(nie)szczęśliwić sieroty z Azeroth. W tym bowiem czasie każdy może przysposobić sobie padawana... znaczy się sierotę, którego zachcianki trzeba spełniać (w stylu: 'Całe życie chciałem zobaczyć morze...'). Aby nie było zbyt cukierkowo, sierotę można też upokorzyć (np. opychając się na jego oczach słodyczami i nie zostawiając mu ani okruszyny). Niektóre sieroty chciałyby otrzymać &lt;a href="http://www.blogcdn.com/www.wow.com/media/2009/08/orphanomg.jpg"&gt;słodziutkie, miluchne stworzonko&lt;/a&gt;, inne wolą podróże po świecie czy widowiska (w stylu pokonania gracza ze strony przeciwnej na oczach dziecka). Żadne jednak nie może oprzeć się magii słodyczy. Można się sprawdzić w roli wirtualnego rodzica... bez końca odpowiadając na pytania w stylu 'A dlaczego tamtemu panu świecą oczy?' ;).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Wielkanoc&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Wiadomo - Wielkanoc to zbieranie czekoladowych pisanek (które stają się w tym okresie&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://gamedame.files.wordpress.com/2008/03/easter_egg.jpeg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 113px; height: 80px;" src="http://gamedame.files.wordpress.com/2008/03/easter_egg.jpeg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; czymś w rodzaju oficjalnej świątecznej waluty) oraz polowanie na &lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/_wyKexApG2uI/SdXhhoPqSeI/AAAAAAAACko/y3NOD3wiGLc/s320/noblegarden_gear.JPG"&gt;Króliczka&lt;/a&gt;. A także rozdawanie kwiatów i przyprawianie sztucznych uszu innym graczom. Można się wtedy również zająć mnożeniem króliczków czy zbieraniem jajek innych niż czekoladowe :) Całkiem kusząca alternatywa :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Walentynki&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_xt3FXzl049w/R7dJIO6Ao9I/AAAAAAAAAXI/51EUvKpMM6k/s400/WoWScrnShot_021208_175517+broken+heart.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 156px; height: 170px;" src="http://bp1.blogger.com/_xt3FXzl049w/R7dJIO6Ao9I/AAAAAAAAAXI/51EUvKpMM6k/s400/WoWScrnShot_021208_175517+broken+heart.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;To okres stresu dla nieumarłych. Zapadają bowiem na nieuleczalną chorobę nakazującą umieszczać wszędzie różowe serduszka i być dla siebie miłym. Cóż można wtedy robić? Przede wszystkim - podrywać oraz leczyć zawody miłosne. Innymi słowy, polować na innych graczy starając się obdarować ich nadmiarem miłości :)  Lecz biada ci, jeśli spróbujesz na siłę zakochać Taurena w Gnomicy... Można także udać się na piknik czy znaleźć niezwykłego... goblina - amorka, który zasypie wszystkich strzałami miłości. Oraz oczywiście bombonierki i alkohol - niezbędny w leczeniu zawodów miłosnych. Poza tym, w Undercity i Ironforge szaleją &lt;a href="http://www.goblinworkshop.com/pics/mobs/jeremiah-payson.jpg"&gt;Demony Miłości&lt;/a&gt; - dosyć odrażające stworzenia, które sprawiają, ze ludzie w ich obecności robią rzeczy, których nie zrobiliby na trzeźwo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Święto Księżyca&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.blogcdn.com/www.wow.com/media/2008/02/ahwowlightbeam.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 98px; height: 123px;" src="http://www.blogcdn.com/www.wow.com/media/2008/02/ahwowlightbeam.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;To czas, gdy oddaje się cześć Księżycowi, czas gdy trzeba po raz kolejny stawić czoła Omenowi - potężnej bestii, która otrzymała niegdyś błogosławieństwo Elune. To czas, gdy na niebie rozbłyskują fajerwerki i gdy można wystroić się w chyba najbardziej eleganckie stroje jakie widział Azeroth. W tym okresie Horda i Sojusz jednoczą się, by wspólnie słać w niebo ogniste kule i pokonać siły ciemności.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Boże Narodzenie i Nowy Rok&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.blogcdn.com/www.wow.com/media/2008/12/ah120508blizzcontest3.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 128px; height: 158px;" src="http://www.blogcdn.com/www.wow.com/media/2008/12/ah120508blizzcontest3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Czym byłoby &lt;a href="http://static.wowhead.com/download/wallpapers/holidays/christmas2008-1024x768.jpg"&gt;Boże Narodzenie&lt;/a&gt; bez choinek, prezentów i Mikołaja? Wszystko to można znaleźć w stolicach Hordy i Przymierza. Każda rasa jednak świętuje inaczej, i jak ludzkie siedziby rozbłyskają ogniem w kominkach i łakociami na drzewku, tak orki na drzewku wieszają inne... hmmm... rzeczy, a ogień służy im nie do ogrzewania się, tylko przyrządzania tajemniczych mikstur. Do tego, niezależnie gdzie się udasz, wszędzie toczone są wojny na śnieżki - także w tropikach czy sercu pustyni. Wszędzie też uwijają się gnomy - pomocnicy Mikołaja. Przy odrobinie szczęścia możesz sam się w taką postać zmienić, bądź otrzymać specjalnego, świątecznego towarzysza :) A Nowy Rok? To wielka, pankontynentalna balanga :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Tydzień Pielgrzyma&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;span&gt;W trakcie tego święta, wracamy do opychania się smakołykami. &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6XfMV0PSI/AAAAAAAAAKU/4ZGdxPMA2g4/s1600/WoWScrnShot_112209_150748.