Co gra Nanowar? Jeśli odpaliliście grajka na górze strony, pewnie już wiecie :) Chopoki tną siarczysty heavy metal starej szkoły. Wiecie, solówki, piejący wokal i perkusyjne galopady. Do tego swojskie teksty o pozerach, smokach, metalu, pizzy i mieczach i mamy pełen obraz "najprawdziwszego metalowego bandu na świecie", jak lubią się określać. Co więcej, Nanowar gra (z reguły wyprzedane) koncerty w całej Europie. W internecie można znaleźć fragmenty koncertów z Bułgarii, Chorwacji czy Austrii. Dlatego nic nie staje na przeszkodzie, abyście wsparli akcję 'Nanowar w Twoim mieście' wchodząc na ich stronę internetową i głosując w ankiecie :) Kto wie, może rzeczywiście przyjadą i dadzą nam lekcje najprawdziwszego metalu :)
Na strych wyniosłem stare albumy ze zdjęciami, gry i zasłyszane opowieści. Z piwnicy wciąż dobiega jazgot piłującej w nieskończoność jeden riff kapeli. A pomiędzy jestem ja.
środa, 30 kwietnia 2008
Metalowe spaghetti czyli co lubią jadać smoki
Co gra Nanowar? Jeśli odpaliliście grajka na górze strony, pewnie już wiecie :) Chopoki tną siarczysty heavy metal starej szkoły. Wiecie, solówki, piejący wokal i perkusyjne galopady. Do tego swojskie teksty o pozerach, smokach, metalu, pizzy i mieczach i mamy pełen obraz "najprawdziwszego metalowego bandu na świecie", jak lubią się określać. Co więcej, Nanowar gra (z reguły wyprzedane) koncerty w całej Europie. W internecie można znaleźć fragmenty koncertów z Bułgarii, Chorwacji czy Austrii. Dlatego nic nie staje na przeszkodzie, abyście wsparli akcję 'Nanowar w Twoim mieście' wchodząc na ich stronę internetową i głosując w ankiecie :) Kto wie, może rzeczywiście przyjadą i dadzą nam lekcje najprawdziwszego metalu :)
wtorek, 29 kwietnia 2008
Po lewej ręce Boga
Co tu dużo pisać - świetny obrazek. Da się w nim znaleźć cliche z teledysków Satyricon, Morbid Angel czy Dimmu Borgir, ale jeśli taka ma być konwencja 'metalowego video', to ja jestem jak najbardziej za!
Poza tym Nergal ma u mnie dużego plusa za video ze scenariuszem - ostatnio najczęściej emitowane są po prostu klipy, w których zespół szaleje na scenie i poza nią. Najwyraźniej najprościej takie przygotować :) Behemoth na łatwiznę nie poszedł, wydał sporą kasę na produkcję, ale opłaciło się. Czekam teraz na wersję w wyższej rozdzielczości, coby obejrzeć ją na większym ekranie.
Siedząc oczywiście po lewej ręce Boga.
piątek, 25 kwietnia 2008
Piraci słodkich wód
Pamiętam jak dziś. Magazyn Morski 'Morze', emitowany w polskiej telewizji, przyciągał mnie przed telepudło co weekend. I, choć w programie omawiane były tak ciekawe dla dziesięciolatka tematy jak ochrona populacji dorsza w Bałtyku czy nowoczesna technika frachtu w Japonii, nie można mnie było wypędzić sprzed telewizora. Dlaczego? Z powodu czołówki, która była emitowana zarówno na początku programu, jak i na jego zakończenie. Czołówki, która wciąż robi na mnie wielkie wrażenie.
Później byli 'Piraci' Romana Polańskiego. W kinie siedziałem zafascynowany, i choć części dowcipów jeszcze nie rozumiałem, byłem podekscytowany i gotowy na wyprawę na Karaiby, po pirackie skarby. Scena z opuszczaniem portu wraz ze skradzionym azteckim tronem po dziś dzień budzi mój uśmiech, a trzej bohaterowie (Red, Frog i Boomako) - sympatię.