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 148px; height: 111px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6XfMV0PSI/AAAAAAAAAKU/4ZGdxPMA2g4/s200/WoWScrnShot_112209_150748.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5408426764663012642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span&gt;W &lt;/span&gt;&lt;span&gt;ka&lt;/span&gt;&lt;span&gt;żdy&lt;/span&gt;&lt;span&gt;m mieście stoją&lt;/span&gt;&lt;span&gt; świątecznie zastawione stoły, od których wstajesz tylko po&lt;/span&gt;&lt;span&gt; to, aby znów&lt;/span&gt;&lt;span&gt; &lt;/span&gt;&lt;span&gt;zasiąś&lt;/span&gt;&lt;span&gt;ć do posiłku. Ekscytujące są bójki z użyciem żurawiny i indyków... Indyki... One są wt&lt;/span&gt;&lt;span&gt;ed&lt;/span&gt;&lt;span&gt;y wszędzie! A wszystko dlatego, że każdy może otrzymać samopał,&lt;/span&gt;&lt;span&gt; obtaczający ofiarę w pierz&lt;/span&gt;&lt;span&gt;u. I - być może - w smole.&lt;/span&gt;&lt;span&gt; Z niezrozumiałych względów najczęściej poluje się tak na Rzezimiesz&lt;/span&gt;&lt;span&gt;ków...&lt;/span&gt;&lt;span&gt; Poza tym ważne jest przygotowywanie posiłków - &lt;/span&gt;&lt;span&gt;każdy może nauczyć się świątecznych potraw, przy czym niestety niektóre z nich przyrządza się dopiero po osiągnięciu odpowiedniego poziomu...&lt;/span&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold; font-style: italic;"&gt;Święta, święta i po świętach...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Święta to fantastyczna mobilizacja dla graczy. Zadania świąteczne są atrakcyjne (baaaardzo różnią się od typowego 'idź i zabij stu orków') i zapewniają fajne, losowe nagrody. Dlatego też mimo, iż można je wykonywać wielokrotnie, nie nudzą się. Zawsze towarzyszy im ekscytacja - czy może teraz dostanę coś ultra fajnego?? Mobilizacja, odpowiednio poprowadzona, może przenieść się na kolejne godziny spędzone w świecie, bo przecież trzeba trochę 'urosnąć', by móc wykonać jakiegoś specjalnego świątecznego questa. Poza tym rzeczywiście zwiększa się liczba osób grających, co pozwala fajnie spędzić czas w interakcji z innymi :) Jednym słowem - święta to jeden z wielu genialnych pomysłów Blizzarda na wyciągnięcie z mojej kieszeni ciężko zarobionych ojro na abonament :)&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1712243111350215047-1166019923490205423?l=buphallo.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://buphallo.blogspot.com/feeds/1166019923490205423/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1712243111350215047&amp;postID=1166019923490205423' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1166019923490205423'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1712243111350215047/posts/default/1166019923490205423'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://buphallo.blogspot.com/2009/10/trick-or-treat_28.html' title='Trick or treat?'/><author><name>Buphallo</name><uri>http://www.blogger.com/profile/11457458940919574317</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='20' height='32' src='http://3.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/S-z07g1GH5I/AAAAAAAAAMA/ZD_jBTz48X0/S220/0024978394.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/_zJd22c_hEFI/Sw6L7nTq49I/AAAAAAAAAJ8/zJp-aAJvCRY/s72-c/WoWScrnShot_101809_190333.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1712243111350215047.post-2811682695093912388</id><published>2009-08-13T11:19:00.018+02:00</published><updated>2009-08-19T21:42:53.247+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Szef kuchni poleca'/><title type='text'>Z warząchwią i kopyścią przez Węgry</title><content type='html'>&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://lh5.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/SoHT_ag264I/AAAAAAAAD4s/dqaANsWjCTM/s576/P1020502.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0px auto 10px; display: block; text-align: center; cursor: pointer; width: 521px; height: 594px;" src="http://lh5.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/SoHT_ag264I/AAAAAAAAD4s/dqaANsWjCTM/s576/P1020502.