Dwadzieścia lat musiałem czekać na film, który obudzi u mnie piracką fantazję ;) Uczynili to dopiero Piraci z Karaibów, wielki kasowy hollywoodzki sukces. Wcześniej oczywiście były starocie, jak 'Karmazynowy pirat', czy 'Wyspa piratów', ale żaden z tych filmów nie sprawił, by serce zabiło mi mocniej. Oczywiście, 'Piraci z Karaibów' a zwłaszcza ich kontynuacje, to błazeńskie filmy z absurdalną momentami fabułą, ale może przez tę odrealnioną atmosferę to właśnie one wzbudziły mój zachwyt :)
Oczywiście, aby sukces marketingowy był pełen, trzeba jeszcze sprzedać kubki, albumy i inne śmiecie sygnowane logo filmu. WizKids, czyli amerykański potentat gier dla dzieci, wpadł na jeszcze inny pomysł, genialny w swej prostocie, i wypuścił 'kolekcjonerską grę figurkową' o piratach - początkowo nie związaną z filmem, później już tak :). Nie byłbym sobą, gdybym tego cacka nie miał :)
Zasady są proste - dowolna ilość graczy wystawia swoje floty okrętów - ich ilość określona jest poprzez limit punktowy, który gracze ustalają między sobą przed rozgrywką (obecnie format turniejowy 'jeden na jednego' to 50 punktów). Floty stają na stole, na którym rozmieszcza się wyspy i inne przeszkadzajki (płaty mgły, lodowe góry, wiry i skały), na wyspach zaś umieszcza się skarby. Celem gry jest zebranie określonej ilości skarbów bądź zatopienie floty przeciwnika. Oczywiście, tylko od wyobraźni graczy zależą dodatkowe zasady, jakim będzie podlegać rozgrywka :) Później gracze przesuwają swoje okręty po stole i rzucają kostkami, klnąc niczym najpodlejsi majtkowie i planując swe ruchy niczym lordowie admiralicji :) Gra się szybko, miło i przyjemnie, a przyswojenie sobie reguł ruchu i ataku trwa tylko chwilę. Osobną sprawę stanowią statki i ich załogi - każdy z nich ma swoje zdolności specjalne, co urozmaica rozgrywkę :). Gdzie leży kruczek? Otóż statki są sprzedawane w zestawach po 2 sztuki (także kupując 2 boostery da się od biedy zagrać w 2 osoby), ale aby skompletować je wszystkie trzeba czasu, cierpliwości i szczęścia - oraz, co najgorsze, pieniędzy :). Co jeszcze? Inwencja twórców nie zna granic :) Oprócz galeonów są szkunery, statki-żółwie, dżonki, drakkary, lodołamacze, galery, a nawet łodzie podwodne (w tym - Nautilus!) i potwory morskie! Słowem - dla każdego coś miłego :) Jednym słowem warto zagrać, choć raz :)
Zasady są proste - dowolna ilość graczy wystawia swoje floty okrętów - ich ilość określona jest poprzez limit punktowy, który gracze ustalają między sobą przed rozgrywką (obecnie format turniejowy 'jeden na jednego' to 50 punktów). Floty stają na stole, na którym rozmieszcza się wyspy i inne przeszkadzajki (płaty mgły, lodowe góry, wiry i skały), na wyspach zaś umieszcza się skarby. Celem gry jest zebranie określonej ilości skarbów bądź zatopienie floty przeciwnika. Oczywiście, tylko od wyobraźni graczy zależą dodatkowe zasady, jakim będzie podlegać rozgrywka :) Później gracze przesuwają swoje okręty po stole i rzucają kostkami, klnąc niczym najpodlejsi majtkowie i planując swe ruchy niczym lordowie admiralicji :) Gra się szybko, miło i przyjemnie, a przyswojenie sobie reguł ruchu i ataku trwa tylko chwilę. Osobną sprawę stanowią statki i ich załogi - każdy z nich ma swoje zdolności specjalne, co urozmaica rozgrywkę :). Gdzie leży kruczek? Otóż statki są sprzedawane w zestawach po 2 sztuki (także kupując 2 boostery da się od biedy zagrać w 2 osoby), ale aby skompletować je wszystkie trzeba czasu, cierpliwości i szczęścia - oraz, co najgorsze, pieniędzy :). Co jeszcze? Inwencja twórców nie zna granic :) Oprócz galeonów są szkunery, statki-żółwie, dżonki, drakkary, lodołamacze, galery, a nawet łodzie podwodne (w tym - Nautilus!) i potwory morskie! Słowem - dla każdego coś miłego :) Jednym słowem warto zagrać, choć raz :)
wtorek, 8 kwietnia 2008
W krainie ślepego minstrela
Dawno, dawno temu, w arturiańskiej Brytanii żył sobie pewien minstrel, ślepy od urodzenia. A nazywał się Ayreon. Poznałem go, kiedy zaczęły go nawiedzać wizje okrutnej przyszłości, wojen i wreszcie zagłady ludzkości. Wizje, jak się później okazało, zsyłali mu naukowcy z roku 2084, w którym jasne się stało, że nie uda się uniknąć katastrofy. Mieli oni nadzieję, że ludzkość dostrzeże zagrożenia i je wyeliminuje, aby uniknąć okropnego losu. Czy rzeczywiście tak się stanie? Czy pieśni minstrela zostaną wysłuchane?
Miesiąc temu Moja-Lepsza-Połowa podarowała mi najnowszą część opowieści o Ayreonie, czyli '01011001'. Skąd wziął się tak dziwny tytuł? To zero-jedynkowy kod literki Y, będącej symbolem planety, z której... Ale o tym powinniście dowiedzieć się sami (jeśli oczywiście Was zainteresuje), bo historia, którą Arjen Anthony Lucassen, czyli mózg całego przedsięwzięcia, opowiedział tym razem, sugeruje zakończenie cyklu o ślepym minstrelu. To, co rozpoczęto płytą 'Final Experiment' i kontynuowano w cyklu 'The Universal Migrator' znajduje swój koniec na nowym albumie. Znając pana Lucassena i jego zadziwiającą płodność nie oznacza to zdecydowanie końca projektu (zainteresowanych zachęcam do odwiedzenia jego oficjalnej strony, którą podlinkowałem gdzieś wyżej), Arjen po prostu poświęci się realizacji kolejnego pomysłu, a tych mu nie brakuje.
Miesiąc temu Moja-Lepsza-Połowa podarowała mi najnowszą część opowieści o Ayreonie, czyli '01011001'. Skąd wziął się tak dziwny tytuł? To zero-jedynkowy kod literki Y, będącej symbolem planety, z której... Ale o tym powinniście dowiedzieć się sami (jeśli oczywiście Was zainteresuje), bo historia, którą Arjen Anthony Lucassen, czyli mózg całego przedsięwzięcia, opowiedział tym razem, sugeruje zakończenie cyklu o ślepym minstrelu. To, co rozpoczęto płytą 'Final Experiment' i kontynuowano w cyklu 'The Universal Migrator' znajduje swój koniec na nowym albumie. Znając pana Lucassena i jego zadziwiającą płodność nie oznacza to zdecydowanie końca projektu (zainteresowanych zachęcam do odwiedzenia jego oficjalnej strony, którą podlinkowałem gdzieś wyżej), Arjen po prostu poświęci się realizacji kolejnego pomysłu, a tych mu nie brakuje.
piątek, 4 kwietnia 2008
Zombie są wśród nas
Jakiś czas temu w sieci głośno było o warszawskim flash-mobie Zombie Walk. Biorący w nim udział ludzie upodobniali się do żywych trupów i maszerowali ulicami Warszawy, ku uciesze gawiedzi i zgorszeniu przechodniów.