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Kiedy wyjeżdżam za granicę pamiętam o trzech rzeczach: &lt;a href="http://img200.imageshack.us/img200/5408/kapaz.jpg"&gt;wygodnym kapeluszu&lt;/a&gt;, dobrym humorze oraz tym, by kiedy tylko się da kosztować smaków miejscowej kuchni. Dzięki temu zawsze wracam pełen nowych doznań (z reguły pozytywnych :) ). Tym razem trafiłem na Węgry, gdzie moje soki trawienne musiały stawić czoła takim smakołykom, jak &lt;a href="http://www.pagetoscreen.net/photographs/animals/DSC08238_medium.jpg"&gt;oko wołu&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://www.brooklynfarmhouse.com/wp-content/uploads/2009/03/candied-ginger.jpg"&gt;kandyzowany imbir&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://romeksamolotrewju.blox.pl/resource/chef.gif"&gt;szef kuchni&lt;/a&gt; czy dziewicze ślozy...&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://firma.kofola.cz/foto/3/kofola_0,4_zepredu.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 120px; height: 133px;" src="http://firma.kofola.cz/foto/3/kofola_0,4_zepredu.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Zanim dotarliśmy na Węgry, czekała nas długa droga. Po drodze raczyliśmy się pierogami z okna i plackami ziemniaczanymi &lt;strong style="font-weight: normal;"&gt;à&lt;/strong&gt; la Rekin na Castle Party oraz nieśmiertelnymi &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/2/27/P%C3%A1rek_v_rohl%C3%ADku.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;parkami v rohlikach&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; i pyszną &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=OwELxvG5c-E"&gt;Kofolą&lt;/a&gt; na Spiskim Zamku. Długo by chwalić walory miejscowych kuchni. Wystarczy podkreślić, że pierogi z okna można było potem skonsumować w autentycznym salonie z epoki późnego Gomułki a Kofola jest napitkiem absolutnie wyjątkowym w skali świata - stanowi świetne połączenie coli z ekstraktem ziołowym podobnym w smaku do nalewek ziołowych typu &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=E1T91Om0zT8"&gt;Becherovka&lt;/a&gt; czy &lt;a href="http://i327.photobucket.com/albums/k461/dohcem/Jagermeister.png?t=1250512322"&gt;Jägermeister&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Aggtelek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Babgulyas i dziewicze łzy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/SoHTyZvMAKI/AAAAAAAAD38/8TlN85OynZs/s912/P1020486.JPG"&gt;Jaskinia Baradla&lt;/a&gt; w Aggtelek to najdłuższa jaskinia środkowej Europy. Nic więc dziwnego, że &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://gonoszgumi.files.wordpress.com/2009/04/babgulyas1.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 287px; height: 191px;" src="http://gonoszgumi.files.wordpress.com/2009/04/babgulyas1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;zanim zeszliśmy w głąb Ziemi, zdecydowaliśmy się na solidny posiłek. Jako, że miejscowe menu było dość ubogie, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;babgulyas&lt;/span&gt; wydawał się jedyną - prócz szaszłyka - potrawą kuchni węgierskiej. &lt;a href="http://www.nosalty.hu/files/recept_kepek/rabl%C3%B3h%C3%BAs_0.jpg"&gt;Szaszłyk&lt;/a&gt; zamówiła Kasia i bardzo go sobie potem chwaliła. Nie mogła nadziwić się odpowiednio przyrządzonej cebulce, która owszem, była zeszklona, lecz nie spieczona, jak to bywa w większości polskich szaszłyków. Węgrzy bowiem bardzo uważają aby cebuli nie pozbawić wody, dzięki czemu ich potrawy zyskują na smaku i aromacie. Mój &lt;span style="font-style: italic;"&gt;babgulyas&lt;/span&gt; okazał się wariacją na temat zupy fasolowej na gulaszu. Dużo rzadszy od typowej &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Gulaschsuppe&lt;/span&gt; ale za to doskonale przyprawiony, no i bardzo gorący.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.herdaily.com/blogimg/recipes/chicken%20paprika%20with%20dumplings.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 246px; height: 164px;" src="http://www.herdaily.com/blogimg/recipes/chicken%20paprika%20with%20dumplings.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Wieczorkiem, po zbadaniu jaskiń i lekkim przemarznięciu (temperatura pod ziemią nie była wyższa niż 10 stopni) pozwoliliśmy sobie na pełen posiłek. Tym razem były to &lt;a href="http://farm3.static.flickr.com/2099/2101972321_51e7977987.jpg"&gt;pieczone pierożki&lt;/a&gt; z mięsnym farszem dla Mej Lubej, oraz wołowina duszona w sosie pieprzowym dla mnie. Pierożki były o tyle fajne, że każdy z nich był z innym nadzieniem, niestety, było ich niewiele. Za to moje danie sprawiło, że się rozpłynąłem. A wszystko, przez sos! Esencjonalny, pachnący winem, mocno pieprzowy za to wcale nie ostry! To on stanowił o sile potrawy.&lt;br /&gt;Pewnie jesteście ciekawi, cóż to są owe &lt;a href="http://halka-tour.in.ua/pl/images/morfeoshow/splav_po_dni-1610/big/014.jpg?rand=742649604"&gt;dziewicze ślozy&lt;/a&gt;. Ano, najprościej mówiąc, jest to &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.purebredart.com/about/images/about_alexandra_004.