czwartek, 3 kwietnia 2008
Lafayn - Searching the Light/Break Down
Co gra Lafayn? Najłatwiej jest określić ich muzykę jako ciężki, melodyjny rock, choć takie zaszufladkowanie z pewnością nie wyczerpuje szeregu innych wpływów. Słychać, że Mister gra w Traumie - są momenty miażdżące swoim niemalże death metalowym ciężarem, ale są też fragmenty przywodzące na myśl wczesne Illusion. Słychać kobiecy wokal i klawisze ('The Profound Silence'), słychać echa tego, co za bałtycką kałużą robiły kiedyś takie załogi jak Dark Tranquility czy In Flames ('To Die Once More', 'More Immortal'). Nie zapominajmy, ten materiał ma ponad dziesięć lat, tak się kiedyś grało. Advance 'Break Down' jest nieco łatwiejszy w odbiorze, brzmienie zostało jeszcze bardziej złagodzone, zaś wokal przywodzi na myśl warszawskiego prog-rockowego Annalist'a. Ciekawe, czy gdyby zespół istniał, nadal podążałby w tym kierunku.
Niestety, potencjał tkwiący w zespole się zmarnował. Lafayn, który miał szansę nieźle namieszać na scenie, dziś nie istnieje. Pytany o możliwość powrotu Mister twierdzi, że zmieniły się czasy i dziś taka muzyka nie płynęła by im spod paluchów. Zresztą trudno się się mu dziwić - Trauma ma status gwiazdy zarówno w Polsce jak i za granicą. Poza tym, kto, poza garstką pamiętających 1998 rok dziadów chciałby słuchać dziś takiej muzyki? ;)
Tak czy inaczej, szkoda, żeby kawałek dobrej muzy uległ zapomnieniu. Także polecam ściągnięcie utworów Lafayn z Wirtualnej Polski i zapoznanie się z zespołem, który był częścią metalowej sceny w latach dziewięćdziesiątych. A jeśli przypadkiem na wyprzedaży czy Allegro natraficie na CD Lafayn, dajcie mi znać :)
Coś się zaczyna...
Autor każdego nowego bloga zakłada, że ktoś go potem będzie czytał. Również i ja zakładam, że to, co zamieszczę na tym blogu przeczyta grupka znajomych i przyjaciół, a także parę póki co obcych mi osób, które przypadkiem zawędrują w ten zakątek Sieci.
Dlatego nie zamierzam na tej stronce zapisywać bzdur mających podkreślić moją indywidualność, jakichś fatalnych wypocin mających udawać sztukę, ani nudnego opisu każdego szarego dnia. Postaram się za to, aby to, co tu znajdzie swoje miejsce było uzupełnieniem mojej obecności na wszelkiego rodzaju forach internetowych.
Znajdziecie tu recenzje płyt, książek i filmów, relacje z ciekawszych koncertów czy weekendowych wypadów w plener, trochę futbolu i trochę humoru. Być może właśnie dzięki temu blogowi traficie w nowe, nieznane Wam wcześniej miejsce w Sieci, albo zapragniecie spróbować czegoś nowego :)
Rozgośćcie się więc i czujcie się jak u siebie. Niedługo zacznę przynudzać :)
Dlatego nie zamierzam na tej stronce zapisywać bzdur mających podkreślić moją indywidualność, jakichś fatalnych wypocin mających udawać sztukę, ani nudnego opisu każdego szarego dnia. Postaram się za to, aby to, co tu znajdzie swoje miejsce było uzupełnieniem mojej obecności na wszelkiego rodzaju forach internetowych.
Znajdziecie tu recenzje płyt, książek i filmów, relacje z ciekawszych koncertów czy weekendowych wypadów w plener, trochę futbolu i trochę humoru. Być może właśnie dzięki temu blogowi traficie w nowe, nieznane Wam wcześniej miejsce w Sieci, albo zapragniecie spróbować czegoś nowego :)
Rozgośćcie się więc i czujcie się jak u siebie. Niedługo zacznę przynudzać :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)