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 120px; height: 161px;" src="http://www.purebredart.com/about/images/about_alexandra_004.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;szeroka gama drinków bezalkoholowych. Szanująca się kawiarnia ma w swym repertuarze co najmniej kilka takich napojów. Są to albo wariacje na temat znanych drinków jak &lt;a href="http://www.recipezaar.com/Virgin-Caipirinha-Non-Alcoholic-255839"&gt;Caipirinha&lt;/a&gt; czy Mojito (zwane wtedy np. Virgin Mojito, choć spotkałem też drink o nazwie &lt;a href="http://hiscrivener.files.wordpress.com/2008/12/playboy-virgin-mary1.jpg?w=300&amp;amp;h=380"&gt;Virgin Mary&lt;/a&gt; :) , który miał w swoim składzie &lt;a href="http://ogrod.files.wordpress.com/2009/02/seler.jpg"&gt;selera&lt;/a&gt;!), albo autorskie kompozycje z kruszonego lodu, soków owocowych i zmiksowanych w blenderze owoców. Dlaczego piszę o bezalkoholowych drinkach? Ano, po pierwsze dlatego, że na Węgrzech dopuszczalna ilość promili alkoholu we krwi dla kierowcy to 0,0 i nie ma przebacz, a po drugie - są one zwyczajnie pyszne! Szczególnie rozsmakowałem się w mieszaninie o nazwie &lt;a href="http://www.marieclaire.com/cm/marieclaire/images/akuzio-East-Village-Passion-lg-86235104.jpg"&gt;Tear of Passion&lt;/a&gt;, mająca w swoim składzie soki pomarańczowy, ananasowy oraz zmiksowane w blenderze do konsystencji piany marakuja z brzoskwinią. Dla mnie bomba!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Tokaj&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wino i tajemnice&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.hrelations.com/images/tartalom/orig/tokaji.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 203px; height: 208px;" src="http://www.hrelations.com/images/tartalom/orig/tokaji.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Być na Węgrzech i nie odwiedzić Tokaju, to tak jak być na Węgrzech i nie zobaczyć &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=sKw08viMAm8"&gt;Balatonu&lt;/a&gt; ;). Ta stolica wina, malowniczo usytuowana u zbiegu rzek Cisy i Bodrogu, na zboczu wygasłego wulkanu, to słodkie, spokojne miasteczko z wręcz oniryczną atmosferą. Przyjechaliśmy tam w jednym celu - &lt;a href="http://c.wrzuta.pl/wm11715/6fc5d2140010969d46d34ae9/Menel%20Strzegom?type=i&amp;amp;key=9i0VYuEMBf&amp;amp;ft=d"&gt;degustować&lt;/a&gt; i odkrywać nowe, winne smaki. Restauracja do której trafiliśmy wyróżniała się wielką salą, pełną rozmaitych trofeów myśliwskich. Jasne więc dla mnie było, że zamówię, jak to stało w karcie... The Mystery of Tokai. Dzięki przemiłemu kelnerowi, który odwodził mnie od zamówienia tego dania z kluskami (&lt;a href="http://vegetarianus.freeblog.hu/Files/haromsajtos%20galuska350.jpg"&gt;galuska&lt;/a&gt;), zamówiłem z frytkami (&lt;a href="http://www.gawker.com/assets/resources/2008/05/fries.jpeg"&gt;fries&lt;/a&gt;), a dostałem... z ryżem (&lt;a href="http://www.bbc.co.uk/leeds/content/images/2008/06/02/rice_fields_300_300x300.jpg"&gt;rice&lt;/a&gt;). Oprócz ryżu, pod&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.beefretail.org/deImagesBR/SteaksForBraising/Braise_06.JPG"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 161px; height: 185px;" src="http://www.beefretail.org/deImagesBR/SteaksForBraising/Braise_06.JPG" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; całkiem sporym omletem, znajdował się kawałek ryby (&lt;a href="http://pzw.eu.w.interia.pl/lin3.jpg"&gt;lina&lt;/a&gt;, jak przypuszczam), pieczone &lt;a href="http://www.zgapa.pl/zgapedia/data_pictures/_uploads_wiki/l/Legs.jpg"&gt;udko&lt;/a&gt; kurczęcia i smażony płat mięsiwa, który równie dobrze mógł być wariacją na temat schabowego jak panierowaną dziczyzną. Mój Skarb zamówił natomiast &lt;a href="http://www.personalfinanceanalyst.com/wp-content/uploads/2009/03/steak.jpg"&gt;stek&lt;/a&gt;, którego wielkość wprawiła w osłupienie nawet mnie. Był to jeden z największych połci wołowiny, jakie kiedykolwiek widziałem na talerzu. Lecz gwoździem programu miały stać się wina :). Tokaj oferuje bowiem turystom zwiedzanie &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cc/Tokaj_cellar2.png"&gt;piwnic winnych&lt;/a&gt; wraz z degustacją. My wybraliśmy najbardziej znaną, zabytkową &lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/7/73/Tokaj_Rakoczi_pince.jpg/800px-Tokaj_Rakoczi_pince.jpg"&gt;Piwnicę Rakoczego&lt;/a&gt;.&lt;br /&gt;Jako, że nie jesteśmy koneserami win, z bogatego repertuaru degustacyjnego wybraliśmy podróż poprzez rozmaite rodzaje win tokajskich. Mieliśmy przemiłą przewodniczkę, dzięki której dowiedzieliśmy się bardzo wiele o samych winach, jak i sposobach ich wytwarzania, przygotowywania i zwyczajach konsumpcyjnych. Warto bowiem wiedzieć, że za niepowtarzalną słodycz i aromat win tokajskich odpowiadają słońce, wysuszające część owoców &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.hungarian-wines.co.uk/images/tokaj-wines.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 290px; height: 157px;" src="http://www.hungarian-wines.co.uk/images/tokaj-wines.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;niemal na rodzynki, oraz bardzo szczególna pleśń, która te owoce pokrywa. Jako pierwszego dano nam skosztować Tokaju &lt;a href="http://www.ajandekkosaresdoboz.hu/pictures/98.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Furmint&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Jest on wytwarzany z winogron najpowszechniejszej w Tokaju odmiany Furmint, z całych kiści nie zawierających &lt;a href="http://www.balassabor.hu/images/illustrations/zoomed/aszus-toppedt-szemek-2007-zeta-mezes-maly.jpg"&gt;najcenniejszych owoców&lt;/a&gt; - tych wysuszonych i nie zainfekowanych pleśnią. Rezultat to kwaśne, wytrawne białe wino o szczególnym aromacie. &lt;span style="font-family:georgia;"&gt;Kolejnym winem był Tokaj &lt;a href="http://img.alibaba.com/photo/11801512/Tokaji_Harslevelu_Semi_Sweet_White_Wine.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hárslevelű&lt;/span&gt;&lt;/a&gt; - półwytrawny trunek o intensywnym smaku, w którym nuty owocowe mieszały się z ciepłymi nutami przypraw i lipy. Jest on wyrabiany jedynie z winogron odmian &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:georgia;"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Hárslevelű&lt;/span&gt;, podobnie jak kolejny trunek - &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;a href="http://www.borvarazs.hu/product/picture/134/9_Puklus_Tokai_S_rgamuskot_ly_web.jpg"&gt;Sárgamuskotály&lt;/a&gt; &lt;/i&gt;jedynie z winogron odmiany &lt;i&gt;Yellow Muscat. &lt;/i&gt;Ten, zaserwowany nam jako trzeci w kolejności, wyróżniał się bardzo owocowym smakiem. Jednocześnie podczas degustacji można było niemal poczuć lekkie musowanie wina - po dodaniu do niego wody sodowej (picie wina rozcieńczonego wodą sodową to kolejny węgierski wynalazek) można uzyskać drinka rewelacyjnego na upały - odświeżającego i nie uderzającego do głowy.&lt;br /&gt;Trzy kolejne wina to już ekstraklasa, a wszystkie sporządza się z winogron odmiany Furmint. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.tradnaturasport.hu/pix/kis/Bottles-of-old-Aszu-wine-small.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 150px; height: 113px;" src="http://www.tradnaturasport.hu/pix/kis/Bottles-of-old-Aszu-wine-small.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Tokaj &lt;a href="http://www.kovalikpince.wss.hu/kepek/borok/bor_tokaji_szamorodni_edes.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szamorodni&lt;/span&gt;,&lt;/a&gt; nazwany tak przez polskich kupców, którzy stwierdzili, że to wino się praktycznie samo robi :), sporządza się z całych kiści. Jako, że siłą rzeczy trafiają się tam najcenniejsze dla winiarzy &lt;a href="http://www.vivamus.hu/userfiles/aszuszem%281%29.jpg"&gt;spleśniałe owoce&lt;/a&gt;, wino dostaje słodyczy i aromatu, a także procentów - jest średnio o 4% mocniejsze, niż bardziej 'poślednie' tokaje. W zależności od rocznika (czyli ilości najcenniejszych owoców) może być słodsze bądź wytrawniejsze, zawsze jednak jest pyszne. No i wreszcie najsłynniejszy Tokaj &lt;a href="http://www.borvarazs.hu/product/picture/133/2_Puklus_Tokaji_Aszu_5puttony_web.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aszú&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. O nim poeta pisał, że 'nie masz wina nad Węgrzyna'. Wino o kolorze ciemnego bursztynu, bardzo słodkie, a im słodsze - tym mocniejsze, i niesamowicie aromatyczne. Ciężko opisać ten aromat komuś, kto nie smakował &lt;span style="font-style: italic;"&gt;Aszú&lt;/span&gt;, z uwagi na jego unikalność. Ma w sobie coś z miodu, coś z intensywności winogron - po prostu poezja. Wytwarza się go całkowicie ręcznie - ze zdrowych gron Furminta obrywa się zainfekowane owoce do osobnych, drewnianych cebrów - &lt;a href="http://www.zgapa.pl/zgapedia/Putton.html"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;puttonyos&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Pozostałe, wymyte i bez łodyg i liści, wyciska się do moszczu. Później, w zależności od &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.crownestates-tokaji.com/pix/otherpix/various/big/museum_cellar2.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 233px; height: 125px;" src="http://www.crownestates-tokaji.com/pix/otherpix/various/big/museum_cellar2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;tego, jakiej jakości wino chce się osiągnąć, wyciska się owe cebry owoców, &lt;span style="font-style: italic;"&gt;puttony&lt;/span&gt;, do moszczu. W ten sposób wino zyskuje oznaczenie swej jakości - 3 &lt;span style="font-style: italic;"&gt;puttonyos&lt;/span&gt; to dobry Tokaj&lt;span style="font-style: italic;"&gt; Aszú&lt;/span&gt;, 6 &lt;span style="font-style: italic;"&gt;puttonyos &lt;/span&gt;- najwyższej próby. Szóstym winem był unikat, którego nie ma w szerszej sprzedaży - czyli Tokaj &lt;a href="http://www.arvaybor.hu/shopimg/pictures_hu/2003.%20Ford%C3%ADt%C3%A1s.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Fordítás&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Jest on wytwarzany poprzez powtórne wyciśnięcie soków z uprzednio użytych winogron pokrytych pleśnią. Dzięki temu wino to uzyskuje jedyny w swoim rodzaju ciepły aromat przypraw, kory drzew i suszonych owoców. Doskonałość w każdym calu...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Hortobagy&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Czardy i bogracze&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Do Hortobagy pojechaliśmy, aby ujrzeć &lt;a href="http://lh6.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/SoHULcSL2iI/AAAAAAAAD5c/O5dDqwDp8Vs/s912/P1020513.JPG"&gt;pusztę&lt;/a&gt;, czyli węgierskie stepy. Przy okazji udało nam się zobaczyć prawdziwe &lt;a href="http://m.blog.hu/ga/gasztronauta/image/Cs%C3%A1rd%C3%A1k/csarda1_nagy.jpg"&gt;czardy&lt;/a&gt;, zachowane gospody z przełomu XIX i XX wieku. W&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.rencz.hu/bogracs.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 171px; height: 154px;" src="http://www.rencz.hu/bogracs.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;łaśnie w muzealnej czardzie, na jednej z ekspozycji ujrzeliśmy &lt;a href="http://www.congresstravel.hu/iscb/bogracs.jpg"&gt;bogracze&lt;/a&gt; - tradycyjne pusztuńskie kociołki, służące do przygotowywania posiłków. Mimo, iż płonęła w nas chęć aby jeden z nich zabrać ze sobą do Polski, postanowiliśmy powstrzymać się i zamiast tego spróbować &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rH9MaW1tjig"&gt;tradycyjnej potrawy przygotowanej w bograczu&lt;/a&gt;. Jakież było nasz zdziwienie, gdy okazało się, że żaden z lokali nie oferował tradycyjnych bograczowych gulaszów...&lt;br /&gt;Zamiast tego wybraliśmy więc rzecz dość popularną na Węgrzech, a mianowicie półmisek dla dwojga - tu zwany półmiskiem z czardy. Taki półmisek to z reguły trzy bądź cztery rodzaje 'zapychaczy' - ziemniaki z &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.zsindelyescsarda.hu/pictures/020.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 249px; height: 165px;" src="http://www.zsindelyescsarda.hu/pictures/020.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;wody bądź krokieciki, kluski 'galuski', ryż (czasem podawany z odrobiną zielonego groszku, ciekawe połączenie), makaron albo frytki, oraz kilka rodzajów mięsa. Obowiązkowo jest tam smażona ryba słodkowodna (lin bądź &lt;a href="http://scienceblogs.com/clock/upload/2007/05/Big_catfish.jpg"&gt;sum&lt;/a&gt;, w zależności od lokalu), drób w formie smażonych filetów, skrzydełek bądź udek, oraz wołowina, często fantazyjnie doprawiona boczkiem. Do tego w ramach urozmaicenia odrobina surówek (głównie marchew i kapusta), pieczarki, duszona papryka, smażona cebula czy &lt;a href="http://z.about.com/d/easteuropeanfood/1/0/-/A/-/-/bulgarianfriedcheesex500.jpg"&gt;smażone kawałki serów&lt;/a&gt;. Półmisek taki choć zaplanowany dla dwojga, spokojnie może wykarmić trójkę głodnych podróżników.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Eger&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Bycza krew i szef kuchni&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;a href="http://haniballecter.blox.pl/resource/eger.jpg"&gt;Eger&lt;/a&gt; to urokliwe miasto położone u stóp Gór Bukowych. Jego burzliwa historia sprawia, że i po dziś dzień Eger to tygiel, w którym mieszają się wpływy różnych kultur. Również i kulinarnych. Bowiem nie w każdej kulturze szef kuchni jest jednym z najważniejszych składników podawanych dań... Tak, to nie błąd. Restauracja, w której zdecydowaliśmy się na posiłek wyszła na przeciwko&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm3.static.flickr.com/2371/2269562620_7686b39fdd.jpg?v=0"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 240px; height: 180px;" src="http://farm3.static.flickr.com/2371/2269562620_7686b39fdd.jpg?v=0" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/_HTQ7n9Azmro/R5i247o3NQI/AAAAAAAAAZI/xIy_x8JD41A/s400/LotsOfWine.jpg"&gt;potrzebom Polaków&lt;/a&gt;, którzy w pogoni za węgierskim winem udają się do Egeru, i miała menu przetłumaczone na polski. Spora bowiem część naszych rodaków nie tylko nie zna węgierskiego (co jest w sumie zrozumiałe), ale także nie posługuje się żadnym z mniej barbarzyńskich języków. Choć już wcześniej widzieliśmy w węgierskim menu &lt;a href="http://th.interia.pl/11,oikuchnia,d2b60f5341448/47dc021694ba7_440.jpg"&gt;srytki&lt;/a&gt;, to szef kuchni stanowił dla nas wyzwanie, zwłaszcza, że stanowił główny składnik przynajmniej dwóch potraw... Postanowiłem więc zamówić jedną z nich - przysmak myśliwego. Aby jednak nie być głodnym, w razie, gdyby szef kuchni okazał się łykowaty i niestrawny, zamówiłem pasującą do myśliwych &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm3.static.flickr.com/2075/2175012243_46c62b3a44.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 260px; height: 195px;" src="http://farm3.static.flickr.com/2075/2175012243_46c62b3a44.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://www.5min.com/Video/French-Mushroom-Soup-108698428"&gt;zupę grzybową&lt;/a&gt;. Kasia wybrała &lt;a href="http://lh3.ggpht.com/_uJlcAuRydbA/SoHVmlpPuPI/AAAAAAAAEGE/PmbdRSEznd0/s800/P1020600.JPG"&gt;zupę owocową&lt;/a&gt;, na którą nabrała strasznej ochoty, oraz potrawę 'dziewcząt zbierających wino'. Zupy były doskonałe. Kasia pod sporą pierzynką ze śmietany odkryła, że w jej zupie prócz wiśni i brzoskwiń pływają także winogrona i ananasy, ja zaś z pewnym rozczarowaniem stwierdziłem, że w mej zupie owszem, są grzyby - ale nie leśne, lecz pieczarki. Gdy nadeszło drugie danie okazało się, że i w jednym, i w drugim przypadku jest to &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=QWj0AqLj5vc"&gt;dziczyzna&lt;/a&gt; w rewelacyjnym, gęstym sosie. Sos Mej Lubej okazał się być mocno winny, mój zaś - słodki i orzeźwiający, z podobnym zestawem owoców co zupa Kasi. Obrazu dzieła dopełniały galuski i kwaśna śmietana. Rewelacja! Choć do dziś zachodzę w głowę, czy to co zjadłem, to był jelonek, czy może jednak &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=CAsYwW7pt7o"&gt;szef kuchni&lt;/a&gt;, któremu zdarzyło się przesolić którąś z potraw...&lt;br /&gt;Eger słynie także z winnic, które porastają okoliczne wzgórza. Wytwarza się tu jedyne w swoim rodzaju wytrawne czerwone wino - Byczą Krew, czyli &lt;a href="http://vinedesigns.files.wordpress.com/2009/05/weblapba025.jpg"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Egri Bikavér&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;. Inaczej niż w Tokaju, gdzie tłoczy się tylko białe szlachetne wina, w Egerze wyrabia się szeroki wac&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm1.static.flickr.com/113/281566588_9bd9f03ef8.jpg?v=0"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 236px; height: 177px;" src="http://farm1.static.flickr.com/113/281566588_9bd9f03ef8.jpg?v=0" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;hlarz trunków, od czerwonych, przez różowe, po białe. Słynne na całą Europę są &lt;a href="http://www.eger-matyovendeghaz.hu/en/images/eger_varos_a_varos_alatt.jpg"&gt;egerskie piwniczki&lt;/a&gt;, zwłaszcza te leżące w &lt;a href="http://www.canin.mm.pl/wp-content/uploads/2008/11/imgp1829m.jpg"&gt;Dolinie Pięknej Pani&lt;/a&gt;. Jest ich tam sporo, wykute głęboko w skale, jedna przy drugiej. Tam, we wnętrzu góry, w ciszy i spokoju, w odpowiedniej temperaturze leżakują wina. Przy wejściach do piwniczek natomiast powstały winiarnie, gdzie można kosztować trunki i... zamawiać je na litry, w czym przodują nasi przedsiębiorczy rodacy. Trzeba jedynie pamiętać, że wino nalane bezpośrednio z beczki do plastikowych pojemników, czy szklanych gąsiorków, należy szybko opróżnić, by nie przeszło zapachem pojemnika, albo zwyczajnie się nie zepsuło. Do &lt;a href="http://mmagia.files.wordpress.com/2009/01/cute-cat-sleep.jpg"&gt;leżakowania&lt;/a&gt; nadają się wyselekcjonowane i butelkowane wina, które również można nabyć w Dolinie Pięknej Pani.&lt;br /&gt;Dla &lt;a href="http://malcia4.wrzuta.pl/sr/f/72PC3awwz84/pijak"&gt;smakosza win&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.fsz.bme.hu/hungary/cuisine/drinks/szoeloe.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 180px; height: 163px;" src="http://www.fsz.bme.hu/hungary/cuisine/drinks/szoeloe.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; jest to raj na ziemi. Każda z piwniczek oferuje przynajmniej sześć do dziesięciu rodzajów wina, do tego wino z różnych roczników potrafi znacząco się różnić. Różnią się także wina z sąsiednich piwniczek, tak jak różnią się winnice z których pochodzi napój i jak różni się sposób jego wytworzenia. Niektórzy leżakują swe wina w drewnianych beczkach, inni - w &lt;a href="http://www.andreburgos.com/wineitem/wi699d.jpg"&gt;metalowych kadziach&lt;/a&gt;, jeszcze inni mają kadzie z kamienia. Nic, tylko przechadzać się i kosztować kolejnych trunków, do czego barmanki same zachęcają nalewając odrobinę wina do kieliszków i po podjęciu przez klienta decyzji uzupełniając kielich wybranym trunkiem. Tylko trzeba pomyśleć o noclegu na miejscu, bo te 0,0% za kółkiem potrafi człowieka zaboleć. W każdym razie, Moja Pani była zachwycona. :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-weight: bold;"&gt;Budapeszt&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Langosze, perskie przyprawy i strudle&lt;/span&gt; &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;...ale zacznę od czegoś zupełnie innego. W Budapeszcie bowiem udało nam się zjeść absolutnie &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://farm4.static.flickr.com/3613/3307885136_ca56f0682d.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 248px; height: 186px;" src="http://farm4.static.flickr.com/3613/3307885136_ca56f0682d.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;przewspaniałe potrawy węgierskiej kuchni - wołowinę po pesztańsku i dziczyznę w winie. Maestria smaków, jaką zapewnił nam kucharz w restauracji, do której trafiliśmy zupełnym przypadkiem, była niezapomniana. Obydwie potrawy były bardzo proste - ot, mięso uduszone w sosie, do tego zwykłe kluski czy krokieciki ziemniaczane, i coś na kształt surówki. Natomiast cuda tkwiły - po raz kolejny - w &lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/_c0CZVH21kJU/SK3m6zYvHhI/AAAAAAAAAD4/i6b4suZGBFc/s320/HollandaiseSauce.jpg"&gt;sosach&lt;/a&gt;. Sos Kasi zawierał w sobie świeżą paprykę, cebulkę, pieczarki i bodaj śmietanę, podczas gdy moja dziczyzna pływała w sosie miodowo - winnym, co nadawało potrawie jedynego w swoim rodzaju aromatu. Także po wizycie w Budapeszcie mogliśmy z całą pewnością stwierdzić, że to nie gulasze czy lecza stanowią o sile węgierskiej kuchni, ale właśnie sosy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.studiolum.com/wang/img/perzsakoszt-550.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 201px; height: 175px;" src="http://www.studiolum.com/wang/img/perzsakoszt-550.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Muszę się przyznać, że Budapeszt przywitał nas takim upałem, że posiłki musiały być lekkie i aromatyczne. Stąd trafiliśmy do &lt;a href="http://www.shirazetterem.hu/"&gt;przytulnej perskiej knajpki&lt;/a&gt;, w której oprócz &lt;a href="http://farm1.static.flickr.com/3/5537579_a2bd6ead0b.jpg?v=0"&gt;fajki wodnej&lt;/a&gt; (nie zdecydowałbym się na nią, bo już samym rozgrzanym budapesztańskim powietrzem ciężko było oddychać) był szeroki wybór sałatek. Sałatki te zawierały w sobie prawdziwą fetę i kilka rodzajów oliwek - Moja Żona rzecz jasna w swojej musiała mieć różnego rodzaju &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=vqCzU6Mcvy0"&gt;brzydale&lt;/a&gt; - &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=lwAqhThd_EQ"&gt;macki ośmiorniczek&lt;/a&gt;, krewetki i małe małże. Do tego 'wisienką na torcie' były perskie przyprawy, których nie odważę się zidentyfikować, nadające sałatkom fajnego orientalnego posmaku.&lt;br /&gt;No i langoliery... &lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/L%C3%A1ngos"&gt;Langosze&lt;/a&gt; znaczy się. Absolutnie niesamowita niesamowitość. &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://www.chew.hu/entry_images/a%20face%20full%20of%20l%C3%A1ngos.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 0pt 10px 10px; float: right; cursor: pointer; width: 215px; height: 127px;" src="http://www.chew.hu/entry_images/a%20face%20full%20of%20l%C3%A1ngos.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;Langosz to węgierski, wielki, drożdżowy racuch, podawany nie na słodko, jak to się zwykło u nas podawać, ale na słono. Racuch ten ma wielkość niedużej patelni i jest w miarę płaski. Jada się go samego, posolonego, albo w wersji extra, czyli posmarowanego kwaśną śmietaną i posypanego serowymi wiórkami z miękkiego, niewysuszonego sera. Podaje się go oczywiście na ciepło, tak, aby śmietana go lekko schłodziła, a ideałem jest, by ser stał się jednocześnie leciutko ciągnący. Pycha!&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://z.about.com/d/easteuropeanfood/1/0/B/9/-/-/cherrystrudel25.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer; width: 224px; height: 167px;" src="http://z.about.com/d/easteuropeanfood/1/0/B/9/-/-/cherrystrudel25.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Strudel"&gt;Strudle&lt;/a&gt; natomiast to specyficzne, ukochane przez Austriaków ciastka z różnorakim nadzieniem. W budapesztańskiej Hali Targowej, wśród wszystkich &lt;a href="http://farm4.static.flickr.com/3177/2646672302_3a98c02a55.jpg?v=0"&gt;kolbas&lt;/a&gt;, &lt;a href="http://farm1.static.flickr.com/32/53071820_54b63abb58.jpg"&gt;arbuzów&lt;/a&gt;, salami, brzoskwiń i &lt;a href="http://www.budapest-tourist-guide.com/image-files/central_market_budapest02.jpg"&gt;papryki&lt;/a&gt; było kilka stoisk oferujących te smakowitości. Można było zamówić strudla z twarogiem, jabłkami, makiem, orzechami, wiśniami albo dowolną kombinacją tych sk
